
AfD coraz bliżej władzy. Czego powinna obawiać się Polska?
Dalszy wzrost poparcia dla AfD, wzmocniony sukcesami w krajach związkowych, oraz możliwy w przyszłości udział tej partii w rządzie federalnym nie byłyby dobrą wiadomością dla Polski – pisze Sebastian MEITZ
.Nadchodząca seria trzech wyborów do parlamentów krajów związkowych Republiki Federalnej Niemiec ma potencjał zatrząść niemiecką sceną polityczną. Niezależnie od wyniku wyborów w Saksonii-Anhalt w niedzielę 6 września czy późniejszych wyborów w Meklemburgii-Pomorzu Przednim i Berlinie 20 września kwestia dojścia AfD do władzy powoli przestaje być problemem czysto hipotetycznym. Nawet jeśli nie nastąpi to w najbliższym czasie na poziomie kraju związkowego, to przy uwzględnieniu jej rosnącego poparcia na poziomie federalnym, które stopniowo zbliża się do 30 proc., taki scenariusz staje się coraz bardziej realny.
Jednocześnie sprawy, na które Niemcy patrzą przede wszystkim z perspektywy własnego systemu politycznego – takie jak działalność AfD i jej zgodność z porządkiem konstytucyjnym, obserwacja części jej struktur i działaczy przez Urzędy Ochrony Konstytucji czy wpływ kordonu sanitarnego (Brandmauer) na niemiecką politykę – z polskiej perspektywy warto oceniać według innych kryteriów. Dla Polski dużo ważniejsza od wewnątrzniemieckiego sporu o AfD jest odpowiedź na pytanie, czy rzeczywiście powinniśmy obawiać się tej partii. A jeśli tak, to czego konkretnie?
AfD a Polska. Siedem obszarów ryzyka
W mojej ocenie warto w tym kontekście przeanalizować związane z tym ryzyka na siedmiu płaszczyznach: podejścia AfD do kwestii granicy na Odrze i Nysie, wypłaty zadośćuczynienia dla żyjących ofiar niemieckiego terroru, wypłaty reparacji, niemieckiej polityki historycznej, podejścia do Polek i Polaków pracujących w Niemczech, polityki międzynarodowej, w tym przede wszystkim stosunku do Rosji i Ukrainy, polityki obronnej i wreszcie polityki europejskiej. I to niejako w oderwaniu od wyników organizowanych w tym miesiącu wyborów, ponieważ wiele z tych obszarów należy do kompetencji federalnych. W każdym z nich warto przy tym oddzielić prawdopodobieństwo realizacji poszczególnych postulatów od skali ich potencjalnych konsekwencji dla Polski.
Kwestia granicy na Odrze i Nysie, z naszej perspektywy jedna z kluczowych, w mojej ocenie stanowi obszar niskiego ryzyka realnego, ale średniego ryzyka komunikacyjnego. W ramach AfD, szczególnie w jej bardziej radykalnej części, skupionej wokół Björna Höckego, rewizjonistyczna retoryka nie jest zjawiskiem nowym i bywa wykorzystywana w bieżącej komunikacji, szczególnie w mediach społecznościowych.
Odróżnić jednak należy warstwę narracyjną, w której faktycznie pojawiają się, ostatnio coraz częściej, wypowiedzi kwestionujące przebieg naszej zachodniej granicy i integralność naszego terytorium, od programu politycznego AfD, którego elementem rewizja granicy polsko-niemieckiej nie jest. Również kierownictwo AfD podchodzi do takich głosów z rezerwą. W mojej ocenie stanowią one przede wszystkim jeden z instrumentów mobilizacji elektoratu, ale również budowy zasięgów przez poszczególnych działaczy AfD w mediach społecznościowych, gdzie każdy taki wpis spotyka się ze stanowczą reakcją polskich użytkowników.
