Sir Brian URQUHART: Pierwszy sekretarz ONZ nadał nowe znaczenie słowu arystokrata

TSF Jazz Radio

Pierwszy sekretarz ONZ nadał nowe znaczenie słowu arystokrata

Sir Brian URQUHART

Zastępca sekretarza generalnego Organizacji Narodów Zjednoczonych ds. politycznych w latach 1971–1985. Pisarz i publicysta, ekspert w dziedzinie polityki międzynarodowej. Rycerz Orderu św. Michała i św. Jerzego (KCMG) oraz Członek Orderu Imperium Brytyjskiego (MBE).

Gladwyn Jebb uosabiał brytyjską tradycję: klasyczne wykształcenie oraz jasny i subtelny umysł pozwalały mu rozwiązywać najbardziej złożone problemy; wskazywał drogę służby publicznej bez cienia stronniczości; miał arystokratyczny styl, wzmacniający autorytet – pisze Sir Brian URQUHART, najbliższy współpracownik pierwszego sekretarza generalnego ONZ.

.Zanim spotkałem się z Gladwynem Jebbem w sierpniu 1945 r., kilka mających dobre intencje osób przestrzegało mnie przed jego oziębłością, wyniosłością i nieuprzejmością. Chciałem go zobaczyć, ponieważ kierowała mną chęć pracy w nowo powstałej Organizacji Narodów Zjednoczonych, a Gladwyn został właśnie mianowany jako odpowiedzialny za Komisję Przygotowawczą, która miała decydować o organizacji nowego świata. Był faktycznie pierwszym sekretarzem generalnym ONZ. Okazał się wielce przyjaznym i pomocnym człowiekiem. Mimo iż nie miałem właściwie żadnych kwalifikacji oprócz mojej służby w armii i dobrej znajomości języka francuskiego i niemieckiego, przyjął mnie od razu jako swojego osobistego asystenta. To była jedna z najszczęśliwszych rzeczy, jakie mi się kiedykolwiek przydarzyły. Nie chodziło wyłącznie o wymarzoną pracę. Równie ważna była szansa zdobycia praktyki pod zwierzchnictwem niezwykłego człowieka.

W wieku 45 lat Gladwyn Jebb był już uznawany za legendę Biura Spraw Zagranicznych. Swoim wyglądem i postawą nadawał nowe znaczenie określeniu „arystokrata”. Był wysoki, smukły, elegancko ubrany i całkowicie pewny siebie, miał również oryginalne pomysły i lubił interesujących i mało znanych ludzi. W Oksfordzie był jednym z kręgu Sligger Urquhart, zrzeszającego obiecujących młodych działaczy. Jako młody dyplomata zawsze otrzymywał interesujące delegacje: Stambuł, Berlin, Rzym. Krążyło wiele, raczej zmyślonych, historii o jego nieprawdopodobnej wręcz arogancji. Żona Gladwyna, Cynthia, wyglądała jak drezdeńska figurka porcelanowa, a zachowaniem przypominała prawdziwą edwardiańską wielką damę. Była niezwykłą, wspaniałą żoną brytyjskiego ambasadora.

W czasie II wojny światowej, nieco ku własnej konsternacji, Gladwyn został wybrany na przewodniczącego brytyjskiego zespołu w międzynarodowej grupie projektującej powojenny system międzynarodowy. Robiąc niemałe wrażenie na swoich zagranicznych kolegach, został po pewnym czasie mianowany przez nich sekretarzem wykonawczym Komisji Przygotowawczej, która miała za zadanie stworzenie organizacji działającej według wskazań Karty Narodów Zjednoczonych. To właśnie w tym momencie jego kariery dołączyłem do niego w Londynie.

Szybko przekonałem się, że za rzekomo apodyktycznym zachowaniem krył się miły i pełen humoru człowiek.

