Fala przemocy we francuskich miastach. Przyczyną imigracja

fala przemocy

Nowa fala przemocy dotyka francuskie miasta – tygodnik „Journal du Dimanche” przeprowadził wywiad z burmistrzem Béziers. Robert Ménard, który doświadczył w swoim mieście tej przemocy, twierdzi, że 80 proc. podżegaczy pochodzi z imigracji.

Fala przemocy we Francji

Francuski prawicowy tygodnik „Journal du Dimanche” poświęcił swój najnowszy numer fali przemocy, która zalewa francuskie miasta – nie tylko duże aglomeracje i ich przedmieścia. Średnia miasta także są tym dotknięte. Zamieszki na basenach, zasadzki na policjantów i strażaków, atakowanie posterunków, bijatyki z nożownikami, handel narkotykami, pożary… Obejmuje to 79 proc. francuskich gmin, a służby publiczne się wycofują. „Tam, gdzie państwo się wycofuje, pojawiają się mafie”, pisze tygodnik. Gorzej: „Lokalni politycy, pozostawieni sami sobie na pierwszej linii frontu, mogą jedynie działać doraźnie. Masowa, pozbawiona zahamowań przemoc przekracza ich możliwości”.

Robert Ménard reprezentuje burmistrzów i radnych. Jest założycielem i byłym przewodniczącym organizacji Reporterzy bez Granic. Przeszedł do polityki w 2014 roku, uzyskując mandat burmistrza w mieście Béziers, na południu Francji. Początkowo był powiązany ze środowiskami lewicy. Rozpoczął współpracę z prawicą, a w ostatnich latach unikał konfliktów z rządzącym blokiem centrowym. Jego otwartość pozwoliła mu prowadzić ambitną politykę bezpieczeństwa w Béziers, która zaowocowała obniżeniem poziomu przestępczości w mieście. Robert Ménard między innymi wprowadził godzinę policyjną dla nieletnich w niektórych „wrażliwych” dzielnicach.

80 proc. podżegaczy pochodzi z imigracji

„Journal du Dimanche” zapytało go o przyczyny tej nowej fali przemocy, która dotknęła także Béziers. Wskazał na niekontrolowany rozwój handlu narkotykami. Zajmujące się tym grupy są często w rękach przestępców pochodzenia arabsko-islamskiego i afrykańskiego: „Przestępcy są coraz młodsi, niektórzy mają 15, 14, a nawet 13 lat. Dodatkowo 80 proc. podżegaczy pochodzi z imigracji. Wystarczy zerknąć na ich nazwiska”, mówi Robert Ménard. Polityk opisuje „korzyści” z handlu narkotykami dla tych przestępców: „Handel narkotykami to sposób na zarabianie pieniędzy bez pracy. Nie tylko dla dealera: czasami pozwala to utrzymać całe rodziny”.

Jak temu zaradzić? Burmistrz Béziers apeluje o zwiększenie obecności policji: „Kiedy przybyłem do Béziers, było tam 34 policjantów miejskich. Dzisiaj jest ich 130. Wcześniej nie byli uzbrojeni, nie pracowali wieczorami ani w weekendy. Dzisiaj są uzbrojeni, pracują 24 godziny na dobę i 365 dni w roku”. Wnioskuje także o zwiększenie uprawnień funkcjonariuszy, aby mogli przeprowadzać kontrole tożsamości, otwierać bagażniki samochodów lub mieć dostęp do baz danych skradzionych pojazdów.

Brak reakcji władz

Krytykuje pobłażliwość wymiaru sprawiedliwości: „Kiedy zostajesz skazany na miesiąc lub trzy miesiące więzienia, musisz odbyć karę. Kropka. Mam dość przepisów, które pozwalają na automatyczne zmniejszenie wymiaru kary w przypadku wyroków poniżej jednego roku. W rezultacie przestępcy doskonale wiedzą, że nigdy nie trafią do więzienia”. Robert Ménard wie, jak chronieni są przestępcy pochodzenia imigranckiego przez wymiar sprawiedliwości. Sam został oskarżony o nieudzielenie ślubu nielegalnemu migrantowi z Francuzką. Sprawa sądowa nadal się toczy.

Zapytany przez „Journal du Dimanche” o reakcję francuskich władz na falę przemocy, która dotyka kraj, były znany dziennikarz nie owija w bawełnę: „Nic. Odpowiedzi prezydenta i ministra sprawiedliwości są wymijające. To jest nieznośne”.

Nathaniel Garstecka

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 1 sierpnia 2025
Fot. Jacky Naegelen / Reuters / Forum