
Europa Środkowa odzyskała podmiotowość. Teraz musi nauczyć się ją wykorzystać
Można mieć terminale i nie mieć wpływu na ceny. Można mieć dywersyfikację dostaw i nadal być cenobiorcą wobec dostawców, którzy swoje rynki organizują lepiej. Można być – jak Europa Środkowa od lat – na peryferiach decyzji o tym, jak wygląda europejski rynek energii, a nie w jego centrum. Zmiana tego stanu rzeczy nie wymaga nowych rur. Wymaga nowej ambicji – pisze Michał KURTYKA
Dlaczego Europa Środkowa musi zbudować własny rynek energii
.W 2021 roku niemal połowa gazu importowanego do Europy pochodziła z Federacji Rosyjskiej. Dziś to zdanie brzmi jak opis innej epoki. Stało się tak dlatego, że kilkanaście państw przez ponad dekadę nie chciało podjąć się dywersyfikacji dostaw tego surowca, którą wielu uważało za zbyt kosztowną, zbyt skomplikowaną i zbyt politycznie ryzykowną, by ją rzeczywiście przeprowadzić.
Przez dekady uzależnienie to było traktowane jako fakt wynikający wręcz z natury. Jako warunek geograficzny, historyczny, systemowy – nieuchronny jak grawitacja. Piszę to bez ironii: argumenty na rzecz trwałości tej zależności były poważne, a koszty jej przełamania – realne. Wymagało to nie tylko inwestycji mierzonych w miliardach euro, ale przede wszystkim woli politycznej, którą trudno było utrzymać przez wiele cykli wyborczych, w warunkach permanentnej presji cenowej i lobbyingu ze strony tych, którym istniejący porządek odpowiadał.
A jednak to się stało. Europa Środkowa, z Polską przecierającą szlaki, rozpoczęła ten proces, a Litwa włączyła się do niego bardzo wcześnie. Baltic Pipe. Świnoujście. FSRU w Kłajpedzie. Terminal na Krk. Alexandroupolis. Interkonektor Polska–Litwa, który w maju 2022 roku zakończył trwającą od czasów sowieckich izolację sieci bałtyckiej od kontynentalnego systemu gazowego Europy. Wojna przyspieszyła jeszcze ten proces. Państwa bałtyckie – Litwa, Łotwa, Estonia – nie tylko uniezależniły się od rosyjskiego gazu, ale w lutym 2025 roku zsynchronizowały swoje sieci elektryczne z siecią kontynentalną, definitywnie kończąc pewien rozdział historii. Sieć przesyłowa wzdłuż osi Północ–Południe, która przez lata istniała głównie na papierze, stała się rzeczywistością operacyjną.
To jest jeden z największych sukcesów strategicznych, jakie Europa Środkowa osiągnęła w ostatnich latach. I nie pomniejszę go, pisząc to, co chcę napisać dalej.
Infrastruktura to nie rynek
Istnieje pokusa, by uznać, że skoro cel został osiągnięty – skoro rury poprowadzono, terminale zbudowano, a kontrakty z Rosją zastąpiono kontraktami z dostawcami z innych kierunków – historia się zamknęła. Że Europa Środkowa może teraz skupić się na innych sprawach, a kwestia energetyczna schodzi do kategorii problemów rozwiązanych.
Ta pokusa jest niebezpieczna. Nie dlatego, że infrastruktura jest zła lub niewystarczająca. Jest dobra i – w wielu miejscach – wystarczająca. Niebezpieczeństwo polega na czymś innym: na pomyleniu etapów.
Infrastruktura to warunek konieczny rynku. Nie jest jednak tożsama z rynkiem.
Autostrady nie tworzą gospodarki – tworzą możliwość jej powstania. Światłowody nie tworzą internetu – tworzą medium, przez które internet może przepływać. Terminal LNG nie tworzy rynku energii – tworzy fizyczną zdolność do odbioru gazu, która, jeśli nie jest oprawiona w odpowiednie mechanizmy gospodarcze, pozostaje potencjałem, a nie rzeczywistością.
Europa Środkowa zbudowała infrastrukturę. Nie zbudowała jeszcze – i mówię to z pełną świadomością ciężaru tego stwierdzenia – naprawdę zintegrowanego rynku.
Rozdrobnienie pozostaje. Bariery regulacyjne, które utrudniają swobodny przepływ gazu przez granice, wciąż istnieją w wielu węzłach systemu. Różnice w podejściu do certyfikacji operatorów, do mechanizmów taryfowych, do zasad dostępu stron trzecich do infrastruktury – to nie są kwestie techniczne, które można odłożyć na później. To są bariery, które bezpośrednio przekładają się na ceny, jakie płacą odbiorcy końcowi, i na możliwość efektywnego wykorzystania tej infrastruktury, którą zbudowano z takim wysiłkiem.
