
Dlaczego Europa poszła na wojnę w 1914 r.?
Ta bezcenna wartość ogólnoludzka, światowy pokój, która skumulowała tyle pozytywnych osiągnięć w dwu poprzednich generacjach, była w 1914 r. śmiertelnie zagrożona. Jeżeli pokój przestaje być treścią duchową wszystkich wielkich mocarstw i wszystkich ludzi ponoszących faktyczną odpowiedzialność za losy swoich narodów, katastrofa wojenna jest już nieunikniona – pisze Eugeniusz KWIATKOWSKI w „Zarysie dziejów gospodarczych świata”.
Perspektywy przed burzą
.Przełom XIX i XX stulecia ukrywał skrzętnie przed świadomością prawie dwumiliardowej ludności świata, jaki to los gotuje dla generacji wchodzącej aktywnie w życie w 1914 r.
Oczywiście, jak zawsze, tak i w tym momencie tematyka polityczna, społeczna i gospodarcza obciążona jest niemałym bagażem niezałatwionych lub spornych dylematów. Jest ich nawet więcej niż kiedykolwiek w przeszłości. Ale życie na przełomie stuleci jest bujne i soczyste. Ludzie – dumni ze swych osiągnięć cywilizacyjnych – spoglądają ufnie w przyszłość. Powszechnie krzewi się przekonanie, że ludzkość doszła nie tyle do schyłku epoki, która przypieczętowana będzie apokaliptycznymi wstrząsami, ile raczej znajduje się u początku nowej, promiennej ery powszechnego powodzenia i rozkwitu. Przekonanie to podmurowane jest silnie sprawdzianami rzeczowymi prawie na każdym kroku.
Społeczeństwa cywilizowane żyją wolą pokoju, literatura i publicystyka, sztuka i architektura, nauka i technika wyrzuciły właśnie w tym czasie na powierzchnię cały legion nieprzeciętnych talentów. Oświata i zdobycze kulturalne demokratyzują się w sposób namacalny. Przede wszystkim zaś puls gospodarczy bije żywo i coraz żywiej w całym świecie. Międzypaństwowy i międzykontynentalny ruch ludzi, towarów i pieniędzy rozwija się coraz swobodniej i coraz potężniej. Waluty są ustabilizowane i znajdują się w wolnym obrocie. Handel, produkcja i zatrudnienie zwiększają się ustawicznie. We wszystkich, nawet najbardziej zaniedbanych krajach toczy się żywa, publiczna dyskusja o konieczności uprzemysłowienia własnego gospodarstwa. Istotnie, jedną z dziedzin, która rejestruje proporcjonalnie najsilniejszy rozwój, jest wytwórczość maszyn energetycznych i roboczych. Naukowa precyzyjność poczyna dominować w dziedzinie produkcyjnej. Wyrasta prawie nagle potężny, precyzyjny przemysł chemiczno-organiczny, rozwija się pod tymi impulsami fabrykacja precyzyjnych maszyn, obrabiarek, sprawdzianów, narzędzi i instrumentów. Cały styl życia i pracy człowieka opiera się coraz bardziej na elementach obliczalnych i pewnych, a każda solidna impreza, dobrze skalkulowana i przeprowadzona, ma zapewnione powodzenie.
.Właśnie w 1900 r. święci swoje tryumfy międzynarodowa wystawa przemysłowa w Paryżu. Reprezentowany jest tu cały świat przemysłowy, a napływ widzów zagranicznych jest olbrzymi. Stosunkowo słabo prezentuje się jeszcze wytwórczość Stanów Zjednoczonych; natomiast pawilon nowych Niemiec wywołuje powszechnie największe wrażenie. Dotychczas wciąż jeszcze spoglądano na nie przez pryzmat nazwisk Goethego, Schillera, Kanta, Hegla, Bacha i Beethovena; nagle Niemcy objawiły się jako kraj stali i węgla, kraj największych maszyn przemysłowych, najsilniej rozrastających się kolei żelaznych, kraj mnożącej się niewiarygodnie floty handlowej i wojennej, kraj precyzyjnej produkcji mechanicznej i chemicznej, a ponadto rozbudowujących się lawinowo miast i portów morskich, zakładów naukowych, stoczni okrętowych i fabryk. Paul Morand, pisząc o tej wystawie w książce zatytułowanej 1900, przytacza jednomyślny głos opinii publicznej Francji: „nasza wystawa jest prawdziwym Sedanem gospodarczym kraju”. Istotnie, Niemcy, które w ostatnich czasach stały się pierwszą potęgą militarną w Europie, teraz, opierając się na piorunującym rozwoju swego gospodarstwa narodowego, demonstrują przy każdej sposobności tendencję stania się czołową potęgą gospodarczą i morską w znaczeniu światowym.
