Prawicowy spór o AfD [Nathaniel GARSTECKA]

AfD w Niemczech

Antyimigrancka, antybrukselska, liberalna, konserwatywna i proizraelska? Czy raczej neonazistowska, nacjonalistyczna, proputinowska, antypolska i rewizjonistyczna? Po wygranej Alternatywy dla Niemiec (AfD) w wyborach w Saksonii-Anhalt 6 września 2026 roku debata na temat niemieckiej radykalnej prawicy ożywiła się w całej Europie, budząc spory wśród środowisk prawicowych.

.Wynik 44 proc. to rekordowy wynik prawicowej formacji w wyborach w kraju związkowym Saksonia-Anhalt. Owszem, AfD nie uzyskała bezwzględnej większości mandatów (39 na 83), ale zdecydowanie wyprzedziła CDU, stając się pierwszą siłą w tym regionie i uniemożliwiając przy okazji powstanie szerokiej koalicji rządowej między umiarkowanymi konserwatystami, liberałami (którzy znikają z lokalnego parlamentu), socjalistami i zielonymi. Los rządów Saksonii-Anhalt leży zatem w rękach lewicowej Die Linke i przede wszystkim konserwatywno-lewicowej BSW.

Postawa europejskich środowisk wobec Alternative für Deutschland nie jest jednoznaczna ze względu na liczne kontrowersje, które pojawiły się w ostatnich latach wokół niemieckiej partii. Deklaracje niektórych jej polityków, takich jak Maximilian Krah, którzy następnie zostali zawieszeni w prawach członków partii, oraz zachowania niektórych jej zwolenników spowodowały, że duże partie prawicowe, takie jak francuskie Zjednoczenie Narodowe (Rassemblement National) Marine Le Pen i Jordana Bardelli, zdystansowały się od niej.

Nawet ugrupowania, które zasiadają z AfD w Parlamencie Europejskim, nie gratulują jej ostentacyjnie wygranej w Saksonii-Anhalt. Sarah Knafo, francuska prawicowa europosłanka, która należy do grupy Europy Suwerennych Narodów, tak opisała zwycięstwo AfD: „Historyczne zwycięstwo AfD w Saksonii-Anhalt. Ten wynik ma tylko jedną przyczynę. Tylko jedną. 50 lat celowej bezczynności w sprawach, które ludzie uważają za egzystencjalne. Mieszkańcy Europy byli bardzo cierpliwi. Dziś chcą odzyskać kontrolę nad swoim losem. Cały kontynent się budzi”.

Polscy prawicowi politycy także ostrożnie podchodzą do tematu niemieckiej prawicy. Media regularnie wspominają o „rewizjonizmie” AfD wobec granicy z Polską, o chęci odbudowania relacji gospodarczych z Rosją i o odmowie rozmów o reparacjach wojennych. Z drugiej strony działacze partii kierowanej przez Alice Weidel, na przykład Götz Frömming i Alexander Wolf, chwalą polską politykę walki z nielegalną imigracją i widzą w Polsce partnera w sprzeciwianiu się centralizacji brukselskiej.

Spór ten należy jednak rozpatrywać z perspektywy znaczenia wyników AfD. Pod tym względem wypowiedź Érica Zemmoura, przewodniczącego francuskiej Reconquête, do której należy wspomniana wyżej Sarah Knafo, jest wymowna: „Prawdziwymi winowajcami są ci, którzy przez pół wieku traktowali jako przestępstwo to, co ludzie uważali za oczywiste: chęć pozostania wiernym sobie. Kordon sanitarny nigdy nikogo nie chronił. Jedynie opóźniał moment prawdy”.

Rosnące notowania niemieckiej radykalnej prawicy nie wzięły się znikąd. W 2013 roku, czyli przed masową falą nielegalnej imigracji z 2014 roku, AfD mogła liczyć na zaledwie 4 proc. głosów. Partia zresztą powstała na programie liberalnym gospodarczo, konserwatywnym społecznie i opartym na sprzeciwie wobec biurokracji Unii Europejskiej. Jej wyniki rosły wraz z kolejnymi skandalami związanymi z kryzysem migracyjnym (falami przemocy, zamachami…) oraz technokratycznymi absurdami brukselskich urzędników (zwłaszcza w dziedzinie polityki klimatycznej). Sukces AfD jest więc konsekwencją poczucia, że rządzące ugrupowania porzuciły interesy Niemiec i niemieckich obywateli na rzecz „lewicowej ideologii”.

Ważnym punktem tej ideowej układanki jest stosunek AfD do Rosji. Wielokrotnie partia ta sprzeciwiała się sankcjom nałożonym na Moskwę oraz dostawom broni dla Ukrainy, co wzbudza uzasadniony niepokój zwłaszcza w Polsce. Jak ocenia Marek Jurek we wpisie na portalu Twitter/X: „Niemcy w coraz większym stopniu poczucie winy będą zamieniać na poczucie krzywdy. Widzieliśmy to już w historii co najmniej trzy razy. […] Za każdym razem to poczucie krzywdy kierowało Niemcy przeciw Europie i ku montowaniu koalicji rewizjonistycznych. […] Kwadratura koła polega na tym, że im bardziej będzie rosła rezerwa Europy wobec Niemiec, tym bardziej będzie malała (i tak już ograniczona) rezerwa Niemiec wobec Rosji”.

Z kolei w sprawach imigracji i Unii Europejskiej panuje pewien konsensus z innymi prawicowymi ugrupowaniami: AfD jest partią, która zdecydowanie sprzeciwia się masowej imigracji arabsko-islamskiej i afrykańskiej oraz wspiera koncepcję Europy narodów, czyli model stawiający na suwerenność krajów członkowskich w opozycji do przekazywania kompetencji Komisji Europejskiej. Podobny konsensus dotyczy walki z progresywizmem i komunizmem.

