NOWA MAPA ŚWIATA. Strategia staje się ważniejsza od wielkości państwa

państwa średniej wielkości

Nie wszystkie epoki należą do największych państw. Jeszcze niedawno wydawało się, że przyszłość świata można opisać za pomocą dwóch nazw: Stanów Zjednoczonych i Chin. Rywalizacja pomiędzy Waszyngtonem i Pekinem rzeczywiście będzie wyznaczała rytm światowej polityki przez najbliższe dekady. Być może nie jest jednak najważniejszą zmianą, jaka dokonuje się na naszych oczach.

.Znacznie głębszy proces przebiega niemal niezauważenie. Coraz większy wpływ na świat zdobywają państwa, które nie należą ani do grona największych mocarstw, ani do grupy dawnych imperiów. Ich znaczenie nie wynika z liczby mieszkańców, powierzchni czy zasobów naturalnych. Wynika z umiejętności prowadzenia długofalowej strategii. Arabia Saudyjska, Zjednoczone Emiraty Arabskie, Korea Południowa, Turcja, Indonezja, a coraz częściej również Polska pokazują, że w XXI wieku o sile państwa coraz rzadziej decyduje sama wielkość. Coraz częściej decyduje zdolność do połączenia bezpieczeństwa, gospodarki, technologii, energii, demografii i sprawnych instytucji w jedną, konsekwentnie realizowaną wizję rozwoju.

To właśnie ta zmiana może okazać się jedną z najważniejszych cech nowego porządku międzynarodowego.

Nie pierwszy raz państwa średniej wielkości zmieniają historię

Historia stosunków międzynarodowych znacznie rzadziej niż mogłoby się wydawać była historią wyłącznie największych mocarstw. Choć to imperia najczęściej przyciągają uwagę podręczników i mediów, kolejne epoki pokazują, że o kierunku zmian nierzadko decydowały państwa, które potrafiły lepiej wykorzystać swój potencjał niż znacznie więksi konkurenci. Ich przewaga nie wynikała z rozmiarów, lecz z jakości instytucji, zdolności do innowacji, sprawności administracji i umiejętności dostrzegania zmian wcześniej niż inni.

W XVII wieku takim państwem była Republika Zjednoczonych Prowincji, która dzięki rozwojowi handlu, finansów i żeglugi stała się jednym z najważniejszych ośrodków światowej gospodarki. W tym samym czasie Rzeczpospolita Obojga Narodów należała do największych organizmów politycznych Europy, oddziałując na równowagę sił nie tylko dzięki swojemu terytorium, lecz także wyjątkowej pozycji geopolitycznej pomiędzy Zachodem a Wschodem. W XIX wieku podobną drogę przeszły Prusy, których znaczenie wykraczało daleko poza potencjał demograficzny, a XX wiek przyniósł spektakularny awans Japonii, pokazując, że konsekwentna modernizacja może zmienić układ sił na całym świecie. W ostatnich dekadach podobne pytania stawiano wobec Singapuru czy Korei Południowej – państw, które nie należą do największych, lecz potrafiły osiągnąć wpływy niewspółmierne do swojej powierzchni, liczby mieszkańców czy zasobów naturalnych.

Nie oznacza to oczywiście, że wielkie mocarstwa przestają odgrywać decydującą rolę. Historia pokazuje jednak coś innego: w okresach głębokich przemian cywilizacyjnych pojawia się przestrzeń dla państw, które szybciej od innych potrafią odczytać nowe reguły gry. To właśnie dlatego warto postawić pytanie, czy podobny proces nie dokonuje się na naszych oczach również dzisiaj.

Historia pokazuje bowiem, że przełomy cywilizacyjne często stają się momentami awansu państw, które szybciej od innych rozpoznają nowe reguły świata.

Czym właściwie jest państwo średniej wielkości?

