Amerykanie wrócą na Księżyc przed końcem kadencji Trumpa [NASA]

Amerykanie wrócą na Księżyc

NASA jest zdecydowana powrócić na Księżyc przed końcem kadencji prezydenta Donalda Trumpa – powiedział 24 marca 2026 r. administrator NASA Jared Isaacman. Dodał, że agencja rezygnuje z orbitalnej stacji księżycowej Gateway, a zamiast niej zbuduje bazę na Księżycu.

Amerykanie wrócą na Księżyc przed końcem kadencji Trumpa

.Częściowo gotowa już Lunar Gateway miała znaleźć się w kosmosie w ramach misji Artemis IV. Miała służyć za platformę badawczą oraz stację przesiadkową do lądowań na Księżycu i dalszych lotów kosmicznych, na przykład na Marsa. Jared Isaacman powiedział w dniu 24 marca 2026 r. podczas konferencji prasowej w Waszyngtonie, że istniejące już elementy stacji NASA chce ponownie wykorzystać m.in. do budowy wartej 20 mld dolarów amerykańskiej bazy księżycowej, która ma powstać w ciągu najbliższych siedmiu lat.

To część zmian uwzględnionych w przedstawionym w dniu 24 marca 2026 r. flagowym programie księżycowym agencji. Agencja podała, że zamierza „skoncentrować zasoby na najważniejszych celach zgodnie z Narodową Polityką Kosmiczną”, czyli rozporządzeniem podpisanym w grudniu 2025 r. przez prezydenta USA Donalda Trumpa.

– NASA jest zdecydowana po raz kolejny osiągnąć coś niemal niemożliwego: powrócić na Księżyc przed końcem kadencji prezydenta Donalda Trumpa, zbudować bazę księżycową, zapewnić trwałą obecność (ludzi na Księżycu – przyp. red.) oraz podjąć inne działania niezbędne do zapewnienia amerykańskiej przewagi w przestrzeni kosmicznej. (…) W tej rywalizacji mocarstw zegar tyka, a sukces lub porażka będą mierzone w miesiącach, a nie latach – powiedział administrator NASA.

Program „Z Księżyca na Marsa”

.Ten plan oznacza kolejne zmiany w programie Artemis. Obecnie trwają przygotowania do misji Artemis II (przełożonej z marca na kwiecień 2026 r.), w ramach której czworo astronautów ma polecieć dookoła Księżyca. Załogę Artemis II tworzą astronauci NASA Reid Wiseman (dowódca), Victor Glover (pilot) i Christina Koch (specjalistka misji) oraz astronauta Kanadyjskiej Agencji Kosmicznej Jeremy Hansen (specjalista misji). Koch będzie pierwszą kobietą, Glover pierwszym Afroamerykaninem, a Hansen pierwszym Kanadyjczykiem, którzy polecą w okolice Księżyca.

Pierwotnie planowano, że ludzie ponownie staną na Księżycu podczas Artemis III, jednak NASA zdecydowała, że planowana na 2027 r. misja będzie polegała na „testowaniu zintegrowanych systemów i zdolności operacyjnych na orbicie okołoziemskiej”. – Ten śmiały program zakłada przeprowadzenie potem co najmniej jednego załogowego lądowania na powierzchni Księżyca rocznie – powiedziała na konferencji szefowa programu „Moon to Mars” (z ang. z Księżyca na Marsa) dr Lori Glaze.

W celu obniżenia kosztów regularnych załogowych lotów na Księżyc, agencja chce wykorzystywać więcej sprzętu „pozyskanego na zasadach komercyjnych” i nadającego się do ponownego użycia. Plany NASA sięgają też dalej. Jak zapowiedział Jared Isaacman, agencja już myśli o stałej obecności na niskiej orbicie okołoziemskiej po zbliżającej się deorbitacji Międzynarodowej Stacji Kosmicznej. Następne kroki to m.in. wysłanie na Marsa najpierw Space Reactor-1 Freedom, czyli „pierwszego międzyplanetarnego statku kosmicznego z napędem jądrowym” (w 2028 r.), a potem przymiarki do załogowych lotów na Czerwoną Planetę. 

