Dariusz GAWIN: Hasło „Warszawa”, odzew „Wolność”

Hasło „Warszawa”, odzew „Wolność”

Photo of Dariusz GAWIN

Dariusz GAWIN

Historyk idei, publicysta. Wicedyrektor Muzeum Powstania Warszawskiego oraz szef Instytutu Stefana Starzyńskiego. Kierownik Zakładu Społeczeństwa Obywatelskiego w Instytucie Filozofii i Socjologii PAN, doktor habilitowany nauk społecznych w zakresie socjologii. Zajmuje się historią polskiej myśli politycznej i społecznej oraz filozofią polityczną.

Jak każde duże miasto i stolica Warszawa bywa nielubiana przez resztę kraju. Ale w historii potrafiła udowodnić, że przyjmując pewne korzyści wynikające ze statusu miasta stołecznego, potrafi z nawiązką wypełnić obowiązki, które z tego wynikają – twierdzi Dariusz GAWIN w rozmowie z Barbarą STEFAŃSKĄ

Barbara STEFAŃSKA: Czym jest dla Pana Warszawa?

Dariusz GAWIN: Każdy ma swoją małą ojczyznę, moją jest Warszawa. Wychowałem się na stołecznym Grochowie. Każda stolica oprócz wszystkich funkcji oficjalnych, państwowych pełni także funkcję symboliczną. Warszawa reprezentuje Polskę, tak jak Paryż – Francję, a Londyn – Wielką Brytanię. Jednak jest wyjątkowym miastem także dlatego, że stanowi klucz do zrozumienia polskiej tożsamości, która funkcjonuje od 200–300 lat.   

– Dlaczego właśnie Warszawa pozwala zrozumieć współczesną polskość, a nie inne miasta, np. Kraków?

– Kraków jest zakorzeniony w średniowiecznym rozumieniu potęgi i majestatu państwa, na co wskazuje nawet jego struktura urbanistyczno-przestrzenna. Natomiast Warszawa powstaje w momencie, gdy Królestwo Polskie w wyniku unii lubelskiej staje się Rzecząpospolitą Obojga Narodów. Potrzebne jest miasto, które leży mniej więcej w połowie drogi między Wilnem a Krakowem, by odbywać sejmy i dokonywać wyboru króla, który staje się władcą elekcyjnym.

Stolica wyrasta z niewielkiego miasta rezydencjonalnego dla królów. Wokół rozbudowywały się pałace i jurydyki magnatów, np. Grzybów czy Mariensztat. Warszawę ominęły wielkie projekty urbanistyczne, bo nie mieliśmy absolutyzmu; pierwsze takie projekty wprowadzili do niej Sasi. Z kolei przez cały XIX w. podatki szły na wielkie budowle w Petersburgu. Jedynie  przez kilkanaście lat Królestwa Kongresowego zbudowano Plac Teatralny, Teatr Wielki, uporządkowano Plac Zamkowy. Szykowano się do budowy bulwarów nad Wisłą, ale wybuchło powstanie i potem zgromadzony w tym celu kamień Rosjanie wykorzystali do budowy cytadeli.

– Powstanie to przełomowy moment w historii Warszawy. Jakie ma znaczenie dla tożsamości miasta?

Powstanie warszawskie wybuchło 150 lat po rzezi Pragi. A te półtora wieku to również czas wojen i powstań. Warszawa ma dramatyczną historię walki o wolność i niepodległość. Pierwszy raz uległa absolutnemu zniszczeniu już w trakcie potopu szwedzkiego.

Warszawa stała się stolicą z końcem XVI w., gdy rozpoczęła się dość dramatyczna  nowoczesna historia naszego kraju. Rzeź Pragi w 1794 r. zapowiadała epokę, w której Rosjanie, Prusacy, a także Austriacy chcieli polskość unicestwić. To dążenie spotykało się z równie konsekwentnym i uporczywym oporem Polaków – w ten sposób należy spojrzeć na ciąg: insurekcja kościuszkowska, powstanie listopadowe, styczniowe, rok 1920, 1939 i w końcu 1944. Powstanie warszawskie wyrasta więc z długiej tradycji zderzania się dwóch dążeń: krajów ościennych do zniszczenia Polski – i Polaków do obrony swojej wolności i niepodległości.

Stolica była głównym reprezentantem tej walki, a swój los przyjmowała jako obowiązek i wyzwanie. Uderzające jest to, że w 1944 r. całe miasto, cała wspólnota Warszawy stanęła do walki. To cywile budowali barykady i wspierali wojsko. Dlatego też Warszawa jako całość poniosła konsekwencje.

– Czyli?

– Początkowo z rozkazu Hitlera i Himmlera dosłownie wszyscy mieszkańcy mieli zostać  zabici. Rzeź Woli w sierpniu 1944 r. było wstępnym etapem wykonania rozkazu z 1 sierpnia. To wydarzenie miało stanowić okazję do unicestwienia przeszkody, która – jak mówił Himmler – od czasów bitwy pod Grunwaldem zagradzała niemczyźnie drogę na wschód. Jednak okazało się to zbyt trudne logistycznie, by jednocześnie walczyć z powstańcami i eksterminować ludność cywilną. Rozkaz więc odwołano. Po honorowej kapitulacji wypędzono ze stolicy wszystkich mieszkańców. A na Warszawę wydano wyrok unicestwienia.