Cały ten potężny nurt dorobku gospodarczego i cywilizacyjnego przewartościowuje się teraz w gabinetach rządowych na walory polityczne. Zaostrzają się więc coraz bardziej stosunki międzynarodowe na tle rywalizacji o obszary wpływów, o pozycje strategiczne, o potencjał ekonomiczno-zbrojeniowy. Przodującą rolę w tej grze dyplomatycznej obejmują kontynentalne monarchie autokratyczne. Oto zaledwie zakończyła się wojna rosyjsko-japońska w 1905 r., wywołująca wielki wstrząs rewolucyjny w państwie carów, a już otwiera się groźne napięcie francusko-niemieckie w sprawie marokańskiej. W 1906 r. konferencja w Algéciras rozładowuje to napięcie, ale równocześnie wyłania się groźne skrzyżowanie starych imperializmów na Bliskim Wschodzie: austriackiego i carskiego. Dyplomacja carska aktualizuje ponownie sprawę Cieśniny Dardanelskiej; dyplomacja austriacka zabiega o koncesje kolejowe na Bałkanach, aby połączyć Bośnię z Macedonią. Rewolucja młodoturecka z lipca 1908 r. staje się dodatkową podnietą zarówno dla aktywizmu mocarstw, jak i dla rozbudzonych już nacjonalizmów na Bałkanach. Od tej chwili „kocioł bałkański”, podsycany wciąż przez obie grupy rywalizujących mocarstw, staje się fermentem, który doprowadzi w końcu do wielkiej katastrofy.
Podział Europy na dwa przeciwstawne bloki jest już od 1907 r. faktem dokonanym. Ten stan rzeczy nadaje nowe znamię każdemu, nawet drugorzędnemu konfliktowi. Pokój staje się teraz niepodzielną całością. W październiku 1908 r. cesarz austriacki dekretuje aneksję Bośni i Hercegowiny. Wywołuje to ostry protest Rosji i najwyższe wzburzenie w Serbii. Ale mechanizm dyplomatyczny austro-niemiecki spełnia w tym wypadku swoją rolę bez zarzutu, reasekuracja monarchii naddunajskiej przez militaryzm niemiecki zmusza Rosję do kapitulacji. W Wiedniu i Berlinie wyprowadza się z tego niebezpieczny wniosek, że taktykę taką można będzie z powodzeniem powtarzać. Perspektywę utrzymania pokoju pogarsza fakt, że równocześnie pacyfistyczna Francja przeprowadza w dwu etapach – w latach 1902–1905 i 1908–1910 – redukcję wydatków budżetowych na cele obrony, a Wielka Brytania armii lądowej w nowoczesnym znaczeniu w ogóle nie posiada.
W 1911 r. dochodzi do drugiego napięcia niemiecko-francuskiego w sprawie marokańskiej. Premier Caillaux szuka usilnie kompromisu z Niemcami. Za ustąpienie części Konga Francuskiego dochodzi wprawdzie do formalnego porozumienia z Rzeszą na początku listopada, ale antagonizm obu narodów spotęgował się na tym tle znacznie, a złowieszcza metoda nacisku politycznego zapisała ponownie na swoim koncie wyraźny sukces. Zanim jednak ten konflikt został ostatecznie uregulowany, wybuchła już nowa wojna imperialistyczna włosko-turecka. Imperializm świeżej daty i okrzepły nacjonalizm usiłują teraz w pośpiechu wyrównywać swoje rachunki ze starym imperializmem, ulegającym widocznej dekompozycji.
Sytuację ogólną pogarsza i to, że za kulisami każdego konfliktu działa czynnie tajna dyplomacja mocarstw. Oto nowa koalicja bałkańska, uformowana w pierwszej połowie 1912 r. pod protektoratem rosyjskim, podjęła kroki wojenne przeciwko Turcji. I w tym wypadku przewidywania międzynarodowej opinii publicznej, lekceważącej młode państwa bałkańskie, zawiodły całkowicie. Armie bułgarska, serbska i grecka odniosły szereg wspaniałych sukcesów na polu walki. Wywołuje to wielkie podniecenie zarówno w monarchii habsburskiej, jak i w Niemczech. W pierwszej z powodu wzmocnienia nacjonalizmu serbskiego i rozbudzenia tendencji jedności jugosłowiańskiej, w drugim zaś wypadku z powodu klęski armii tureckiej szkolonej na modłę niemiecką.
Główną tendencją Serbii jest obecnie dotarcie do morza; jest to kapitalny czynnik dla uruchomienia gospodarstwa narodowego Słowian południowych. Ale oba mocarstwa adriatyckie, Austro-Węgry i Italia, zablokowały Serbii drogę do wybrzeża zachodniego. Austria zagarnęła kroacką Dalmację, podmurowaną przez aneksję Bośni i Hercegowiny, a dalej na południu, stworzone zostało właśnie pod patronatem obu państw księstwo albańskie. Równocześnie, przy żarliwym współdziałaniu tajnej dyplomacji mocarstw zainteresowanych w kwestii wschodniej, pękła solidarność bałkańska na tle podziału Macedonii pomiędzy świeżych zwycięzców. W połowie 1913 r. zakotłowało się na Bałkanach ponownie. W wyniku tej drugiej wojny bałkańskiej, zakończonej traktatem bukareszteńskim, suma niechęci i nieufności politycznych pomiędzy wielkimi mocarstwami i pomiędzy państwami Bliskiego Wschodu i Bałkanów spotęgowała się poważnie. Kwestia bałkańska w istocie rzeczy emocjonuje w tym okresie czasu najsilniej opinię publiczną. Ale źródła niepokoju i konfliktów bija żywo i w wielu innych miejscach świata. Obejmują one zarówno zagadnienia międzynarodowe, jak i wewnętrzne.
