
Totalitarna logika komunizmu przetrwała w architekturze cyfrowej współczesnych demokracji
Dzisiejszy świat cyfrowy zarówno państwa komunistyczne jak i demokracje zachodnie stosują logikę podobną do tej, która powstała w gabinetach NKWD. Dlatego badanie komunizmu to nie archeologia. To studium przyszłości – pisze Maciej ŚWIRSKI
.W grudniu minęła kolejna rocznica powołania Wszechrosyjskiej Komisji Nadzwyczajnej do Walki z Kontrrewolucją i Sabotażem —WCzK, nazywana CzeKa, a w Polsce Czerezwyczajka. Instytucji, którą Zachód zwykł pamiętać jako brutalny aparat represji, a której rzeczywiste znaczenie było głębsze i trwalsze. Czeka nie była jedynie narzędziem terroru. Była jednym z pierwszych nowoczesnych systemów państwowych, który próbował całościowo przetwarzać informacje o człowieku: jego pochodzeniu, relacjach, lękach, lojalnościach i potencjalnych odchyleniach od normy.
Sto lat później żyjemy w świecie, w którym codziennie potwierdzamy regulaminy, akceptujemy warunki, uzupełniamy formularze i zostawiamy cyfrowe ślady — często bez refleksji nad tym, jak i przez kogo są analizowane. Systemy, z którymi wchodzimy w interakcję, nie pytają nas już, kim jesteśmy, lecz jak bardzo różnimy się od nas z wczoraj. Nie interesuje ich treść naszej historii, lecz jej zmiany, luki i nieciągłości.
To podobieństwo nie jest przypadkowe. Upadek komunizmu zakończył epokę ideologii, ale nie zakończył epoki struktur, które komunizm wytworzył. Logika kategoryzacji, profilowania i domykania procesu przez akt „potwierdzenia” przetrwała – przeniesiona z gabinetów śledczych do architektury systemów informacyjnych. Dlatego pytanie o komunizm nie jest dziś pytaniem o przeszłość. Jest pytaniem o przyszłość świata zarządzanego przez algorytmy.
Komunizm, który nie przeminął
W zachodniej świadomości komunizm funkcjonuje jako rozdział zamknięty wraz z upadkiem Związku Sowieckiego. To intuicja wygodna, lecz głęboko błędna. Komunizm nie zakończył się w 1991 roku — nie tylko dlatego, że istnieje politycznie w sześciu państwach (Chiny, Korea Północna, Wietnam, Laos, Kuba, Birma), ale przede wszystkim dlatego, że jego metoda przetrwała.
Komunizm nie był w pierwszym rzędzie ideologią i aparatem terroru. W niniejszym tekście proponuję spojrzeć nań i jak na sposób przetwarzania informacji o człowieku — sposób analizy, kategoryzacji i modelowania ludzkich zachowań, relacji, lęków i lojalności. To czyni go systemem, którego logika może przetrwać upadek ustroju i przenieść się do innych struktur: biurokracji, technologii, platform cyfrowych.
Celem tego eseju jest pokazanie, że algorytmiczne mechanizmy współczesnego świata — scoring, predykcja, nudging, profilowanie behawioralne — powielają logikę komunistycznego systemu przetwarzania danych, choć w nowych formach i z nowymi narzędziami. Totalitaryzm nie tyle został wskrzeszony, ile został zalgorytmizowany.
Komunizm jako system informacji: człowiek jako rekord
Państwa komunistyczne XX wieku były przede wszystkim systemami informacji, które operowały w oparciu o kilka fundamentalnych zasad:
- Człowiek nie był osobą, lecz zbiorem atrybutów.
- Podmiotowość zastąpiono klasyfikacją, a życie społeczne — matrycą kategorii.
- Relacje ludzkie traktowano jako sieci zależności, a nie więzi.
- Narrację o człowieku przejmował system, a nie on sam.
Każda informacja mogła stać się sygnałem, a każda luka — podejrzeniem. To była logika identyczna z tą, która rządzi współczesną analityką danych – co nie jest objęte systemem, staje się wrogiem systemu.
Totalitaryzm nie dążył do poznania prawdy, dążył do ustanowienia struktury, w której prawda nie miała znaczenia.
Wielokrotne życiorysy: ręczne data mining
Jeden z najbardziej niezrozumiałych elementów praktyki komunistycznych przesłuchań — zarówno NKWD, jak i UB czy Stasi — to żądanie, aby więźniowie pisali wielokrotnie swój życiorys. Zachodnia literatura opisuje to zwykle jako okrucieństwo, szykanę, absurd, biurokratyczną pedanterię. To była interpretacja powierzchowna. W rzeczywistości wielokrotne autobiografie były narzędziem analizy sekwencyjnej, prymitywną, ręczną formą tego, co dziś nazwalibyśmy: anomaly detection, drift analysis, behavioral patterning, sequence deviation mining. Śledczy nie czytali życiorysu jak opowieści. Śledczy traktowali życiorys jak ciąg danych wejściowych. Liczyła się różnica między wersją 1, 2, 5, a 10:
jeśli w wersji pierwszej wspomniał ojca, a w czwartej nie — dlaczego?
jeśli dodał imię brata dopiero za ósmym razem — co ukrywał?
jeśli unikał wątków matki — przed kim ją chronił?
jeśli zmieniał miejsce pracy — co próbował zmylić?
Zmiana, nie treść, była nośnikiem prawdy. Tak działają współczesne algorytmy: model nie uczy się na danych stabilnych, lecz na ich odchyleniach. To samo robiło NKWD — tylko w trybie analogowym, przy pomocy papieru i ludzkiej intuicji.
