Nowe centra świata. Dlaczego XXI wiek nie będzie należał do jednego centrum?

Czy XXI wiek będzie należał do jednego światowego mocarstwa? Coraz więcej wskazuje na to, że świat odchodzi od modelu jednego dominującego centrum na rzecz sieci wyspecjalizowanych ośrodków odpowiedzialnych za bezpieczeństwo, technologie, energię, finanse i logistykę. Powstaje nowa mapa świata, w której znaczenie państw zależy od pełnionej funkcji, a nie wyłącznie od ich wielkości.
.Przez większą część ostatnich dwóch stuleci świat wydawał się stosunkowo prosty do opisania. Istniało jedno miejsce, z którego promieniowała siła gospodarcza, polityczna, finansowa i technologiczna, a pozostałe państwa w mniejszym lub większym stopniu odnosiły się do tego centrum. W XIX wieku był nim Londyn, po II wojnie światowej rolę tę przejął Waszyngton, a w ostatnich dwóch dekadach coraz częściej wskazuje się również Pekin jako kandydata do pozycji nowego światowego centrum.
Być może jednak pytanie o to, które państwo zastąpi dotychczasowego hegemona, jest dziś źle postawione. Coraz więcej procesów zachodzących równocześnie w gospodarce, technologii, energetyce i geopolityce sugeruje bowiem, że XXI wiek może nie należeć do jednego centrum świata. Znacznie bardziej prawdopodobny wydaje się porządek oparty na wielu ośrodkach specjalizujących się w różnych dziedzinach i wzajemnie od siebie zależnych. Świat nie staje się mniej uporządkowany. Zmienia się jedynie architektura jego wpływów.
Historia znała epoki jednego centrum
Przez stulecia potęga państw koncentrowała się wokół jednego dominującego ośrodka. Imperium Rzymskie organizowało przestrzeń polityczną wokół Rzymu, średniowieczna Europa przez długi czas pozostawała pod silnym wpływem ośrodków cesarskich i papiestwa, a epoka wielkich odkryć geograficznych stopniowo przeniosła ciężar światowej gospodarki na zachód kontynentu. Londyn nie stał się finansową stolicą świata wyłącznie dzięki brytyjskiej flocie, lecz dlatego, że połączył handel, przemysł, naukę, finanse i administrację w jeden wyjątkowo skuteczny model rozwoju.
Po II wojnie światowej podobną rolę odegrały Stany Zjednoczone. Waszyngton stał się centrum politycznym świata zachodniego, Nowy Jork centrum finansowym, a Dolina Krzemowa symbolem rewolucji technologicznej. Przez wiele lat można było odnieść wrażenie, że najważniejsze procesy gospodarcze, militarne i naukowe prowadzą do jednego państwa, które wyznacza kierunek rozwoju pozostałym.
Dziś coraz wyraźniej widać jednak, że także ten model zaczyna się zmieniać. Nie dlatego, że Stany Zjednoczone utraciły swoją pozycję, lecz dlatego, że kolejne obszary decydujące o sile państw rozwijają się w różnych częściach świata. Innowacje technologiczne nie powstają już wyłącznie w Kalifornii, kapitał inwestycyjny coraz częściej płynie z państw Zatoki Perskiej, produkcja najbardziej zaawansowanych półprzewodników koncentruje się w Azji Wschodniej, a nowe korytarze logistyczne i energetyczne przebiegają przez regiony, które jeszcze niedawno pozostawały na marginesie światowej debaty.
Jeszcze trzydzieści lat temu większość analityków zakładała, że świat będzie rozwijał się wokół jednego dominującego centrum gospodarczego i politycznego. Upadek Związku Sowieckiego, dynamiczny rozwój globalizacji oraz bezprecedensowa przewaga gospodarcza Stanów Zjednoczonych wydawały się potwierdzać, że XXI wiek będzie jedynie rozwinięciem porządku ukształtowanego po zakończeniu zimnej wojny.