Naszą siedzibą w Londynie był Church House Westminster; w normalnych okolicznościach – The Church of England. W tym miejscu podczas wojny miała swoją siedzibę Izba Lordów po tym, jak została przeniesiona z własnej. Budynek otaczały worki piasku, drut kolczasty, a wartę pełnił jeden z oddziałów Marynarki Królewskiej.

Pewnego wczesnego wieczoru Gladwyn i ja wracaliśmy do biura po obiedzie i zostaliśmy wezwani przez wartownika, by okazać nasze przepustki. Miałem na sobie mundur i wartownik zasalutował, gdy pokazałem swój dokument. Gladwyn zapomniawszy swojego dokumentu, nie został przepuszczony. Był trochę poirytowany, kiedy zwróciłem mu uwagę na to, że to jego własne zarządzenie mówiło o konieczności noszenia i okazywania przepustek. „Czy ten człowiek nie wie, kim jestem?” – zapytał z nutą wyrzutu. Wartownik zaczął pomrukiwać o „garniakach”, którzy myślą, że są nie wiadomo kim” itp. „Oczywiście, że nie wie – odpowiedziałem. – Ale ja mu to wyjaśnię”. Po upomnieniu, by na przyszłość nie zapominać o konieczności noszenia zezwoleń, wartownik w końcu pozwolił Gladwynowi przejść. Z jakiegoś powodu ten ostatni zachwycony był tym małym incydentem i często o nim opowiadał.

.Gladwyn był osobą, z którą wspaniale się pracowało i od której wiele można było się nauczyć. O powstającej Organizacji Narodów Zjednoczonych i jej politycznym kontekście wiedział więcej niż ktokolwiek inny. Członkowie komisji: Adlai Stevenson, Andrei Gromyko, Ernest Bevin, Lester Pearson, Jan Masaryk i inni byli jego przyjaciółmi. Kiedy Gromyko starał się upomnieć go w trakcie jednego ze spotkań, Gladwyn odpowiedział: „Drżę ze strachu”. Zwerbował personel ekspertów, ale nie było wątpliwości, kto był odpowiedzialny za całość. Gladwyn robił wszystko lepiej niż ktokolwiek z nas. Zachowując dyscyplinę, cieszył się respektem i był lubiany przez wszystkich, z którymi miał do czynienia.

Co najważniejsze, pomimo całej swojej rezerwy Gladwyn wierzył w to, co robił. Ernest Bevin, człowiek niepoddający się pochlebstwom, powiedział, że Jebb zrobił więcej niż jakikolwiek inny oficjel czy polityk, aby sprawić, by ONZ stała się żyjącym organizmem. Był jednym z głównych architektów nowego ładu międzynarodowego i wierzył głęboko w jego ważność, zachowując roztropność wobec przeszkód i sił, które mogły utrudniać mu pracę. Wiedział, że doskonale działająca organizacja międzynarodowa była niemożliwym marzeniem, ale także, że jej niedoskonała wersja była dobrym rozwiązaniem, lepszym niż jej brak, i że mogła stać się czynnikiem chroniącym świat przed wojną nuklearną. Lata później podsumował te odczucia: „Ten fakt okazał się dobrym opisem roli ONZ podczas zimnej wojny”.

Kiedy Trygve Lie z Norwegii został wybrany na sekretarza generalnego, Gladwyn powrócił do Brytyjskiego Biura Spraw Zagranicznych, a ja zostałem osobistym asystentem Lie i zdałem sobie sprawę, jak bardzo fakt, iż Gladwyn był moim pierwszym mentorem, wpłynął na moją nową służbę. Po czterech latach Gladwyn przyjechał do Nowego Jorku jako brytyjski ambasador ONZ. Kiedy w 1950 roku rozpoczęła się wojna koreańska, w amerykańskich pokojach dziennych zawitała telewizja, a debaty wojenne Rady Bezpieczeństwa stały się jednymi z pierwszych nadawanych programów.

