
Biuletyn Dolnośląski. Wrocławski głos wolnego słowa
Wrocław w czasach PRL był jednym z najważniejszych ośrodków opozycji, ale także jednym z najważniejszych źródeł wolnego słowa. To właśnie tam powstawało wyjątkowo dużo pism wydawanych poza cenzurą. Jednym z najważniejszych był „Biuletyn Dolnośląski”, nazywany „Biudolem”, który narodził się 3 maja 1979 roku – pisze Jolanta PAWNIK
.Wrocław w czasach PRL był miejscem szczególnym nie tylko dlatego, że działały tu silne środowiska opozycyjne, ale również dlatego, że wychodziło tu wyjątkowo dużo niezależnych pism. Drugi obieg, czyli wydawnictwa funkcjonujące poza cenzurą władz, miał we Wrocławiu skalę, która wyróżniała to miasto na tle innych ośrodków w kraju.
Jednym z najważniejszych i wydawanych na długo przed powstaniem „Solidarności” tytułów był „Biuletyn Dolnośląski”, nazywany potocznie „Biudolem”. Jego historia zaczyna się 3 maja 1979 roku, kiedy we Wrocławiu powstał Klub Samoobrony Społecznej, będący regionalną inicjatywą środowiska Komitetu Obrony Robotników. Pierwszy numer ukazał się miesiąc później, w czerwcu 1979 roku. Był skromny: dziesięć kartek formatu A4 zadrukowanych jednostronnie na powielaczu białkowym spiętych spinaczem. Nakład wyniósł ok. 500 egzemplarzy.
Teksty przepisywano na maszynie, zszywano ręcznie, a cały proces odbywał się w warunkach głębokiej konspiracji. Organizatorem zaplecza technicznego był Piotr Starzyński, redaktorem naczelnym Jan Waszkiewicz, a w pierwszej redakcji znaleźli się także Henryk Lis i Janusz Łojek. „Czytelniku! Po przejrzeniu tego »Biuletynu« nie wkładaj go do szuflady. Przekaż znajomym lub obcym. Zasięg wolnego słowa zależy od Twojej inicjatywy i odwagi” – apelowali redaktorzy do czytelników.
.Już od pierwszego numeru widać było wyraźny program pisma. „Będziemy zamieszczać informacje o ważniejszych wydarzeniach, przy czym ze względu na małą objętość pisma na razie koncentrować się będziemy na sprawach lokalnych. Dużo uwagi poświęcać będziemy problemom praworządności – starając się sygnalizować i naświetlić jaskrawe przykłady jej naruszania. Będziemy też starali się przedstawiać działające w kraju niezależne inicjatywy społeczne, przyznając pierwszeństwo inicjatywom lokalnym” – napisano we wstępie. Była to odpowiedź na lukę informacyjną w państwie, w którym oficjalne media nie podejmowały tematów niewygodnych dla władzy.
W pierwszym numerze znalazły się między innymi deklaracja Klubu Samoobrony Społecznej, tekst o genezie KOR, artykuł o samoorganizacji oraz dział „Represje”, gdzie dokumentowano działania aparatu państwowego wobec opozycji. Podawano także adresy rzeczników wrocławskiego KSS, co miało znaczenie praktyczne, bo pozwalało czytelnikom nawiązać kontakt z ruchem opozycyjnym.
Już drugi numer, wydany w lipcu 1979 roku, pokazał ambicje pisma. W całości poświęcono go pierwszej pielgrzymce Jana Pawła II do Polski, którą redakcja uznała za jedno z najważniejszych wydarzeń w historii kraju. Objętość numeru wzrosła, zmieniła się też technika druku.
Szybko zaczęły się jednak problemy z władzą. Numer 3–4 z sierpnia 1979 roku, zawierający m.in. tajną klauzulę paktu Ribbentrop-Mołotow, został niemal w całości skonfiskowany przez Służbę Bezpieczeństwa podczas rewizji w mieszkaniu Krystyny Sławińskiej. Wydano go ponownie, z dopiskiem „wydanie II”. To był pierwszy wyraźny sygnał, że pismo stało się dla władz realnym zagrożeniem.
Pod koniec 1979 roku „Biuletyn Dolnośląski” osiągnął nakład ok. tysiąca egzemplarzy. W tym czasie do redakcji dołączył Kornel Morawiecki, który w krótkim czasie stał się jej centralną postacią, zajmując się organizowaniem druku i systemu kolportażu. „Miałem jedenaście lat, kiedy w domu, w naszej pęgowskiej »Kornelówce«, u ojca w pracy zacząłem widywać już nie tylko gazetki i książki, wydawane poza zasięgiem cenzury, ale już całe paczki bezdebitowych wydawnictw, a także ryzy papieru, puszki farby i inne materiały poligraficzne. […] Niemal od początku ojciec powierzał mi różne zadania związane z »Biuletynem«. Nie były bardzo ryzykowne. Polegały głównie na zaniesieniu do kogoś w tornistrze jakiegoś pakunku, zawierającego np. matryce” – wspominał czasy wydawania pisma w rodzinnym domu b. premier Mateusz Morawiecki.
.Pod wpływem Kornela Morawieckiego pismo zaczęło nabierać wyraźnego charakteru politycznego. Przykładem może być numer ze stycznia 1980 roku, w którym opublikowano protest przeciwko agresji ZSRR na Afganistan. Obok stałych rubryk pojawiły się też nowe działy poświęcone kulturze, a nawet dodatek satyryczny „Biuletynek”.
W kolejnych numerach pojawiały się teksty o bardzo szerokim zakresie tematycznym: od historii najnowszej, przez sytuację w krajach bloku wschodniego, po sprawy pracownicze, wybory do sejmu PRL, działalność PZPR czy analizę systemu politycznego. Publikowano także dokumenty, które w oficjalnym obiegu były niedostępne, takie jak materiały dotyczące Katynia czy wydarzeń Grudnia 1970 roku.
„Biuletyn Dolnośląski” nie ograniczał się do informowania, ale włączał się w działania opozycji. W 1980 roku, w czasie narastających strajków, publikował wezwania do robotników, relacje z protestów i instrukcje dla strajkujących. Jak zauważa historyk Włodzimierz Suleja, przed sierpniem 1980 roku było to najpoważniejsze pismo opozycyjne na Dolnym Śląsku, a jednocześnie jedno z najbardziej regularnie ukazujących się w Polsce.
Pismo miało także swoją specyfikę. Redakcja starała się być otwarta na różne środowiska opozycyjne. Jak wspominał Jan Waszkiewicz, w „Biuletynie Dolnośląskim” publikowano jednocześnie teksty Jacka Kuronia i Leszka Moczulskiego, co w realiach sporów ideowych było sytuacją wyjątkową.
Z czasem „Biudol” stał się czymś więcej niż tylko pismem informacyjnym. Był miejscem wymiany myśli, przestrzenią debaty i narzędziem budowania niezależnego obiegu informacji. W latach 80., także w czasie stanu wojennego, był związany z Solidarnością Walczącą i nadal ukazywał się mimo represji.
.W ciągu ponad dziesięciu lat ukazało się 96 numerów pisma oraz liczne dodatki i wydania specjalne. Nakład sięgał od kilku do nawet 10 tysięcy egzemplarzy, a pismo kolportowano nie tylko we Wrocławiu, ale w całym kraju.
Historia „Biuletynu Dolnośląskiego” pokazuje coś więcej niż tylko dzieje jednego tytułu. Pokazuje, jak w warunkach ograniczonej wolności powstawał alternatywny obieg informacji.






