Marta NAWROCKA. Pierwsza Dama ma własny styl ["Viva!"]

„Pierwsza dama własnego domu” – to tytuł rozmowy z Martą Nawrocką w popularnym magazynie kobiecym Viva! Bardzo ciekawa rozmowa, w którym Pierwsza Dama przejawia swój własny styl. Nikogo nie kopiuje, na nikogo się nie stylizuje. Jest sobą, wspierając w sposób odpowiedzialny i przemyślany męża, wypełniającego od 6 sierpnia 2025 r. najważniejszą funkcję w państwie.
Kim jest Pierwsza Dama?
„Nie ma jednej recepty na to, jak być Pierwszą Damą” – przekonuje Marta Nawrocka Wiktora Słojkowskiego w tej rozmowie. „Pani Agata Duda wybrała drogę bez rozgłosu medialnego, ale znaczącą i wartościową. W jej działaniu było wiele dobra, które nie zawsze dostrzegała opinia publiczna. Spotkałam się z nią, żeby porozmawiać o tym, co mnie czeka. Opowiedziała. Doradziła. Było to dla mnie bardzo ważne spotkanie. Ja jako Małżonka Prezydenta chciałabym wykorzystać ten czas na bycie blisko ludzi, naprawdę blisko. Chcę słyszeć, jak mówią o swoich lękach, o swoich radościach, o zwyczajnych sprawach, które budują naszą wspólnotę od środka” – mówi Marta Nawrocka.
Pierwsza Dama przekonuje, że ta funkcja może być pomostem między światem oficjalnym, reprezentacyjnym, a światem ludzi stanowiących siłę Polski. „Chcę ten czas wykorzystać najlepiej, jak potrafię, bo wiem, że każda Pierwsza Dama jest tylko przez chwilę, ale ta chwila może zostać zapamiętana na długo. Dlatego chcę być aktywna, obecna, pomocna, chcę angażować się w inicjatywy społeczne, edukacyjne, kulturalne, chcę dotykać spraw realnych, a nie tylko symboli. I wiem, że to wymaga ogromnej pokory oraz pracy nad sobą” – przekonuje Pierwsza Dama.
Jak Karol Nawrocki został Prezydentem RP?
Marta Nawrocka bardzo dobrze pamięta tę pierwszą rozmowę, gdy jej mąż powiedział, że istnieje szansa, że zostanie kandydatem na prezydenta. „Nie zdziwiło mnie to, znałam jego charakter, jego sposób myślenia o Polsce, o wartościach, o historii. Zawsze miał w sobie ten rodzaj wewnętrznego obowiązku wobec kraju. I choć nie myślałam wtedy, że to przeznaczenie, to jednak poczułam, że to logiczny ciąg jego życia” – wspomina.
„W dniu, w którym w Krakowie, w hali „Sokół”, ogłoszono kandydaturę męża, patrzyłam na niego i wiedziałam, że wygra. Nie dlatego, że jest człowiekiem, który tylko obiecuje, ale dotrzymuje słowa, a to robi różnicę. I tak jak ja nigdy się na nim nie zawiodłam, wierzę, że nie zawiodą się na nim Polacy” – mówi Marta Nawrocka w „Vivie!’.
Marta Nawrocka i szkoła baletowa
Marta Nawrocka zdradziła swoje marzenia z dzieciństwa Był to balet. :Każda dziewczynka ma swoje marzenia, czasem ulotne, czasem konkretne, ale zawsze pełne emocji. Ja marzyłam o tańcu, o tej niezwykłej harmonii między ciałem a muzyką, o poczuciu, że można wyrazić coś bez słów. To było coś więcej niż dziecięca zabawa (…). Balet to świat surowych zasad, dyscypliny, pracy nad sobą, często ponad siły, ale też świat ogromnej wrażliwości. Nauczył mnie systematyczności, odporności na stres, poczucia rytmu, nie tylko muzycznego, ale też życiowego.
Zrozumiałam dość wcześnie, że taniec, choć piękny, nie będzie moją przyszłością. Czułam, że chcę czegoś innego, bardziej stabilnego, konkretnego. Że chcę być częścią czegoś większego niż scena. Dlatego poszłam w stronę pracy publicznej. I choć to dwa zupełnie różne światy – teatr i urząd – to jednak łączy je coś wspólnego: dyscyplina, rytm i odpowiedzialność. W balecie liczy się każdy krok, w służbie – każde działanie. Tylko sceneria się zmienia” – mówi Marta Nawrocka.
Marta Nawrocka: „Rodzina jest najważniejsza”
Pierwsza Dama przekonuje, że rodzina jest dla niej fundamentem wszystkiego. A czas, w którym się znalazła, jest ważną lekcją. „Rodzina jest wszystkim. To nasz fundament, nasze źródło siły i spokoju. Kiedy świat zaczyna wirować, zatrzymujemy się, jesteśmy razem. Dzieci przypominają nam, co jest w życiu ważne. Dają nam perspektywę, której żaden urząd ani tytuł nie zastąpi. Wystarczy spojrzeć, jak się śmieją, jak pytają o świat, żeby wszystko nabrało sensu”.
Jak zmienił się świat Marty Nawrockiej?
