Jan ŚLIWA: Prawda o Polsce potrzebuje czasu i cierpliwości

Prawda o Polsce potrzebuje czasu i cierpliwości

Photo of Jan ŚLIWA

Jan ŚLIWA

Pasjonat języków i kultury. Informatyk. Publikuje na tematy związane z ochroną danych, badaniami medycznymi, etyką i społecznymi aspektami technologii. Mieszka i pracuje w Szwajcarii.

Ryc.Fabien Clairefond

zobacz inne teksty Autora

Propaganda historyczna skierowana przeciwko Polsce ma kilka głównych tematów. Najpopularniejszy jest odwieczny antysemityzm, z kulminacją podczas niemieckiej okupacji. Stąd „polskie obozy śmierci”, kolaboracja z Niemcami w łapaniu Żydów, „200 tysięcy Żydów zamordowanych przez Polaków”. Jakiegoś odpowiednika „krwi dzieci na macę” jeszcze nikt nie wymyślił, ale wszystko przed nami. Na razie mamy „antysemityzm wyssany z mlekiem matki” – pisze Jan ŚLIWA

.George Orwell pisał: „Kto kontroluje przeszłość, ten kontroluje przyszłość. Kto kontroluje teraźniejszość, ten kontroluje przeszłość”. Polityka historyczna jest jedną z ważniejszych metod budowania miękkiej siły, soft power. Buduje się w ten sposób reputację własną, a niszczy reputację przeciwników. Jako „fajny facet”, good guy, otrzymuje się w negocjacjach darmowe punkty.

Ponieważ wszyscy te metody znają, należy dezawuować i tępić działalność przeciwnika: oni uprawiają „politykę historyczną”, my tylko „odkłamujemy historię”. Odrębnym tematem są skuteczne techniki. Propaganda zbyt nachalna odrzuca. Powinna być też zróżnicowana zależnie od grupy odbiorców. Nie powinna być też niechlujna. Klasycznym przykładem jest sowiecka ulotka z 17 września 1939 r., zaczynająca się od słów „Rzołnierze Armii Polskiej!”. Ten ordynarny błąd mógł podkreślać robociarskość tej odezwy, ale to zbyt piękne wyjaśnienie. Dalej jest naszpikowana strasznymi rusycyzmami, prawdopodobnie jest dziełem niedokształconego politruka.

Nas interesuje tu propaganda historyczna skierowana przeciwko Polsce. Ma ona kilka głównych tematów. Najpopularniejszy jest odwieczny antysemityzm, z kulminacją podczas niemieckiej okupacji. Stąd „polskie obozy śmierci”, kolaboracja z Niemcami w łapaniu Żydów, „200 tysięcy Żydów zamordowanych przez Polaków”. Jakiegoś odpowiednika „krwi dzieci na macę” jeszcze nikt nie wymyślił, ale wszystko przed nami. Na razie mamy „antysemityzm wyssany z mlekiem matki”. Walczyć z tym trudno, bo obrona siebie samego jest zawsze podejrzana (tylko się pogrążasz), a innym się nie chce, ponieważ wymaga to wiedzy i odwagi. Po Gazie Żydzi utracili niewinność, ale pałka antysemityzmu ciągle jest dobra.

Jak Polacy rozpętali II wojnę światową?

W palecie oskarżeń wobec Polski stosunkowo nowa jest historia o tym, „jak rozpętaliśmy drugą wojnę światową”. W przeciwieństwie do znanego filmu nie jest to komedia. Argumenty za tą tezą można podzielić na dwie grupy. Jedna zakłada, że Hitler to było wcielone zło:

  • Polska latami flirtowała z Hitlerem, widziała w nim partnera w ataku na ZSRS,

  • była zachwycona Hitlerem: jego autorytaryzmem, antysemityzmem i antybolszewizmem,

  • z powodu wrodzonej rusofobii i patologicznego antykomunizmu uniemożliwiła sojusz przeciw Hitlerowi z udziałem ZSRS, a zwłaszcza sowiecki przemarsz na pomoc Czechosłowacji,

  • jak hiena przyłączyła się do rozbioru Czechosłowacji.