Pojęcie państwa średniej wielkości pojawia się w literaturze dotyczącej stosunków międzynarodowych od wielu dziesięcioleci, jednak nie oznacza wyłącznie państwa o określonej liczbie mieszkańców czy wielkości gospodarki. W praktyce znacznie ważniejsza okazuje się zdolność do samodzielnego kształtowania własnego otoczenia oraz prowadzenia polityki, która wykracza poza bierne reagowanie na decyzje największych mocarstw.

W tym eseju państwem średniej wielkości nazywamy kraj, który nie należy do grona globalnych supermocarstw, lecz dysponuje wystarczającym potencjałem gospodarczym, technologicznym, demograficznym lub geopolitycznym, aby współkształtować porządek regionalny i wpływać na najważniejsze procesy zachodzące w świecie. Jego siła nie wynika z jednego spektakularnego atutu, ale z umiejętności łączenia wielu elementów w spójną strategię rozwoju.

To rozróżnienie ma zasadnicze znaczenie. Nie wszystkie państwa średniej wielkości potrafią wykorzystać swój potencjał, podobnie jak nie wszystkie wielkie państwa potrafią utrzymać swoją przewagę. O pozycji kraju coraz częściej decyduje bowiem nie to, jakim potencjałem dysponuje, lecz czy potrafi go konsekwentnie rozwijać i przekładać na trwały wpływ polityczny, gospodarczy i technologiczny.

Państwo średniej wielkości nie jest kategorią statystyczną. Jest kategorią strategiczną.

Dlaczego właśnie XXI wiek zmienia reguły gry?

Największym błędem byłoby sądzić, że XXI wiek zmienił jedynie układ sił pomiędzy państwami. W rzeczywistości zmienił samą naturę siły.

Każda wielka zmiana w historii stosunków międzynarodowych była następstwem głębszej transformacji cywilizacyjnej. Odkrycia geograficzne zmieniły znaczenie państw nadmorskich, rewolucja przemysłowa wyniosła na czoło kraje potrafiące rozwijać przemysł i nowoczesną administrację, a XX wiek premiował mocarstwa dysponujące największym potencjałem militarnym i gospodarczym. Dzisiejsza zmiana ma podobną skalę, choć jej źródła są znacznie bardziej złożone. Nie wynika z jednego wydarzenia ani z jednej wojny, lecz z nakładania się procesów, które stopniowo zmieniają sposób funkcjonowania państw.

Globalizacja weszła w nową fazę, w której coraz większego znaczenia nabierają odporność łańcuchów dostaw, bezpieczeństwo energetyczne i zdolność do samodzielnego rozwijania kluczowych technologii. Sztuczna inteligencja zmienia gospodarkę szybciej niż wcześniejsze rewolucje technologiczne, rywalizacja o półprzewodniki staje się jednym z najważniejszych wymiarów konkurencji pomiędzy państwami, a wojna w Ukrainie przypomniała Europie, że bezpieczeństwo nie jest stanem danym raz na zawsze. Jednocześnie kryzys demograficzny w wielu krajach rozwiniętych oraz szybki wzrost liczby ludności w innych częściach świata powodują, że zmienia się zarówno geografia produkcji, jak i geografia wpływów politycznych.

Właśnie dlatego coraz częściej spotykają się w jednej debacie zagadnienia, które jeszcze niedawno analizowano oddzielnie. Geopolityka splata się z technologią, energia z bezpieczeństwem, demografia z gospodarką, a nauka z polityką przemysłową. W tekstach publikowanych na łamach „Wszystko co Najważniejsze” te procesy opisują z różnych perspektyw prof. George Friedman, prof. Andrew A. Michta, prof. Michał Kleiber, Michał Kurtyka, prof. Aleksander Surdej, Jan Śliwa i wielu innych autorów. Choć każdy z nich koncentruje się na innym fragmencie rzeczywistości, wspólnie pokazują, że świat wszedł w okres, w którym przewagę zyskują państwa zdolne do łączenia wielu polityk publicznych w jedną długofalową strategię.

