Paulina MATYSIAK: Butelkomat kontra godność człowieka

Butelkomat kontra godność człowieka

Photo of Paulina MATYSIAK

Paulina MATYSIAK

Filolożka i filozofka. Posłanka na Sejm IX i X kadencji. Przewodnicząca Parlamentarnego Zespołu ds. Walki z Wykluczeniem Transportowym. Autorka felietonów "Pisane lewą ręką", które ukazują się w każdą sobotę we "Wszystko co Najważniejsze".

Ryc. Fabien CLAIREFOND

zobacz inne teksty Autorki

Jeśli sklep ma obowiązek prowadzenia zbiórki, zepsuty albo przepełniony butelkomat nie powoduje nagle, że ten obowiązek znika. Sklep nadal powinien umożliwić zwrot opakowania i rozliczenie kaucji, w razie potrzeby również ręcznie – pisze Paulina MATYSIAK

.Mija rok od wprowadzenia w Polsce systemu kaucyjnego. To już wystarczająco długo, żeby pierwsze emocje opadły i ludzie nauczyli się rozpoznawać znaczek kaucji na etykiecie, a butelkomaty przestały być egzotycznym urządzeniem stojącym przy wejściu do sklepu. Mamy też pierwsze poważniejsze dane. Do końca września do systemu wróciło ok. 5 miliardów opakowań. Działa ok. 65,5 tysiąca punktów zbiórki, w tym 23,5 tysiąca automatów. System nie jest już eksperymentem na papierze, ale stałym elementem naszej codzienności.

I chyba właśnie to zderzenie z codziennością wywołuje największe emocje.

W czwartek brałam udział w debacie Kanału Zero poświęconej systemowi kaucyjnemu. W pewnym momencie zadzwonił widz, który opowiedział, jak wyglądała u niego segregacja przed wprowadzeniem systemu. Przyznał całkiem otwarcie, że ok. 90 procent butelek wyrzucał do odpadów zmieszanych. Może 10 procent trafiało do żółtego worka. O ile pamiętał.

Dziś oddaje butelki do systemu kaucyjnego. I właśnie tę zmianę określił jako „upodlenie”. Bo trzeba butelki zachować, włożyć do torby, a potem pojechać z nimi rowerem do butelkomatu. Przyznam, że bardzo mnie ta historia rozbawiła, bo trudno byłoby znaleźć lepszy przykład pokazujący, co właściwie zmieniła kaucja.

Człowiek, który wcześniej odzyskiwał ze swojego gospodarstwa domowego może jedną butelkę na dziesięć, teraz oddaje właściwie wszystkie. Nie dlatego, że nagle przeszedł intensywną edukację ekologiczną. Po prostu zmieniły się zasady i pojawił się bardzo prosty bodziec: za opakowanie można odzyskać pieniądze. Nawyki się zmieniły. I dokładnie o to chodziło!

.Sama też oddaję opakowania. Zbieram je w domu, biorę przy okazji wyjścia do sklepu i wrzucam do automatu. Nie jest to szczególnie fascynująca część mojego życia. Nie zamierzam też opowiadać górnolotnie, że za każdym razem towarzyszy temu poczucie spełnienia obywatelskiego obowiązku. To po prostu jedna z tych zwyczajnych czynności, które po pewnym czasie wykonuje się niemal automatycznie.

Czy wszystko zawsze działa? Nie. Zdarza się, że automat jest pełny albo nie chce przyjąć opakowania, bo się zaciął. Wtedy idę do pracownika sklepu i zgłaszam problem. Warto zresztą pamiętać o rzeczy, o której część klientów może nadal nie wie: jeśli sklep ma obowiązek prowadzenia zbiórki, zepsuty albo przepełniony butelkomat nie powoduje nagle, że ten obowiązek znika. Sklep nadal powinien umożliwić zwrot opakowania i rozliczenie kaucji, w razie potrzeby również ręcznie.