Druga grupa zakłada, że Hitler chciał pokoju, ale musiał bronić swoich rodaków:

  • Polska powstała w 1918 r. na niemieckiej ziemi, gnębiła ludność niemiecką,

  • zbrojnie (Śląsk, Wielkopolska) wydarła dalsze ziemie niemieckie,

  • bez przerwy kombinowała z Francją i Anglią przeciwko Niemcom,

  • miała wygórowane ambicje, przeceniała swoje możliwości,

  • odrzuciła w konsekwencji rozsądny kompromis proponowany przez Hitlera,

  • dokonywała aktów przemocy na ludności niemieckiej.

Te grupy argumentów w zasadzie są rozłączne, ale w ogniu dyskusji można je też mieszać.

Sporo się o tym pisze. Aktywny na tam polu jest Michael Jabara Carley, do niedawna profesor uniwersytetu w Montrealu. Ze względu na poparcie rosyjskiej agresji na Ukrainę został wykreślony z listy badaczy tego uniwersytetu. Sytuacja jest niejasna, jego sprawa wywołała dyskusję o granicach swobody akademickiej. Niemniej materialnie istnieje jego trylogia na temat okresu 1930–1941, ze Stalinem w każdym tytule. Trzy tomy po 500–600 stron, dla wielu będą istotną referencją. Tematem jest nieudana próba zmontowania koalicji antyhitlerowskiej i pakt Ribbentrop-Mołotow jako tego nieunikniona konsekwencja. Happy endem jest zawiązanie takiej koalicji po ataku Hitlera na Stalina – połączone siły Dobra przeciwko siłom Zła.

Sytuacja międzynarodowa w latach 30. jest bardzo zawiła. Raz po raz pojawiają się inicjatywy rozmaitych porozumień między Francją, Polską, innymi krajami Europy Środkowo-Wschodniej (Mała Ententa), Niemcami i Związkiem Sowieckim. Polska podpisuje pakt o nieagresji z ZSRS w 1932, a z Niemcami w 1934 r. Ten ostatni jest wykorzystany jako przeciwwaga dla paktu Ribbentrop-Mołotow (Polska była pierwsza!).

Od strony niemieckiej meandry te przedstawia w książce Niemiecka polityka zagraniczna 1933–1941 Axel Freiherr von Freytagh-Loringhoven. To znana nam rodzina – Arndt Freiherr Freytag von Loringhoven był ambasadorem Niemiec w Polsce w latach 2020–2022. Axel był dalekim wujem Bernda (ojca Arndta), który jednym z ostatnich samolotów opuścił kocioł w Stalingradzie, a do 30 kwietnia 1945 r. wiernie trwał przy Führerze w jego bunkrze. Po wojnie wysoki oficer Bundeswehry i członek strategicznego planowania NATO. I właśnie syn tegoż Bernda to Arndt, wiceszef niemieckiego wywiadu BND i szef wywiadu w sztabie NATO, potem ambasador w Polsce – degradacja czy specjalne zadania? Co by nie było, wszystko zostaje w rodzinie, dobrej rodzinie. Tak dobrej, że przechodzą ciarki. Sama książka o polityce zagranicznej była rozdawana jako lektura żołnierzom Wehrmachtu, miała kształtować ich nazistowski profil ideowy. Po wojnie została w NRD zakazana, ale w Szwajcarii, gdzie mieszkam, rękopisy nie płoną.

Jabara Carley już od 1930 r. widzi jako cel cywilizowanego świata (w tym ZSRS) budowanie koalicji obronnej przeciw Niemcom. Wydaje się to anachroniczne, jako że od traktatu w Rapallo (1922) współpraca ZSRS i Niemiec (jeszcze Republiki Weimarskiej), dwóch wyrzutków systemu międzynarodowego, do 1933 r. kwitła w najlepsze, a w 1939 r. po kilkuletniej przerwie znowu spotkali się starzy znajomi. W ogóle obsadzanie Sowietów w roli „dobrego faceta” jest cokolwiek dziwne. Od samej rewolucji październikowej reżim ten był morderczy. Owszem, wojna domowa potęgowała brutalność z obu stron, mordy czekistów jednak były masowe. W 1923 r. na Wyspach Sołowieckich powstał pierwszy wielki obóz koncentracyjny. W 1933 r. ZSRS miał już za sobą Hołodomor, wielkie ludobójstwo na Ukrainie, w Kazachstanie i innych regionach. Hitler w tym czasie dopiero przejmował władzę.

