
Sankcje na Bretona
Doktryna Bretona, wedle której Europa musi wyzwolić się spod „cyfrowej kolonizacji” Ameryki, jest uwspółcześnioną i ucyfryzowaną wersją starych francuskich przesądów, wedle których kapitalizm amerykański jest destrukcyjny, a społeczeństwo amerykańskie ciągle tkwi w stanie pierwotnej dziczy – pisze Jan ROKITA
.Thierry Breton – to figura niemal emblematyczna dla współczesnego francuskiego antyamerykanizmu. Jeszcze jako niegdysiejszy akcjonariusz i prezes francuskich koncernów Orange i Atos, zajmujących się telekomunikacją i „transformacją cyfrową”, zasłynął z piętnowania amerykańskiego modelu kapitalizmu, który charakteryzuje się „niższością cywilizacyjną” wobec Europy. Potem jako unijny komisarz nie tylko rozbudował i głosił tę „eurowyższościową” ideologię, ale w jakiejś mierze udało mu się ją nawet narzucić instytucjom europejskim, przynajmniej w dziedzinie usług cyfrowych, którymi Breton zajmował się w Komisji Europejskiej.
To właśnie Breton przeforsował w Unii sławetną dyrektywę o usługach cyfrowych (Digital Services Act – DSA), którą w październiku 2022 roku jednomyślnie zaakceptowały rządy państw członkowskich. (Nawiasem mówiąc, głosowanie Polski za tym aktem uważam osobiście za największą kompromitację rządu Mateusza Morawieckiego w całym okresie jego władzy). Jak wiadomo, dyrektywa ta, w imię wymyślonego przez Bretona konceptu „eurosuwerenności cyfrowej”, przyznała Komisji Europejskiej władcze uprawnienia nadzorcze nad internetem, w tym zwłaszcza możliwość wymuszania na platformach cyfrowych ideologicznej cenzury za pomocą dobrze znanego mechanizmu sankcji finansowych.
.Na mocy DSA utworzony został także specjalny organ – Europejska Rada Usług Cyfrowych – który ma „pomagać” Komisji Europejskiej w wykrywaniu „zagrożeń systemowych” i wskazywać treści, które winny zostać objęte globalną cenzurą. Znamy dobrze skutki podobnego czy wręcz analogicznego mechanizmu, za pomocą którego Komisja przez lata szantażowała Polskę z powodu reform sądowych. Ale dyrektywa Bretona poszła dalej, stwarzając podstawy dla szantażu wobec pozaunijnych, czyli w praktyce głównie amerykańskich platform cyfrowych. Nic dziwnego, że w USA postawiono Bretonowi zarzut budowania systemu „eksterytorialnej cenzury” treści internetowych, z ambicją podporządkowania całego świata ideologicznym idiosynkrazjom europejskiej biurokracji.
W wymiarze cyfrowym Bretonowi idzie o ideologiczną kontrolę internetu, co ma ochronić dzisiejszy unijny establishment przed atakami i dezinformacją. Płonna to kalkulacja, choć w takich naiwnych rachubach Breton jest typowym przedstawicielem euroestablishmentu. Jednak polityczną istotą doktryny Bretona jest tradycyjny francuski antyamerykanizm, tyle że w dzisiejszych realiach zastosowany do kluczowej dla współczesnego świata kwestii platform cyfrowych. Ich sposób działania były francuski komisarz przyrównuje do Dzikiego Zachodu, przeciwstawiając amerykańskiej dziczy „cywilizowany model europejskich regulacji” i generalnie „europejski model społeczny” (cokolwiek ów slogan miałby znaczyć).
Ten sposób wzniecania w Europie antyamerykańskich przesądów jest dobrze znany na naszym kontynencie co najmniej od czasów Oświecenia, a Francja przoduje w tej dziedzinie, odkąd sławny francuski encyklopedysta hrabia de Buffon przeprowadził dowód na to, że w Ameryce dziczeją nie tylko udający się tam ludzie, ale nawet zwierzęta, które tam z sobą zabierają. Doktryna Bretona, wedle której Europa musi wyzwolić się spod „cyfrowej kolonizacji” Ameryki, jest więc tylko uwspółcześnioną i ucyfryzowaną wersją starych i chyba niezniszczalnych francuskich przesądów, wedle których generalnie kapitalizm amerykański jest destrukcyjny, a społeczeństwo amerykańskie ciągle tkwi w stanie pierwotnej dziczy.