AfD wobec granicy, reparacji i zadośćuczynienia
Reparacje, w przeciwieństwie do kwestii granic, stanowią element programu AfD i to w kilku aspektach. Jednocześnie jednak, jeśli oddzielimy warstwę narracyjną od faktów, podejście AfD nie różni się zasadniczo od tego, które prezentuje chociażby obecny rząd w Berlinie. Niemcy konsekwentnie od dekad, powołując się między innymi na deklarację władz PRL z 1953 roku oraz traktując traktat 2+4 z 1990 roku jako element ostatecznego uregulowania konsekwencji II wojny światowej, uznają, że problem reparacji został rozwiązany na gruncie prawnym. Twarde stanowisko AfD nic tu zatem zasadniczo nie zmienia. Okno możliwości w zakresie uzyskania reparacji od Niemiec nigdy nie było tak naprawdę otwarte i w mojej ocenie w obecnym układzie politycznym długo pozostanie zamknięte. Co jednocześnie nie zwalnia przedstawicieli polskiej klasy politycznej, ze wszystkich stron, z nieustannego podnoszenia tej sprawy.
Temat zadośćuczynienia jest bardziej zniuansowany, choć głównie w sferze semantycznej. Dyskusja na ten temat toczy się bowiem od bardzo dawna, a jedyna konkretna oferta, którą na stole w 2024 roku położył kanclerz Olaf Scholz, to tzw. jednorazowy „gest humanitarny” w postaci przeznaczenia na ten cel 200 milionów euro, co przekładałoby się na jednorazową wypłatę w wysokości ok. 3–5 tys. euro na osobę. Z tego punktu widzenia różnicę między twardym stanowiskiem AfD, która jednoznacznie deklaruje, że żadnego zadośćuczynienia wypłacać nie zamierza, a gestem w takiej postaci należy ocenić jako ograniczoną.
Niemiecka polityka historyczna może zmienić się pod wpływem AfD
W przypadku polityki historycznej przechodzimy już od ryzyka niskiego do ryzyka średniego. Jednym z elementów programu AfD jest powrót do wiodącej roli kultury niemieckiej i odejście nie tylko od idei multikulturalizmu, ale przede wszystkim od dotychczasowego modelu niemieckiej polityki pamięci, określanego przez część polityków tej partii mianem „pedagogiki wstydu”. Björn Höcke mówił wręcz o konieczności dokonania w niemieckiej polityce pamięci „zwrotu o 180 stopni”.
W ocenie AfD konieczny jest powrót do treści narodowych, które mają być przekazywane zarówno przez szkoły, jak i przez inne instytucje edukacyjne i kulturalne. Ze względu na niski stan wiedzy niemieckiego społeczeństwa na temat przyczyn, przebiegu i skutków II wojny światowej podejście to może nieść istotne konsekwencje dla Polski. Mogłoby bowiem przynieść nie tylko dalsze marginalizowanie wiedzy o niemieckiej okupacji Polski, ale również intensyfikację prób przypisywania Polsce i Polakom współodpowiedzialności za Zagładę, a przede wszystkim ponowne przesunięcie akcentów w kierunku niemieckich wypędzeń i wysiedleń.
Nie bez znaczenia jest w tym kontekście również fakt, że Erika Steinbach stoi dziś na czele Desiderius-Erasmus-Stiftung, fundacji politycznej związanej z AfD.
Czy Polacy mieszkający w Niemczech mają powody do obaw?
Bardzo ważnym elementem programu AfD, który w znaczącym stopniu przyczynił się do wzrostu jej popularności, jest migracja. W pierwszym rzędzie chodzi oczywiście migrację z krajów trzecich. Tutaj stanowisko AfD jest bardzo twarde: zamknięcie granic zewnętrznych Unii Europejskiej, prowadzenie procedur azylowych poza Niemcami, wprowadzenie kontroli na granicach Niemiec oraz zastąpienie indywidualnego prawa do azylu prawem łaski przyznawanym przez państwo (staatlich gewährtes Gnadenrecht). Postulaty na poziomie krajowym, chociażby w Saksonii-Anhalt, idą często jeszcze dalej, natomiast co do zasady są one skierowane przeciwko migracji z innych obszarów kulturowych.
