Czy sztuczna inteligencja stanie się nową bronią Zachodu? Jean-Paul OURY o doktrynie Palantira

Czy sztuczna inteligencja stanie się w XXI wieku tym, czym broń atomowa była dla drugiej połowy XX stulecia? To pytanie coraz częściej pojawia się nie tylko w środowiskach technologicznych, lecz także wśród strategów, wojskowych i filozofów polityki. W opublikowanym na łamach European Scientist eseju Jean-Paul Oury analizuje doktrynę firmy Palantir i pokazuje, że prawdziwy spór nie dotyczy jednej korporacji, lecz miejsca sztucznej inteligencji w bezpieczeństwie państw demokratycznych, filozofii społeczeństwa otwartego oraz przyszłości suwerenności technologicznej.
.Jeszcze kilka lat temu pytanie o to, czy sztuczna inteligencja stanie się jednym z najważniejszych instrumentów bezpieczeństwa państw, należało przede wszystkim do świata literatury science fiction i futurystycznych prognoz. Debata publiczna koncentrowała się na automatyzacji pracy, rozwoju modeli językowych, wpływie algorytmów na edukację czy zagrożeniach dla rynku zatrudnienia. Dziś coraz wyraźniej widać jednak, że sztuczna inteligencja przestaje być wyłącznie narzędziem gospodarczym. Coraz częściej staje się elementem strategii państw, jednym z filarów rywalizacji między mocarstwami oraz nowym wymiarem bezpieczeństwa narodowego.
To właśnie w tym kontekście należy odczytywać opublikowany na łamach European Scientist esej Jean-Paula Oury’ego poświęcony doktrynie amerykańskiej firmy Palantir. Autor nie analizuje jedynie działalności przedsiębiorstwa stworzonego przez Petera Thiela i Alexa Karpa ani nie ogranicza się do polemiki z głośnym manifestem opublikowanym przez firmę w serwisie X. W rzeczywistości stawia znacznie bardziej fundamentalne pytanie. Czy sztuczna inteligencja staje się nowym źródłem siły państw demokratycznych? Czy Zachód potrafi jeszcze myśleć o technologii w kategoriach strategicznych? I czy rozwój AI oznacza narodziny nowej filozofii bezpieczeństwa?
Odpowiedź proponowana przez Jean-Paula Oury’ego wykracza daleko poza bieżący spór polityczny. Autor przenosi dyskusję na poziom filozofii polityki, historii idei oraz geopolityki, pokazując, że wokół sztucznej inteligencji rodzi się dziś debata porównywalna znaczeniem z dyskusjami prowadzonymi w XX wieku wokół energii atomowej, odstraszania nuklearnego czy wyścigu kosmicznego. To właśnie dlatego jego tekst zasługuje na uważną lekturę również poza środowiskiem specjalistów zajmujących się nowymi technologiami.
AI wkracza do geopolityki
Jean-Paul Oury rozpoczyna swoją analizę od wydarzenia, które mogłoby wydawać się jedynie kolejną internetową kontrowersją. W kwietniu 2026 roku Palantir opublikował na swoim oficjalnym koncie w serwisie X dwudziestodwupunktowe streszczenie książki The Technological Republic: Hard Power, Soft Belief, and the Future of the West, napisanej przez dyrektora generalnego firmy Alexa Karpa i Nicholasa Zamiskę. Manifest bardzo szybko dotarł do milionów odbiorców i wywołał gwałtowną debatę. Jedni uznali go za próbę sformułowania nowej strategii technologicznej Zachodu, inni oskarżyli autorów o promowanie militaryzacji sztucznej inteligencji, a nawet o tworzenie ideologii określanej mianem „technofaszyzmu”.
Zdaniem Oury’ego sama skala tej reakcji pokazuje, że sztuczna inteligencja przestała być postrzegana wyłącznie jako kolejna innowacja technologiczna. Coraz częściej staje się przedmiotem sporów dotyczących podstawowych pytań o organizację państwa, relacje między sektorem publicznym i prywatnym oraz miejsce technologii w demokracji. To przesunięcie akcentów ma charakter historyczny. Jeszcze kilkanaście lat temu największe firmy technologiczne były oceniane przede wszystkim przez pryzmat ich wpływu na gospodarkę i codzienne życie użytkowników. Dziś coraz częściej analizuje się je w kontekście bezpieczeństwa narodowego, rywalizacji geopolitycznej oraz odporności państw na zagrożenia zewnętrzne.
