Prof. Michel WIEVIORKA: Rok 1980 był niejako genetycznie wpisany w rok 1956

Rok 1980 był niejako genetycznie wpisany w rok 1956

Photo of Prof. Michel WIEVIORKA

Prof. Michel WIEVIORKA

Francuski socjolog zajmujący się „socjologią zła”. Profesor w École des hautes études en sciences sociales w Paryżu, autor m.in. “L’antisémitisme”, “Le racism”, “Neuf leçons de sociologie”. Nakładem Wyd. Wszystko co Najważniejsze ukazała się książka "Co z tą Francją, Panie Macron?" (2022).

Ryc. Fabien CLAIREFOND

zobacz inne teksty Autora

Dlaczego wydarzenia poznańskie z czerwca 1956 roku zasługują na naszą pamięć? – pyta prof. Michel WIEVIORKA

.Silna jest pokusa, i ulegają jej niektórzy historycy, aby wydarzenia z tamtego czasu interpretować w świetle tego, co nastąpiło później, widząc w nich początek procesu zapowiadającego Sierpień ’80 roku z jego kulminacją, czyli powstaniem Solidarności. Zresztą pod koniec lat 80., po Okrągłym Stole roku 1989, kiedy Solidarność przejęła władzę, Poznański Czerwiec był bardzo często przedstawiany jako moment założycielski. Taka interpretacja jest jednak ryzykowna. Należałoby raczej wykazać, że istnieje ciągłość historyczna, sens historii i pewna spójność w ewolucji, która rozpoczęła się w 1956 roku i narastała, poprzez różne etapy, aż po punkt kulminacyjny roku 1980. Inaczej mówiąc, że rok 1980 był niejako genetycznie wpisany w rok 1956. Jedną rzeczą jest jednak upamiętniać – jak to miało miejsce po 1989 roku – uczestników buntu poznańskiego (tak jak we Francji można upamiętniać na przykład uczestników Komuny Paryskiej 1871 roku), a zupełnie inną rzeczą jest dostrzegać w nim punkt wyjścia pewnego zjawiska historycznego.

Analizując bowiem szczegóły, możemy wykazać zasadnicze różnice między Poznaniem ’56 a Gdańskiem ’80.

W 1956 roku robotnicy nie domagali się zmiany ustroju ani ich głównym celem nie było uwolnienie się od komunizmu. Zresztą władza kontrolowana z Moskwy – mimo rozmaitych oznak niestabilności po śmierci Stalina w 1953 roku – ani nie była słaba, ani nie chyliła się ku upadkowi, ani nie groził jej rozpad, jak miało to miejsce w latach 1980–1981, kiedy to stała się niczym więcej niż juntą wojskową. Prawdą jest, że polska inteligencja nie poddała się całkowicie komunizmowi i że w Poznaniu, jak w wielu innych zakątkach kraju, w 1956 roku ludzie zastanawiali się i debatowali nad niepodległością państwa i demokratyzacją życia zbiorowego. Jednakże w tamtym okresie inteligencja nie przystąpiła do powstania. Wydarzenia poznańskie nie były antykomunistyczne i wiele dzieliło je od walki o demokrację.

Robotnicy, liczni w tak w dużym mieście przemysłowym, chcieli lepszych warunków egzystencji i – jak każdy silny ruch robotniczy – przede wszystkim protestowali przeciwko trudnym czy wręcz absurdalnym warunkom pracy. Występowali przeciwko niesprawiedliwej i nieefektywnej organizacji produkcji. Bunt zrodził się w fabrykach i warsztatach i choć zderzył się z władzą polityczną, a następnie rozprzestrzenił się na uboższe, a nie tylko robotnicze grupy społeczne, nie domagał się odsunięcia przywódców komunistycznych, ale konkretnych działań: podwyżek, premii, jednym słowem, bardziej sprawiedliwego stosunku między nakładem pracy a wynagrodzeniem. Złamane obietnice, zwłaszcza w kontekście trudności gospodarczych, z jakimi borykało się całe społeczeństwo, wywołały gniew nie tylko wśród klasy robotniczej. Zamieszki na jakiś czas zagroziły władzy, gdyż ich uczestnicy uwolnili więźniów, w tym zwłaszcza robotników aresztowanych za udział w tych zdarzeniach, a także szturmowali budynki rządowe. Kres temu położyła interwencja wojska, ale kosztem represji okupionych ofiarami: zginęło kilkadziesiąt osób, było wielu rannych, przy czym nie da się podać ich dokładnej liczby. Władza komunistyczna wdrożyła wówczas politykę względnej otwartości i demokratyzacji, której towarzyszyły podwyżki płac.