To właśnie ta zmiana sprawia, że pytanie o przyszłość państw średniej wielkości przestaje być wyłącznie akademickim rozważaniem. Jeżeli reguły budowania siły rzeczywiście ulegają zmianie, wówczas kraje, które potrafią szybciej dostosować swoje instytucje, gospodarkę i system bezpieczeństwa do nowych warunków, mogą odgrywać rolę znacznie większą, niż wynikałoby to z ich liczby mieszkańców czy powierzchni. Być może właśnie dlatego XXI wiek stanie się epoką nie tyle największych państw, ile państw najlepiej przygotowanych do świata, który dopiero się rodzi.

XXI wiek nie kończy epoki mocarstw. Kończy monopol mocarstw.

Największym błędem byłoby uznać, że świat wkracza w epokę, w której największe mocarstwa tracą znaczenie. Nic nie wskazuje na to, aby Stany Zjednoczone przestały być najpotężniejszym państwem świata lub aby Chiny zrezygnowały z ambicji współkształtowania globalnego porządku. Podobnie Indie, których znaczenie będzie rosło wraz z rozwojem gospodarczym i demograficznym, należą do grona państw wyznaczających kierunek zmian XXI wieku.

Zmienia się jednak coś znacznie ważniejszego niż sama lista światowych mocarstw. Kończy się epoka, w której tylko one mogły wyznaczać bieg wydarzeń. Coraz częściej decyzje o znaczeniu globalnym zapadają również w Rijadzie, Seulu, Ankarze, Abu Zabi, Dżakarcie czy Warszawie, ponieważ współczesny świat jest znacznie bardziej sieciowy niż jeszcze trzy dekady temu. Technologie, finanse, energia, logistyka i bezpieczeństwo tworzą dziś system wzajemnych zależności, w którym dobrze przygotowane państwo średniej wielkości może odgrywać rolę niewspółmiernie większą, niż wynikałoby to z klasycznych wskaźników siły.

Nie oznacza to końca świata mocarstw. Oznacza koniec ich monopolu na kształtowanie rzeczywistości. To właśnie ta zmiana stanowi punkt wyjścia do zrozumienia nowej mapy świata.

Kończy się epoka, w której wielkość wystarczała

Każda epoka ma własny sposób rozumienia siły. W XIX wieku o pozycji państw decydowały przede wszystkim terytorium, liczba ludności i dostęp do surowców. XX wiek przyniósł rywalizację wielkich bloków politycznych i militarnych, a po zakończeniu zimnej wojny wydawało się, że świat wkroczył w okres jednobiegunowy, zdominowany przez Stany Zjednoczone.

Dziś coraz wyraźniej widać, że również ten model należy już do przeszłości. Rywalizacja amerykańsko-chińska pozostaje osią światowej polityki, lecz jednocześnie przestaje wystarczać do wyjaśnienia procesów zachodzących na wszystkich kontynentach. Coraz częściej wydarzenia o znaczeniu globalnym rodzą się poza klasycznym układem mocarstw. To państwa średniej wielkości inicjują nowe szlaki handlowe, budują regionalne formaty współpracy, inwestują w technologie przyszłości, rozwijają własne strategie energetyczne i coraz śmielej prowadzą wielowektorową politykę zagraniczną.

Prof. George Friedman od lat pokazuje także na łamach „Wszystko co Najważniejsze”, że historia nie rozwija się liniowo. Zmieniają się centra gospodarcze, przesuwają się osie bezpieczeństwa, a regiony uznawane przez dziesięciolecia za peryferyjne mogą nagle znaleźć się w samym centrum wydarzeń. W jego analizach geografia nie traci znaczenia, lecz zyskuje nowe znaczenie. Nie jest już wyłącznie opisem mapy. Staje się punktem wyjścia do budowania przewagi.

Podobny kierunek odnaleźć można w tekstach Andrew A. Michty. Pokazują one, że bezpieczeństwo Zachodu coraz silniej opiera się na państwach Europy Środkowej, a nie wyłącznie na tradycyjnych centrach politycznych Europy Zachodniej. Edward Lucas rozwija tę diagnozę, wskazując, że odporność państw, zdolność do mobilizacji społeczeństwa, bezpieczeństwo infrastruktury i determinacja polityczna stają się równie ważne jak klasyczny potencjał militarny.