Oury przypomina, że Palantir od początku zajmował szczególne miejsce w amerykańskim ekosystemie technologicznym. Firma powstała po zamachach z 11 września 2001 roku jako odpowiedź na pytanie, czy nowoczesne technologie mogą pomagać państwu w ochronie obywateli, nie prowadząc jednocześnie do całkowitego ograniczenia ich wolności. W kolejnych latach przedsiębiorstwo stało się jednym z najważniejszych dostawców systemów analizy danych dla administracji publicznej, służb wywiadowczych i wojska. To właśnie ta historia sprawia, że każde publiczne wystąpienie jego kierownictwa wywołuje znacznie większe zainteresowanie niż analogiczne deklaracje składane przez firmy rozwijające wyłącznie produkty konsumenckie.
Jean-Paul Oury podkreśla jednak, że najważniejszy nie jest sam Palantir. Znacznie istotniejsze jest to, iż manifest firmy odzwierciedla zmianę sposobu myślenia o technologii. W tej wizji sztuczna inteligencja nie jest przede wszystkim usługą oferowaną użytkownikom ani narzędziem zwiększającym produktywność przedsiębiorstw. Staje się elementem strategicznej infrastruktury państwa, porównywalnym z przemysłem zbrojeniowym, energetyką czy systemami łączności. Właśnie ta zmiana perspektywy stanowi punkt wyjścia całego eseju.
Palantir proponuje nową doktrynę technologiczną
Analizując manifest, Jean-Paul Oury zwraca uwagę, że jego autorzy świadomie przeciwstawiają się dominującemu przez wiele lat sposobowi myślenia o Dolinie Krzemowej. Ich zdaniem amerykański sektor technologiczny skoncentrował się na rozwijaniu mediów społecznościowych, aplikacji konsumenckich i usług służących przede wszystkim przyciąganiu uwagi użytkowników. Tymczasem świat wszedł w okres narastającej rywalizacji mocarstw, w którym o pozycji państw będą decydowały nie tylko wielkość gospodarki czy liczebność armii, lecz także zdolność tworzenia najbardziej zaawansowanych technologii.
To właśnie dlatego autorzy The Technological Republic mówią o potrzebie powrotu do idei „hard power”. W ich przekonaniu przedsiębiorstwa technologiczne nie powinny ograniczać się do zachowania neutralności wobec konfliktów międzynarodowych ani postrzegać swojej działalności wyłącznie przez pryzmat rynku. Powinny aktywnie uczestniczyć w budowaniu potencjału obronnego państw demokratycznych, rozwijać rozwiązania wspierające bezpieczeństwo narodowe i traktować swoją działalność jako element szerszego projektu cywilizacyjnego.
Jean-Paul Oury nie ukrywa, że właśnie ta teza wywołała największe kontrowersje. Dla jednych oznacza ona próbę odbudowy strategicznego myślenia Zachodu w epoce gwałtownego rozwoju sztucznej inteligencji. Dla innych stanowi niebezpieczne zbliżenie świata nowych technologii do logiki państwa bezpieczeństwa oraz militaryzacji innowacji. Właśnie wokół tego sporu będzie koncentrować się dalsza część jego eseju.
Czy sztuczna inteligencja zastąpi broń atomową?
Jedną z najbardziej dyskutowanych tez zawartych zarówno w książce The Technological Republic, jak i w omówieniu przygotowanym przez Jean-Paula Oury’ego, jest przekonanie, że świat wchodzi w epokę, w której sztuczna inteligencja zaczyna odgrywać rolę porównywalną z odstraszaniem nuklearnym w drugiej połowie XX wieku. Nie oznacza to oczywiście, że algorytmy zastąpią arsenały atomowe w sensie militarnym. Chodzi raczej o zmianę logiki strategicznej. Tak jak przez dziesięciolecia o równowadze między mocarstwami decydowała zdolność do budowy i utrzymania potencjału nuklearnego, tak w nadchodzących dekadach o pozycji państw może przesądzać zdolność tworzenia najbardziej zaawansowanych systemów sztucznej inteligencji.
Jean-Paul Oury zwraca uwagę, że właśnie w tym miejscu autorzy manifestu dokonują zasadniczego przewartościowania myślenia o technologii. Przez lata dominowało przekonanie, że innowacje cyfrowe służą przede wszystkim zwiększaniu produktywności, usprawnianiu komunikacji i tworzeniu nowych modeli biznesowych. Karp proponuje spojrzenie odmienne. Według niego sztuczna inteligencja staje się jednym z najważniejszych instrumentów siły państwa. Jej rozwój nie może być zatem oceniany wyłącznie z perspektywy rynku czy interesów prywatnych przedsiębiorstw. Powinien być rozpatrywany także jako element strategii bezpieczeństwa narodowego.