Migracja z krajów unijnych ma opierać się na kryteriach jakościowych i być oceniana przez pryzmat interesu Republiki Federalnej Niemiec. Z tego punktu widzenia istnieje ryzyko dla części, nie dla wszystkich, obywateli polskich mieszkających w Niemczech lub korzystających z niemieckiego systemu świadczeń socjalnych.
Pod koniec 2024 roku, zgodnie z danymi Instytutu Badań Rynku Pracy, stopa bezrobocia wśród obywateli polskich w Niemczech wynosiła 7,6 proc. i była niemal dwukrotnie niższa niż w przypadku ogółu obcokrajowców (14,8 proc.). Wskaźnik zatrudnienia wynosił natomiast 62 proc. wobec 55,1 proc. dla ogółu cudzoziemców. Jeszcze wyraźniejsza różnica dotyczy korzystania ze świadczeń: odsetek osób w wieku produkcyjnym uprawnionych do świadczeń wynosił wśród obywateli polskich 5,8 proc. wobec 17,3 proc. wśród ogółu cudzoziemców. Istnieje również grupa obywateli polskich mieszkających w Polsce, którzy pobierają niemieckie świadczenia, np. Kindergeld. To właśnie osoby bezrobotne lub korzystające ze świadczeń w Niemczech, a także osoby mieszkające w Polsce i pobierające określone świadczenia niemieckie mogą najbardziej odczuć negatywne konsekwencje realizacji postulatów AfD w tym zakresie.
AfD wobec Unii Europejskiej
Postawa AfD wobec Unii Europejskiej uległa na przestrzeni ostatnich lat istotnej zmianie. O ile na samym początku swojego istnienia partia koncentrowała się przede wszystkim na krytyce strefy euro i kierunku europejskiej integracji, o tyle wraz z jej późniejszą radykalizacją pojawił się również postulat opuszczenia Unii Europejskiej przez Niemcy. Obecnie jej program uzależnia jednak ewentualny dexit od możliwości zasadniczej reformy samej Unii. AfD postuluje przekształcenie UE we wspólnotę suwerennych państw, dostrzegając jednocześnie niektóre korzyści płynące ze współpracy europejskiej, i jednoznacznie opowiada się przeciwko jej dalszej federalizacji czy pogłębianiu integracji poprzez przejmowanie coraz większej roli przez instytucje unijne.
W tym zakresie stanowisko AfD może wyglądać na pierwszy rzut oka atrakcyjnie dla części polskiej strony konserwatywnej. W istocie niektóre z tych postulatów nie są od siebie tak odległe: odrzucenie idei federalizacji, powrót do Europy suwerennych państw czy ograniczenie europejskiej biurokracji i narzucania przez struktury unijne rozwiązań państwom członkowskim. Jednocześnie do współpracy w tym zakresie należy podchodzić w sposób maksymalnie pragmatyczny i ostrożny. Z jednej strony radykalizm części AfD jest czymś, co jest kontestowane również przez konserwatywne rządy państw europejskich. Z drugiej musimy pamiętać, że AfD będzie patrzyła na wszystkie te sprawy przez pryzmat interesu Republiki Federalnej Niemiec. Cała nasza klasa polityczna powinna patrzeć na nie przez pryzmat interesu Rzeczypospolitej Polskiej.
AfD, Rosja i Ukraina. Największe zagrożenie dla Polski
Ostatnią, a jednocześnie najbardziej ryzykowną dla Polski kwestią, jest podejście AfD do polityki międzynarodowej. W tym kontekście warto rozbić je na cztery elementy: stosunek do Ukrainy, Rosji, politykę obronną oraz wynikające z nich konsekwencje dla bezpieczeństwa europejskiego, a szczególnie bezpieczeństwa Polski.
