
Nowa Solidarność. Dlaczego Polska potrzebuje instytucji obrony społecznej i dlaczego jej miejsce jest we Wrocławiu?
Dlaczego Polska potrzebuje Agencji Odporności Społecznej i dlaczego jej miejsce jest właśnie we Wrocławiu – pisze Michał KŁOSOWSKI
.Wojny XXI wieku rzadko zaczynają się od tego, co przez stulecia pozwalało cywilizacjom rozpoznać chwilę zagrożenia: od huku artylerii, przekroczenia granicy przez czołgi, obrazu żołnierza, który pojawia się na ekranie telewizora jako znak, że polityka ustąpiła miejsca przemocy. Znacznie częściej rozpoczynają się one wcześniej, ciszej i skuteczniej, bo od erozji zaufania, systematycznego osłabiania wspólnotowej zdolności odróżniania prawdy od inscenizacji, faktu od operacji wpływu, politycznego sporu od zaprojektowanej destabilizacji. Wojna nowej generacji nie wymaga bowiem okupacji terytorium, wystarczy okupacja wyobraźni.
Państwo może zachować nienaruszone granice, sprawną armię i stabilne instytucje, a jednocześnie zostać strategicznie osłabione, jeśli jego obywatele utracą zdolność wspólnego opisu rzeczywistości, nie mówiąc już o zaufaniu do elit i instytucji. Jeśli przestaną ufać sobie nawzajem, jeśli każdy komunikat publiczny stanie się podejrzany, jeśli każdy autorytet zostanie uznany za element manipulacji, jeśli w końcu uwierzą we własną porażkę, wówczas destabilizacja dokonuje się bez jednego wystrzału. To dlatego współczesne bezpieczeństwo narodowe nie może być już rozumiane wyłącznie jako kwestia militarna, a jego fundamentem staje się odporność społeczna – zdolność wspólnoty do zachowania poznawczej, medialnej i moralnej integralności pod presją zewnętrznych operacji wpływu.
Nieprzypadkowo zrozumiały to państwa skandynawskie. Szwecja, budując Swedish Psychological Defence Agency, uznała, że obrona psychologiczna społeczeństwa jest równie istotna, jak ochrona granic, infrastruktury energetycznej czy cyberprzestrzeni. My w Polsce mamy oczywiście świetne, stworzone przez generała Karola Molendę Wojska Obrony Cyberprzestrzeni. Różnica polega jednak na tym, że o ile cyberprzestrzeń jest kluczową domeną współczesnych operacji wpływu, to domeną szwedzkiej instytucji jest nie tyle kontrola debaty publicznej czy administracyjne rozstrzyganie, co jest prawdą, ile wzmacnianie społecznej odporności poprzez edukację obywatelską, analizę zagrożeń, badania nad operacjami wpływu, szkolenie instytucji publicznych i budowanie współpracy między administracją, mediami, nauką oraz społeczeństwem obywatelskim. W tym sensie Polska podobnej instytucji nie posiada, choć to paradoks, który trudno uznać za przypadkowy. Bo że takiej Polskiej Agencji Obrony Psychokognitywnej potrzebujemy, chyba nie trzeba nikogo przekonywać. Moglibyśmy także stać się europejskim championem, gdyby instytucja taka powstała i została właściwie zorganizowana.
.Jesteśmy społeczeństwem, którego najgłębsza nowoczesna tożsamość polityczna została ukształtowana właśnie przez doświadczenie odporności społecznej. Solidarność nie była jedynie ruchem politycznego sprzeciwu wobec autorytarnego państwa – była jednym z najciekawszych eksperymentów obywatelskiej samoorganizacji w powojennej Europie, dowodem na to, że wspólnota może wytwarzać własne mechanizmy rozpoznawania prawdy, własne kanały komunikacji, własne procedury weryfikacji rzeczywistości nawet wtedy, gdy oficjalny aparat informacyjny służy systemowej manipulacji. Szczególną zaś postacią tego doświadczenia była wrocławska Solidarność Walcząca.
Jej fenomen wykraczał daleko poza tradycyjne rozumienie oporu politycznego. Solidarność Walcząca była strukturą zdecentralizowaną, sieciową, odporną na infiltrację, zdolną do autonomicznego funkcjonowania nawet pod presją państwowego aparatu bezpieczeństwa. Jej siła nie wynikała z hierarchicznej dyscypliny, lecz z połączenia wspólnego etosu z lokalną autonomią operacyjną, a jej członkowie rozwijali kulturę krytycznej analizy informacji, umiejętność rozpoznawania prowokacji, odporność na manipulację i zdolność tworzenia alternatywnych kanałów komunikacji. Była to – w dzisiejszym języku strategicznym – praktyczna szkoła odporności informacyjnej, i na długo, zanim Zachód ukuł pojęcie psychological defence, Wrocław ćwiczył jego społeczne zastosowanie.