Autor European Scientist zauważa, że taka perspektywa nie jest całkowicie nowa. Historia nowoczesnych technologii wielokrotnie pokazywała, że przełomowe innowacje bardzo szybko przestawały być jedynie osiągnięciami naukowymi. Kolej, radio, lotnictwo, energia atomowa, technologie satelitarne czy internet w krótkim czasie stawały się również narzędziami rywalizacji geopolitycznej. W opinii zwolenników doktryny Palantira podobny proces zachodzi obecnie w odniesieniu do sztucznej inteligencji.
To właśnie dlatego autorzy The Technological Republic podkreślają, że zasadniczym pytaniem nie jest już to, czysztuczna inteligencja będzie wykorzystywana do celów wojskowych i strategicznych, lecz kto będzie ją rozwijał oraz według jakich wartości będzie ona projektowana. Jean-Paul Oury przywołuje tę tezę jako jeden z najważniejszych elementów całego manifestu. W jego interpretacji spór nie dotyczy samej technologii. Dotyczy odpowiedzialności za jej rozwój oraz tego, czy państwa demokratyczne są gotowe uczestniczyć w wyścigu technologicznym z państwami, które nie podzielają tych samych zasad politycznych i prawnych.
W tym miejscu autor dostrzega również zmianę zachodzącą w samej Dolinie Krzemowej. Jeszcze niedawno dominowała tam narracja o neutralności technologii oraz przekonanie, że przedsiębiorstwa powinny przede wszystkim tworzyć rozwiązania odpowiadające potrzebom konsumentów. Manifest Palantira proponuje odejście od tej logiki. Według jego twórców firmy technologiczne posiadają wobec państw demokratycznych szczególny obowiązek wynikający z faktu, że rozwijały się w warunkach zapewnianych przez zachodnie instytucje, system prawny i bezpieczeństwo gwarantowane przez państwo. Oury zauważa, że właśnie ten argument wywołał jedne z najbardziej gwałtownych reakcji komentatorów.
Skąd wzięły się oskarżenia o technofaszyzm?
Jean-Paul Oury nie pomija krytyków Palantira. Wręcz przeciwnie, poświęca im znaczną część swojego eseju, starając się możliwie wiernie przedstawić argumenty obu stron. Przypomina, że po publikacji manifestu wielu komentatorów uznało go za dokument zapowiadający militaryzację sztucznej inteligencji oraz koncentrację bezprecedensowej władzy w rękach prywatnych przedsiębiorstw technologicznych współpracujących z administracją państwową.
Szczególne miejsce w tej debacie zajmuje pojęcie „technofaszyzmu”, użyte przez filozofa Marka Coeckelbergha. Termin ten szybko zaczął funkcjonować w dyskusjach dotyczących Palantira, choć dla różnych autorów oznaczał odmienne zjawiska. Jedni odnosili go do możliwości wykorzystania sztucznej inteligencji do masowej inwigilacji społeczeństwa. Inni ostrzegali przed powstaniem nowej elity technologicznej dysponującej narzędziami pozwalającymi wpływać na decyzje obywateli na niespotykaną dotąd skalę. Pojawiały się również głosy wskazujące na ryzyko przyspieszenia światowego wyścigu zbrojeń opartego na sztucznej inteligencji oraz rozwoju autonomicznych systemów bojowych.
Autor European Scientist przywołuje także wypowiedzi ekonomisty Janisa Warufakisa, który przestrzegał przed dokładaniem kolejnego wymiaru zagrożenia do już istniejącego ryzyka nuklearnego. W jego ocenie rozwój sztucznej inteligencji wykorzystywanej do celów wojskowych może prowadzić do powstania nowych, trudnych do przewidzenia mechanizmów eskalacji konfliktów. Podobne obawy wyrażali również komentatorzy zwracający uwagę na ścisłe związki Palantira z sektorem bezpieczeństwa, działalność firmy na rzecz amerykańskich instytucji państwowych oraz współpracę z państwami prowadzącymi operacje wojskowe.