W odniesieniu do Ukrainy polityka AfD jest jednoznaczna: wojna na Ukrainie nie jest wojną Niemiec, wspieranie Ukrainy nie leży w interesie RFN, a związane z tym koszty są przede wszystkim obciążeniem dla niemieckich obywateli. Z tego punktu widzenia AfD, szczególnie jej bardziej radykalne skrzydło, postuluje wstrzymanie pomocy wojskowej i finansowej dla walczącej Ukrainy, uznając, że nie tylko nie leży ona w interesie Niemiec, ale również negatywnie oddziałuje na relacje z Rosją.
Relacje z Rosją są zaś kolejną sprawą, która z punktu widzenia polskiej racji stanu znacząco odróżnia nas od AfD i stanowi istotny obszar ryzyka. Budująca swoją komunikację w dużej mierze na krytyce działań poprzednich rządów partia, inaczej niż partie głównego nurtu, traktuje odbudowę współpracy z Rosją jako pożądany element niemieckiej polityki zagranicznej i gospodarczej. Postuluje jak najszybszy powrót do relacji społecznych, politycznych, a przede wszystkim gospodarczych, podnosząc zarówno argument stabilności systemu bezpieczeństwa europejskiego, jak i pozytywnego wpływu tej współpracy na niemiecką gospodarkę. Stąd też postulat odbudowy gazociągów Nord Stream, zniesienia sankcji nałożonych na Rosję, powrotu do relacji handlowych oraz odnowienia i zintensyfikowania współpracy między oboma krajami. Na tę politykę nakłada się także narracja. W niedawnym wywiadzie telewizyjnym współprzewodniczący AfD Tino Chrupalla ocenił, że o ile Rosja nie stanowi zagrożenia dla Niemiec, takim zagrożeniem może być Polska. I choć słowa te padły właśnie w kontekście wysadzenia gazociągów Nord Stream, które Chrupalla określa jako akt międzynarodowego terroryzmu, bardzo dobrze unaoczniają podejście części polityków tej partii do współpracy z Rosją.
AfD, Bundeswehra i przyszłość NATO
Osobną sprawą jest stosunek AfD do obronności. Partia postuluje powrót do obowiązkowej służby wojskowej i bardzo mocno stawia na zwiększenie potencjału Bundeswehry, przede wszystkim jako gwaranta bezpieczeństwa Niemiec. Jednocześnie przedstawiciele AfD postulują wycofanie zagranicznych, w tym amerykańskich sił zbrojnych z terytorium Niemiec, a także odejście od obecnego modelu Nuclear Sharing w ramach NATO i przechowywania na terytorium RFN amerykańskiej broni jądrowej. W części AfD pojawiają się przy tym głosy o konieczności budowy własnego, niemieckiego potencjału odstraszania nuklearnego. Co ciekawe, postulaty te współistnieją z określaniem Stanów Zjednoczonych jako partnera oraz ze wsparciem, jakie partia otrzymuje ze strony części amerykańskiego środowiska MAGA. W odniesieniu do Stanów Zjednoczonych AfD jednoznacznie odrzuca również ideę zastąpienia relacji z USA, także w kwestiach obronności, strukturami unijnymi.
Z punktu widzenia bezpieczeństwa europejskiego oraz bezpieczeństwa Rzeczypospolitej Polskiej takie podejście niesie za sobą istotne ryzyka. Daleko idąca prorosyjskość i antyukraińskość AfD, w kontekście prowadzonej bezpośrednio za naszą wschodnią granicą wojny, może budzić uzasadnione obawy o sposób jej zakończenia i związane z tym konsekwencje również dla naszego bezpieczeństwa. W polskiej racji stanu nie leży bowiem zwycięstwo Rosji w tym konflikcie, ale zminimalizowanie ryzyka jego przeniesienia się dalej na Zachód, czy to na terytorium państw bałtyckich i innych państw wschodniej flanki NATO, czy bezpośrednio Polski.