Dlaczego AfD w Niemczech dzieli europejską prawicę?

Jesteśmy zatem postawieni przed niezwykle trudnym dylematem. Z jednej strony wzrost AfD, oparty w pewnej mierze na niezadowoleniu społecznym, wzbudza uzasadnione obawy ze względu chociażby na historię niemieckich ruchów kontestacyjnych. W dodatku media centrowe i lewicowe skutecznie wykorzystują każdą polemikę, aby utrwalić wizerunek AfD jako „skrajnie prawicowej, neonazistowskiej partii” i demonizować przy okazji jej stanowiska polityczne dotyczące gospodarki, imigracji, Unii Europejskiej czy stosunków z Izraelem.

Z drugiej strony AfD jest obecnie jedyną prawicową „alternatywą” w Niemczech wobec obecnego centryzmu ideowego i brukselskiego federalizmu. Jeżeli europejskie prawice chcą powstrzymać zapędy Brukseli ku centralizmowi, będą musiały współpracować z AfD z jednego prostego powodu: w Europie to Niemcy rozdają karty. Francji nie udało się przejąć roli lidera, a przecież miała na to złotą okazję po 2022 roku, wraz z inwazją Rosji na Ukrainę. Emmanuel Macron jednak postanowił utrzymać status quo i nie „wywracać” równowagi europejskiej. W związku z tym bez Niemiec, a tym samym bez AfD, żadna głęboka reforma instytucji europejskich nie jest możliwa.

Mamy także do czynienia z pewną „zagwozdką” dla polskiej prawicy. Jedną z przyczyn sukcesu AfD jest reakcja na polskie dążenia do reparacji. Niemiecka prawica uznaje, że „tematu nie ma” i że dotacje, które Polska dostała od UE, są wystarczające. Działania Polski w tej dziedzinie, choć można je zrozumieć z perspektywy historycznej i polskiej narracji tożsamościowej, są jednak uznawane za wątpliwe z politycznego punktu widzenia.

AfD jest w dodatku dylematem ideowym dla Zachodu. Środowiska konserwatywne słusznie głoszą hasła o konieczności „wstania z kolan” i przebudzenia się wobec masowej imigracji, ideologii lewicowych i brukselskiego centralizmu, ale wyrażają zaniepokojenie, gdy te hasła przekładają się w Niemczech na głosowanie na radykalną prawicę. W tym przypadku także alternatywy w Niemczech nie ma. Nie można z jednej strony twierdzić, że należy skończyć z ciągłym oskarżaniem białego człowieka o wszystkie zła świata, a z drugiej strony oskarżać Niemców o to, że wybierają partię, która właśnie chce zerwać z samobiczowaniem i poczuciem winy za II wojnę światową. Należy wypracować równowagę między odzyskaniem dumy cywilizacyjnej a zachowaniem świadomości zbrodni popełnionych w przeszłości.

Zachowania narodów są jednak trudne do przewidzenia i kontrolowania, dlatego należy ostrożnie do nich podchodzić. AfD nie ma w swoim programie ograniczania wolności i swobód obywatelskich, sterowania gospodarką, prześladowania Żydów czy podbijania ziem wschodnich, ale pod wpływem społecznego entuzjazmu łatwo można stracić kontrolę nad dalszym rozwojem wydarzeń. To jest zresztą sedno deklaracji Sarah Knafo i Érica Zemmoura: apel do narodów europejskich, w tym do narodu niemieckiego, o odpowiedzialność. Nie należy demonizować niemieckiego nacjonalizmu, lecz próbować wpisać go w szerszy ruch cywilizacji zachodniej. Trzeba skanalizować gniew obywateli niemieckich nie przeciwko Polakom czy wyimaginowanym „kosmopolitycznym brodatym kapitalistom”, ale przeciwko tym, którzy naprawdę zagrażają przyszłości europejskiego kontynentu. Trzeba demokratycznie ukarać polityków odpowiedzialnych za kryzysy, które nas dotykają, a jednocześnie odciąć się od wszelkich kontrowersji.

AfD jest wyzwaniem rzuconym nam, Europejczykom troszczącym się o naszą przyszłość. Wyzwaniem, na które należy odpowiedzieć współpracą i dialogiem, a nie inwektywami i oskarżeniami o „neonazizm”. AfD jest zarówno szansą, jak i ryzykiem. Jest szansą na to, że uda się wreszcie odwrócić kurs, którym zmierza Europa, oraz ryzykiem, ponieważ należy pilnować, by sytuacja nie wymknęła się spod kontroli. Ale czy mamy wybór? Ugrupowania, które rządzą Europą od 60 lat, doprowadziły do sytuacji, której nie da się odkręcić zwykłym „punktem PKB w tę stronę czy tamtą”.

.Im głębszy kryzys kulturowy, tym pilniejsza potrzeba odwrócenia ruchów migracyjnych. Im większy progresywizm w podręcznikach szkolnych, tym pilniejsza potrzeba patriotycznego zwrotu w społeczeństwie. Im większy socjalizm gospodarczy, tym pilniejsza staje się potrzeba radykalnego liberalnego przełomu. To nie wyborcy z założenia wybierają radykalizm; to radykalizm narzuca się im jako jedyny sposób na naprawę błędów popełnionych przez lewicę, centrum i umiarkowaną chrześcijańską demokrację.

Nie należy się cieszyć, że dana partia wygrywa tu czy tam. Należy się cieszyć, że narody zachodnioeuropejskie zaczynają się budzić z 60-letniego letargu. Przez ten pryzmat należy odczytać wzrost AfD w Niemczech.

Nathaniel Garstecka

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 7 września 2026