We wszystkich krajach łacińskich zaostrzają się wciąż walki polityczne. Oto w Portugalii po nieudanych próbach dyktatury, po zamordowaniu w 1908 r. króla i jego starszego syna, w 1910 r. następuje nowa rewolta wojskowa, zakończona likwidacją monarchii i ogłoszeniem republiki. Oto w Hiszpanii, na tle ostrych walk wewnętrznych, w 1912 r. pada ofiarą zamachu szef rządu. W Italii toczy się walka o ustanowienie rządów parlamentarnych i o demokratyczną reformę wyborczą – w 1912 r. walka ta kończy się zwycięstwem idei demokratycznych.
Również we Francji na tle stosunków wewnętrznych narasta wiele konfliktów, osłabiających czynne siły społeczeństwa. W grudniu 1905 r. Izba przeprowadza ustawę o rozdziale kościoła od państwa. Na świeżo zajętych obszarach kolonialnych Francji wyłaniają się poważne trudności gospodarcze i polityczne. Organizacje robotnicze, wsparte siłą poważnej reprezentacji socjalistycznej w parlamencie, toczą walkę o swoje uprawnienia materialne. Walka ta dla świata pracy przynosi rezultaty pozytywne, ale płochliwe kapitały francuskie w poszukiwaniu korzystniejszych lokat coraz szerszym strumieniem wypływają poza granice kraju.
Tymczasem konkurujący przemysł niemiecki, osiągając wciąż nowe rekordy, dystansuje Francję w jednej dziedzinie gospodarczej za drugą. W Wielkiej Brytanii ponownie zaostrza się konflikt irlandzko-angielski, walka zaś o reformy społeczne – szczególnie od zwycięstwa wyborczego liberałów w 1906 r. i od chwili uformowania się Labour Party – przybiera na sile. Izba Gmin popada w zatarg z Izbą Lordów, gdy ta w 1909 r. odrzuca reformy finansowe Lloyda George’a, a już nieznośnym paradoksem sytuacji jest to, że pacyfistyczne rządy liberałów, pod naciskiem gwałtownego tempa zbrojeń morskich cesarstwa niemieckiego, zmuszone są do ustawicznego powiększania budżetu wydatków na flotę wojenną. Wreszcie na tle konkurencji kapitałowej oraz na tle budowy Kanału Panamskiego odradzają się stare niechęci pomiędzy Wielką Brytanią i Stanami Zjednoczonymi.
W Austrii w 1907 r. odbywają się wybory do parlamentu na podstawie nowej, demokratycznej ustawy wyborczej. Zaostrza to niezwłocznie napięcie walk narodowościowych i socjalnych. Siły dośrodkowe monarchii maleją, siły odśrodkowe wyraźnie rosną. Podobne przejawy nurtują Rosję carską. Pod pozornie zakrzepłą powierzchnią przelewają się we wnętrzu siły wulkaniczne, ujawniające się nagle w sporadycznych wypadkach. Równowaga nie ma cech trwałości, a prądy wielkiej reformy nie mogą się jeszcze ujawnić i wyżłobić własnego koryta. Tylko sygnały alarmowe działają coraz częściej i coraz wyraźniej. We wrześniu 1911 r. został zamordowany szef rządu carskiego Stołypin. W tym samym roku na tle głębokiego fermentu wewnętrznego dochodzi do rewolucji w Chinach, która i tam obala monarchię na rzecz ustroju republikańskiego.
Tak więc w Europie, rozciętej osią centralną, przesyconej nieufnością, podniecanej imperializmami gospodarczymi, stają przeciwko sobie dwie potężne koalicje, dwa bloki głębokich antagonizmów politycznych; od półwyspu pirenejskiego poprzez Italię, Bałkany, Turcję i Afrykę aż po rubieże Dalekiego Wschodu nierozładowane konflikty odwołują się do działania siły zbrojnej. W procesie wielkiego postępu ekonomicznego, cywilizacyjnego i społecznego problematyka życia zbiorowego w zakresie politycznymi, socjalnym i gospodarczym doszła do tej fazy, iż wymaga planowej, jednorodnej i równoczesnej reformy.
.Aby ten gordyjski splot powikłań, zarysowany tylko najbardziej sumarycznie i powierzchownie, móc rozładować pokojowo, rzetelnie, istotnie i z całym dziejowym poczuciem odpowiedzialności za losy milionowych mas ludzkich, trzeba by rozporządzać zespołem potężnych indywidualności kierowniczych, autorytatywnych i dalekowzrocznych, wyposażonych nie tylko w dobrą wolę, ale i w instynkt rozumienia współczesności. Niestety, i ten postulat na początku drugiego dziesięciolecia XX wieku zawodzi na całej linii. W krajach demokratycznych przywódcy polityczni są organiczną emanacją własnych społeczeństw. Jako ludzie przeważnie starsi pozostają zrośnięci psychicznie z tą generacją, którą wiązano z pojęciem fin de siècle’u.