Jean-Paul Oury nie bagatelizuje tych argumentów. Nie próbuje ich ośmieszać ani przedstawiać jako przejawu nieuzasadnionej niechęci wobec nowych technologii. Przeciwnie, pokazuje, że rozwój sztucznej inteligencji rzeczywiście rodzi pytania o granice władzy technologicznej, kontrolę demokratyczną nad algorytmami oraz rolę przedsiębiorstw prywatnych w systemach bezpieczeństwa państw. Jednocześnie zwraca uwagę, że samo użycie pojęcia „technofaszyzm” nie rozstrzyga jeszcze istoty problemu. Etykieta ta może bowiem utrudniać zrozumienie rzeczywistych założeń przedstawionej doktryny.
W tym miejscu Oury proponuje zasadniczą zmianę perspektywy. Zamiast analizować manifest Palantira przez pryzmat historycznych analogii do systemów totalitarnych, sugeruje odwołanie się do filozofii Karla Poppera i jego koncepcji społeczeństwa otwartego. Zdaniem autora właśnie tam należy szukać klucza do zrozumienia motywacji twórców manifestu. To przejście od języka bieżącej publicystyki do filozofii politycznej stanowi punkt zwrotny całego eseju i zarazem jego najbardziej oryginalny fragment.
Karl Popper zamiast prostych etykiet
W tym miejscu Jean-Paul Oury dokonuje zaskakującego zwrotu. Zamiast odpowiadać na kolejne zarzuty formułowane pod adresem Palantira, proponuje porzucić język bieżącej publicystyki i sięgnąć do jednego z najważniejszych dzieł filozofii politycznej XX wieku – Społeczeństwa otwartego i jego wrogów Karla Poppera. W przekonaniu autora właśnie tam należy szukać odpowiedzi na pytanie, czy rozwój technologii służących bezpieczeństwu państwa demokratycznego można utożsamiać z zagrożeniem dla wolności.
To interesujące przesunięcie akcentów. Debata wokół sztucznej inteligencji bardzo często koncentruje się dziś na samych algorytmach, możliwościach modeli językowych czy tempie rozwoju technologii. Oury proponuje natomiast, by najpierw odpowiedzieć na pytanie o naturę państwa, demokracji i społeczeństwa otwartego. Dopiero wtedy – jego zdaniem – można właściwie ocenić rolę, jaką sztuczna inteligencja ma odgrywać w życiu publicznym.
Karl Popper pisał swoje najważniejsze dzieło w czasie II wojny światowej. Nie zastanawiał się nad komputerami ani algorytmami, lecz nad tym, w jaki sposób demokracje mogą przetrwać konfrontację z systemami totalitarnymi. Społeczeństwo otwarte definiował jako wspólnotę opartą na wolności jednostki, rządach prawa, pluralizmie oraz możliwości nieustannego poddawania instytucji i decyzji publicznych racjonalnej krytyce. Żadna władza nie posiada ostatecznej prawdy, a każda decyzja polityczna może zostać zakwestionowana, poprawiona lub zmieniona w drodze demokratycznej debaty.
Jean-Paul Oury przypomina, że w myśli Poppera społeczeństwo otwarte nie jest społeczeństwem doskonałym. Przeciwnie – jego siłą jest świadomość własnej omylności. Demokracja nie opiera się na przekonaniu, że zawsze podejmuje najlepsze decyzje, lecz na stworzeniu mechanizmów pozwalających błędy rozpoznawać i korygować. To właśnie możliwość pokojowej zmiany kierunku polityki odróżnia społeczeństwa otwarte od systemów zamkniętych, opartych na dogmacie, przemocy lub przekonaniu o posiadaniu jedynej prawdy.
Według Oury’ego ten właśnie element filozofii Poppera ma dziś szczególne znaczenie dla debaty o sztucznej inteligencji. Jeżeli AI staje się jednym z najważniejszych instrumentów bezpieczeństwa państw, to pytanie nie brzmi wyłącznie, jakie modele będą najbardziej zaawansowane. Równie ważne staje się pytanie, jaki porządek polityczny będzie je rozwijał, kontrolował i wykorzystywał. Technologia sama w sobie nie posiada wartości moralnej. Jej znaczenie zależy od instytucji, które ją tworzą, oraz od celów, którym ma służyć.
Paradoks tolerancji
To właśnie tutaj Jean-Paul Oury dochodzi do pojęcia, które uważa za centralny punkt całej dyskusji – paradoksu tolerancji. Karl Popper zauważał, że społeczeństwo otwarte może zostać zniszczone nie tylko przez siłę zewnętrzną, lecz również przez własną bezradność wobec tych, którzy chcą wykorzystać jego wolności do likwidacji samej demokracji. Nieograniczona tolerancja wobec ruchów dążących do zniszczenia wolności może doprowadzić do zaniku tolerancji jako takiej.