Historia potoczyła się jednak inaczej. Przystąpienie Chin do Światowej Organizacji Handlu, światowy kryzys finansowy z 2008 roku, gwałtowny rozwój technologii cyfrowych, pandemia COVID-19, wojna Rosji przeciwko Ukrainie oraz coraz ostrzejsza rywalizacja technologiczna pomiędzy największymi gospodarkami sprawiły, że świat wszedł w okres głębokiej przebudowy. Nie zmienił się jedynie układ sił. Zmieniły się reguły, według których państwa budują swoją pozycję.
Nie jedno centrum, lecz sieć centrów
Największym błędem byłoby sądzić, że świat po prostu wymienia jednego lidera na drugiego. Taki sposób myślenia wynika z doświadczeń XIX i XX wieku, kiedy kolejne mocarstwa rzeczywiście przejmowały rolę dominującego centrum światowej gospodarki i polityki. XXI wiek rozwija się jednak według innej logiki. W miejsce jednego ośrodka zaczyna powstawać sieć wzajemnie powiązanych centrów, z których każde odpowiada za inny fragment globalnego systemu.
Ta zmiana nie oznacza osłabienia globalizacji. Przeciwnie – jest jej kolejnym etapem. Im bardziej świat staje się złożony, tym trudniej jednemu państwu utrzymać przewagę we wszystkich dziedzinach jednocześnie. Rozwój sztucznej inteligencji, transformacja energetyczna, cyfryzacja gospodarki, rywalizacja technologiczna oraz zmieniająca się geografia demograficzna sprawiają, że przewaga rozkłada się pomiędzy wiele wyspecjalizowanych ośrodków.
To właśnie dlatego coraz częściej spotykają się na łamach Wszystko co Najważniejsze refleksje prof. George’a Friedmana dotyczące geopolityki, Andrew A. Michty analizującego bezpieczeństwo Zachodu, prof. Michała Kleibera opisującego znaczenie nauki i technologii, Michała Kurtyki wskazującego strategiczny wymiar energii, Jana Śliwy analizującego rywalizację o półprzewodniki czy prof. Aleksandra Surdeja, który pokazuje, że trwała siła państw rodzi się z jakości instytucji i produktywności gospodarki. Każdy z tych autorów opisuje inny fragment rzeczywistości, lecz wszystkie te elementy składają się na obraz świata, który nie posiada już jednego centrum ciężkości. Nie istnieje już jedno centrum świata. Istnieją centra różnych kompetencji
Jeszcze do niedawna można było odnieść wrażenie, że najważniejsze procesy gospodarcze, technologiczne i polityczne prowadzą do tych samych miejsc. Państwo dominujące militarnie było zwykle również liderem finansowym, naukowym i przemysłowym, dzięki czemu jego przewaga wydawała się niemal naturalna. XXI wiek stopniowo odchodzi od tej logiki. Coraz częściej poszczególne elementy światowego systemu rozwijają się w różnych częściach globu, tworząc sieć wzajemnych zależności, której nie sposób sprowadzić do jednego państwa czy jednego kontynentu.
To właśnie dlatego pytanie o nowe światowe centrum staje się coraz mniej użyteczne. Znacznie ważniejsze jest zrozumienie, gdzie koncentrują się poszczególne kompetencje decydujące o sile państw i gospodarek. Współczesna geopolityka przypomina bardziej organizm niż piramidę. Każdy z jego najważniejszych organów pełni inną funkcję, a osłabienie jednego wpływa na działanie całego systemu.
Bezpieczeństwo pozostaje fundamentem światowego porządku
Nieprzypadkowo Andrew A. Michta i Edward Lucas tak często podkreślają na łamach Wszystko co Najważniejsze, że bezpieczeństwo wróciło do centrum światowej polityki. Przez wiele lat po zakończeniu zimnej wojny wydawało się, że gospodarka będzie stopniowo wypierała geopolitykę. Rosyjska agresja na Ukrainę, napięcia wokół Tajwanu oraz niestabilność Bliskiego Wschodu pokazały jednak, że bez bezpieczeństwa nie ma ani stabilnego rozwoju gospodarczego, ani trwałych inwestycji, ani odporności państw.