Popyt pozostaje rozdrobniony. Kraje regionu negocjują i kupują energię w znacznej mierze osobno – co oznacza, że każdy z nich stoi po drugiej stronie stołu wobec dostawców dysponujących nieporównywalnie większymi zasobami analitycznymi, informacyjnymi i negocjacyjnymi. Skala, która mogłaby być atutem, nie jest w pełni wykorzystywana.
Punkty cenowe pozostają peryferyjne. Region wycenia energię przez odniesienie do benchmarków, których nie współtworzy i na które nie ma wpływu. TTF – holenderski hub, będący przez lata synonimem europejskiej ceny gazu – jest tworem zachodnioeuropejskiego rynku głębokiego, płynnego, wieloletniego. Europa Środkowa jest jego obserwatorem, nie uczestnikiem.
Jak powstawał wspólny rynek w Europie
Nie jest tak, że taki moment nie zdarzał się wcześniej. Europa miała już do czynienia z przejściem od etapu budowania aktywów do etapu budowania reguł ich wspólnego użytkowania. I wyciągnęła z tego przejścia instytucje, które ukształtowały bieg historii.
Europejska Wspólnota Węgla i Stali, powołana w 1951 roku, nie powstała w próżni. Powstała wokół realnej infrastruktury przemysłowej – hut, kopalń, linii kolejowych – która już istniała. Jej geniusz nie polegał na tym, że stworzono nowe fabryki. Polegał na tym, że stworzono wspólne reguły dostępu do tych, które już stały. Że nad aktywami narodowymi nadbudowano logikę wspólnego interesu.
Rynek wewnętrzny Unii Europejskiej – wielki projekt lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych – też nie zaczął się od budowania nowych fabryk. Zaczął się od usuwania barier między tymi, które już były. Od tworzenia jednolitych norm, wzajemnego uznawania certyfikatów, wspólnych zasad konkurencji. Od zamiany mozaiki rynków narodowych w przestrzeń, w której skala zaczęła pracować na korzyść wszystkich uczestników.
Europa Środkowa stoi dziś dokładnie przed takim momentem w dziedzinie energii.
Infrastruktura jest. Aktywa są. Terminale działają, rury przesyłają gaz, interkonektory umożliwiają przepływy, które jeszcze niedawno były niemożliwe. Brakuje następnego kroku: reguł współpracy, które zamienią mozaikę narodowych systemów w przestrzeń naprawdę wspólną. W rynek, który działa z siłą skali, a nie ze słabością rozdrobnienia. To, co opisuje ten tekst, ma swoją nazwę w debacie o bezpieczeństwie energetycznym: „najpierw dywersyfikacja, potem liberalizacja”. Polska przeszła pierwszy etap. Drugi – dla całego regionu – dopiero przed nami.
Trzy wyzwania dla rynku energii w Europie Środkowej
Chciałbym postawić kilka pytań. Nie jako program działania – zbyt wiele szczegółów zależy od decyzji politycznych, od koniunktury na rynkach globalnych, od tempa integracji europejskiej, od procesów, których przebiegu nie sposób z wyprzedzeniem przesądzić. Ale jako pytania, które uważam za właściwe dla tego momentu.
Hub gazowy nie powstaje z chwilą uruchomienia terminalu. Polska dysponuje dziś największą zdolnością regazyfikacji w regionie, rozległą siecią przesyłową i pojemnościami magazynowymi – i mimo to pozostaje węzłem potencjalnym, nie rzeczywistym. Brakuje nie rur, lecz rynku zbudowanego wokół nich: płynności, przejrzystych cen, możliwości arbitrażu, podmiotów zdolnych do transakcji po obu stronach granicy.
Pierwsze: czy region powinien zacząć myśleć o wspólnym organizowaniu swojego popytu? Skala zmniejsza koszty transakcyjne, poprawia pozycję negocjacyjną, umożliwia dostęp do instrumentów niedostępnych dla mniejszych podmiotów działających osobno. Wschodnioazjatyckie doświadczenia z koordynacją zakupów – japońskie, koreańskie, tajwańskie – pokazują, że taka logika działa przez zbieżność interesów handlowych, a nie tylko przez mandat polityczny. Autor poddał te kwestie szczegółowej analizie w raporcie opublikowanym przez Atlantic Council, gdzie dane dotyczące rynku LNG i modele koordynacji są omówione w pełnym wymiarze technicznym.
Drugie: czy region potrzebuje własnych instrumentów tworzenia cen? Benchmark tworzony przez graczy zachodnioeuropejskich odzwierciedla ich warunki, ich postrzeganie niepewności, ich odległość od źródeł zaopatrzenia. Europa Środkowa, która jest fizycznie bliżej pewnych ryzyk i fizycznie dalej od innych, zasługuje na swój głos w tym, jak te ryzyka są wyceniane. Odpowiedź na to pytanie ma konsekwencje przekraczające sektor energetyczny.