Oury przywołuje ten fragment nie po to, aby usprawiedliwiać ograniczanie wolności słowa czy rozszerzanie kompetencji państwa. Wręcz przeciwnie. Podkreśla, że Popper traktował użycie przymusu jako rozwiązanie ostateczne, możliwe dopiero wtedy, gdy zawodzą racjonalna debata i argumentacja, a przeciwnicy społeczeństwa otwartego sięgają po przemoc. Paradoks tolerancji nie jest więc zgodą na arbitralne tłumienie poglądów. Jest próbą odpowiedzi na pytanie, jak obronić warunki umożliwiające dalsze istnienie wolnej debaty.
W interpretacji Jean-Paula Oury’ego właśnie w tym miejscu pojawia się najważniejszy argument dotyczący Palantira. Jeżeli państwa demokratyczne uznają, że sztuczna inteligencja staje się jednym z podstawowych narzędzi bezpieczeństwa, rozwijanie własnych kompetencji technologicznych nie musi oznaczać odejścia od zasad społeczeństwa otwartego. Może być postrzegane jako próba stworzenia warunków pozwalających temu społeczeństwu przetrwać w świecie narastającej rywalizacji geopolitycznej.
Autor European Scientist nie twierdzi, że manifest Palantira należy przyjąć bezkrytycznie. Nie przekonuje również, że każda działalność firmy zasługuje na aprobatę. Wskazuje natomiast, że sprowadzenie całej debaty do oskarżeń o „technofaszyzm” może prowadzić do pominięcia zasadniczego pytania. Jeżeli państwa demokratyczne zrezygnują z rozwijania strategicznych technologii w imię źle rozumianej neutralności, czy nie stworzą tym samym przewagi dla tych systemów politycznych, które takich ograniczeń nie uznają?
To właśnie ten moment eseju wydaje się najcenniejszy. Jean-Paul Oury nie próbuje udowodnić, że Palantir ma rację we wszystkich swoich ocenach. Zamiast tego proponuje spojrzeć na debatę z poziomu filozofii politycznej. Dzięki temu spór przestaje dotyczyć jednej firmy czy jednego manifestu. Staje się dyskusją o tym, jak społeczeństwa demokratyczne powinny reagować na pojawienie się technologii, które mogą w przyszłości decydować o ich bezpieczeństwie, suwerenności i zdolności do obrony własnych wartości.
Od bomby atomowej do algorytmu. Jak zmieniało się pojęcie odstraszania
Historia bezpieczeństwa państw jest zarazem historią kolejnych przełomów technologicznych. Każda epoka przynosiła wynalazek, który zmieniał nie tylko sposób prowadzenia wojen, lecz również język polityki, dyplomacji i relacji między mocarstwami. Broń palna zakończyła dominację średniowiecznych armii feudalnych. Rewolucja przemysłowa stworzyła państwa zdolne do prowadzenia konfliktów na niespotykaną wcześniej skalę. Wiek XX przyniósł lotnictwo, radar, rakiety balistyczne i wreszcie broń atomową, która na dziesięciolecia zdefiniowała pojęcie odstraszania. Dziś coraz częściej pojawia się pytanie, czy kolejnym takim przełomem stanie się sztuczna inteligencja.
Nie oznacza to oczywiście, że algorytmy zastąpią głowice nuklearne lub że wojny przyszłości będą prowadzone wyłącznie przez autonomiczne systemy. Zmiana ma charakter znacznie głębszy. Dotyczy samego źródła przewagi strategicznej. W okresie zimnej wojny o pozycji mocarstw decydowała zdolność do produkcji i utrzymania arsenału nuklearnego. Sam fakt posiadania takiej broni miał odstraszać przeciwnika od agresji. W świecie sztucznej inteligencji przewaga może wynikać nie tyle z liczby posiadanych systemów, ile z jakości danych, mocy obliczeniowej, kompetencji inżynierów oraz zdolności do nieustannego doskonalenia modeli uczących się.
Dlatego coraz częściej mówi się, że XXI wiek będzie epoką konkurencji nie tylko między armiami, ale również między ekosystemami technologicznymi. Państwo dysponujące najlepszymi centrami badawczymi, najbardziej zaawansowanymi półprzewodnikami, największymi zasobami danych i najsilniejszym przemysłem cyfrowym może uzyskać przewagę, która jeszcze niedawno była kojarzona wyłącznie z potencjałem militarnym. Sztuczna inteligencja zaczyna przenikać wszystkie obszary funkcjonowania państwa – od analizy informacji wywiadowczych, przez logistykę wojskową i cyberbezpieczeństwo, po ochronę infrastruktury krytycznej oraz planowanie strategiczne.