Była to generacja o nieprzeciętnych wartościach duchowych. I intelektualnie, i kulturalnie, i etycznie stała bardzo wysoko. Ale jak mówił o sobie Ernest Renan, że gdyby Napoleon I posiadał cechy jego krytycznej, analizującej i rozważającej umysłowości, to prawdopodobnie niczego wielkiego nie dokonałby w życiu, tak też i cała ta generacja przełomu wieków była przetrawiona chorobą cywilizacji i analizy. Jej decyzje nie mogły być ani błyskawiczne, ani radykalne. Henri Massis w „La Guerre de trente ans”, symbolizując cechy tego pokolenia, mówi: „ziarno zmielone na najlepszą nawet mąkę traci zdolność kiełkowania i rozwoju”. Młode pokolenie lat przedwojennych było już zupełnie inne, ale ono z kolei nie mogło mieć jeszcze żadnego wpływu na bieg historii. Gdy więc po stronie państw demokratycznych nie leżał moment inicjatywy i decyzji, to automatycznie losy świata i społeczeństw spoczęły na chwilę w ręku trzech gabinetów cesarskich, trzech władców, to jest Niemiec, Rosji i Austro-Węgier.
Któż po tej stronie może udźwignąć ciężar radykalnych decyzji dziejowej odpowiedzialności? Czy może porywczy, niezrównoważony, a chciwy laurów wielkiego „jednorazowego w historii” zwycięstwa Wilhelm II lub Bethmann Hollweg, urzędniczy kanclerz pozbawiony wszelkiego autorytetu? Czy 84-letni starzec na tronie Austro-Węgier, odizolowany od społeczeństwa, nierozumiejący już współczesności Franciszek Józef I, czy też jego indolentny, zblazowany minister, hr. Berchtold? Czy wreszcie chwiejny, otoczony niecną kamarylą dworską Mikołaj II lub jego chorowity i nieudolny minister Sazonow? Tak jak pacyfistyczne demokracje Zachodu wierzą w magiczną potęgę układów i konferencji, tak też rządy mocarstw centralnych wierzą niezłomnie, że nacisk ich siły dyplomatycznej, wsparty na potędze pruskiego militaryzmu, jest zdolny do rozkruszenia w zarodku każdej trudności i każdej próby oporu. Cały prawie świat pozaurzędowy, jeżeli idzie o jego nastawienie i jego wolę zbiorową, pragnie pokoju i wierzy w jego trwałość w Europie. Życzenia swoje podstawia się w tych środowiskach za rzeczywistość.
Ale ktoś zauważył złośliwie, że o ile opinie, którymi żyją zawodowi dyplomaci i którymi karmią się panujący o psychice i tendencjach własnych i obcych narodów są często dziecinnie powierzchowne i błędne, to opinie narodów wzajemnie o sobie, jak też i o swych oficjalnych wodzach są z reguły poronione i zbudowane na iluzjach. Ta prawda potwierdziła się w 1914 r. jak nigdy w przeszłości. We Francji jeden z czołowych intelektualistów, bibliotekarz École Normale, Lucien Herr zapewniał, że królowie pruscy nie mają tendencji wojennych, a ich zamiłowania wojskowe ograniczają się do placu ćwiczeń. Koła Sorbony francuskiej kładą na szalę swój autorytet moralny celem ograniczenia służby wojskowej we Francji. Opinia publiczna w Belgii ufa niezachwianie w przededniu wojny w swoje bezpieczeństwo i układ o neutralności. W Anglii Niemcy liczą wielu przyjaciół przekonanych o ich pacyfizmie. Ekonomiści i uczeni europejscy uważają myśl o możliwości wielkiej, nowoczesnej, technicznie totalnej wojnie za graniczącą z absurdem. Wedle ich opinii żaden organizm państwowy nie wytrzymałby takiej wojny ani finansowo, ani materiałowo dłużej jak w ciągu jednego kwartału. Wszystkie zewnętrzne pozory i wszystkie rzeczowe argumenty przemawiają do umysłów ludzkich za słusznością tego światopoglądu. Są nawet konkretne oznaki na ziemi, że świat rzeczywiście przechodzi głęboką psychiczną metamorfozę, że wchodzi w nowy etap rozwojowy, że na tle konieczności współpracy gospodarczej i finansowej nowe tendencje i nowe metody działania zyskują prawo obywatelstwa w stosunkach pomiędzy narodami.