Pierwsza Dama w „Vivie!” ciekawie definiuje tę różnicę: „Mój świat też się zmienił, nie ma już bliskości morza, mew, szumu fal. Z Karolem nasze wspólne życie zaczynaliśmy w jednym pokoju, w mieszkaniu które dzieliliśmy z mamą mojego męża. Było skromnie, ale szczęśliwie. Potem długo czekaliśmy na własne mieszkanie, pamiętam to oczekiwanie, zapach świeżej farby, meble składane w nocy. W końcu przeprowadziliśmy się do naszego mieszkania, a teraz jesteśmy tutaj, w Pałacu, w zupełnie innej rzeczywistości, choć w środku pozostało to samo: wdzięczność, miłość i wspomnienie tamtych początków” – mówi Marta Nawrocka.
„To jest właśnie w tym wszystkim najpiękniejsze, że mimo zmian wokół nas, w środku pozostajemy tacy sami. Nigdy nie staraliśmy się być kimś innym niż jesteśmy. Mój mąż jest prezydentem, ale gdy wracamy do domu, zrzucamy garnitury, siadamy z dziećmi, oglądamy filmy, rozmawiamy, śmiejemy się. Gdy jesteśmy razem nie siedzimy nad ustawami, tylko nad klockami, szkolnymi zeszytami i planami na przyszłość. Taki rytm życia pozwala nie zatracić siebie. I właśnie to jest klucz do równowagi i sukcesu. Zawsze dbaliśmy o to, by oddzielać życie zawodowe od prywatnego. Kiedy mąż pracował w Warszawie w Instytucie Pamięci Narodowej, a my byliśmy jeszcze w Gdańsku, wiedział, że gdy wraca do domu, to wraca naprawdę. Nie było wtedy telefonów, maili, obowiązków służbowych. Tylko czas dla rodziny”.
Pierwsza Dama Marta Nawrocka i jej zasady
Marta Nawrocka nie kryje, że część zasad panujących w Pałacu Prezydenckim była dla niej nie do zaakceptowania. „Po przeprowadzce do Warszawy, to był szok, że ktoś, a nie ja dba o rytuał stołu. Już po tygodniu postanowiłam, że część posiłków będę przygotowywała sama. Nie chcę zbyt często angażować obcych w naszą codzienność, lubię mieć porządek wokół siebie i lubię dbać o niego na bieżąco. Zawsze prałam sama i nadal piorę, bo lubię. Naprawdę lubię wywieszać pachnące pranie. Proszę mi wierzyć – to daje mi spokój” – mówi Pierwsza Dama.
„Minęły dopiero – albo i aż! – trzy miesiące nowej rzeczywistości i nie wybiegam za daleko. Wiem tylko, że nie będę już nigdy wstawała o czwartej rano na akcje, że nie będę zwalczać nielegalnego hazardu w Trójmieście, że to zamknięta droga. Tamta droga się zamknęła, ale otworzyła nowa. Dużo jeszcze przed nami. Niepewność to część życia każdego człowieka. Ale jedno jest pewne. Że zawsze będzie Karol, nasze dzieci, koty i ja. No i może za jakiś czas dołączy do nas… pies”.
Największe marzenie Marty Nawrockiej? Aby Polska nie była tak podzielona
O tym marzeniu mówi Marta Nawrocka „Vivie!”. Aby Polska nie była podzielona. „Ani politycznie, ani mentalnie, ani emocjonalnie. Chciałabym, żebyśmy jako społeczeństwo nauczyli się znowu ze sobą rozmawiać, słuchać siebie, pięknie się różnić. Polska jest wspaniałym krajem, pełnym dobrych, serdecznych ludzi, ale często pozwalamy, żeby język, jakim się posługujemy, oddzielał nas od siebie. Chciałabym, byśmy zaczęli mówić do siebie z szacunkiem, nawet jeśli się nie zgadzamy. Byśmy przestali nienawidzić w Internecie, przestali oceniać innych po jednym zdaniu, po jednym zdjęciu. Bo przecież w rzeczywistości ludzie są inni niż w sieci, cieplejsi, delikatniejsi, bardziej ludzcy”.
„Nigdy nie zdarzyło mi się, żeby ktoś na ulicy powiedział coś przykrego, mimo że w mediach społecznościowych komentarze bywają okrutne. To pokazuje, jak bardzo Internet wypacza obraz społeczeństwa. Dlatego chcę działać, byśmy zaczęli lepiej rozumieć, jaką siłę mają słowa” – mówi Marta Nawrocka. Pierwsza Dama wskazuje, że temu ma też służyć powołana przez nią fundacja, szczególnie jeśli chodzi o hejt, głównie wobec dzieci i młodzieży. „Pamiętam sytuację, kiedy moja córeczka, usłyszała od dorosłej osoby: „Kasiu, jesteś super, nie przejmuj się hejtem”. Szłyśmy wtedy razem i ona po chwili zapytała: „Mamo, a co to jest hejt?”. To pytanie mnie zatrzymało. Dziecko w jej wieku nie powinno nawet znać tego słowa. Ono powinno się śmiać, bawić, żyć w świecie, który jest bezpieczny i dobry. Dlatego tak bardzo wierzę w edukację, w rozmowy, w uświadamianie” – mówi Marta Nawrocka, Pierwsza Dama, w „Vivie!”.
Arkadiusz Jordan