Stany Zjednoczone pozostają najważniejszym gwarantem bezpieczeństwa świata zachodniego, lecz jednocześnie coraz większą rolę odgrywają państwa odpowiedzialne za bezpieczeństwo swoich regionów. Europa Środkowa wzmacnia wschodnią flankę NATO, Japonia i Korea Południowa stają się filarami bezpieczeństwa Azji Wschodniej, a państwa Zatoki Perskiej inwestują w zdolności pozwalające stabilizować jeden z najważniejszych regionów energetycznych świata. Bezpieczeństwo nie ma już jednego centrum. Tworzy system regionalnych filarów, które wspólnie budują odporność całego Zachodu.
Nauka i technologia tworzą nową geografię wpływów
Jeszcze większą zmianę widać w obszarze nauki i technologii. Przez wiele lat symbolem innowacyjności pozostawała Dolina Krzemowa, jednak współczesna mapa technologiczna jest znacznie bardziej złożona. Przełomowe badania prowadzone są równocześnie w Stanach Zjednoczonych, Europie, Japonii, Korei Południowej czy Izraelu, a rozwój sztucznej inteligencji i technologii kwantowych sprawia, że przewaga jednego państwa może zostać bardzo szybko zakwestionowana.
Prof. Michał Kleiber wielokrotnie zwracał uwagę, że o pozycji państw coraz częściej decyduje nie wielkość gospodarki, lecz zdolność do tworzenia własnych technologii, rozwijania badań naukowych i budowania trwałych relacji pomiędzy nauką a przemysłem. Jan Śliwa pokazuje z kolei, że rywalizacja o półprzewodniki nie jest konfliktem dotyczącym jednej branży, lecz walką o fundament całej współczesnej gospodarki cyfrowej. To właśnie dlatego laboratoria badawcze, centra danych i zakłady produkujące najbardziej zaawansowane układy scalone stają się dziś elementami infrastruktury strategicznej, porównywalnymi z portami, lotniskami czy bazami wojskowymi.
Kapitał przestał płynąć wyłącznie z Zachodu
Jednym z najbardziej niedocenianych procesów XXI wieku jest zmiana geografii światowych finansów. Przez dziesięciolecia największe decyzje inwestycyjne zapadały przede wszystkim w Nowym Jorku, Londynie czy Frankfurcie. Dziś coraz większe znaczenie mają fundusze inwestycyjne budowane przez państwa Zatoki Perskiej, które wykorzystują dochody z surowców do finansowania technologii, infrastruktury, energetyki i przemysłu przyszłości.
Nie jest to wyłącznie przesunięcie kapitału z jednego miejsca w drugie. To zmiana sposobu myślenia o inwestowaniu. Państwa takie jak Arabia Saudyjska czy Zjednoczone Emiraty Arabskie nie lokują środków jedynie w celu osiągnięcia krótkoterminowego zysku. Coraz częściej wykorzystują kapitał jako narzędzie realizacji własnej strategii państwowej, wzmacniając pozycję swoich gospodarek na dekady. W tym sensie finanse przestają być odrębnym sektorem gospodarki, a stają się elementem geopolityki.
Mapa funkcji XXI wieku
Gdy patrzymy na tradycyjną mapę świata, widzimy granice państw, stolice i kontynenty. Jest to jednak obraz coraz mniej użyteczny do zrozumienia współczesnej rzeczywistości. Nie pokazuje bowiem tego, co naprawdę decyduje dziś o pozycji poszczególnych krajów. W XXI wieku znacznie ważniejsza staje się mapa funkcji – sieć miejsc, w których koncentrują się najważniejsze kompetencje współczesnej cywilizacji.
