Bezbronna cywilizacja

Zbigniew BRZEZIŃSKI

(1928-2017) B.doradca ds. bezpieczeństwa narodowego USA, politolog, sowietolog, geostrateg. Kawaler Orderu Orła Białego.

zobacz inne teksty autora

Odpowiedzią na kryzys globalnej władzy jest trójstronne porozumienie między USA, Chinami i Rosją. Jeśli mamy uniknąć konfliktu, musi zwyciężyć współpraca i rozwaga – przekonuje Zbigniew BRZEZIŃSKI

.Od końca ostatniej wojny, światowy pokój zachowano pod groźbą (użycia) bomby atomowej. Za przyczyną unikatowej zdolności do zniszczenia świata, bomba fundamentalnie zmieniła realia polityki międzynarodowej. Jednak jej wpływ na globalną stabilność zaczął zanikać, od kiedy kolejne kraje rozwinęły podobnie niszczycielskie możliwości.

Amerykański monopol na broń nuklearną trwał mniej niż dekadę. Jej rola wzbudzania strachu zmniejszyła się już w połowie lat pięćdziesiątych. Jednak z końcem lat czterdziestych wciąż była wystarczająco wiarygodna, by przeciwstawić się sowieckiej blokadzie, mającej zmusić USA do wycofania się z Berlina.

Na początku lat sześćdziesiątych Waszyngton doprowadził do wycofania sowieckich rakiet z Kuby. Jednak ostateczne rozwiązanie kryzysu kubańskiego nie było jednostronnym zwycięstwem, a bardziej kombinacją kompromisów dla zachowania twarzy obu mocarstw. USA nie tylko musiały publicznie zadeklarować, że nigdy nie dokonają inwazji na Kubę, ale także potajemnie zgodziły się na wycofanie rakiet Jupiter z Turcji.

Tak więc, wczesne stadium zimnej wojny rozgrywało się między dwiema największymi potęgami. To tamte czasy nadały im specjalny status wyłącznej odpowiedzialności globalnej. Paradoksalnie, dobrze się wzajem rozumieli. Żaden nie był skłonny do konfrontacji, mogącej wygenerować obopólną katastrofę. W efekcie, dwadzieścia lat po wprowadzeniu broni nuklearnej w obieg międzynarodowy, Stany Zjednoczone musiały coraz bardziej uwzględniać sowieckie obawy.

Kiedy wygasł strategiczny monopol nuklearny, Stany Zjednoczone starały się zyskać przewagi na innych polach. Szukano ich również w pokojowej współpracy między Waszyngtonem a komunistycznym Pekinem. W latach osiemdziesiątych, oba mocarstwa współpracowały nawet nieformalnie, by rosyjską inwazję Afganistanu uczynić kosztowniejszą i ostatecznie daremną. Zarówno Pekin, jak i Waszyngton pilnowały jednak, by w żadnym momencie nie groziło to wojną nuklearną.

Na początku XXI wieku, układ globalnych sił został całkowicie zmieniony. Ameryka i Rosja nadal były głównymi rywalami, ale Chiny, uzbrojone w skromniejszą liczbę głowic jądrowych, zaczęły coraz bardziej dominować nad horyzontem Dalekiego Wschodu. Choć relacje amerykańsko-chińskie nie przekształciły się w trwały i wszechstronny sojusz, selektywna i często sekretna współpraca stała się jedną z ich cech wyróżniających.

Globalnej stabilności zagrażają dziś trwałe konflikty, angażujące znaczące siły. Dla Rosji sytuacja regionalna staje się coraz trudniejsza. Byli członkowie Związku Sowieckiego otwarcie dopominają się niezależności narodowej i odmawiają udziału w jakichkolwiek strukturach umarłego mocarstwa.

Islamskie republiki Azji Środkowej są zdeterminowane do zastąpienia nominalnej niezależności prawdziwą suwerennością państwową. Aspiracje te podzielają również Ukraina i Białoruś, zaangażowane w bliższe związki z Europą. Tymczasem chińska strategiczna penetracja Azji Środkowej, jest zachętą do znaczącego zmniejszenia dominacji Moskwy we wschodniej części byłego Związku Sowieckiego.