Proces ten nie rozpoczął się jednak wraz z pojawieniem się generatywnej sztucznej inteligencji. Już w czasie zimnej wojny przewagę budowały państwa, które potrafiły szybciej przetwarzać informacje. Rozwój satelitów obserwacyjnych, systemów rozpoznania elektronicznego czy komputerowych centrów dowodzenia sprawił, że informacja stała się równie cenna jak uzbrojenie. W kolejnych dekadach internet, system GPS oraz technologie cyfrowe jeszcze bardziej zatarły granicę między sektorem cywilnym a wojskowym. Współczesna sztuczna inteligencja jest kolejnym etapem tej ewolucji, ponieważ pozwala nie tylko gromadzić dane, ale również analizować je z szybkością i skalą, których człowiek nie byłby w stanie osiągnąć.
Nieprzypadkowo właśnie wokół półprzewodników, centrów danych, modeli językowych i mocy obliczeniowej koncentrują się dziś najważniejsze napięcia geopolityczne. Rywalizacja między Stanami Zjednoczonymi a Chinami coraz częściej dotyczy dostępu do najbardziej zaawansowanych układów scalonych, ograniczeń eksportowych, inwestycji w krajowe zdolności produkcyjne oraz kontroli nad kluczowymi technologiami. Państwa dostrzegają, że zależność od zagranicznych dostawców może oznaczać nie tylko problem gospodarczy, ale również ryzyko strategiczne.
Europa obserwuje ten proces z rosnącą uwagą. Przez wiele lat rozwój gospodarczy opierał się na założeniu, że globalizacja będzie prowadziła do coraz większej współzależności i stopniowego zmniejszania znaczenia granic technologicznych. Ostatnie lata pokazały jednak, że dostęp do kluczowych technologii może stać się instrumentem nacisku politycznego. Ograniczenia eksportowe, sankcje, kontrola nad infrastrukturą cyfrową czy możliwość odcięcia dostępu do wybranych usług uświadomiły państwom europejskim, że suwerenność technologiczna nie jest abstrakcyjnym hasłem, lecz elementem bezpieczeństwa narodowego.
W tym właśnie kontekście należy odczytywać tezę, że sztuczna inteligencja staje się nowym narzędziem odstraszania. Nie chodzi o zastąpienie klasycznych sił zbrojnych przez algorytmy, lecz o zmianę sposobu rozumienia przewagi strategicznej. Państwo, które nie uczestniczy w rozwoju najbardziej zaawansowanych technologii, ryzykuje utratę wpływu na standardy, od których będą zależały jego bezpieczeństwo, gospodarka i pozycja międzynarodowa. Tak jak w XX wieku trudno było wyobrazić sobie mocarstwo pozbawione nowoczesnego przemysłu, tak w XXI wieku coraz trudniej będzie mówić o pełnej suwerenności państwa, które nie posiada własnych kompetencji w zakresie sztucznej inteligencji.
Jednocześnie historia uczy, że każda rewolucja technologiczna rodziła nie tylko nowe możliwości, ale również nowe zagrożenia. Broń atomowa stworzyła system odstraszania, lecz jednocześnie postawiła ludzkość wobec ryzyka globalnej zagłady. Internet otworzył bezprecedensowe możliwości komunikacji, ale stał się także przestrzenią cyberataków i dezinformacji. Sztuczna inteligencja również będzie miała podwójne oblicze. Może zwiększać bezpieczeństwo państw i poprawiać jakość decyzji podejmowanych przez ludzi, ale może również wzmacniać systemy nadzoru, automatyzować propagandę czy pogłębiać zależność społeczeństw od podmiotów kontrolujących najbardziej zaawansowane algorytmy.
Dlatego pytanie o przyszłość sztucznej inteligencji nie jest wyłącznie pytaniem o technologię. Jest pytaniem o model państwa, zakres odpowiedzialności przedsiębiorstw technologicznych oraz zdolność demokracji do zachowania kontroli nad narzędziami, które będą współtworzyć porządek polityczny XXI wieku. To właśnie w tym miejscu rozważania historyczne spotykają się z filozoficzną refleksją nad społeczeństwem otwartym, do której powraca Jean-Paul Oury w końcowych fragmentach swojego eseju. W kolejnej części warto więc przejść do jego analizy pojęcia algorytmokracji i pytania o to, gdzie przebiega granica między technologią służącą bezpieczeństwu a technologią mogącą ograniczać wolność obywateli.