To właśnie dlatego, jeśli Polska ma stworzyć własną instytucję odporności społecznej, jej naturalnym miejscem nie powinna być Warszawa. Stolica jest centrum politycznego zarządzania państwem, ale odporność społeczna nie rodzi się z administracyjnej centralizacji, tylko powstaje tam, gdzie pamięć obywatelskiego oporu spotyka się z doświadczeniem odbudowy wspólnoty po historycznej katastrofie. I takim właśnie miejscem jest Wrocław, miasto, którego nowoczesna tożsamość została zbudowana na podwójnym doświadczeniu: oporu i pojednania.
.Z jednej strony Wrocław jest spadkobiercą etosu niezgody na polityczne kłamstwo, zakorzenionego w tradycji Solidarności Walczącej i przechowywanego dziś przez Centrum Historii Zajezdnia. Z drugiej – pozostaje jednym z najważniejszych europejskich laboratoriów pojednania, miejscem, które po dramatycznym zerwaniu ciągłości historycznej musiało nauczyć się budować wspólnotę od nowa, goszcząc kolejnych mieszkańców, z różnych części Polski i Europy, jak chociażby niedawno otwierając się na uciekinierów z Ukrainy. Dla odporności psychologicznej całego narodu takie doświadczenie ma fundamentalne znaczenie.
Współczesne operacje wpływu nie polegają już bowiem na narzucaniu jednej obowiązującej narracji. Ich logika jest subtelniejsza i groźniejsza zarazem: chodzi o trwałe rozbicie możliwości porozumienia, o wytworzenie stanu permanentnej epistemicznej wojny domowej, w której społeczeństwo przestaje wierzyć, że jakikolwiek wspólny świat istnieje. Ze wszystkich miast w Polsce to właśnie Wrocław zna odpowiedź na ten kryzys; to miasto wie, jak budować spójność bez uniformizacji i jak tworzyć wspólnotę bez wymazywania różnic, a nawet jak przeobrażać pamięć konfliktu w energię współpracy.
Na takim właśnie fundamencie mogłaby powstać Polska Agencja Odporności Społecznej – niezależna instytucja państwowa, działająca pod strategicznym nadzorem premiera, lecz ustawowo zabezpieczona przed partyjną instrumentalizacją i zobowiązana do pełnej transparentności, choć jej struktura musiałaby odpowiadać naturze współczesnych zagrożeń.
Pierwszy filar mógłby stanowić Departament Analiz Operacyjnych, monitorujący zewnętrzne operacje wpływu, kampanie dezinformacyjne, manipulacje generowane przez sztuczną inteligencję oraz próby destabilizacji procesów wyborczych we współpracy z ABW, NASK, MON i Rządowym Centrum Bezpieczeństwa. Drugi – Departament Edukacji Obywatelskiej, odpowiedzialny za budowę społecznej higieny informacyjnej poprzez programy szkolne, uniwersyteckie i samorządowe, uczące rozpoznawania manipulacji, krytycznej analizy źródeł oraz odporności na algorytmiczne polaryzowanie emocji. Trzeci filar powinno zaś stanowić Centrum Badań nad Wojną Informacyjną, tworzone wspólnie przez Uniwersytet Wrocławski, Politechnikę Wrocławską i lokalne instytucje pamięci, analizujące relacje między sztuczną inteligencją, psychologią społeczną i architekturą zaufania. Czwarty – Krajowa Rada Odporności Demokratycznej, skupiająca media, organizacje obywatelskie, samorządy, wspólnoty religijne, ekspertów cyberbezpieczeństwa oraz przedstawicieli młodego pokolenia w zupełnie inny sposób niż obecna Krajowa Rada Mediów i Telewizji. Wreszcie piątym filarem byłoby Laboratorium Symulacji Kryzysowych, prowadzące regularne ćwiczenia państwowe, testujące odporność społeczeństwa na masowe operacje deepfake, cyfrową destabilizację wyborów czy skoordynowane kryzysy reputacyjne.
.Tak jak ćwiczy się armię, trzeba dziś ćwiczyć społeczeństwo wcale nie po to, by je militaryzować, lecz by zachować jego wolność. Ostatecznie nie chodzi bowiem o technologię, nie chodzi nawet o dezinformację, ale o pytanie znacznie głębsze: czy demokratyczna wspólnota zachowa zdolność rozumienia siebie samej w epoce, w której niemal wszystko – obraz, głos, emocja, autorytet, pamięć – może zostać syntetycznie wygenerowane. To pytanie o przyszłość politycznego człowieczeństwa i właśnie dlatego odpowiedź powinna paść we Wrocławiu. To miasto już raz nauczyło Polskę, że wolność nie jest stanem natury, lecz formą społecznej organizacji. Dziś mogłoby nauczyć nas, jak tę wolność chronić.