Nie są to odrębne obserwacje. Razem prowadzą do jednej konkluzji: zmienia się sama definicja siły państwa.

Strategia stała się nowym zasobem geopolitycznym

Najbardziej zaskakującym zjawiskiem XXI wieku nie jest wzrost znaczenia nowych państw. Jest nim to, że kraje bardzo różniące się historią, kulturą i ustrojem zaczynają dochodzić do podobnych wniosków. Nie próbują być największe. Próbują być najlepiej przygotowane. To subtelna, lecz fundamentalna zmiana.

Jeszcze niedawno państwa konkurowały przede wszystkim wielkością gospodarki, liczebnością armii czy zasobami naturalnymi. Dziś coraz większego znaczenia nabierają czynniki, które przez długi czas pozostawały na drugim planie: jakość instytucji, poziom edukacji, zdolność prowadzenia badań naukowych, odporność infrastruktury, bezpieczeństwo energetyczne, umiejętność tworzenia własnych technologii oraz konsekwencja prowadzonej polityki.

To właśnie dlatego państwa średniej wielkości przestały być jedynie uczestnikami światowej gry. Coraz częściej stają się jej współautorami.

W tekstach prof. Michała Kleibera we „Wszystko co Najważniejsze” powraca przekonanie, że przewaga technologiczna staje się dziś jednym z podstawowych źródeł siły państw. Nie wystarczy korzystać z cudzych innowacji. Trzeba umieć je współtworzyć, rozwijać własne zaplecze naukowe i budować gospodarkę opartą na wiedzy.

.Z kolei prof. Aleksander Surdej pokazuje, że trwała konkurencyjność nie rodzi się z pojedynczych inwestycji ani krótkotrwałych programów gospodarczych. Powstaje tam, gdzie państwo potrafi rozwijać produktywność, tworzyć stabilne instytucje, wspierać przedsiębiorczość i budować zaufanie do reguł życia gospodarczego.

Michał Kurtyka dodaje do tej układanki wymiar, który jeszcze dekadę temu rzadko pojawiał się w analizach geopolitycznych. Energia przestała być jedynie kwestią gospodarczą. Stała się jednym z fundamentów bezpieczeństwa państw, odporności przemysłu oraz zdolności prowadzenia niezależnej polityki. Transformacja energetyczna nie jest więc wyłącznie odpowiedzią na wyzwania klimatyczne. Jest elementem nowej strategii państwa.

To prowadzi do zasadniczej zmiany perspektywy. Państwo XXI wieku nie może już wybierać pomiędzy bezpieczeństwem, gospodarką, nauką czy energią. Musi traktować je jako elementy jednego systemu.

Nie istnieje jeden model sukcesu. Istnieje pięć różnych strategii

Jeżeli istnieje jedna cecha wspólna państw, których znaczenie wyraźnie rośnie w XXI wieku, nie jest nią ani ustrój polityczny, ani położenie geograficzne, ani liczba mieszkańców. Jest nią umiejętność zbudowania własnej odpowiedzi na pytanie, jaką rolę chcą odgrywać w świecie.

To właśnie odróżnia współczesne państwa średniej wielkości od większości podobnych krajów sprzed kilku dekad. Nie próbują już naśladować największych. Nie kopiują cudzych modeli rozwoju. Tworzą własne.

W tym miejscu interesująco spotykają się dwie perspektywy obecne na łamach „Wszystko co Najważniejsze”. Prof. George Friedman przypomina, że geografia wyznacza możliwości działania państwa, ale nie przesądza o jego sukcesie. Z kolei prof. Aleksander Surdej pokazuje, że nawet najlepsze położenie nie przyniesie trwałych efektów bez produktywnej gospodarki, sprawnych instytucji i zdolności do długofalowego inwestowania.