To oczywiście nie znaczy, że problemy techniczne należy bagatelizować. System ma być wygodny. Automatów powinno być więcej, ich obsługa musi być sprawna, a informacja dla klientów jasna. Po roku widać, że właśnie logistyka jest jednym z obszarów wymagających dalszej poprawy. Sama wiceminister klimatu Anita Sowińska mówiła o tym wprost w wywiadzie, którego udzieliła Portalowi Zero w rocznicę wprowadzenia systemu. Od lipca liczba automatów wzrosła jednak z ok. 17,5 tysiąca do 23,5 tysiąca. Sieć się rozwija.

Mam natomiast pewien problem ze skalą dramatu, jaki niektórzy potrafią wokół tej sprawy zbudować. Trzeba zachować pustą butelkę. Nie wolno jej zgniatać. Należy ją zabrać ze sobą do sklepu. Czasem trzeba nawet chwilę poczekać przy automacie.

I nagle okazuje się, że dla części dorosłych ludzi jest to zamach na ich godność. Naprawdę?!

Mam czasem wrażenie, że system kaucyjny pozwolił nam odkryć nie tylko miliardy pustych opakowań, ale również zaskakująco dużą populację płatków śniegu. Ludzi, którym korona z głowy spada od samej myśli, że pustą butelkę trzeba odnieść tam, gdzie można dostać za nią zwrot kaucji. Ludzie, trochę odwagi.

.Mamy w Polsce naprawdę poważne powody do zdenerwowania. Są miejscowości, z których bez samochodu trudno dostać się do lekarza czy do pracy. Są ludzie czekający miesiącami na wizytę u specjalisty. Są pracownicy usług publicznych, od których wymagamy coraz więcej, często za wynagrodzenie niewspółmierne do odpowiedzialności. Są rodziny, dla których mieszkanie stało się dobrem niemal luksusowym. Są miejsca, w których państwo po prostu działa gorzej, niż powinno.

Chciałabym zobaczyć czasem tyle samo społecznej energii, ile pojawia się przy dyskusji o konieczności odniesienia kilku pustych butelek. Tu naprawdę nie wydarzyła się żadna katastrofa.

Co nie znaczy, że systemu nie należy kontrolować i poprawiać. Trzeba pytać o jego koszty. Sprawdzać wpływ na gminne systemy gospodarki odpadami. Patrzeć operatorom na ręce. Wymagać sprawnych automatów i łatwego zwrotu pieniędzy. I należy wrócić też do sprawy, o którą pytałam rząd właściwie od początku działania systemu, czyli jednorazowych szklanych butelek po alkoholu, popularnych „małpek”.

Dziś są poza systemem. A przecież każdy, kto przejdzie rano ulicami miasta czy przez park, wie, że problem nie jest teoretyczny. Dlatego pytałam minister środowiska o możliwość objęcia kaucją również takich opakowań. Teraz prace poszły dalej: resort przygotowuje rozwiązania legislacyjne, choć do ich faktycznego wejścia w życie jeszcze daleka droga.

I właśnie tak powinna wyglądać rozmowa po pierwszym roku. Ale też nie zero-jedynkowo, że system idealny versus system do kosza. Tylko na tej osi: co działa, co nie działa, co trzeba poprawić i czego nadal w nim brakuje.

Pięć miliardów zwróconych opakowań to nie jest dowód, że wszystkie problemy zostały rozwiązane. Jest natomiast bardzo konkretnym materiałem do oceny tego, jak zmieniają się nasze codzienne zachowania.

.I znowu wrócę tutaj do widza debaty w Kanale Zero, który wcześniej dziewięć butelek na dziesięć wrzucał do odpadów zmieszanych, a dziś oddaje je do systemu. Może robi to teraz ze złością i uważa, że świat stawia przed nim wymagania ponad ludzkie siły. Może jedzie na tym rowerze z torbą pełną butelek i złorzeczy ustawodawcy przez całą drogę.

Ale butelki wracają. A korona, jak sądzę, jednak została na głowie.

Paulina Matysiak

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 2 października 2026