Dominika ĆOSIĆ: Był kiedyś pewien kraj. Nazywał się Jugosławia

Był kiedyś pewien kraj. Nazywał się Jugosławia

Photo of Dominika COSIC

Dominika COSIC

Korespondentka TVP w Brukseli, wcześniej (od 2005) korespondentka w Brukseli tygodnika Wprost i Dziennika Gazety Prawnej. Specjalizuje się także w tematyce bałkańskiej. Autorka m.in "Balkan Express", „Od Horyzontu do przewodnictwa” i „Uśmiech Dalidy”. Absolwentka slawistyki na UJ.

zobacz inne teksty Autora

Historia wojny w Jugosławii pokazuje, jak łatwo z wykorzystaniem zewnętrznych czynników i mediów rozniecić nienawiść. Nie można oczywiście porównywać Polski z dawną Jugosławią, ale wojna w Jugosławii powinna być dla nas lekcją – pisze Dominika ĆOSIĆ

.Trzydzieści lat temu zdawałam w moim rodzimym Krakowie egzaminy do liceum i to na tyle mnie pochłaniało, że początkowo tylko kątem oka zauważyłam w telewizji czołgi jugosłowiańskie zmierzające do Słowenii. W ciągu następnych dni i tygodni dotarło do mnie jednak, że w Jugosławii, mojej drugiej ojczyźnie, zaczyna się wojna. To było tak nieprawdopodobne, że trudno było w to uwierzyć.

Kiedy byłam dzieckiem, mówiłam o sobie, że jestem pół Polką, pół Jugosłowianką („Ja sam pola Poljakinja, pola Jugoslovenka” – powtarzałam w Belgradzie), a teraz na moich oczach Jugosławia przestawała istnieć. I to jak. Wojna, która kojarzyła mi się w Europie z drugą wojną światową i rozdziałem definitywnie zamkniętym, wybuchła w kraju jeszcze dekadę wcześniej nazywanym przez Polaków „małą Ameryką”. Wtedy, w 1991 roku, nie rozumiałam jeszcze wszystkiego, jednak wewnętrzny niepokój i niezgoda na wojnę były tak silne, że wpłynęły na mój wybór kierunku studiów i w pewnym sensie drogę zawodową. Wybrałam slawistykę na UJ, bo liczyłam na to, że dzięki znajomości historii i literatury zrozumiem przyczyny tej wojny. W dużej mierze tak się stało, zrozumiałam uwarunkowania i zaszłości historyczne, poniekąd także wpływ uwarunkowań zewnętrznych.

Po prawie 10-letniej przerwie zaczęłam ponownie jeździć do byłej Jugosławii, całej. Przez ostatnich dwadzieścia kilka lat w pociągach nocnych na różnych trasach, w autobusach, samolotach, hotelach i prywatnych kwaterach spędziłam kawałek życia. Zawsze poznawałam ludzi i ich historie, nierzadko dramatyczne, dzięki którym widziałam, jak wojna wpływała na życie zwykłych ludzi. Odwiedziłam miejsca, które stały się najbardziej wymownymi i tragicznymi symbolami z Vukovarem i Sarajewem na czele.

To Sarajewo najbardziej obrazuje dramat jugosłowiański. W 1984 roku, cztery lata po śmierci marszałka Tity, gdy okazało się, że dobrobyt minionych lat był na kredyt i Jugosławia powoli zaczynała trzeszczeć w szwach, to tu odbyła się olimpiada zimowa. Ze względu na topniejący budżet mieszkańcy Sarajewa sami zrobili dodatkową zbiórkę na sfinansowanie igrzysk. Wybudowano m.in. stadion olimpijski i hotele. Zaledwie niespełna 10 lat później stadion pełnił już funkcję kostnicy i cmentarza – bo nie było gdzie chować zabitych, a w hotelach na miejscu dziennikarzy sportowych pojawili się korespondenci wojenni. Dziś ten stadion-cmentarz wciąż wywołuje wielkie wrażenie – rzędy białych nagrobków, na które patrzy się z góry, z miejsc dla widowni.

A dodajmy jeszcze, że to dawne Sarajewo, w którym urodzili się Goran Bregović i Emir Kusturica, było miastem eklektycznym, w którym obok sąsiadowały ze sobą cerkwie prawosławne, meczety, kościoły katolickie i synagogi, mieszały się religie, narodowości i kultury, tworząc tygiel bałkański w najlepszym tego słowa znaczeniu. Teraz Sarajewo jest głównie muzułmańskie, i to w tej bardziej radykalnej, wahabickiej postaci.

Pod koniec lat 80. EWG prowadziła rozmowy akcesyjne z Jugosławią i jak mówili mi dyplomaci w Brukseli, Jugosławia była wtedy lepiej przygotowana do wejścia do EWG niż Polska. Co by się stało, gdyby te rozmowy przyśpieszyły i zaowocowały akcesją? Czy doszłoby do wojny i rozpadu? Na pewno znacznie zmniejszyłoby to taki rozwój sytuacji, bo i samej Jugosławii, i wspólnocie europejskiej nie zależałoby na rozpadzie i wojnie. A jak teraz wyglądałaby UE, gdyby życie potoczyło się według alternatywnego scenariusza? Byłby silny blok krajów w naszej części Europy z Polską, Rumunią i właśnie Jugosławią na czele, który mógłby stanowić balans dla tandemu niemiecko-francuskiego.

Niestety, bez dyskretnego i bardziej otwartego zaangażowania wielkich światowych graczy wojna w Jugosławii nie byłaby tak krwawa i długotrwała. Niemcy, które wspierały Chorwację i Słowenię, Rosja i częściowo Francja wspierające Serbię, Turcja i Arabia Saudyjska wspierające bośniackich muzułmanów grały swoją własną grę, toczyły walkę o strefę wpływów, a miejscowa ludność była tylko instrumentem i mięsem armatnim.

Historia wojny w Jugosławii pokazuje także, jak łatwo z wykorzystaniem zewnętrznych czynników i mediów rozniecić nienawiść. Nie można oczywiście porównywać Polski z dawną Jugosławią, ale wojna w Jugosławii powinna być dla nas lekcją.

Dla mnie ta wojna, mimo że w czasie jej najciemniejszych dni byłam w Polsce, do tej pory jest traumą i bolesną raną. Choć na poziomie intelektualnym rozumiem jej przyczyny, przebieg i konsekwencje, to emocjonalnie wciąż nie mogę się pogodzić z tym, że na moich oczach moja druga ojczyzna rozpadła się w proch i stała się symbolem przelanej krwi i okrucieństwa. Dopiero teraz, 30 lat po wybuchu wojny, jestem w stanie się z tym częściowo zmierzyć.

.Teraz, gdy ktoś mnie pyta o moje pochodzenie, odpowiadam, że jestem pół Polką, pół Serbką („Ja sam pola Poljakinja, pola Srpkinja”).

Dominika Ćosić

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 4 sierpnia 2021
Danilo Krstanovic / Reuters / Forum