Algorytmokracja. Czy algorytmy mogą zastąpić politykę?
Po rozbudowanej analizie filozofii Karla Poppera Jean-Paul Oury nie prowadzi czytelnika do prostego wniosku, że rozwój sztucznej inteligencji należy bez zastrzeżeń powierzyć państwu lub przedsiębiorstwom technologicznym. Przeciwnie. W ostatniej części swojego eseju wyraźnie zaznacza, że uznanie strategicznego znaczenia AI nie oznacza przyznania komukolwiek prawa do nieograniczonej władzy. W tym miejscu pojawia się pojęcie, które autor uważa za jedno z najważniejszych zagrożeń nadchodzących dekad – algorytmokracja.
Termin ten nie odnosi się do samego wykorzystania algorytmów w administracji czy gospodarce. Oury rozumie go znacznie szerzej. Algorytmokracja oznacza sytuację, w której decyzje wpływające na życie społeczne przestają być przedmiotem demokratycznej debaty i stopniowo zostają przeniesione do systemów informatycznych. W takim modelu obywatele coraz częściej podporządkowują się nie decyzjom podejmowanym przez przedstawicieli wybranych w wyborach, lecz regułom zapisanym w kodzie, tworzonym przez wąskie grono ekspertów, przedsiębiorstw lub administracji publicznej.
To rozróżnienie wydaje się szczególnie istotne. Współczesne państwa już dziś korzystają z algorytmów przy analizie danych podatkowych, wykrywaniu nadużyć finansowych, zarządzaniu ruchem drogowym czy planowaniu infrastruktury. Samo wykorzystanie sztucznej inteligencji nie stanowi więc jeszcze zagrożenia dla demokracji. Problem pojawia się dopiero wtedy, gdy algorytm przestaje być narzędziem wspierającym decyzję człowieka, a staje się jej faktycznym zastępstwem, pozostając jednocześnie poza społeczną kontrolą.
Jean-Paul Oury ilustruje tę obawę przykładami systemów, których zadaniem jest ocenianie zachowań obywateli lub wpływanie na ich codzienne wybory. Przywołuje rozwiązania służące obliczaniu śladu węglowego czy modelowaniu stylu życia, wskazując, że same w sobie mogą być użyteczne jako narzędzia analityczne. Zwraca jednak uwagę, iż sytuacja zmienia się zasadniczo, jeśli wyniki takich analiz zaczynają automatycznie wywoływać skutki administracyjne lub ekonomiczne. Wówczas technologia przestaje jedynie opisywać rzeczywistość. Zaczyna ją kształtować.
W tym kontekście autor odwołuje się również do chińskiego systemu kredytu społecznego, który w zachodnich debatach często przywoływany jest jako przykład szeroko zakrojonego wykorzystania technologii do monitorowania i oceniania zachowań obywateli. Oury nie twierdzi, że państwa demokratyczne zmierzają w tym samym kierunku. Wskazuje jednak, że rozwój sztucznej inteligencji sprawia, iż techniczne możliwości prowadzenia podobnych działań stają się coraz większe. Dlatego już dziś należy zastanowić się nad granicami dopuszczalnego wykorzystania algorytmów.
To prowadzi autora do pytania o relację między skutecznością a wolnością. Demokratyczne państwo może być kuszone przez rozwiązania, które zwiększają efektywność administracji, ograniczają koszty lub pozwalają szybciej reagować na zagrożenia. Historia pokazuje jednak, że każda technologia zwiększająca możliwości państwa wymaga jednocześnie silniejszych mechanizmów kontroli. W przeciwnym razie łatwo przekształca się z narzędzia służącego obywatelom w narzędzie sprawowania nad nimi coraz bardziej szczegółowego nadzoru.
To właśnie tutaj Jean-Paul Oury dokonuje ważnego rozróżnienia. Jego zdaniem nie należy utożsamiać technologii wykorzystywanych do ochrony bezpieczeństwa państwa z technologiami projektowanymi po to, by wpływać na zachowania społeczne zgodnie z określoną ideologią. W pierwszym przypadku celem jest obrona wspólnoty politycznej przed zagrożeniami zewnętrznymi i wewnętrznymi. W drugim – stopniowe ograniczanie autonomii obywatela poprzez system zachęt, kar i automatycznych ocen. To właśnie ten drugi model autor określa mianem algorytmokracji i uznaje za zaprzeczenie społeczeństwa otwartego.