Przyjrzyjmy się teraz Solidarności, bazując na filmie Wajdy Człowiek z żelaza (1981)oraz terenowych badaniach socjologicznych, które prowadziłem z Alainem Touraine’em, François Dubetem i zespołem młodych polskich socjologów pod kierownictwem Jana Strzeleckiego (wyniki badań opublikowaliśmy w 1982 roku we Francji w książce Solidarność. Analiza ruchu społecznego. 1980–1981). Ruch ten rozpoczął się od strajków robotniczych w stoczniach Gdańska, Gdyni i Szczecina, a następnie bardzo szybko przekształcił się w ruch totalny, potrafiący bez większych tarć zintegrować trzy porządki: Solidarność była ruchem robotniczym, a zatem i społecznym; była głęboko demokratyczna, a zatem wiodącą rolę odgrywali w niej raczej intelektualiści; i w końcu wyrażała nadzieje otwartego narodu, który w dużej mierze utożsamiał się z afirmacją tożsamości katolickiej.

Po Poznaniu ’56 doszło w Polsce do innych powstań robotniczych, choćby w 1970 roku. Intelektualiści i studenci mobilizowali się na rzecz demokracji, zwłaszcza w kontekście wielkiej fali antysemityzmu roku 1968, czy też zbliżając się do środowisk robotniczych za sprawą Komitetu Obrony Robotników, utworzonego w 1976 roku w związku z represjami wobec strajkujących w Kielcach i Radomiu. Wpływ KOR-u okaże się niezwykle istotny. Jeśli chodzi o Kościół katolicki, to oparł się on stalinowskiemu totalitaryzmowi przede wszystkim bardziej za sprawą jednego człowieka – kardynała Stefana Wyszyńskiego – niż całości polskiego duchowieństwa. Uczucia patriotyczne i religijne zostały w końcu nagrodzone i wzmocnione wyborem polskiego papieża, Jana Pawła II, w 1978 roku. Te trzy elementy Solidarności – socjalny, demokratyczny i narodowy – połączyły się dopiero w drugiej połowie lat 70., by eksplodować w sierpniu roku 1980.

Poznań ’56 był przede wszystkim ruchem robotniczym. Impulsu nie nadawały mu ani jawnie demokratyczne zasady, ani chrześcijańska koncepcja narodu. To z tych powodów przerodził się w przemoc – coś, co Solidarność w swoim czasie odrzucała jako niezgodne z ideą demokracji. Robotnicy żądali od władzy reform i ustępstw, ale nie brali pod uwagę jej upadku. Zrozumieli to radziecko-polscy przywódcy – i być może byli w tym inteligentniejsi od swoich kolegów z Berlina roku 1954 czy później z Pragi i Budapesztu: rozluźnili kontrolę nad kwestiami gospodarczymi i wolnościowymi, stawiając na czele państwa Władysława Gomułkę, ofiarę czystek stalinowskich w 1951 roku za opór wobec przymusowej kolektywizacji, zwolnionego z więzienia w 1953 i zrehabilitowanego w 1956 roku. Inaczej postępowali przywódcy Solidarności, którzy szybko zerwali z jakimkolwiek projektem rewizjonistycznym, z jakąkolwiek ideą poprawy istniejącego systemu. Całkowicie zerwali również z ideologią komunistyczną, z jej kategoriami i hasłami. Nie chcieli już, by opowiadano im o ruchu robotniczym, klasie robotniczej czy walce klas, i w przeciwieństwie do robotników roku 1956 nie śpiewali Międzynarodówki.