Poprawa stosunków chińsko-rosyjskich zdaje się oferować Pekinowi atrakcyjną, choć krótkoterminową alternatywę. Jednak obie strony mają wzajemne pretensje historyczne, które każą obawiać się intencji partnera. To dlatego ambitna inicjatywa chińska OBOR (One Belt, One Road) w Azji Środkowej, spotkała się w Moskwie z wątpliwościami. Niepokój ów objawił się próbami spowolnienia rozwoju planowanego przez Chiny szlaku handlowego do Europy.

Prowincję Amur zamieszkuje 830 000 Rosjan. Na całym Dalekim Wschodzie, mieszka ich 6 milionów. Po drugiej stronie rzeki Amur (granica między Rosją i Chinami) chińska prowincja Heilongjiang liczy 40 milionów mieszkańców. Skala tego kontrastu w niezbyt odległej przyszłości może wywołać problemy geopolityczne. W dłuższej perspektywie najbardziej niepokojąca Rosję może być nadzieja chińskich generałów, że Pekin odzyska w końcu ogromne obszary syberyjskie, odebrane siłą przez carską Rosję. Odległe i właściwie bezludne kresy Azji mogą zatem stać się celem geopolitycznej odbudowy Chin, które dziś hamują swe dalekosiężne ambicje. Ich aspiracje mogą być zrealizowane tylko wtedy, gdy Rosja ostatecznie skieruje się ku Europie.

Polityka amerykańska wobec Chin stała się bardziej dwuznaczna. Brakuje jej spójnej wizji strategicznej, która była tak charakterystyczna jeszcze na przełomie wieków, owocując cieplejszymi stosunkami Waszyngtonu z Pekinem.

Musimy uważać na niebezpieczeństwo strategicznego sojuszu Chin i Rosji, generowanego własnym impetem, lecz również dzięki nieprzemyślanej polityce Stanów Zjednoczonych. Waszyngton nie powinien traktować Pekinu, jakby ten już był wrogiem. Nie warto również faworyzować Indii, jako głównego sojusznika w Azji. To niemal gwarancja na ściślejszy związek między Chinami a Rosją. A nie ma nic groźniejszego dla USA od takiego przymierza.

Nic dziwnego, że rola USA w politycznie przebudzonej Azji staje się coraz bardziej defensywna. Stany Zjednoczone są szczątkowo obecne na wyspach Pacyfiku, demonstrując tym samym udział w regionalnym systemie bezpieczeństwa. Otwarcie zobowiązały się bowiem bronić Japonii i Korei Południowej. Ale to zobowiązanie zależy od zaangażowania strategicznej rozwagi, jak i determinacji.

Waszyngton musi być również gotowy do reakcji militarnej w obronie Europy. Pomimo, a może nawet ze względu na międzynarodowe wątpliwości dotyczące amerykańskiej determinacji i skłonności do działania, jeśli zajdzie taka potrzeba, na własną rękę.

Europie, niezbędna jest jednoznaczna deklaracja Stanów Zjednoczonych, że nie będą bierne wobec zagrożeń politycznych lub wojskowych z Kremla. Rosja z kolei powinna być upewniona, że nie grozi jest ostracyzm. Jednak, gdyby armia rosyjska zaatakowała Łotwę lub zabrała się za szturmowanie Tallina, musi spodziewać się blokady morskiej od Dardaneli po Noworosyjsk, Sankt Petersburg i inne porty przez które przechodzi dwie trzecie rosyjskiego handlu.

Stanowcza reakcja USA drastycznie ograniczy zdolność Rosji do prowadzenia handlu międzynarodowego. Zapewni czas potrzebny do przerzucenia większych sił amerykańskich do sojuszników w Europie Środkowej. Chiny prawdopodobnie zachowają neutralność. Kreml byłby zatem zmuszony do przykrego wyboru: wyniszczająca ekonomicznie izolacja lub wycofanie żołnierzy. I przyglądanie się, jak Chiny zaludniają ogromne, ale puste przestrzenie na północnym wschodzie Azji. Przez granicę rosyjsko-chińską już teraz napływają tysiące chińskich robotników.

Wszystko to sugeruje, że w najbliższych latach, północny wschód Azji może stać się niestabilny geopolitycznie, a czasem nawet wybuchowy. Oczywiście Ameryka będzie tylko dalekim obserwatorem, choć przezornie rozszerza swe dwustronne stosunki z Japonią i Koreą Południową.