.Gladwyn był niesamowicie zdolnym, a gdy trzeba było – również i bezwzględnym dyskutantem. Sowieci, w niemądry sposób nieobecni, kiedy Rada decydowała o interwencji w Korei, robili wszystko, co mogli, by hamować i szkalować koreańską operację ONZ, wysyłając swojego najtwardszego dyplomatę Jakoba Malika do Nowego Jorku. (Malik następnie został mianowany szefem KGB). Styl dyplomatyczny Malika był szczególnie wrażliwy na styl Gladwyna, a ich spotkania w debatach Rady stały się wczesnym hitem amerykańskiej telewizji. Gladwyn nie odpuścił nawet w momencie, gdy Malik został prezydentem Rady Bezpieczeństwa. Mówił: „Cały pański wykład, panie prezydencie, który pan tak uprzejmie przedstawił i który przy ostatnich pańskich wysiłkach nie wniósł niczego, jest następujący…”.

Brytyjska misja ONZ została zasypana listami od fanów. Evelyn Waugh napisał do Nancy Mitford, że Gladwyn stał się „idolem amerykańskich dziewcząt”.

„New Yorker” stworzył komiks o policjancie drogowym mówiącym do kierowcy przyłapanego na przekroczeniu prędkości: „Skoro pracujesz dla Gladwyna Jebba, lepiej się pospiesz”. Nie sądzę, by Gladwyn był pod wrażeniem takich pochlebstw.

W 1953 roku, pod koniec pobytu Gladwyna w Nowym Jorku, Dag Hammarskjold zastąpił Trygve’a Lie na stanowisku sekretarza generalnego. Gladwyn i jego francuski kolega Henri Hoppenot wybrali Hammarskjolda w Radzie Bezpieczeństwa, znając jego wyjątkowość, kiedy obaj pracowali z nim nad ustanowieniem Organizacji Europejskiej Współpracy Gospodarczej. Gladwyn doradzał nowemu sekretarzowi generalnemu, by przyjął mnie do swojego biura. Ku mojemu wielkiemu zaskoczeniu Hammarskjold od razu podążył za jego radą, a ja już nigdy nie nudziłem się w ONZ.

Po powrocie z Nowego Jorku widziałem Gladwyna i Cynthię tylko okazjonalnie. Gladwyn był wspaniałym ambasadorem we Francji, a Cynthii zależało na odświeżeniu paryskiej ambasady. Jej dzienniki są małym arcydziełem. Gladwyn stał się zwolennikiem liberałów i spędził kolejne lata na promowaniu zjednoczonej Europy. Gdziekolwiek się pojawiał, zawsze mawiał: „Przypuszczam, że zaznajomiliście się z moją ostatnią przemową w Izbie Lordów”. Umarł jako wdowiec po dziewięćdziesiątce.

.Gladwyn uosabiał brytyjską tradycję: klasyczne wykształcenie oraz jasny i subtelny umysł pozwalały mu rozwiązywać najbardziej złożone problemy; wskazywał drogę służby publicznej bez cienia stronniczości; miał arystokratyczny styl, wzmacniający autorytet. Większość Gladwynowskiej Anglii niestety już nie istnieje.

Sir Brian Urquhart
Tekst pierwotnie opublikowany w UN News

Pierwszy raz na Wszystko Co Najważniejsze?

Aby nie ominąć istotnych tekstów, raz w tygodniu w niedzielę rano wysyłamy newsletter. Zapraszamy do zapisania się:

Magazyn idei "Wszystko Co Najważniejsze" oczekuje na Państwa w EMPIKach w całym kraju, w Księgarni Polskiej w Paryżu na Saint-Germain, naprawdę dobrych księgarniach w Polsce i ośrodkach polonijnych, a także w miejscach najważniejszych debat, dyskusji, kongresów i miejscach wykuwania idei.

Aktualne oraz wcześniejsze wydania dostępne są także wysyłkowo.

zamawiam