Przesłuchanie jako proto-machine-learning
Jeśli spojrzeć na przesłuchanie z perspektywy współczesnej nauki o danych, proces wyglądał następująco:
Input → autobiografia
Iteration → wymuszone wielokrotne przepisywanie
Feature extraction → różnice, pominięcia, dopiski
Model update → profil więźnia (lęki, więzi, słabe punkty)
Prediction → przewidywanie, czym można go złamać
Output → „prawidłowa” wersja człowieka zgodna z logiką władzy
To była logika modelu iteracyjnego opartego na wymuszaniu powtarzalnych danych, wykrywaniu anomalii, uczeniu się przez różnicę, budowaniu profilu na podstawie odstępstw. Był to manualny odpowiednik uczenia sekwencji w modelach RNN/Transformer, z tą różnicą, że kosztem „obliczeń” były ludzkie cierpienia. NKWD nie było brutalne z powodu okrucieństwa — ono było brutalne z powodu logiki systemowej.
Przyznanie się do winy: „Submit / Confirm” algorytmu
Wymuszanie przyznania się do winy — nawet do czynów niepopełnionych — było finalnym wykonaniem polecenie systemu informacyjnego. W klasycznej interpretacji system sądowy wymagał przyznania, bo trzeba było „zamknąć akta”, więzień musiał potwierdzić swoją kategorię winy.
W nowej, informatycznej interpretacji, przyznanie się było odpowiednikiem „zatwierdzenia transakcji”, terminalnym poleceniem, bez którego algorytm represji nie mógł się domknąć. System mógł analizować życiorysy, mógł wykrywać anomalie, mógł mapować relacje, mógł generować profil, mógł budować interpretację. Ale proces represji nie był „skończony”, dopóki więzień nie podpisał protokołu, nie uznał narracji systemu za swoją.
To był niezbędny akt potwierdzający strukturę modelu, dokładnie tak jak współczesny algorytm wymaga: „Confirm”, „Accept”, „Submit”.
Bez tego interfejs systemu nie przechodził do następnego etapu.
I to być może jest wytłumaczenie, do tej pory nie zrozumiałego zjawiska, budzącego na Zachodzie zdumienie: dlaczego w procesach pokazowych podsądni przyznawali się do niepopełnionych win. Odpowiedź jest następująca: ponieważ czuli się częścią systemu to ostatecznie działali zgodnie z wymaganiami systemowymi, z algorytmem maszyny informacyjnej. Tortury były tu nie tyle „motywatorem” co programowaniem podsądnego, ponieważ bez przyznania się procedura formacyjna byłaby nie zakończona, a poza tym podsądny zachowałby własną wolę.
Komunizm, który dalej istnieje: sześć państw, jedna logika
Komunizm jest dziś faktem politycznym, a nie historycznym. Istnieje realnie w Chińskiej Republice Ludowej, Koreańskiej Republice Ludowo-Demokratycznej, Wietnamie, Laosie, Republice Kuby, Birmie (w postaci hybrydy militarno-komunistycznej). Każde z tych państw stosuje mechanizmy kategorii, profilowania i przymusowej konfiguracji tożsamości — niekiedy bardziej zaawansowane niż w ZSRR. Chiny rozwinęły tę logikę do poziomu social credit: system oceny społecznej, w którym nagrody i kary nadawane są na podstawie analizy danych, urządzenie śledzi różnice zachowań, algorytm wymusza „przyznanie się” przez popychanie użytkownika do określonych wyborów. To jest algorytmiczne dziedzictwo komunistycznej epistemologii — nie jej negacja.
Algorytmiczne echo komunizmu w demokracjach cyfrowych
Kluczowa teza: Totalitarna logika przetrwała nie tylko w państwach komunistycznych, ale także w architekturze cyfrowej współczesnych demokracji. Systemy cyfrowe powielają te same mechanizmy: profilowanie – jak w kartotekach, nadawanie kategorii – jak w „listach klasowych”, wykrywanie anomalii – jak w analizie życiorysów, zamykanie procesu za pomocą kliknięcia – jak przyznanie się, modelowanie zachowania – jak przewidywanie „postawy antyradzieckiej”, nudging – jak „dopychanie” więźnia do narracji. To nie jest twierdzenie ideologiczne. To jest ciągłość strukturalna.
Dzisiejsze platformy internetowe: nie pytają, kim jesteś, pytają, jak różnisz się od wczoraj. To dokładnie ta sama zasada, którą stosowało NKWD.
Zachód zapomina o komunizmie, bo nigdy go naprawdę nie przeżył. Europa Środkowa pamięta, bo żyła w systemie, który: analizował różnice, modelował tożsamość, wymuszał narrację, domykał algorytm represji przez „przyznanie się”. Dlatego to właśnie region między Bałtykiem a Morzem Czarnym ma największe kompetencje historyczne, najostrzejszą pamięć społeczną, najgłębsze doświadczenie analityczne i największą moralną odpowiedzialność, by ostrzegać świat.
Totalitaryzm w epoce danych
Upadek ZSRR zakończył epokę ideologii, ale nie zakończył epoki struktur. Komunizm był pierwszym systemem politycznym, który traktował człowieka nie jako osobę, lecz jako rekord danych, który trzeba przeanalizować, skategoryzować, przepisać, potwierdzić.
Dzisiejszy świat cyfrowy zarówno państwa komunistyczne jak i demokracje zachodnie stosują logikę podobną do tej, która powstała w gabinetach NKWD. Dlatego badanie komunizmu to nie archeologia. To studium przyszłości.
Maciej Świrski





