TrumpRx. Tanie leki od Donalda Trumpa

Prezydent USA Donald Trump ogłosił uruchomienie rządowej strony internetowej (TrumpRx), za pośrednictwem której Amerykanie mogą kupować leki na receptę po obniżonych cenach.
Portal ułatwia zakup leku bezpośrednio od producenta, z pominięciem ubezpieczyciela
.Od dzisiaj dziesiątki najczęściej stosowanych leków na receptę będą dostępne dla wszystkich po radykalnie obniżonych cenach – ogłosił Donald Trump podczas wydarzenia zorganizowanego z okazji uruchomienia nowego portalu. – Ludzie zaoszczędzą dużo pieniędzy i będą zdrowi – powiedział prezydent.
Portal ułatwia zakup leku bezpośrednio od producenta, z pominięciem ubezpieczyciela. By nabyć lek po obniżonej cenie, należy przedstawić w aptece specjalny kupon wygenerowany na rządowym portalu – tłumaczono podczas prezentacji. Wśród ok. 40 medykamentów, które można kupić ze zniżką, są m.in. popularne środki stosowane w przypadku otyłości z grupy GLP-1. Oferta ma być uzupełniana.
To część inicjatywy Donalda Trumpa, która ma na celu obniżenie cen lekarstw w Stanach Zjednoczonych, gdzie koszty życia i opieki zdrowotnej coraz bardziej martwią Amerykanów – napisała agencja AP.
TrumpRx ma pomóc ubogim Amerykanom
.Jak przekazał Reuters, dotychczas 16 największych światowych producentów leków zawarło umowy z administracją Donalda Trumpa w sprawie obniżenia cen leków w zamian za wyłączenie z amerykańskich ceł. Kontrakty zawarto m.in. z koncernami farmaceutycznymi Pfizer, Novo Nordisk i Eli Lilly. Agencja podkreśliła, że pacjenci w USA płacą dużo więcej za te same leki niż pacjenci w innych krajach rozwiniętych; czasami jest to nawet trzykrotna różnica.
Prezydent USA chce zmusić firmy farmaceutyczne do stosowania cen leków na takim samym poziomie, jak w Europie i innych państwach rozwiniętych. Wedle jego zamysłu koncerny farmaceutyczne miałyby podnieść ceny leków poza USA, by w ten sposób umożliwić ich obniżkę w Stanach Zjednoczonych.
– Mamy już dość dotowania świata – powiedział Donald Trump.
Ameryka nie akceptuje już chorego status quo
.Nie będziemy dłużej pozwalać na pompowanie ciężko zarobionych pieniędzy amerykańskich podatników w instytucje, które nie potrafią wykazać się ani realnymi efektami, ani odpowiedzialnością, ani nawet szacunkiem dla naszych interesów narodowych – pisze Marco RUBIO
Stany Zjednoczone od dziesięcioleci stoją w samym centrum porządku międzynarodowego. Od czasu doktryny Monroe, która pozwoliła państwom naszego regionu rozwijać się bez obcej ingerencji, przez decydujący udział w tworzeniu Organizacji Narodów Zjednoczonych, aż po rolę głównego gwaranta bezpieczeństwa w ramach NATO i największego darczyńcy pomocy humanitarnej na świecie – amerykańskie przywództwo było niepodważalne.
Ale przywództwo to nie tylko historia i zasługi. To także umiejętność podejmowania trudnych decyzji i odwaga, by powiedzieć wprost, że instytucje powołane kiedyś do promowania pokoju, dobrobytu i wolności zaczęły działać wbrew tym celom. To, co zwykliśmy nazywać „systemem międzynarodowym”, rozrosło się w gąszcz organizacji o nakładających się kompetencjach, powielających te same działania, przynoszących symboliczne efekty i funkcjonujących w warunkach chronicznego chaosu finansowego i etycznego. Nawet te instytucje, które niegdyś były pożyteczne, coraz częściej zamieniają się w niewydolne biurokracje, trybuny upolitycznionego aktywizmu albo narzędzia sprzeczne z interesem naszego państwa. Nie tylko nie przynoszą rezultatów, ale wręcz blokują działania tych, którzy chcieliby rozwiązywać realne problemy. Dlatego mówimy „dość” finansowaniu międzynarodowej biurokracji bez żadnych warunków i rozliczeń.