Ta amerykańska fobia Bretona doprowadziła zresztą do jego politycznego upadku. Kiedy Ursula von der Leyen tworzyła nowy kształt personalny Komisji Europejskiej, obiecała Emmanuelowi Macronowi silniejszą tekę dla każdego Francuza, o ile tylko wycofana zostanie zgłoszona już oficjalnie kandydatura Bretona. Pani Leyen nie bez racji obawiała się, że w obliczu wojny na Ukrainie i powrotu do władzy Donalda Trumpa antyamerykański fanatyk w składzie Komisji narobi jej tylko kłopotów. Tym bardziej że nastawiona była na próbę „oswojenia” Trumpa, budzącego w Komisji popłoch nie tylko z powodu ceł, jakie chciał nałożyć na Europę, ale także z racji jego kategorycznego odrzucenia czczonej przez Unię pseudopostępowej ideologii.
.Thierry Breton stracił więc unijną posadę, co nie znaczy, że we Francji stracił wpływy, zwłaszcza gdy idzie o centrolewicowy obóz Macrona. A kiedy w grudniu 2025 r. von der Leyen, dość nieoczekiwanie, zdecydowała się jednak na otwartą cyfrową konfrontację z Ameryką i pod absurdalnym pretekstem niewłaściwości tzw. „niebieskich znaczków”, weryfikujących użytkowników platformy X, nałożyła na Muska karę 120 milionów euro, Breton padł pierwszą ofiarą tego konfliktu, jako autor dyrektywy DSA, która posłużyła Komisji jako podstawa prawna dla owych sankcji. Istotą sporu pomiędzy Unią i Ameryką jest oczywiście cenzura internetu, gdyż wedle Brukseli nie wystarczy uwiarygodnić niebieskim znaczkiem użytkowników, którzy opłacili subskrypcję X, ale trzeba ich także cenzurować. No i pierwszą retorsją ze strony Donalda Trumpa stał się precedensowy zakaz wjazdu do USA wydany dla Bretona przez Departament Stanu.
Rozgoryczony już wcześniej były francuski komisarz wpadł teraz w histerię i publicznie wyklina Amerykę jako „państwo autorytarne”, które uprawia „polowania na czarownice” i powraca do czasów „represji maccartyzmu”. No i emocjonalnie żąda tego, aby w reakcji na zakaz wjazdu do USA, jakim został objęty, Unia z całą mocą uderzyła w Amerykę. Von der Leyen nie ma chyba na to specjalnej ochoty, pamiętając, co może się zdarzyć za chwilę z unijnym handlem, jeśli zirytowanemu Trumpowi przyjdzie do głowy po raz kolejny podnieść cła na europejskie towary.
W Brukseli liczono chyba na to, że osobisty konflikt Trumpa z Muskiem sprawi, iż Ameryka machnie ręką na europejskie szykany wobec platformy X. Ale chyba się przeliczono, gdyż dla ekipy Donalda Trumpa kwestią jest nie tyle sam Musk, ile praktyka godzenia w rozwój amerykańskich koncernów technologicznych, które obecny prezydent USA traktuje jako perły w koronie amerykańskiej potęgi.
Dla amerykańskiego imperium, tak jak rozumie je Trump, taka złośliwa niesubordynacja europejskich sojuszników nie może być na dłuższą metę tolerowana. Tym bardziej że w Europie znów zaroiło się od antyamerykańskich fanatyków, którzy (jak choćby polski wyznawca doktryny Bretona – wicepremier Krzysztof Gawkowski) przebąkują o zakazie użytkowania niektórych amerykańskich platform cyfrowych na obszarze Unii.
.Niestety, francuski antyamerykanizm wyrządza dziś więcej politycznych szkód Europie niźli USA, choć wątpię, aby tacy fanatycy jak były komisarz Thierry Breton byli zdolni dostrzec tę zdroworozsądkową oczywistość. Nawet jeśli teraz za karę nie będą mogli pojechać na wakacyjną wycieczkę do Ameryki.