– W czasie powstania również ujawnił się duch wolności?

– Obrazem, który metaforycznie oddaje istotę walki w 1944 r. jest hasło i odzew, które w pierwszą noc powstania przekazywali sobie żołnierze na barykadach. Hasło brzmiało: „Warszawa”, a odzew: „Wolność”. Przez 63 dni powstania to nie było tylko miasto, które walczyło. W granicach zakreślonych przez powstańcze barykady funkcjonowała de facto niedoszła III Rzeczpospolita. Ujawniły się władze cywilne Polskiego Państwa Podziemnego i namiastka parlamentu, czyli Rada Jedności Narodowej, w której były wszystkie podstawowe partie polityczne. Gdyby to państwo utrzymało się i wygrało, to ono byłoby III Rzecząpospolitą, znajdującą się od samego początku swego istnienia w strukturach Zachodu i mającą bardzo nowoczesny program polityczny i społeczny, zawarty w dokumencie „O co walczy naród Polski” z początków 1944 r. Miała to być demokracja parlamentarna, rodzaj polskiego welfare state, czyli byłoby realizacją modelu politycznego i gospodarczego, który zwyciężył w zachodniej Europie po wojnie.

Stolicą państwa podziemnego i największym ośrodkiem Armii Krajowej była Warszawa. Powstanie było ostatnią próbą zachowania prawa do budowy zachodniego, cywilizowanego i sprawiedliwego państwa.

– Obecnie Warszawa to nowoczesne miasto, do którego ludzie ciągną za pracą lub możliwością rozwoju. Jak to się ma do historii?

– Warszawa była pierwszym miastem polskim, które przekroczyło 100 tys. mieszkańców, jeszcze za króla Stanisława Augusta Poniatowskiego. Jest sprzęgnięta z nowoczesnością. I tak jest już od 250 lat. To miasto, które buduje nowoczesność po polsku, bo w każdym pokoleniu nowoczesność musi być przetrawiona, przełożona na to, czym jest dla nas. Jeżeli modernizm, to taki jak w Warszawie, z kolei XIX-wieczną nowoczesność widzimy w „Lalce” Prusa.

Warszawa jest demokratyczna, silna, chaotyczna i żywotna. To wielkie zalety. A dla  niektórych także wady, bo chaos i szybkość życia potrafią denerwować.

– Wskutek historycznych zawirowań trudno w Warszawie znaleźć mieszkających tu z dziada pradziada. Kto dziś jest Warszawiakiem?

– Każdy, kto chce nim być. Niektórzy traktują to miasto jako element kariery, ale wielu je traktuje z sercem. Każde nowoczesne miasto jest inkluzywne, w tym sensie, że potrafi włączać ludzi. Z tego zresztą żyje. Jest w stanie się rozwijać, bo przyciąga tych, którzy się przyczyniają do jego rozwoju.

Warszawa niesamowicie zmieniła się przez ostatnich 20 lat. Przy wszystkich wadach, które biorą się z dynamiki i chaosu, miasto robi wrażenie na przyjezdnych. Symbolem jest otoczenie Muzeum Powstania Warszawskiego, położonego na Woli. Kiedy śp. Lech Kaczyński podejmował decyzję, że w gmachu dawnej elektrowni tramwajowej będzie muzeum, była to ruina. Naprzeciwko była kolejna ruina – niegdyś zakłady im. Róży Luksemburg. A wokół puste, upadłe zakłady przemysłowe. Po dwóch dekadach wokół wyrosły wieżowce, rozwija się dystrykt finansowy, w jak zachodnioeuropejskich miastach, i jednocześnie jest muzeum.

Kiedy stoi się na rogu Przyokopowej i Grzybowskiej widać na pierwszym planie Muzeum Powstania Warszawskiego – niegdyś elektrownię tramwajową, budynek z czerwonej cegły sprzed I wojny światowej, a za nim „mały Manhattan” – wieżowce wybudowane w ostatnich latach. To symboliczny widok dla Warszawy. Tu jest i historia, i pamięć o powstaniu, i nowoczesność. To wszystko powstało z tego samego ducha, z ducha wolności.

– Czy to klucz do zrozumienia miasta, dawniej i dziś?

– Kluczem są słowa, będące mottem naszej ekspozycji, które wypowiedział delegat rządu na kraj Jan Stanisław Jankowski 1 września 1944 r. w przemówieniu retransmitowanym z Warszawy: „Chcieliśmy być wolni i wolność sobie zawdzięczać”. To jest istota Polski przez ostatnich sto kilkadziesiąt lat. I istota Warszawy. Chodzi o wolność polityczną, gospodarczą, życiową. To ma swoją cenę – jak każde duże miasto i stolica Warszawa bywa nielubiana przez resztę kraju. Ale w historii potrafiła udowodnić, że przyjmując pewne korzyści wynikające ze statusu miasta stołecznego, potrafi z nawiązką wypełnić obowiązki, które z tego wynikają.

Rozmawiała Barbara Stefańska

Tekst pierwotnie ukazał się w 1077 numerze tygodnika ”Idziemy” [LINK].

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 31 lipca 2026