To właśnie ona wyjaśnia, dlaczego dwa państwa o podobnej liczbie mieszkańców mogą odgrywać zupełnie różną rolę w świecie. Jedno może być kluczowym ośrodkiem badań nad sztuczną inteligencją, drugie centrum światowej logistyki, trzecie liderem transformacji energetycznej, a czwarte gwarantem bezpieczeństwa całego regionu. Ich znaczenie nie wynika z samego potencjału, lecz z funkcji, jaką pełnią w globalnym systemie.
George Friedman wielokrotnie przypomina, że geografia nie przestała mieć znaczenia. Przeciwnie – pozostaje jednym z najtrwalszych elementów polityki międzynarodowej. XXI wiek pokazuje jednak, że sama geografia nie wystarcza. O przewadze coraz częściej decyduje zdolność wykorzystania własnego położenia do budowy wyspecjalizowanych kompetencji. To właśnie dlatego jedne państwa stają się światowymi centrami finansów, inne technologii, jeszcze inne energii czy bezpieczeństwa.
Kto kontroluje przepływy, współtworzy świat
W XIX wieku o znaczeniu państw decydowały przede wszystkim szlaki morskie i kolejowe. W XXI wieku logika ta nie zniknęła – została jedynie rozszerzona. Obok tradycyjnych korytarzy transportowych pojawiły się nowe przepływy: danych, energii, kapitału, technologii i wiedzy. Państwo, które potrafi stać się ważnym węzłem jednego z tych systemów, zyskuje wpływ wykraczający daleko poza własne granice.
Nieprzypadkowo w ostatnich latach tak wielkie znaczenie zyskały inwestycje w porty, terminale LNG, światłowody, centra danych, fabryki półprzewodników czy połączenia energetyczne. Wszystkie one tworzą infrastrukturę nowego świata. W tym sensie współczesna geopolityka coraz mniej przypomina rywalizację o terytorium, a coraz bardziej konkurencję o kontrolę nad przepływami, od których zależy funkcjonowanie światowej gospodarki.
To właśnie tutaj spotykają się refleksje Michała Kurtyki dotyczące bezpieczeństwa energetycznego, Jana Śliwy analizującego znaczenie półprzewodników oraz prof. Michała Kleibera, który od lat podkreśla rolę nauki i nowych technologii jako fundamentu rozwoju państw. Każdy z tych autorów opisuje inny rodzaj przepływu, lecz wszystkie prowadzą do tej samej konkluzji – w XXI wieku państwa budują swoją pozycję przede wszystkim poprzez zdolność organizowania sieci zależności, a nie wyłącznie dzięki własnym zasobom.
Jednym z najbardziej przekonujących przykładów tej zmiany jest Korea Południowa. Jeszcze w połowie XX wieku należała do najuboższych państw Azji, a wojna koreańska pozostawiła kraj zniszczony gospodarczo i infrastrukturalnie. W ciągu kilku dekad udało się jednak stworzyć model rozwoju oparty na edukacji, inwestycjach przemysłowych, wspieraniu badań naukowych oraz budowie silnych przedsiębiorstw zdolnych konkurować na rynkach światowych.
Dziś Korea Południowa jest jednym z najważniejszych producentów półprzewodników, elektroniki i nowoczesnych technologii. Jej przykład pokazuje, że nowe centra świata nie powstają wyłącznie dzięki korzystnemu położeniu geograficznemu czy bogactwu surowców. Rodzą się tam, gdzie państwo potrafi przez wiele lat konsekwentnie inwestować w wiedzę, innowacyjność i kapitał ludzki. To właśnie dlatego Korea Południowa jest nie tylko sukcesem gospodarczym, lecz także modelem strategicznego myślenia o rozwoju państwa.
Europa Środkowa znajduje się w miejscu, które ponownie nabiera znaczenia
To właśnie w tym miejscu mapa funkcji XXI wieku zaczyna przecinać się z geografią Europy Środkowej. Przez wiele lat region ten postrzegano przede wszystkim jako przestrzeń pomiędzy silniejszymi ośrodkami Zachodu i Wschodu. Tymczasem rozwój nowych połączeń infrastrukturalnych, korytarzy transportowych, terminali LNG, inwestycji cyfrowych oraz współpracy w ramach Trójmorza sprawia, że obszar między Bałtykiem, Adriatykiem i Morzem Czarnym przestaje być jedynie przestrzenią tranzytową. Coraz wyraźniej staje się jednym z najważniejszych węzłów europejskiego systemu bezpieczeństwa, logistyki i energetyki.