Kolejnym elementem jest ewentualne zaangażowanie Republiki Federalnej Niemiec w inicjatywy obronne czy, już całkiem realnie, wypełniania przez nią zobowiązań sojuszniczych wynikających z podpisanych traktatów międzynarodowych. Nietrudno sobie bowiem wyobrazić, że w przypadku agresji ze strony Rosji ewentualna pomoc ze strony Niemiec mogłaby nie nadejść lub też jej udzielenie byłoby maksymalnie utrudnione i odsunięte w czasie.
Elementem, który do pewnego stopnia mógłby równoważyć to ryzyko, są jednocześnie bliskie relacje AfD z częścią amerykańskiego środowiska politycznego, niemniej należy pamiętać o transakcyjności obecnej administracji amerykańskiej, a zapewne również przyszłych administracji. Z tego punktu widzenia kluczowe jest, abyśmy ryzyko to traktowali poważnie i określili jednoznaczne oraz skuteczne sposoby jego minimalizacji, przede wszystkim poprzez budowę własnych zdolności obronnych i ograniczanie zależności naszego bezpieczeństwa od decyzji podejmowanych w innych stolicach.
Co dojście AfD do władzy oznaczałoby dla Polski?
Reasumując, wynik nadchodzących wyborów w Saksonii-Anhalt, Meklemburgii-Pomorzu Przednim czy Berlinie będzie miał przede wszystkim wpływ na politykę poszczególnych krajów związkowych, choć jego konsekwencje mogą dosięgnąć również Berlina. Niezależnie od wyniku w Saksonii-Anhalt największy problem będzie miała CDU, która albo zostanie odsunięta od władzy, albo zmuszona do wejścia w, nawet nieformalne, układy parlamentarne, które nie są zgodne z jej dotychczasową linią polityczną. Możliwe jest również dalsze osłabienie i tak już słabego rządu kanclerza Merza.
Jednocześnie nawet przejęcie przez AfD władzy w Saksonii-Anhalt, choć możliwe, będzie miało w krótkiej perspektywie ograniczony wpływ na bezpieczeństwo Polski i regionu oraz na relacje polsko-niemieckie. Decyzje dotyczące NATO, sankcji, Ukrainy czy świadczeń dla obywateli UE zapadają na szczeblu federalnym, a wpływ AfD na politykę Berlina pozostanie po tych wyborach ograniczony. Stan stosunków Warszawa–Berlin i tak jest daleki od dobrego, niezależnie od tego, że po obu stronach rządzą dziś partie należące do tej samej europejskiej rodziny politycznej, Europejskiej Partii Ludowej.
W dłuższej perspektywie należy jednak uważnie śledzić dynamikę niemieckiej sceny politycznej. Dalszy wzrost poparcia dla AfD, wzmocniony sukcesami w krajach związkowych, oraz możliwy w przyszłości udział tej partii w rządzie federalnym nie byłyby dobrą wiadomością dla Polski. I to nie dlatego, że dotychczasowy rząd czy partie głównego nurtu w Berlinie są szczególnie propolskie. Nie są. Przede wszystkim z uwagi na podejście AfD do Rosji, Ukrainy i europejskiego bezpieczeństwa, a w mniejszym stopniu z uwagi na postulowane zmiany w niemieckiej polityce historycznej czy sytuację części Polaków korzystających z niemieckich świadczeń socjalnych. Czy mamy się więc czego obawiać? Moim zdaniem polska klasa polityczna powinna przede wszystkim być gotowa na różne scenariusze rozwoju niemieckiej polityki i odpowiednio wcześnie zabezpieczać wobec nich interes Rzeczypospolitej.
Sebastian Meitz




