
Dla lewicy historia jest częścią decydującej batalii kulturowej, intelektualnej i politycznej
Murmures de la Cité, spektakl historyczny z udziałem ponad 350 statystów, przedstawiący dzieje Francji w ośmiu odsłonach, stał się obiektem huraganowego ataku francuskiej lewicy – pisze Arnaud DASSIER
.Od kilku miesięcy fresk historyczny Murmures de la Cité (inspirowany znanym we Francji plenerowym spektaklem Cinéscénie du Puy du Fou), którego premierę zaplanowano na 11 lipca w Moulins, jest obiektem nieustannych ataków lewicy, na czele z Yannickiem Monnetem z Partii Komunistycznej. Spektakl obrzucany jest błotem w lokalnych mediach, wywierana jest presja na miejscowych sklepikarzy i statystów, wzywa się do odebrania subwencji przyznanych młodym przedsiębiorcom, którzy przez dwa lata przygotowywali ten ambitny projekt kulturalny.
Ponieważ jednym ze sponsorów jest fundusz Fonds du Bien Commun Pierre-Édouarda Stérina, a pomysłodawcy są katolikami, spektakl (którego jeszcze nikt nie widział) podejrzewany jest o przedstawianie „skrajnie prawicowej” wersji historii Francji. Mamy więc do czynienia z cenzurą prewencyjną ze strony lewicowego sektaryzmu, dążącego do zachowania swojego monopolu kulturowego.
Batalia kulturowa
.Od kilkudziesięciu lat w instytucjach medialnych, kulturalnych i uniwersyteckich dominuje tendencja do dekonstrukcji narodowej opowieści w imię wstecznej moralności, nieustającego poczucia winy, wybiórczego realizmu, co ma służyć lepszemu wykorzystywaniu historii do celów propagandy multi-kulti. Ta nowa fragmentyzacja polityki pamięci wyraża się poprzez działania legislacyjne, usuwanie pomników z przestrzeni publicznej, anachroniczne procesy wytaczane symbolicznie postaciom historycznym. Jej skutkiem jest zaognienie, skażenie relacji między prawicą a lewicą, mężczyznami a kobietami, młodzieżą a starszym pokoleniem, Francuzami z pochodzenia a tymi napływowymi itd.
Lewica zrozumiała bowiem dobrze, że historia jest częścią decydującej batalii kulturowej, intelektualnej i politycznej: „Kto kontroluje przeszłość, ten kontroluje przyszłość”, jak pisał George Orwell w powieści Rok 1984. Nakręcając poczucie winy za historię Francji, totalitarna lewica dąży do delegitymizacji takich pojęć, jak „lud” czy „naród”, osłabienia więzi przynależności, narzucenia permanentnej dekonstrukcji, wymazania wszystkiego, aby na tej podstawie stworzyć nowego człowieka i nowe społeczeństwo. Nie chodzi już o celebrowanie czy zrozumienie naszej historii, ale o jej oczyszczenie, „poprawienie” czy wręcz zapomnienie, tak jak odrzuca się historię kłopotliwego przodka, by móc iść do przodu, nie zważając na przeszłość.
Odrzucić poczucie winy
.Naród bez wspólnej pamięci jest narodem bez przyszłości. Zorganizowana niepamięć o wspólnej przeszłości, pod płaszczykiem realizmu, nowoczesności czy progresywizmu, daje asumpt do powstawania innych opowieści identytarystycznych. Kiedy przestajemy tworzyć wspólną opowieść, robią to za nas inni, nierzadko w duchu komunarystycznego separatyzmu. Jeżeli historia Francji będzie wymazywana, na jej miejsce pojawią się opowieści wspólnot regionalnych czy religijnych.
Murmures de la Cité idzie pod prąd tej złowróżbnej ewolucji i proponuje nawiązanie do narodowej opowieści, która łączy ludzi i przywraca historii jej status dobra wspólnego. Spektakl nie czyni z przeszłości bożka, ale pokazuje z jednej strony to, z czego możemy być dumni, a z drugiej to, z czego powinniśmy wyciągnąć naukę.
Nasza przeszłość nie jest ciągiem zbrodni, dominacji, wykluczenia. Historia nie jest sądem – jest mądrością, która powinna być przekazywana z pokolenia na pokolenie. Nie jest leciwym, rozpadającym się gmachem, który wymaga dekonstrukcji, ale solidnym fundamentem, na którym nadal można budować.
III Republika rozumiała fundamentalną polityczną wagę historii. Udało jej się zjednoczyć kraj podzielony na regiony i języki, na republikanów i rojalistów – dzięki właśnie narodowej (o)powieści przekazywanej w szkole. Zrobiła to z pełną świadomością złożoności francuskiej historii, jej wielowiekowej ciągłości, mimo różnych zawirowań, ale zawsze nakierunkowanej na trwanie i jedność, źródło naszej dumy.
Naród bez wspólnej pamięci jest narodem bez przyszłości
.Dzisiaj ze względu na niespotykaną wcześniej w naszej historii masową imigrację znowu stoimy przed fundamentalnym wyzwaniem, jakim jest zachowanie jedności narodowej. Aby mu sprostać, musimy wyjść z logiki skruchy, która przemienia francuskie dzieci w małych sędziów przeszłości, a obywateli w nieprzyjaciół, którzy wyrzucają sobie nawzajem zbrodnie przodków, aby znaleźć uzasadnienie dla przemocy tu i teraz. Musimy odnaleźć drogę do wspólnego dziedzictwa i do wielkości. Uczyć, że Francja była matrycą oświecenia i wolności, nawet jeśli nie obyło się to bez rozlewu krwi i błędów. Że jej wyjątkowe dziedzictwo jest dobrem, którego należy bronić, i że jej historia nie jest brzemieniem, za które należy odpokutować, lecz epopeją, którą należy poznawać i celebrować.
Prawica w tej materii ma fundamentalną rolę do odegrania. Powinna zrobić, co w jej mocy, by tę witalną bitwę wygrać. W tym celu musi wejść na nowo na scenę kulturową i intelektualną i tam bronić historii i dziedzictwa Francji, odbierając tym samym monopol interpretacji historii, który uzurpuje sobie lewica. Najwyższy czas, aby odbudować narodową, federującą opowieść, w której celebrować się będzie chwalebne momenty naszej wielkiej i pasjonującej historii. Nie po to, aby cofnąć się do przeszłości, ale po to, by dać naszym dzieciom solidny fundament, na którym zbudują swoją przyszłość. Nie po to, aby wykluczać, ale po to, aby łączyć. Bez wspólnej opowieści bowiem nie będzie jedności między ludźmi mającymi „żyć razem”. Bez współdzielonej pamięci czeka nas wojna między pamięciami – a wkrótce po prostu wojna.
Arnaud Dassier
Tekst ukazał się równolegle w najnowszym wydaniu tygodnika „Journal du Dimanche”.