To właśnie dlatego Europa Środkowa nie powinna myśleć o swojej przyszłości wyłącznie przez pryzmat własnych granic. Jej znaczenie będzie rosło wtedy, gdy stanie się miejscem, przez które przebiegają najważniejsze przepływy nowej epoki – energii, danych, kapitału, technologii i bezpieczeństwa. W takim świecie przewagę zyskują nie tylko państwa największe, lecz także te, które potrafią organizować współpracę i budować trwałe sieci powiązań.
W tym kontekście szczególnego znaczenia nabierają teksty Karola Nawrockiego, Mateusza Morawieckiego oraz Eryka Mistewicza publikowane na łamach Wszystko co Najważniejsze. Choć każdy z nich akcentuje inne aspekty rozwoju regionu, wspólnym mianownikiem pozostaje przekonanie, że Europa Środkowa powinna postrzegać siebie nie jako peryferie kontynentu, lecz jako przestrzeń zdolną współtworzyć jego strategiczną przyszłość.
Nowa mapa świata zmienia sposób myślenia o państwie
Każda epoka przynosi własną definicję skutecznego państwa. W XIX wieku za miarę jego siły uznawano rozległość terytorium, liczebność armii i zdolność do prowadzenia ekspansji. W drugiej połowie XX wieku równie ważne stały się wielkość gospodarki, potencjał przemysłowy oraz miejsce w systemie sojuszy. Wszystkie te elementy pozostają istotne również dzisiaj, jednak przestają wystarczać do wyjaśnienia, dlaczego jedne państwa zyskują wpływy szybciej od innych.
Nowa mapa świata pokazuje bowiem, że o pozycji państwa coraz częściej decyduje zdolność pełnienia określonej funkcji w globalnym systemie. Nie każde państwo będzie centrum finansowym. Nie każde stanie się liderem sztucznej inteligencji, energetyki jądrowej czy produkcji półprzewodników. Każde powinno jednak odpowiedzieć na pytanie, jaką rolę chce odgrywać w świecie opartym na sieciach współpracy i wzajemnych zależnościach. To właśnie ta odpowiedź staje się początkiem długofalowej strategii.
Strategia staje się najcenniejszym zasobem państwa
Przez dziesięciolecia za najcenniejsze zasoby państw uważano ropę naftową, gaz ziemny, złoża metali czy wielkość rynku wewnętrznego. XXI wiek nie odbiera im znaczenia, lecz pokazuje, że jeszcze większą wartość może mieć dobrze prowadzona strategia. Państwo dysponujące umiarkowanymi zasobami, ale potrafiące konsekwentnie rozwijać naukę, infrastrukturę, bezpieczeństwo, kapitał ludzki i nowoczesny przemysł, może osiągnąć wpływy znacznie większe niż kraj bogatszy, lecz pozbawiony długofalowej wizji.
To właśnie dlatego coraz większego znaczenia nabiera jakość elit państwowych, zdolność prowadzenia polityki wykraczającej poza jedną kadencję oraz umiejętność budowania społecznego zaufania. Strategia nie jest dokumentem przyjmowanym przez rząd. Jest kulturą działania państwa, obejmującą administrację, naukę, przedsiębiorców i społeczeństwo. Tam, gdzie te elementy współpracują ze sobą przez wiele lat, powstaje przewaga, której nie da się zbudować wyłącznie dzięki jednorazowym inwestycjom czy krótkotrwałym programom gospodarczym.