Trzecie: czy region może stać się uczestnikiem głębszego wspólnego rynku energii, nie tylko jego beneficjentem? Ramy unijnego prawa energetycznego istnieją, ale nie wypełniają się same. Wypełniają je podmioty – operatorzy, firmy handlowe, instytucje finansowe, platformy transakcyjne – które buduje się przez lata, przez inwestycje i przez zaufanie. Czy Europa Środkowa chce budować takie podmioty we własnym gronie, zamiast pozostawać klientem podmiotów budowanych gdzie indziej?
Nikt nie powie Europie Środkowej, kiedy ma to zrobić. Nikt z zewnątrz nie zaproponuje gotowego modelu – bo nie ma powodów, by robił to w jej interesie, a nie we własnym. Historia integracji europejskiej pełna jest momentów, w których region wschodni był konsumentem reguł pisanych gdzie indziej. Był beneficjentem transferów i standardów, ale rzadziej był podmiotem, który sam te standardy współtworzył.
Podmiotowość energetyczna Europy Środkowej
Napisałem wcześniej, że dywersyfikacja była sukcesem. Chcę teraz doprecyzować, czym był ten sukces w swojej istocie.
Nie był to wyłącznie sukces inżynieryjny ani finansowy. Był to sukces podmiotowości. Kraje, które przez dekady były zależne od jednego dostawcy, odzyskały zdolność do wyboru. Odzyskały możliwość powiedzenia „nie” – co jest warunkiem koniecznym każdej sensownej negocjacji. Odbudowały wiarygodność jako partnerzy dla dostawców z innych kierunków świata. Pokazały, że potrafią realizować wieloletnie, skomplikowane projekty infrastrukturalne wbrew presji politycznej i ekonomicznej.
To jest kapitał. Kapitał polityczny, relacyjny i – co ważne – wciąż niedostatecznie wykorzystany gospodarczo.
Podmiotowość, której nie przekształca się w zdolność do organizowania rynku, z czasem się deprecjonuje. Można mieć terminale i nie mieć wpływu na ceny. Można mieć dywersyfikację dostaw i nadal być cenobiorcą wobec dostawców, którzy swoje rynki organizują lepiej. Można być – jak Europa Środkowa od lat – na peryferiach decyzji o tym, jak wygląda europejski rynek energii, a nie w jego centrum. Zmiana tego stanu rzeczy nie wymaga nowych rur. Wymaga nowej ambicji.
Po dywersyfikacji czas na budowę rynku energii
Kiedy patrzę na mapę Europy Środkowej z perspektywy energetycznej – nie tę fizyczną, z rurami i terminalami, ale tę instytucjonalną, z mechanizmami rynkowymi i punktami cenowymi – widzę region, który jest o krok przed nowym etapem swojego rozwoju. Etapem, który historycznie był zawsze trudniejszy niż budowanie infrastruktury, bo wymaga czegoś więcej niż pieniędzy i stalowych rur. Wymaga zdolności do budowania instytucji – do tworzenia reguł, które będą respektowane przez wielu uczestników, do organizowania współpracy tam, gdzie dotychczas dominowała konkurencja, do myślenia o regionie jako całości, a nie jako o zbiorze oddzielnych systemów narodowych.
To nie jest zadanie wyłącznie dla rządów. Rynki organizują przede wszystkim podmioty gospodarcze: firmy handlowe, operatorzy magazynów i sieci, instytucje finansowe, platformy transakcyjne. Rolą polityki jest tworzenie warunków, w których te podmioty mogą powstawać i działać – nie ich zastępowanie.
Ale rolą polityki jest też coś więcej: nazywanie etapów. Powiedzenie: tamto było słuszne i zrobiliśmy to dobrze, ale tamto było tylko wstępem. Teraz czas na to.
Po etapie budowania infrastruktury naturalnym kolejnym krokiem jest budowanie instytucji rynku. Mechanizmów, które organizują popyt, tworzą płynność, budują przejrzystość, generują sygnały cenowe, które mają sens dla warunków regionu, a nie tylko dla warunków rynków, na których powstawały gdzie indziej.
Europa Środkowa może po raz pierwszy w historii stać się miejscem, gdzie takie instytucje powstają. Gdzie reguły europejskiego rynku energii są nie tylko przyjmowane, ale współtworzone. Gdzie region nie dostosowuje się do logiki pisanej gdzie indziej, ale sam pisze część tej logiki.
Podmiotowość odzyskana bez trudu deprecjonuje się, jeśli nie zamienia się w zdolność do rządzenia regułami. Europa Środkowa udowodniła, że potrafi budować. Teraz czas sprawdzić, czy potrafi stanowić.
Michał Kurtyka