Suwerenność technologiczna jako warunek suwerenności politycznej
W końcowych akapitach eseju Jean-Paul Oury odchodzi od sporu wokół samego Palantira i formułuje znacznie bardziej uniwersalny wniosek. Jego zdaniem zasadniczym problemem nie jest to, czy konkretna firma rozwija zaawansowane rozwiązania z zakresu sztucznej inteligencji. Znacznie ważniejsze staje się pytanie, czy państwa demokratyczne posiadają własne kompetencje technologiczne pozwalające im zachować strategiczną niezależność.
Autor przypomina, że współczesny świat coraz silniej opiera się na infrastrukturze cyfrowej tworzonej przez niewielką liczbę globalnych przedsiębiorstw. Dotyczy to nie tylko modeli sztucznej inteligencji, lecz także chmury obliczeniowej, półprzewodników, systemów operacyjnych czy platform komunikacyjnych. Każda zależność od zewnętrznego dostawcy może z czasem nabrać znaczenia politycznego. W świecie narastającej rywalizacji geopolitycznej technologia staje się bowiem nie tylko produktem rynkowym, ale również instrumentem wpływu.
Oury wskazuje, że najlepszą odpowiedzią nie jest ani demonizowanie przedsiębiorstw technologicznych, ani bezwarunkowe powierzanie im odpowiedzialności za bezpieczeństwo państwa. Rozwiązaniem powinno być budowanie konkurencyjnych zdolności badawczych, przemysłowych i naukowych, dzięki którym państwa demokratyczne zachowają możliwość samodzielnego rozwijania kluczowych technologii. Tylko wtedy będą mogły prowadzić politykę zgodną z własnymi interesami i wartościami.
Ta refleksja szczególnie mocno wybrzmiewa z perspektywy europejskiej. Przez wiele lat Europa koncentrowała się przede wszystkim na regulowaniu rynku cyfrowego, ochronie danych osobowych oraz tworzeniu ram prawnych dla nowych technologii. Były to działania potrzebne, jednak coraz częściej pojawia się pytanie, czy same regulacje wystarczą w świecie, w którym przewaga zależy również od zdolności projektowania własnych modeli sztucznej inteligencji, budowy centrów danych i rozwijania nowoczesnych układów scalonych. Suwerenność technologiczna staje się bowiem coraz bardziej nierozłączna z suwerennością polityczną.
Ważne pytania Jean-Paula Oury’ego
Esej Jean-Paula Oury’ego nie daje prostych odpowiedzi i właśnie dlatego zasługuje na uwagę. Nie jest manifestem poparcia dla Palantira ani próbą odrzucenia wszystkich obaw związanych z rozwojem sztucznej inteligencji. Jest zaproszeniem do postawienia pytań, które będą coraz częściej powracały w debacie publicznej. Czy państwo demokratyczne może pozostać bezpieczne, jeśli zrezygnuje z udziału w wyścigu technologicznym? Jak pogodzić rozwój narzędzi sztucznej inteligencji z ochroną wolności obywatelskich? Gdzie przebiega granica między niezbędnym wykorzystaniem technologii dla bezpieczeństwa a pokusą budowy systemów nadzoru?
Palantir jest w tej opowieści jedynie punktem wyjścia. Znacznie ważniejsza okazuje się dyskusja o przyszłości społeczeństwa otwartego w epoce algorytmów. Jean-Paul Oury przypomina, że technologia nie istnieje w próżni. Jej znaczenie zależy od instytucji, wartości i decyzji politycznych. To one zdecydują, czy sztuczna inteligencja stanie się narzędziem wzmacniającym wolność demokratycznych społeczeństw, czy też początkiem nowej epoki koncentracji władzy.
To pytanie nie dotyczy wyłącznie Stanów Zjednoczonych ani jednej firmy z Doliny Krzemowej. Dotyczy również Europy. Jeżeli XXI wiek rzeczywiście stanie się stuleciem sztucznej inteligencji, przyszłość europejskich demokracji będzie zależała nie tylko od jakości stanowionego prawa, lecz także od zdolności tworzenia własnych technologii, własnych kompetencji badawczych i własnej wizji rozwoju cyfrowego. W tym sensie spór opisany przez Jean-Paula Oury’ego jest dopiero początkiem znacznie szerszej debaty o miejscu Europy w nowym porządku technologicznym.
Sebastian Nizio