Autor co prawda przyznaje, że Stalin był postacią „kontrowersyjną”, wspomina o głodzie na Ukrainie i czystkach roku 1937, ale nie budzi to u niego większych emocji. Najwyraźniej drażni go za to Polska. Raz po raz pyta: „And Poland?”. Wreszcie nazywa Polskę „skunksem w stosie drewna”. Polska to niszczyciel bezpieczeństwa zbiorowego, nie potrafi docenić oferowanych jej dobrodziejstw. Krytycznym momentem jest rozbiór Czechosłowacji. Polska, zamiast przyłączyć się do koalicji, jak hiena (określenie Churchilla) wyrwała Czechosłowacji Zaolzie. Które to Zaolzie Czesi wyrwali Polakom podczas wojny bolszewickiej, ale co tam. A przecież tak niewiele od Polski oczekiwano, jedynie zgody na przemarsz sowieckich wojsk. Mówiąc poważnie, przypominałoby to przemarsz Waffen-SS przez żydowskie kibuce w Palestynie. Do tego było to tuż po operacji polskiej NKWD, podczas której wymordowano ponad 100 tysięcy Polaków – co oczywiście nie weszło do powszechnej historii. Tak więc o jakimkolwiek zaufaniu nie mogło być mowy.

Stalin – zbrodniarz czy wyzwoliciel?

Rozmaite oceny konkretnych wydarzeń wynikają z rozbieżnych założeń. W omawianych tu tematach podstawowe jest pytanie, czy Związek Sowiecki był normalnym państwem, godnym zaufania, a Stalin wyzwolicielem Europy. W narracji rosyjskiej taki właśnie jest Stalin. Narrację tę przejmują też zachodni rusofile, zwłaszcza przeciwstawiając dobrych Sowietów cynicznym Amerykanom.

Również Żydzi zawdzięczają mu wolność. Faktem jednak jest, że Armia Czerwona trafiła na Auschwitz przypadkiem, idąc na górny Śląsk. O obozie i jego funkcji nie wiedziała. Faktem jest też, naprawdę mało znanym, że Sowieci wykorzystywali poniemieckie obozy do przetrzymywania swoich więźniów. Baraki stały, żal nie skorzystać. Zmienił się tylko zarządca. Ale co szkodzi stroić się w piórka dobroczyńcy ludzkości? 

Koronnym argumentem są ofiary ludzkie poniesione przez ZSRS, zwłaszcza w czasie, gdy zachodni alianci powstrzymywali się z otwarciem drugiego frontu. Według dość powszechnie przyjętych danych ZSRS podczas II wojny światowej stracił ok. 27 milionów ludzi. To jest ich „kapitał krwi”, który ma zamykać dyskusję na temat roli ZSRS w tej wojnie. Straty na pewno były gigantyczne, ale sprawa nie jest taka prosta. Związek zmieniał granice i należały do niego różne obszary. W sporze obecnej Rosji z Ukrainą istotne jest to, że w tej liczbie są też wielkie straty ukraińskie, które powinny być położone na przeciwnej szali.

Jak liczyć ofiary spowodowane przez sam Związek na innych narodach, jak deportacje Bałtów i represje wobec Polaków? Gdy Niemcy w 1941 r. weszli na zdobyte w 1939 przez Sowietów Kresy, we Lwowie i innych miastach więzienia pełne były skrwawionej masy ciał pomordowanych przez NKWD więźniów. A może te zbrodnie były popełnione „przed wojną”? Do tego mamy zabitych przez Sowietów własnych żołnierzy, którzy zdezerterowali, poddali się albo chcieli się wycofać. Rozkaz brzmiał: „Ani kroku wstecz!”. Czy w liczbie tej są też „zwykłe” ofiary Gułagu? No i trudno jest oszacować konsekwencje lekceważenia życia ludzkiego według zasady „nas mnogo”. Wypuszczeni z łagrów więźniowie wysyłani byli w karnych batalionach na rozminowanie lub „rozpoznanie walką”, szaleńczy szturm z okrzykiem „Ura!” na ustach. Rozpoznanie walką, czyli my idziemy, wróg do nas strzela, a nasi się dowiadują, gdzie są jego stanowiska. Oznaczało to prawie pewną śmierć, a dokładniej: order za odwagę albo śmierć, w boju albo od swoich, za tchórzostwo. Śpiewał o tym Władimir Wysocki.