W istocie rzeczy na przełomie dwu wieków poczynają się mnożyć fakty, których nie znały w przeszłości dzieje. W prawach i w obyczajach zasady demokratyzmu zataczają coraz szersze kręgi w świecie. W wielu państwach równość obywateli wobec prawa stała się faktem dokonanym. Stosunek człowieka do człowieka, urzędnika do obywatela ulega coraz bardziej pozytywnym przemianom. Ustrój parlamentarny, oparty na odpowiedzialności i na publicznej krytyce działalności rządu, umocnił się już nie tylko w Anglii i w jej dominiach, we Francji, w Stanach Zjednoczonych, w państwach skandynawskich, w Szwajcarii, w Belgii i w Holandii, ale toruje sobie z powodzeniem coraz szerszą drogę w monarchii austro-węgierskiej, w Italii, w Hiszpanii, w Portugalii i w państwach bałkańskich. Proces emancypacji kolonii posuwa się stale naprzód. Długotrwały spór pomiędzy Wielką Brytanią a Stanami Zjednoczonymi z okresu wojny secesyjnej oba państwa poddały zgodnie pod sąd arbitrażowy. Sąd ten uznał zasadniczą słuszność stanowiska Stanów Zjednoczonych i skazał Wielką Brytanię na zapłacenie odszkodowania w wysokości 80 milionów franków. Ale już zupełnie nowym precedensem w obyczajach międzynarodowych jest oświadczenie przedstawiciela rządu angielskiego przed parlamentem w związku z tym wyrokiem. Stwierdził on publicznie: „[…] jakkolwiek ujma, której doznała nasza miłość własna jest bezsprzecznie ciężka, to jednak jest ona całkowicie pozbawiona znaczenia w zestawieniu z moralną wagą tej sprawy. Oto dwa mocarstwa stanęły dobrowolnie przed trybunałem i podporządkowują się świadomie wyrokowi, zamiast odwoływać się do rozstrzygania zatargu na drodze wojny”.
Odtąd wypadki arbitrażu, i to w zatargach międzynarodowych większej wagi, poczynają mnożyć się w praktycznym zastosowaniu.
Na początku drugiej połowy XIX wieku przyjęta została na międzynarodowej konferencji w Genewie humanitarna konwencja o traktowaniu rannych w czasie wojny, a równocześnie krzewić się poczęły we wielu krajach coraz silniej idee pacyfistyczne. W 1899 r. z inicjatywy cara rosyjskiego zebrała się w Hadze pierwsza międzynarodowa konferencja pokojowa. Jeżeli nawet nie usunęła ona groźby wojny i agresji militarnej, to jednak moralnie posunęła sprawę pokoju poważnie naprzód. Już sam fakt, że uczestniczyły w niej wszystkie państwa europejskie, a ponadto Stany Zjednoczone, Meksyk Japonia, Chiny i Syjam miało dla opinii publicznej duże znaczenie. Konferencja ta ustaliła stypulacje szeregu układów, a przede wszystkim ważną konwencję w sprawie „praw i zwyczajów wojny lądowej” oraz w sprawie procedury pokojowego załatwiania konfliktów międzynarodowych. W deklaracjach i w rezolucjach przyjętych przez tę konferencję wprowadzono istotne ograniczenia w odniesieniu do metod prowadzenia wojen i wezwano rządy państw do redukcji wydatków publicznych na zbrojenia. W parę lat później, w 1907 r., odbyła się druga konferencja pokojowa w Hadze, która zgromadziła przy stole obrad przedstawicieli 47 państw. Pracowała ona w nieco trudniejszej atmosferze psychicznej. Ale i ona wzmocniła wiarę w szerokich warstwach społecznych, że narody cywilizowane zmierzają konsekwentnie i uporczywie do nowej konstytucji we wzajemnych stosunkach, konstytucji opartej na zasadach prawa i poszanowania pokoju. Szczególnie korzystne wrażenie wywarł wniosek reprezentantów cesarstwa niemieckiego, domagających się, by strona wojująca, która złamie zasady konwencji międzynarodowej o prawach i zwyczajach wojny, była zobowiązana do pełnego odszkodowania strony pokrzywdzonej oraz aby za gwałty i bezprawia jednostek, dokonane w czasie wojny, ponosiło w całej pełni odpowiedzialność to państwo, z którego pochodzi przestępca.
Wnioski te zostały oczywiście przyjęte z uznaniem i znalazły wyraz w art. 3 nowej konwencji. W czasie tych samych konferencji haskich powołano do życia i następnie usprawniono proceduralnie instytucję Stałego Trybunału Rozjemczego, którego zadaniem było rozstrzyganie spraw spornych pomiędzy państwami, o ile odwołają się one do tego trybunału. W 1909 r. międzynarodowa konferencja w Londynie zdefiniowała ściśle, co należy rozumieć pod pojęciem kontrabandy wojennej. Było to ważne uzupełnienie konwencji o zasadach wojny morskiej. I w tym wypadku przejawiły się tendencje humanitarne, zmierzające ku ochronie i odseparowania życia oraz gospodarstwa ludności cywilnej od działania sił zbrojnych państw znajdujących się w konflikcie. Zgodnie z tą ideą na listy kontrabandy wojennej nie wprowadzono ani produktów spożywczych, ani surowców włókienniczych. Wreszcie w 1907 r. międzynarodowy kongres socjalistyczny obradujący w Stuttgarcie, przy powszechnym aplauzie, zobowiązał posłów socjalistycznych we wszystkich krajach do podjęcia akcji politycznej celem uniemożliwienia działań wojennych, gdyby rząd któregokolwiek państwa odważył się wejść na tę drogę jako agresor. I ta deklaracja wywarła wielki wpływ na opinię publiczną, szczególnie wobec wzrastającej pozycji grup socjalistycznych zarówno w parlamencie niemieckim, jak i w parlamentach demokracji Zachodu.