Dopiero połączenie tych dwóch spojrzeń pozwala zrozumieć, dlaczego kraje o tak odmiennych doświadczeniach zaczynają odgrywać coraz większą rolę.

Nie istnieje bowiem jeden model sukcesu.

Istnieje co najmniej pięć.

Pierwszy model. Zamienić bogactwo naturalne w przewagę cywilizacyjną

Przez dziesięciolecia bogactwo surowców było dla wielu państw jednocześnie błogosławieństwem i pułapką. Dostarczało ogromnych dochodów, ale często osłabiało motywację do modernizacji gospodarki.

Arabia Saudyjska próbuje dziś odwrócić tę logikę. Dochody z ropy naftowej mają finansować budowę państwa zdolnego konkurować również wtedy, gdy świat będzie coraz mniej zależny od paliw kopalnych. Dlatego inwestycje obejmują nie tylko energetykę, lecz także sztuczną inteligencję, centra danych, badania naukowe, nowoczesne miasta i edukację. To nie jest wyłącznie program gospodarczy. To próba zmiany miejsca państwa w światowym podziale wpływów.

Michał Kurtyka na łamach „Wszystko co Najważniejsze” zwraca uwagę, że energia przestaje być wyłącznie sektorem gospodarki. Coraz wyraźniej staje się elementem bezpieczeństwa narodowego, odporności przemysłowej i konkurencyjności całego państwa. Arabia Saudyjska pokazuje, jak daleko może prowadzić taka zmiana myślenia. Bogactwo naturalne nie jest więc celem. Staje się narzędziem budowania nowego modelu państwa.

Drugi model. Zamienić położenie geograficzne w globalny węzeł

Jeszcze ciekawszym przypadkiem są Zjednoczone Emiraty Arabskie. To państwo niewielkie pod względem liczby ludności zrozumiało coś, co przez lata umykało wielu większym krajom. Geografia sama w sobie nie daje przewagi. Przewagę daje dopiero umiejętność wykorzystania geografii.

Dubaj nie stał się jednym z najważniejszych centrów finansowych świata dlatego, że leży nad Zatoką Perską. Stał się nim dlatego, że przez wiele lat konsekwentnie tworzono instytucje, infrastrukturę, system prawny i warunki przyciągające kapitał z całego świata.

Tutaj ponownie spotykają się dwa wątki naszej debaty. George Friedman mówi o znaczeniu położenia. Prof. Aleksander Surdej dodaje, że samo położenie nie wystarczy bez odpowiedniego otoczenia instytucjonalnego. Dopiero razem tworzą wyjaśnienie sukcesu.

Trzeci model. Zamienić geopolitykę w instrument samodzielności

Turcja od wielu lat prowadzi politykę, która często bywa opisywana jako niejednoznaczna. Z perspektywy klasycznej dyplomacji rzeczywiście może sprawiać takie wrażenie.

Jeżeli jednak spojrzeć na nią z punktu widzenia strategii państwa, dostrzec można coś innego. Ankara wykorzystuje swoje położenie pomiędzy Europą, Azją, Morzem Czarnym i Bliskim Wschodem, aby zachować możliwie największą swobodę działania. Nie oznacza to braku sojuszy. Oznacza próbę prowadzenia polityki, która maksymalizuje przestrzeń własnych decyzji.

Prof. Andrew A. Michta wielokrotnie przypominał, że świat po zakończeniu zimnej wojny staje się coraz mniej przewidywalny. W takim środowisku państwa zdolne do prowadzenia własnej, konsekwentnej strategii zyskują dodatkową wartość. Turcja jest jednym z najbardziej wyrazistych przykładów tej tendencji.

Czwarty model. Zamienić technologię w źródło siły państwa

Korea Południowa pokazuje z kolei, że XXI wiek może należeć do państw, które zbudują przewagę dzięki nauce i technologii. Jeszcze pół wieku temu należała do krajów rozwijających się. Dziś jest jednym z liderów produkcji półprzewodników, elektroniki, nowych technologii i zaawansowanego przemysłu.