Mars przyciąga

.Dyrektor Centrum Badań Kosmicznych Polskiej Akademii Nauk, prof. Piotr ORLEAŃSKI, na łamach „Wszystko co Najważniejsze” twierdzi, że: „Ludzie chcą lecieć na Czerwoną Planetę z wielu względów. Częściowo z ciekawości – bo Mars jest, więc należałoby go zobaczyć. Częściowo z powodów eksploracyjnych. To jest misja, która w przyszłości doprowadzi do kolonizacji, zasiedlenia całego Układu Słonecznego, a nawet kosmosu. Mars znajduje się najbliżej nas i jest najłatwiejszy do przeprowadzenia takiego rodzaju prób. Kiedyś ludzie szukali innych lądów, tras dla statków, które mogłyby przepłynąć z Europy do Azji. W tej chwili ciekawość pcha nas jeszcze dalej. Do tego jednak potrzebne są technologia i motywy ekonomiczne. Musi się to w jakiś sposób opłacać” – pisze prof. Piotr ORLEAŃSKI w tekście „Kosmos coraz bliżej, także z Polakami” – cały artykuł.

Ważnym wydarzeniem było przesunięcie toru lotu planetoidy Dimorphos. Dzięki temu wiemy, że to jest możliwe. Dowiedzieliśmy się, że satelita, który waży kilkadziesiąt kilogramów, uderzając w asteroidę ważącą ponad 5 ton, może wpłynąć na jej ruch. Wiemy, że możemy dzięki naszym działaniom uniknąć zderzenia obiektów kosmicznych z Ziemią. Duże asteroidy nie uderzają w naszą planetę zbyt często, ale średnio co 500 tysięcy lat zdarza się taka, która może dokonać spustoszeń. Tych mniejszych asteroid lub obiektów kosmicznych jest dużo więcej, ale nie są one szczególnie groźne. Zmiany po uderzeniu satelity w asteroidę były subtelne, ale wystarczające, by zmienić trajektorię jej lotu. Program Planetary Defense Coordination jest zakrojony na szeroką skalę. Na razie służy przede wszystkim do identyfikowania zagrażających nam obiektów. Już dziś możemy chronić naszą planetę tak, jak to przedstawiano w filmach.

Początkowo kosmiczne wyprawy może nie będą dostępne dla wszystkich, ale dla bardzo bogatych. Jest to znów jeden z elementów programu kosmicznego. Możemy to porównać do średniowiecza i wyprawy Kolumba. Kolumb płynął w bardzo konkretnym celu, chciał znaleźć drogę do Indii. Cel wyprawy był ekonomiczny. Następne wyprawy hiszpańskie czy portugalskie to była chęć pozyskania nowych ziem dla królestwa. To może dziś spotkać kosmos, jednak nie powinno przybrać formy podboju, lecz bardziej badania. Analogią jest tu Antarktyda, podlegająca kontroli międzynarodowej. Tak samo powinno być w przypadku kosmosu.

.Przyszłością jest eksploracja mniejszych obiektów, która będzie uzasadniona ekonomicznie. Teraz to ewenement – ktoś wydał pieniądze, by polecieć w kosmos, i kilka chwil spędził daleko od Ziemi, oglądając nieskończoną przestrzeń. Takie misje mogą być w przyszłości dużo tańsze. Lata temu wystrzelenie kilograma na orbitę kosztowało kilkadziesiąt tysięcy dolarów. Niedawno policzono, że dziś koszt wyniesienia satelity na orbitę sięga około 3 tysięcy dolarów za jej kilogram. Niektóre uniwersytety są w stanie zbudować swojego satelitę i zapłacić za wyniesienie go na orbitę. Wraz ze spadkiem kosztów misje turystyczne zaczną mieć sens. Po Kolumbie nastąpiły różnego rodzaju ekspedycje, a teraz statki wycieczkowe pływają z ludźmi chcącymi zwiedzić dalsze kraje. Tak prawdopodobnie będzie również z kosmosem. Oczywiście nie na taką skalę, bo to nadal bardzo drogie przedsięwzięcie. Dużo większe znaczenie będzie miało wykorzystanie zasobów naturalnych, które znajdują się na asteroidach czy na małych ciałach Układu Słonecznego. Taka eksploracja kosmiczna powinna być bardzo opłacalna w przyszłości.

PAP/MJ

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 24 marca 2026