Natomiast zagrożenie dla bezpieczeństwa związane z Koreą Północną będzie wymagało współpracy USA z Chinami i (mam nadzieję) z zorientowaną na Europę Rosją. Chiny i Rosja mają bowiem większy wpływ na jakiekolwiek zmiany polityczne w Korei Północnej niż jawne i indywidualne wysiłki amerykańskie. Sądzę, że Chiny, Japonia, USA i być może Rosja, mogłyby udzielić gwarancji Korei Północnej, w zamian za ewolucję systemu politycznego.

Wojny na Bliskim Wschodzie napędza nienawiść religijna. Wciąż jest obawa przed irańskimi ekstremistami gotowym uwolnić broń nuklearną. Nie wspominając o geopolitycznych ambicjach zrodzonych na nacjonalistycznej fali w Turcji, które mogą być wsparte przez wojska rosyjskie. Każdy z tych wulkanów niesie groźbę erupcji.

Idealną odpowiedzią geopolityczną byłoby trójstronne porozumienie między Stanami Zjednoczonymi i Chinami, a następnie z Rosją, która w tym kontekście nie miałaby wyboru, jak tylko zaakceptować konieczność lepszych relacji zarówno z Pekinem, jak i Waszyngtonem.

Wzrost regionalnej niepewności z potencjalnie niszczycielskimi konsekwencjami dla wszystkich trzech mocarstw nuklearnych to czas, by pomyśleć co może się wydarzyć. Chiny powinny zastanowić się, czy mogą unikać odpowiedzialności za to, co dzieje się w ich sąsiedztwie. Czy to może zagrozić chińskim interesom i popchnąć Pekin w nadmiernie ścisły sojusz wojskowy z Moskwą?

Pozycja Rosji będzie dużo lepsza w świecie, w którym trzy najsilniejsze militarnie mocarstwa ściślej współpracują na Bliskim Wschodzie, a z czasem w rejonie wschodniego Pacyfiku, gdzie chińskie ambicje są w stanie uśpienia, ale mogą z łatwością być obudzone?

Wszystko, o czym była mowa, może być bez znaczenia wobec rosnącego możliwości fundamentalnych zmian klimatycznych w skali globalnej. Będą one intensyfikować dzisiejsze sytuacje kryzysowe. Globalne ocieplenie już sygnalizuje perspektywy rozległych katastrof. Może generować większy niepokój publiczny niż niepewność strategiczna. Jest zagrożeniem na skalę dotąd nie doświadczaną przez coraz bardziej bezbronną cywilizację.

.Współpraca regionalna będzie zatem wymagała wspólnej mądrości i woli, by iść ręka w rękę pomimo historycznych konfliktów i ciągłej obecności zawsze groźnej broni jądrowej, która nawet po siedemdziesiąt lat wciąż nikomu nie gwarantuje jednostronnego zwycięstwa.

Zrzut ekranu 2017-01-19 (godz. 14.42.29)Zbigniew Brzeziński

Tekst pochodzi z najnowszego wydania Niezależnego Magazynu Strategicznego PARABELLUM. Promocyjne egzemplarze dla Czytelników #KontoPREMIUM [LINK]. Zainteresowanych prosimy o zgłoszenie: redakcja@wszystkoconajwazniejsze.pl z podaniem identyfikatora/loginu #KontoPREMIUM oraz adresem pocztowym.

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy.

Chcę otrzymywać powiadomienia o najnowszych tekstach.

  • Triumwiraty już były i zawsze kończyły się smutno.

  • Krzysztof Kajak

    Jak był poprzednio taki trójkąt: ogólnie rozumiany Zachód – Niemcy – ZSRR, to były wszystkie trzy możliwe konfiguracje kto z kim przeciwko komu, a skończyło się tak, że w Europie mało który kamień został na kamieniu. Że już o Marku Krasusie, Pompejuszu i Cezarze, a potem Marku Antoniuszu, Oktawianie i Markiem Lepidusie. Co tu gadać, triumwiraty nie są stabilne – zawsze jest pokusa aby dwóch skoczyło na jednego…

Autorzy wszyscy autorzy

A B C D E F G H I J K L M N O P R S T U W Y Z
Przejdź do paska narzędzi