To właśnie tutaj niezwykle mocno spotykają się refleksje prof. Michała Kleibera oraz Jana Śliwy. Pierwszy pokazuje znaczenie nauki jako fundamentu rozwoju państwa. Drugi opisuje, dlaczego półprzewodniki stały się jednym z najważniejszych zasobów geopolitycznych XXI wieku.

Razem prowadzą do wniosku, że laboratoria badawcze, uniwersytety i przemysł technologiczny stają się dziś równie strategiczne jak porty, koleje czy armie.

Piąty model. Zamienić demografię w przewagę przyszłości

Indonezja jest prawdopodobnie najmniej docenianym przykładem spośród wszystkich państw opisanych w tym tekście.

To czwarty pod względem liczby ludności kraj świata, największa gospodarka Azji Południowo-Wschodniej i państwo kontrolujące jedne z najważniejszych szlaków morskich planety. Jednak jego największym zasobem nie jest sama liczba mieszkańców. Jest nim umiejętność wykorzystania młodego społeczeństwa do budowy nowoczesnej gospodarki.

Tutaj nasza linia tekstów we „Wszystko co Najważniejsze” pod roboczym tytułem Nowa mapa świata spotyka się z linią Demografia. Bo demografia sama w sobie nie jest jeszcze źródłem siły. Źródłem siły staje się dopiero wtedy, gdy państwo potrafi zamienić potencjał ludności w kapitał wiedzy, przedsiębiorczości i innowacyjności.

To właśnie dlatego przyszłość Indonezji zależeć będzie nie od liczby obywateli, lecz od jakości strategii prowadzonej przez państwo.

Co łączy Arabię Saudyjską, Koreę Południową, Turcję, Indonezję i Polskę?

Na pierwszy rzut oka niewiele. Różnią się historią, kulturą, ustrojem politycznym, poziomem rozwoju gospodarczego, położeniem geograficznym i doświadczeniami ostatnich dziesięcioleci. Trudno znaleźć drugą grupę państw, które byłyby tak odmienne, a jednocześnie coraz częściej pojawiały się w analizach dotyczących przyszłego układu sił na świecie.

Łączy je jednak coś znacznie ważniejszego od podobieństwa historycznych doświadczeń. Wszystkie próbują odpowiedzieć na to samo pytanie: w jaki sposób państwo, które nie należy do grona globalnych supermocarstw, może zwiększać swoje znaczenie w świecie gwałtownych przemian technologicznych, gospodarczych i geopolitycznych. Każde z nich udziela innej odpowiedzi, lecz wszystkie opierają ją na przekonaniu, że o pozycji państwa coraz rzadziej decyduje pojedynczy zasób, a coraz częściej zdolność do prowadzenia spójnej strategii.

To właśnie ta obserwacja prowadzi do najważniejszego wniosku: XXI wiek nie premiuje jednego modelu rozwoju ani jednego typu państwa. Premiuje państwa, które potrafią myśleć strategicznie i konsekwentnie przekładać tę strategię na decyzje dotyczące bezpieczeństwa, gospodarki, edukacji, technologii, energii i polityki zagranicznej.

Europa Środkowa przestaje być peryferiami świata

Przez większą część XX wieku Europa Środkowa była opisywana przede wszystkim przez pryzmat własnych ograniczeń. Dla jednych stanowiła strefę buforową pomiędzy Wschodem i Zachodem. Dla innych była obszarem zależnym od decyzji podejmowanych w Berlinie, Moskwie, Waszyngtonie czy Paryżu. Nawet po zakończeniu zimnej wojny region ten często postrzegano jako przestrzeń nadrabiającą zapóźnienia wobec Europy Zachodniej.

Coraz więcej wskazuje jednak na to, że ta epoka dobiega końca. Nie dlatego, że zmieniło się położenie geograficzne Polski, Rumunii czy państw bałtyckich. Zmienił się świat. A wraz z nim znaczenie geograficzne regionów, które jeszcze niedawno uważano za peryferyjne.