Tak więc spoistość świata cywilizowanego, a przede wszystkim Europy, ze wszystkimi stąd płynącymi konsekwencjami politycznymi i gospodarczymi, została poddana na początku drugiego dziesięciolecia XX w. próbie działania dwu sił zmierzających w przeciwnych kierunkach. Z jednej strony ruchem jednostajnie przyspieszonym wszystkie kraje i wszystkie kontynenty poczęły się zbliżać do siebie gospodarczo. Wszystkie indeksy wykazywały ruch zwyżkowy w Europie i w Ameryce, w krajach o dawnych tradycjach ekonomicznych i na nowo eksploatowanych obszarach kolonialnych. Pod wpływem postępu technicznego dynamizm gospodarczy rozprzestrzeniał się w całym świecie bez przerwy. Zarówno sieć komunikacyjna, jak i oparty na niej system wymiany handlowej wiązały coraz mocniej, coraz bardziej ściśle i bezpośrednio najdalsze zakątki świata w jednolity, żywy, wielofunkcyjny organizm. Z rozwojem ekonomicznym zależność jednego rynku od drugiego potęgowała się nieustannie. W 1909 r. Blériot dokonał pierwszego przelotu pomiędzy Kontynentem a Wielka Brytanią. Odtąd rozwój lotnictwa skacze milowymi krokami naprzód. Po upływie zaledwie dziesięciu lat samolot startuje już do pokonania przestrzeni Oceanu Atlantyckiego, a następnie okrąża kulę ziemską w czasie, który był niedawno niewystarczający do przebycia drogi z Paryża do Marsylii czy z Londynu do Edynburga.
Te nieustanne przejawy wertykalnego rozwoju cywilizacji i techniki redukują systematycznie rozległość globu ziemskiego. Koleje, parowce, samochody, lotnictwo redukują przestrzeń, urządzenia telegraficzne, telefoniczne i wreszcie radiowe waloryzują wysoko znaczenie czasu. Każdy rok przynosi odtąd fantastyczne i epokowe zdobycze techniki i produkcji, komunikacji i wymiany, a postęp ten przyswaja sobie niezwłocznie cały świat, tak jak gdyby już stanowił zwartą i solidarną całość. Momenty ekonomiczne i techniczne działają z coraz większą mocą dośrodkową; spajają coraz większe obszary świata we współzależną całość; nadają ludzkości – poza obywatelstwem narodowym – dodatkowo obywatelstwo światowe. Te same siły skierowują uwagę na zagadnienia socjalne, których ewolucyjne rozwiązanie może się dokonać tylko w atmosferze pokoju tudzież wolności myśli i słowa.
.Równocześnie jednak w odwrotnym kierunku pracują siły polityczne. Czerpią one swoje soki z tego samego pnia, który żywi i uruchamia funkcje gospodarcze. Obie siły powinny zmierzać w zasadzie do tego samego celu, to jest do uruchomienia i rozwinięcia wszystkich potencjalnych wartości i wszystkich możliwości powodzenia, którymi dysponuje każdy naród. Obie zmieniają często swoje definicje skutku i przyczyny. Obie są wbudowane w ten sam niepodzielny mechanizm życia zbiorowego. Ale gdy momenty gospodarcze funkcjonują często zgodnie z prawami fizykalnymi, a w szczególności zgodnie z prawami sił magnetycznych, to momenty polityczne reagują częściej wedle praw biologicznych. Oznacza to, że w wypadku pierwszym siły o różnych wartościach przyciągają się tym silniej, im większe zachodzą pomiędzy nimi przeciwieństwa jakościowe i im doskonalszą jest zgodność ich potencjałów ilościowych, a odpychają się, gdy ich wartości są jednorodne, podobnie jak bieguny magnetyczne o identycznych znakach; w drugim wypadku, reagującym wedle praw biologicznych, gatunki polityczne bliskie lub jednorodne działają na siebie przyciągająco i odwrotnie – gatunki narodowo, ideologicznie lub doktrynalnie heterogeniczne odpychają się wzajemnie. Być może, że przyczyną tego zjawiska, które oczywiście nie stanowi reguły absolutnej, jest to, że w ekonomice mamy do czynienia z wartościami wyrastającymi na podłożu materialnym i konkretnym, a w polityce z wartościami odzwierciedlającymi również momenty psychiczne. Z tych czterech zmiennych funkcji powstawać może cały szereg wysoce skomplikowanych relacji.
W przebiegu wieków konstatowaliśmy np. ostre i czasem długotrwałe przeciwieństwa pomiędzy Hiszpanią, Holandią, Francją i Anglią, gdy ich założenia i cele gospodarcze były podobne, a momenty polityczne odmienne. Państwa skandynawskie, które niegdyś toczyły zacięte boje pomiędzy sobą, gdy tylko zróżnicowały swe gospodarstwa, a zbliżyły się do siebie ideologicznie i doktrynalnie, zademonstrowały światu wzór najlepszego sąsiedztwa i trwałej, pokojowej kolaboracji. Konstatowaliśmy też zjawisko współdziałania trzech narodowo różnych monarchii: Austrii, Prus i Rosji, gdy ich cele polityczne i doktryny były okresowo zbieżne. Znamy jednak również fakt formowania się sojuszu francusko-rosyjskiego, pomimo zasadniczych różnic wewnętrznopolitycznych pomiędzy demokratyczną republiką a autokratyzmem carskim, skoro przeważyły jednoczące momenty zewnętrznopolityczne i różnice strukturalno-ekonomiczne.