Polskie życie zbiorowe, od Poznania do Gdańska, od 1956 do 1980 roku, istotnie należy postrzegać jako jedną całość historyczną, charakteryzującą się, po pierwsze, silnym uprzemysłowieniem, które przekształciło kraj w społeczeństwo industrialne, po drugie – podporządkowaniem Polski Moskwie, a po trzecie – istnieniem władzy o totalitarnych aspiracjach, choć ta kontrola nigdy nie była totalna. Nawet za Stalina Polska nigdy nie uległa całkowicie totalitaryzmowi. Nie przyjęła ani nie tolerowała w pełni ideologicznej istoty reżimu, mimo że komunistyczna i sowiecka władza nigdy nie przejęłaby władzy bez poparcia dużej części społeczeństwa i elit. Przez ten interesujący nas okres dwudziestu pięć lat władza nie była w stanie, a być może nawet nie chciała zapobiegać wyrażaniu protestu przez robotników, intelektualistów, patriotów czy ludzi wierzących. Władza komunistyczna w Polsce w ogóle rzadko sprzeciwiała się ekspresji tożsamości narodowej. W rzeczywistości, w przeciwieństwie do swoich odpowiedników w innych kontekstach, zdarzało jej się zawahać przed stłumieniem sprzeciwu z zaciekłością znaną z innych krajów bloku.

Wymaga to chwili refleksji. Teoretycy totalitaryzmu, jak na przykład Hannah Arendt, podkreślają dążenie mocarstw totalitarnych do dominacji totalnej, sięgającej nawet sumień jednostek. Tego w Polsce nigdy nie było. Państwo nigdy w pełni nie podbiło ani nie wchłonęło serca społeczeństwa, czyli robotników. Nie wchłonęło także inteligencji demokratycznej, której – z wyjątkiem czasów stalinowskich – przyznawało pewien margines wolności. W odniesieniu do sumień musiało nawet układać się z chrześcijaństwem, które nawet w najgorszych momentach stalinizmu zachowało swoisty monopol na sacrum wszędzie tam, gdzie – wzorem innych krajów – to komunizm usiłował być jego świeckim nosicielem.

Powojenny reżim komunistyczny w Polsce nie zdołał podbić społeczeństwa, co przeszkodziło mu w ugruntowaniu pozycji ruchu totalitarnego. Z tej perspektywy Poznań ’56 i Gdańsk ’80 wyraźnie wyznaczają okres komunistyczny i sowiecki w Polsce: kraju, w którym niemal od samego początku totalitarne ambicje władzy były podważane, choć nie do końca dawało się je powstrzymać. Dopiero wspólne zrozumienie i koordynacja wysiłków różnych sił opozycyjnych doprowadziły do ostatecznego upadku reżimu, swoją drogą osłabionego gospodarczą niemocą. Innymi słowy, szansą dla władzy, a także dla całego polskiego społeczeństwa było trwające do końca lat 70. rozbicie walki na różne fronty: społeczny (robotniczy), narodowy, katolicki i demokratyczny.

.W 1956 roku władza miała silną pozycję. W 1980 roku była już słaba, nawet jeszcze zanim doszło do zbiegu wielu różnych protestów rozsianych po kraju, uosabianych przez Lecha Wałęsę, przywódcę robotników z wizerunkiem Czarnej Madonny w klapie marynarki i ściśle współpracującego z intelektualistami. Polskie społeczeństwo pozostało industrialne jeszcze przez kilka lat, ale wraz z Solidarnością zapoczątkowało zupełnie nową erę, nie tylko polityczną, ale i społeczną. Społeczeństwo stało się postindustrialne i gwałtownie wkroczyło w erę neoliberalną, a patrząc przez pryzmat narodowy, kraj zszedł z orbity rosyjskiej, by wejść do Europy. Ci, którzy są świadomi niezwykłego wkładu Solidarności w latach 1980–1981, mają rację – 45 lat później – gdy oddają hołd robotnikom Poznania. Jednak droga, która 24 lata później doprowadziła do Gdańska, nie była linearna. Nikt w 1956 roku nie mógł sobie wyobrazić, że powstanie kiedyś ruch, który położy kres erze komunistycznej, i że będzie to ruch robotniczy (jak w Poznaniu), ale także wytyczający drogę do demokracji i emancypacji narodu.

Michel Wieviorka

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 24 czerwca 2026