W tekstach publikowanych na łamach „Wszystko co Najważniejsze” prof. Andrew A. Michta konsekwentnie pokazuje, że bezpieczeństwo Zachodu przesuwa się na wschodnią flankę NATO. Nie jest to wyłącznie konsekwencja rosyjskiej agresji na Ukrainę. To znacznie głębsza zmiana architektury bezpieczeństwa całego kontynentu.

Edward Lucas dochodzi do podobnych wniosków z innej perspektywy. W swoich analizach podkreśla, że odporność państw, zdolność do ochrony infrastruktury krytycznej, bezpieczeństwo energetyczne, cyberbezpieczeństwo i gotowość społeczeństwa do działania stają się równie ważne jak liczebność armii. To właśnie w Europie Środkowej wiele z tych kompetencji rozwija się dziś najszybciej.

Nie jest przypadkiem, że obaj autorzy – wychodząc z różnych doświadczeń i tradycji intelektualnych – dochodzą do podobnej konkluzji. Europa Środkowa przestaje być jedynie przedmiotem polityki prowadzonej przez innych. Coraz częściej sama współtworzy nową architekturę bezpieczeństwa Zachodu.

Polska jako studium przypadku nowego państwa średniej wielkości

To właśnie w tym miejscu warto postawić pytanie, które jeszcze kilka lat temu wydawałoby się zaskakujące: czy Polska staje się jednym z państw średniej wielkości, których znaczenie będzie rosło w XXI wieku?

Odpowiedź nie może opierać się na deklaracjach politycznych ani na bieżących sporach. Musi wynikać z analizy trwałych procesów.

Polska jest dziś jedną z największych gospodarek Unii Europejskiej, jednym z najszybciej modernizujących się państw NATO i jednym z kluczowych ogniw infrastruktury logistycznej łączącej Europę z jej wschodnią flanką. W ostatnich latach znacząco zwiększyła wydatki na obronność, rozwija infrastrukturę transportową, inwestuje w bezpieczeństwo energetyczne i coraz wyraźniej uczestniczy w projektach regionalnych.

Żaden z tych elementów, rozpatrywany osobno, nie przesądza jeszcze o nowej pozycji Polski. Razem tworzą jednak obraz państwa, które zaczyna myśleć kategoriami długofalowej strategii.

To właśnie w tym miejscu spotykają się refleksje prezydenta Karola Nawrockiego i byłego premiera Mateusza Morawieckiego publikowane na łamach „Wszystko co Najważniejsze”. Obaj autorzy, choć akcentują różne aspekty rozwoju państwa, zwracają uwagę na znaczenie Europy Środkowej jako przestrzeni współpracy, odbudowy podmiotowości i budowania trwałych podstaw bezpieczeństwa oraz rozwoju gospodarczego.

Nie chodzi przy tym o tezę, że Polska ma zastąpić największe mocarstwa Europy. Znacznie ciekawsze jest inne pytanie: czy Polska potrafi wykorzystać własne położenie, potencjał gospodarczy, członkostwo w NATO i Unii Europejskiej oraz współpracę regionalną do budowy trwałej przewagi strategicznej?

To właśnie jest istota państwa średniej wielkości w XXI wieku. Nie wielkość. Nie ambicje. Lecz umiejętność konsekwentnego wykorzystywania własnych atutów.

Trójmorze jako laboratorium nowej Europy

Jeszcze kilkanaście lat temu współpraca państw Europy Środkowej była często przedstawiana jako projekt uzupełniający wobec głównych kierunków integracji europejskiej. Dziś coraz wyraźniej widać, że może być czymś znacznie więcej.

Rozwój infrastruktury transportowej, połączeń energetycznych, terminali LNG, sieci cyfrowych i nowych korytarzy logistycznych sprawia, że przestrzeń między Bałtykiem, Adriatykiem i Morzem Czarnym staje się jednym z najdynamiczniej zmieniających się regionów świata zachodniego.