W każdym razie od końcowego okresu średniowiecza, poprzez wszystkie konflikty, wojny i rewolucje czterech następnych stuleci, poprzez wszystkie ekspansje i współzawodnictwa imperialistyczne, poprzez przemiany ustrojowe, społeczne, kulturalne i gospodarcze, cała ewolucja ekonomiczno-polityczna przebiega wedle określonych kierunków i tendencji. W małym świecie średniowiecza ustrój polityczny i społeczny, zbudowany na światopoglądzie chrześcijańskim i na zasadach feudalizmu, przynajmniej w tych tworach państwowych, które wywierały istotny wpływ na losy cywilizowanych narodów, był jeżeli nie jednorodny, to w każdym razie zasymilowany czy zbliżony w podstawowych założeniach. Gospodarstwo społeczne zaś, nieodgrywające ani wówczas, ani nawet w wiekach następnych zbyt wielkiej roli, było zróżnicowane i od okresu wczesnego kapitalizmu różnicujące się dalej, aż do momentu pełnego zastosowania energii mechanicznej w procesach wytwórczych. Dopiero w tym przełomowym okresie zaszły głębokie i zasadnicze rewolucyjne przemiany w charakterze obu procesów. Przyspieszone niezwykle i upowszechnione tempo rozwoju gospodarczego, gorączkowa aktywność i strukturalne przekształcanie się kapitalizmu, zaszczepienie kultury techniczno-mechanicznej w krajach ekonomicznie zacofanych, wszystko to stało się wybitnie czynnym katalizatorem genezy nowych procesów.
Maszyna i produkcja stały się teraz fundamentalnym instrumentem potęgi i niezależności narodowej; imperializm gospodarczy począł impregnować wiekowy imperializm polityczny; modernizacja struktury ekonomicznej stała się wszędzie naczelną, państwową i narodową, racją stanu.
Skoro jednak świat był zatomizowany politycznie, konieczność ta musiała zaostrzyć wszystkie rywalizacje i zaktualizować wszystkie potencjalne konflikty międzynarodowe. To bowiem, co było i jest osiągalne i możliwe do realizacji w warunkach planowej ewolucji, na podstawie dobrowolnej i szerokiej kolaboracji, nie może być urzeczywistnione w świecie zdysocjowanym, zbudowanym na tendencji obrony i rozszerzenia doraźnego „stanu posiadania”, przesyconym ciasnym i krótkowzrocznym egoizmem. Gdy ponadto stanęły tuż obok siebie imperializmy nasycone i niezaspokojone, kraje uprzywilejowane przez naturę i wydziedziczone, o zakumulowanym bogactwie i tradycyjnych prymitywach, gdy różnorodny bagaż ideowy, moralny, społeczny, ustrojowy i tradycyjny wytworzył mury zaporowe pomiędzy poszczególnymi organizmami politycznymi, wówczas zabrakło siły dla przełamania potężnego momentu bezwładności. Istotnie, na przełomie XIX i XX wieku rywalizacja handlowa, kolonialna, a w konsekwencji i militarna podsycały wciąż dekompozycję polityczną mocarstw światowych. Przepaść zaś pomiędzy autokratycznymi monarchiami a demokracjami Zachodu – i w odniesieniu do zasad kierujących zbiorowym życiem, i w odniesieniu do metod działania – pogłębiała się ustawicznie. Równocześnie rozpiętość liczb dochodu społecznego w przeliczeniu na jednego mieszkańca w różnych krajach, a jeszcze bardziej realny udział różnych warstw społecznych w podziale tego dochodu, musiały powodować perturbacje o charakterze socjalnym. Rozbicie klasowe społeczeństw potęgowało się więc z każdym dziesięcioleciem. Charles Maurras pisał o tym stanie rzeczy: „Dziś ludzkość jest mniej zjednoczona niż w okresie panowania Tytusa, gdy wszystkie ludy cywilizowane gromadziły się pod tymi samymi sztandarami, i mniej niż za czasów św. Ludwika, gdy wszystkie narody chrześcijańskie były sfederowane w cieniu tiary”.
Trzeba było nieodzownie szukać odczynników, które by zezwalały na chwilowe choćby współżycie i współdziałanie. Rzeczywiście, to rozbicie polityczne łagodziły porozumienia i sojusze, uformowane pod naciskiem konkretnych konieczności lub doraźnych niebezpieczeństw. Odraczało to groźbę natychmiastowego konfliktu zbrojnego, ale równocześnie niosło w sobie zarzewie upowszechnienia każdego, choćby drugorzędnego zatargu. Lokalizacja krótkich spięć stawała się coraz mniej prawdopodobna.
