
Rozumiem, że cała ta kampania jest swego rodzaju odwetem na skrajnie nieudolnym premierze Tusku, który przecież nigdy nie umiał rządzić państwem ani go to nawet szczególnie nie interesowało, a kochany przez pół Polski był tylko dlatego, że obiecał zniszczyć PiS, czego też nigdy nie potrafił zrobić. W pewnym sensie wszystko to w jakiś sposób należy się sprawiedliwie Tuskowi, więc jeśli nagonka na szpitale i lekarzy, uprzywilejowujących elitę, ma być częścią planu osłabienia i pokonania Tuska, to przynajmniej ją rozumiem.

Najwyższa Izba Kontroli wskazuje, że sposób obliczenia stabilizującej reguły wydatkowej mógł zwiększyć limit wydatków państwa o 84,5 miliarda złotych. Ministerstwo Finansów odpowiada, że działało zgodnie z obowiązującym prawem. Spór nie dotyczy wyłącznie księgowej metodologii. Dotyka fundamentalnego pytania o wiarygodność polskich finansów publicznych, znaczenie reguł fiskalnych i zaufanie inwestorów do państwa.

W piątek uczniowie odebrali świadectwa. Wiadomo, towarzyszyły pewnie temu różne emocje, ale wszystkich łączy to, że tak oto rozpoczęły się wakacje. Tylko że w wielu miejscowościach razem z końcem roku szkolnego kończy się coś jeszcze: autobus. Ten sam, który przez dziesięć miesięcy dowoził dzieci i młodzież do szkoły, nagle znika z rozkładu albo przestaje być dla nich dostępny. Szkoła się zamyka, a razem z nią zamyka się okno na świat.

Nadanie ukraińskiej jednostce specjalnej imienia „Bohaterów UPA” przez Wołodymyra Zełeńskiego wywołało w Polsce reakcję znacznie wykraczającą poza spór historyczny. W tle znajdują się nie tylko nierozliczone zbrodnie wołyńskie, ale także fundamentalne pytania o godność Polski, konkurencyjność polskiego rolnictwa, rozszerzenie Unii Europejskiej oraz znaczenie polskiego weta w procesie akcesji Ukrainy do UE.
„Opowiadamy Polskę światu” o Poznańskim Czerwcu 1956 roku
W 70. rocznicę Poznańskiego Czerwca 1956 roku przypominamy te wydarzenia w naszym globalnym projekcie „Opowiadamy Polskę światu”. Do mediów na całym świecie trafiły teksty, które przybliżają te wydarzenia. Przedstawiamy je także naszym Czytelnikom.

70 lat temu robotnicy największych w regionie zakładów pracy i mieszkańcy Poznania odważnie upomnieli się o godne życie i niepodległość. Decyzje o skierowanie przeciwko demonstrantom wojska zapadły, gdy demonstracja miała jeszcze charakter pokojowy. 28 czerwca 1956 roku stutysięczny tłum demonstrantów domagał się sprawiedliwości, poprawy warunków pracy, chleba, wolności i usunięcia z kraju wojsk sowieckich.

„My chcemy wolności”, „Żądamy chleba” – te dwa hasła najlepiej oddają charakter buntu poznańskich robotników, którzy w czerwcu 1956 r. wyszli na ulice miasta, aby zaprotestować. Bezpośrednią przyczyną wydarzeń była sytuacja gospodarcza – problemy ekonomiczne, na które składały się złe warunki bytowe, niedobory w sklepach, wreszcie ciężkie warunki pracy. Trudności dotyczyły zakładów produkcyjnych, które w okresie międzywojennym cieszyły się dobrą opinią wśród pracowników, a zatrudnieni tam ludzie uważani byli za robotniczą arystokrację. Sytuacja wyzwoliła w robotnikach gen wolności. Na transparentach oprócz haseł ekonomicznych pojawiły się postulaty polityczne.

Dlaczego wydarzenia poznańskie z czerwca 1956 roku zasługują na naszą pamięć?

W Rzymie kończy się właśnie (trwa jeszcze do 5 lipca) unikalna wystawa zorganizowana w dawnych kuchniach Palazzo Venezia, a zatytułowana „La Maddalena Piero di Cosimo: sztuka, historia i życie kobiet w czasach florenckiego renesansu”.
Najnowszy, 75. numer „Wszystko co Najważniejsze” jest już dostępny w EMPIK-ach, Księgarni Polskiej w Paryżu oraz wysyłkowo i w prenumeracie – w Sklepie Idei.
To wydanie jest opowieścią o Polsce, która przestaje być peryferiami i zaczyna mierzyć się z własnym miejscem wśród globalnych graczy, ale też otoczeniem pełnym konfliktów i walki. Piszemy o Polsce, która nie tylko reaguje na zmiany świata, lecz coraz wyraźniej uczestniczy w ich współtworzeniu. W tym sensie numer 75. jest próbą zrobienia kroku dalej: diagnozuje rzeczywistość, ale też pyta o zdolność wejścia do pierwszej ligi państw – politycznie, kulturowo, gospodarczo i cywilizacyjnie.

Czy Polska – i szerzej świat rozwinięty – stoi w obliczu cichej katastrofy demograficznej? Spadek liczby urodzeń, zmiany kulturowe i rosnący lęk o przyszłość narodów tworzą mieszankę, której skutków możemy jeszcze w pełni nie rozumieć.

Dziś rodzina jest pod presją ideologiczną i ekonomiczną, choćby w zakresie właściwej polityki mieszkaniowej; także pod presją sytuacji na rynku pracy. Jeśli zdecydujemy, że nie będziemy wspierać rodziny, to bardzo możliwe, że cała europejska koncepcja społeczeństwa się rozpłynie.

Demografia, podobnie jak badania zachowań ekonomicznych czy mobilności społecznej, przekształciła się dziś w wysoce wyspecjalizowaną dziedzinę, wymagającą zaawansowanej matematyki i analizy ogromnych ilości danych. Celem jest już nie tylko zidentyfikowanie i wskazanie przyczyn i wzorców dynamiki populacji, ale pogłębiona odpowiedź na pytanie, dlaczego i jak populacje zmieniają się w czasie.

Najlepiej by było, gdyby ruch ludności dało się prowadzić w cywilizowany sposób: przyjmowanie ograniczonej liczby, według kwalifikacji. Przyjmujący kraj decyduje według rozsądku, nie poddając się szantażowi moralnemu. No i warunki w Afryce musiałyby się w zauważalny sposób poprawiać. Dziś dla wielu Chińczyków szansa osiągnięcia czegoś razem może przeważyć nad chęcią życia w kraju bogatszym, ale obcym. Tego należy życzyć Afryce, ale do tego potrzebna jest transformacja demograficzna, a przed nią zmiana myślenia. |