Nie jest to alternatywa wobec Unii Europejskiej. Jest to sposób wzmacniania jej odporności. To właśnie dlatego Europa Środkowa przestaje być geograficznym środkiem kontynentu. Coraz częściej staje się jego strategicznym centrum.

Nowa definicja siły państwa

Przez większą część nowożytnej historii państwa budowały swoją pozycję przede wszystkim dzięki przewadze militarnej, liczbie mieszkańców, wielkości gospodarki lub dostępowi do surowców naturalnych. Wszystkie te elementy pozostają ważne również dzisiaj, lecz coraz wyraźniej widać, że same w sobie przestają wystarczać. Państwo dysponujące ogromnym terytorium, liczną armią i znacznymi zasobami może bowiem utracić wpływy, jeśli nie potrafi rozwijać technologii, zapewnić bezpieczeństwa energetycznego, budować silnych instytucji i utrzymać zaufania własnych obywateli.

W tym właśnie kontekście należy odczytywać rosnące znaczenie państw średniej wielkości. Nie konkurują one z największymi mocarstwami pod względem liczby ludności ani potencjału militarnego. Konkurują natomiast zdolnością do szybkiego dostosowywania się do nowych warunków, prowadzenia spójnej strategii i łączenia wielu obszarów polityki państwa w jeden projekt rozwojowy. Tam, gdzie bezpieczeństwo wspiera gospodarkę, gospodarka finansuje naukę, nauka wzmacnia konkurencyjność, a konkurencyjność zwiększa odporność państwa, powstaje nowa jakość, której nie można już mierzyć wyłącznie wielkością produktu krajowego brutto czy liczebnością armii.

Być może właśnie dlatego XXI wiek zapisze się w historii nie jako epoka nowych imperiów, lecz jako czas państw, które najlepiej zrozumiały zmieniające się reguły świata. Nie wszystkie będą należały do największych. Nie wszystkie będą dysponowały największymi zasobami. Ich przewagą okaże się coś trudniejszego do zbudowania, ale znacznie trwalszego – zdolność prowadzenia konsekwentnej strategii opartej na wiedzy, instytucjach, innowacyjności, bezpieczeństwie i zaufaniu.

Państwo strategiczne

Dlatego warto zaproponować nowe pojęcie opisujące rzeczywistość XXI wieku. Państwem strategicznym nie jest państwo największe ani najbogatsze. Nie jest nim również państwo dysponujące wyłącznie silną armią, przewagą technologiczną czy znacznymi zasobami naturalnymi. Państwo strategiczne potrafi połączyć wszystkie te elementy w jeden długofalowy projekt rozwoju, w którym bezpieczeństwo wzmacnia gospodarkę, gospodarka finansuje naukę, nauka buduje przewagę technologiczną, a sprawne instytucje zapewniają trwałość całego systemu.

Tak rozumiana strategia staje się dziś najcenniejszym zasobem państwa. Nie można jej kupić na światowych rynkach ani zbudować w ciągu jednej kadencji. Powstaje przez lata dzięki konsekwencji elit politycznych, jakości administracji, zaufaniu społecznemu oraz zdolności do prowadzenia długofalowej polityki wykraczającej poza bieżące spory. To właśnie dlatego XXI wiek może należeć nie tyle do państw największych, ile do państw strategicznych.

To jest również pytanie, które warto postawić Polsce. Nie o to, czy może stać się mocarstwem, lecz o to, czy potrafi wykorzystać szansę, jaką stwarza nowa geografia światowej polityki. Odpowiedź na nie nie zależy od jednego rządu ani jednej kadencji. Będzie wynikiem decyzji podejmowanych przez całe pokolenie. Od nich zależy bowiem, czy Polska pozostanie jedynie beneficjentem zmian zachodzących w świecie, czy stanie się jednym z państw współtworzących nową mapę XXI wieku.

Sebastian Nizio

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 30 czerwca 2026