Wyobraźmy sobie świat za dwadzieścia lat. Energia nadal będzie płynęła przede wszystkim z Bliskiego Wschodu, najbardziej zaawansowane półprzewodniki powstawać będą w Azji Wschodniej, część przełomowych technologii rozwijać się będzie w Stanach Zjednoczonych, a Europa Środkowa stanie się jednym z głównych lądowych korytarzy logistycznych i bezpieczeństwa Zachodu. Afryka pozostanie najszybciej rosnącym demograficznie kontynentem, a sztuczna inteligencja stworzy nowe centra wiedzy i przetwarzania danych, których znaczenie trudno dziś jeszcze w pełni przewidzieć.
Nie będzie to świat jednego zwycięzcy ani jednego centrum. Będzie to świat wzajemnie zależnych funkcji, przepływów i specjalizacji, w którym o pozycji państw zdecyduje zdolność odnalezienia własnego miejsca w coraz bardziej złożonej architekturze globalnej gospodarki i bezpieczeństwa.
Nie kończy się świat Zachodu. Kończy się świat jednego centrum.
W debacie o XXI wieku często pojawia się pytanie, czy Stany Zjednoczone utrzymają pozycję światowego lidera albo czy Chiny staną się nowym hegemonem. Choć odpowiedź na te pytania ma ogromne znaczenie dla polityki międzynarodowej, nie wyczerpuje istoty zachodzących zmian. Znacznie ważniejsze wydaje się bowiem to, że świat coraz wyraźniej odchodzi od modelu, w którym jedno państwo lub jedno miasto skupiało najważniejsze funkcje gospodarki, technologii, finansów i bezpieczeństwa.
Nowa mapa świata nie oznacza zaniku mocarstw ani końca Zachodu. Oznacza narodziny znacznie bardziej złożonego porządku, w którym przewaga rozkłada się pomiędzy wiele wyspecjalizowanych ośrodków. Waszyngton pozostaje centrum bezpieczeństwa świata zachodniego, Dolina Krzemowa jednym z najważniejszych źródeł innowacji, państwa Zatoki Perskiej coraz silniej oddziałują na światowe przepływy kapitału i energii, Azja Wschodnia wyznacza kierunki rozwoju nowoczesnego przemysłu, a Europa Środkowa staje się jednym z filarów bezpieczeństwa i infrastruktury kontynentu. Żaden z tych ośrodków nie zastępuje pozostałych. Wszystkie stają się elementami jednego systemu.
To właśnie dlatego XXI wiek będzie wymagał od państw nowego sposobu myślenia. Sukces nie będzie zależał wyłącznie od wielkości gospodarki, liczby mieszkańców czy potencjału militarnego. Coraz większego znaczenia nabierze zdolność odnalezienia własnej funkcji w świecie opartym na współpracy, specjalizacji i strategicznych zależnościach. Państwa, które zrozumieją tę zmianę odpowiednio wcześnie, będą współtworzyć nowy porządek międzynarodowy. Pozostałe będą musiały dostosowywać się do reguł ustalanych przez innych.
Nowa mapa świata nie została jeszcze narysowana. Powstaje na naszych oczach – wraz z rozwojem sztucznej inteligencji, rywalizacją o półprzewodniki, przebudową światowej energetyki, zmianami demograficznymi oraz powstawaniem nowych szlaków handlowych i technologicznych. Jej ostateczny kształt nie jest przesądzony. Wiadomo jednak, że będzie bardziej złożona niż mapa, do której przywykliśmy w XX wieku.
Najważniejszym pytaniem nie jest więc to, które państwo będzie największe ani które miasto stanie się nową stolicą świata. Pytanie brzmi inaczej: które społeczeństwa i które państwa najszybciej zrozumieją logikę rodzącej się epoki. Historia pokazuje, że przełomy cywilizacyjne nagradzają nie tych, którzy najdłużej bronią dawnych przewag, lecz tych, którzy najwcześniej potrafią dostrzec nowe reguły świata. Być może właśnie od odpowiedzi na to pytanie zależeć będzie miejsce Polski, Europy i całego Zachodu na mapie XXI wieku
Sebastian Nizio