.Równolegle przebiegał drugi proces, zmierzający – oczywiście stopniowo, początkowo niedostrzegalnie i fragmentarycznie – ku niwelacji struktur ekonomicznych. Sam w sobie był on wciąż jeszcze daleki od fazy dojrzałości. Ale samo zjawisko konkretyzowało się coraz wyraźniej. Państwa rolnicze i rolniczo-surowcowe budować poczynały krok za krokiem własny, nowoczesny, technicznie i organizacyjnie zaawansowany przemysł, pracujący niejednokrotnie w korzystniejszych warunkach niż w krajach o starych tradycjach przemysłowych. Tendencje te spowodowały natychmiast poważne reperkusje w międzynarodowej polityce handlowej. Odwrotnie: kraje o wysoko rozwiniętej wytwórczości fabrycznej poczęły ochraniać, a następnie intensyfikować i udoskonalać własne rolnictwo. Kraje korzystające z obcych usług w dziedzinie transportu morskiego podjęły systematyczną rozbudowę własnej floty handlowej. Pęd ku wszechstronnej emancypacji począł się stawać znamieniem czasu. Gospodarstwo Stanów Zjednoczonych, Niemiec czy Japonii, tak odmienne i tak odległe na początku XIX wieku od charakteru gospodarstwa Wielkiej Brytanii, a nawet Francji lub Belgii, stopniowo wyrównywało – jeżeli nie ilościowo, to w każdym razie jakościowo – swoją pozycję. A proces, który doprowadził do tego stanu rzeczy, kiełkował już wyraźnie w wielu innych państwach na wszystkich kontynentach kuli ziemskiej.
Sam układ rozwojowy wymagał apodyktycznie koordynacji i ładu gospodarczego w skali światowej, udostępnienia wszystkich zdobyczy cywilizacyjnych i technicznych wszystkim narodom i najszerszym masom społecznym, żądał wszechstronnego rozwoju na podstawie podziału ról, wskazywał na konieczność wyzwolenia dojrzewających kolejno do samodzielności narodów podbitych lub ujarzmionych, domagał się głębokich reform społecznych uwzględniających zasadniczą zmianę roli pracownika w systemie zmechanizowanej produkcji, a wreszcie narzucał postulat usunięcia groźby wojny jako narzędzia dla rozwiązywania konfliktów międzynarodowych. Tymczasem siły odpychające i destrukcyjne rosły równocześnie i na odcinku politycznym, i na polu gospodarczym na dużych przestrzeniach świata. Źródła konfliktów mnożyły się, tajna dyplomacja święciła tryumfy, a przeciwko prawu jawnie występowała przemoc. Równowaga w świecie stawała się coraz bardziej chwiejna.
Ta bezcenna wartość ogólnoludzka, światowy pokój, która skumulowała tyle pozytywnych osiągnięć w dwu poprzednich generacjach, była w 1914 r. śmiertelnie zagrożona.
Nie pomogły w tym wypadku ani międzynarodowe konwencje pokojowe, ani tendencje pacyfistyczne państw demokratycznych, ani redukcje budżetów wojskowych, ani trybunały rozjemcze, ani apele do poczucia rozsądku i odpowiedzialności historycznej, ani groźba zniszczenia dorobku wielu pokoleń i podeptania własnej cywilizacji, ani nawet demonstracyjne uchwały lewicowych partii politycznych. Wojna bowiem jest aktem woli i decyzji władczych jednostek, w których ręce złożyły społeczeństwa – choćby niedobrowolnie – swój los i swoją przyszłość.
W starciu wojennym może się bronić samodzielnie każdy wolny naród. Może ponieść klęskę, ale może również dokonać cudów wysiłku, może obronić się i zwyciężyć. Pokój zaś wymaga powszechnego zrozumienia jego wartości i powszechnej woli przeciwstawienia się wojnie. Żaden naród samodzielnie pokoju obronić nie może, gdyż pokoju nie buduje się prostym aktem woli, choćby nawet wyrażonym podpisami milionów ludzi. Pokój jest konsekwencją ograniczenia egoizmów narodowych przez głębokie poczucie prawa, odpowiedzialności i relacji zachodzących między przyczyną i skutkiem; jest on też konsekwencją sumiennego dotrzymywania zaciągniętych zobowiązań. Wymaga on i od mężów stanu, i od całych narodów rzeczy bardzo trudnej, bo dostrzegania skutków historycznych na odległy dystans. Wymaga większego altruizmu, głębszych umysłów, rzetelniejszego poczucia rzeczywistości niż wojna. Jeżeli pokój przestaje być treścią duchową wszystkich wielkich mocarstw i wszystkich ludzi ponoszących faktyczną odpowiedzialność za losy swoich narodów, katastrofa wojenna jest już nieunikniona.

.Zasada, która głosi, że naród burzący lub dopuszczający do zburzenia treści duchowej swego życia, rujnuje nieświadomie swoją własną przyszłość, podlega czasem rozszerzeniu na całe kontynenty, o ile one w ciągu długich wieków wytworzyły wspólnym wysiłkiem wspólną cywilizację.
Eugeniusz Kwiatkowski
Fragment książki: Zarys dziejów gospodarczych świata, oprac. Andrzej Synowiec, wyd. Universitas, Kraków 2023 [LINK].