Zgodnie z ustaleniami zawartymi w rozporządzeniu wykonawczym nr 14199 prezydent Donald Trump ogłosił wycofanie się Stanów Zjednoczonych z 66 organizacji międzynarodowych wskazanych w ramach prowadzonego przez administrację przeglądu instytucji kosztownych, nieskutecznych i szkodliwych. Memorandum prezydenta obejmuje podmioty dublujące swoje kompetencje, źle zarządzane, zbędne i marnotrawiące środki. To także instytucje przejęte przez środowiska forsujące własne, sprzeczne z naszymi interesy oraz organizacje, które stanowią zagrożenie dla suwerenności państwa, wolności obywateli i ogólnego dobrobytu.
Nie będziemy dłużej pozwalać na pompowanie ciężko zarobionych pieniędzy amerykańskich podatników w instytucje, które nie potrafią wykazać się ani realnymi efektami, ani odpowiedzialnością, ani nawet szacunkiem dla naszych interesów narodowych. Dalsze finansowanie i wspieranie organizacji, które blokują znajdowanie rozwiązań dla kluczowych potrzeb współczesnego świata, takich jak dostępna cenowo energia, wzrost gospodarczy czy suwerenność państw, byłoby w istocie właśnie rezygnacją z amerykańskiego przywództwa. Udział Stanów Zjednoczonych w tych strukturach jedynie uwiarygodnia ich istnienie oraz model, który zawiódł miliardy ludzi na całym świecie.
Począwszy od długiej listy naruszeń etycznych Funduszu Ludnościowego ONZ, w tym finansowania przymusowych aborcji, przez niezdolność agendy ONZ Kobiety do jednoznacznego określenia, kim w ogóle jest kobieta, przez ramową konwencję Narodów Zjednoczonych w sprawie zmian klimatu, która trwoni miliony dolarów na alarmistyczne projekty klimatyczne i kampanie przeciw inwestycjom energetycznym na Zachodnim Brzegu i w Strefie Gazy, aż po Forum Stałe ONZ ds. Ludności Pochodzenia Afrykańskiego, otwarcie popierające rasistowskie postulaty globalnych reparacji – przykłady niekompetencji tych organizacji, jeśli nie jawnej wrogości wobec wartości, które powinny reprezentować, znaleźć można w każdej z nich. Nasi obywatele, nasi sojusznicy oraz miliardy ludzi na świecie, którzy wciąż patrzą na Stany Zjednoczone jak na punkt odniesienia i źródło przywództwa, zasługują na coś lepszego. Dalszy udział w organizacjach, które nie odzwierciedlają naszych wartości ani nie służą naszym interesom, byłby po prostu porzuceniem narodowego obowiązku.
Instytucje, z których postanowiliśmy się wycofać, zostały wybrane po długim i szczegółowym przeglądzie ich misji, działań, sprawności organizacyjnej, skuteczności, zasadności istnienia oraz, co może najważniejsze, ich zdolności do wspierania realizacji interesów narodowych Stanów Zjednoczonych. Jednak to tylko część organizacji, wobec których można mieć poważne zastrzeżenia. Wciąż analizujemy sens i wartość naszego uczestnictwa w pozostałych strukturach.
Nie oznacza to, że Ameryka odwraca się od świata. Odrzucamy jedynie przestarzały model multilateralizmu, który sprowadza amerykańskiego podatnika do roli globalnego sponsora rozbudowanego systemu zarządzania międzynarodowego.
Tekst dostępny na łamach Wszystko co Najważniejsze: https://wszystkoconajwazniejsze.pl/marco-rubio-koniec-z-farsa-kosztownych-organizacji-miedzynarodowych-administracja-donalda-trumpa/
PAP/MB