Oczywiście pomija się też fakt, że w roku 1940 Francja, Anglia i inne kraje zostały zaatakowane przez koalicję niemiecko-sowiecką. Prawie dwuletnie braterstwo broni wojsk Hitlera i Stalina jest starannie pomijane. Również kanclerz Merz ostatnio wspomniał, że wojna na Ukrainie trwa już dłużej niż II wojna światowa. Ta mianowicie – jako sowiecka wielka wojna ojczyźniana – trwała 4 lata, od operacji Barbarossa. Dopiero wtedy była to „prawdziwa wojna”. Ciekawe, że nie zauważyli tego Francuzi.

Czyściciele historii zakładają, że ZSRS to było zacne państwo, uczciwy sojusznik. Tylko nierozsądni opierali się tej tak dobrej dla Europy współpracy. Zastanówmy się nad tym. Polecić tu mogę książkę Karla Schlögela Terror i marzenie. Moskwa 1937. Podkreśla ona kontrast między pełną radości i optymizmu propagandą a ponurą rzeczywistością nocnych aresztowań, rozstrzeliwań i rozciągającym się po całym kraju archipelagu Gułag. Od Kijowa po Władywostok albo raczej od Sołówek po Kołymę. „Rozległa jest moja ojczyzna” („Шиpокa стpaнa моя pоднaя”), oznajmia wesoła pieśń z tych czasów z (ironicznym?) wersem: „Nie znam innego takiego kraju, gdzie tak swobodnie oddycha człowiek” („Я дpугой тaкой стpaны не знaю, где тaк вольно дышит человек”). Oddycha – mroźnym zdrowym syberyjskim powietrzem.

Nowy motyw – „prezydent bokser”

Tyle o wojnie. Historia się jednak nie skończyła. Również współczesna Polska jest tematem komentarzy. Książkami o upadku demokracji za autorytarnych rządów PiS można zapełnić kilka półek. Tym większa jest radość postępowego świata z „przywracania praworządności” po wyborach w 2023 r. Najwyraźniej aresztowania posłów mimo immunitetu, włamywanie się do instytucji przez silnych ludzi oraz rozbijanie szaf z dokumentami łomem należy do repertuaru liberalnej demokracji. Triumf jednak nie jest pełny. Jest zadra – prawicowy/nacjonalistyczny/populistyczny prezydent.

To nowy temat, znalazłem go w dwóch niemieckich książkach. W jednej Holger Stark, wicenaczelny wielkiej gazety „Die Zeit”, pisze o szansie, jaką jest dla Niemiec pozbycie się Ameryki. W innej Martin Adam, były korespondent telewizji ARD, pisze, czego się Niemcy mogą nauczyć od Polaków o walce z „prawicowym populizmem”. Wniosek: jeżeli ktoś chce tylko przez kilka lat wypróbować prawicowy populizm, to jest to bardzo ryzykowny eksperyment.

W obu pojawia się prezydent Nawrocki. Holger Stark pisze o nim: „Były bokser z kontaktami ze środowiskiem stadionowych chuliganów”. To wszystko. Nie ma doktoratu, nie ma IPN-u. Z kolei ostatni rozdział Martina Adama ma tytuł „Bokser / PiS powraca”. Autor cytuje tam wszystkie insynuacje używane w kampanii wyborczej, dodając zmiękczenia typu „podobno”. Oczywiście o innych osiągnięciach nie ma mowy. Nie ma też mowy o walce o pamięć Żołnierzy Wyklętych, ale może i dobrze, bo byłby to dowód na prawicowy nacjonalizm.

Tak więc jak mówią rewolucjoniści: Walka trwa!

Czym najwyższy, czylim tylko dumny?

Zauważyłem, że obserwatorzy Polski dzielą się na dwie grupy. Jedni siedzą daleko w Harvardzie lub Monachium czy też konsumują lewicowo-liberalne media. Ci mają o Polsce pod wszystkimi względami jak najgorsze zdanie. Polska dla nich to Auschwitz i okolice z biegającymi wokół ludzi cywilizowanych krajowcami wydającymi dzikie okrzyki. Podczas Święta Niepodległości palą race i pewnie zaraz ruszą na pogrom. W Boże Ciało z kolei oddają się średniowiecznym rytuałom. Tak egzotyczne zwyczaje byłyby fascynujące w Amazonii albo wśród syberyjskich szamanów, ale w Polsce nie.

Druga grupa to ci, którzy widzieli Polskę i nie zamykali oczu, uszu i nosa, byli otwarci na polskich Aborygenów i traktowali ich poważnie. Jedli pierogi, a nawet flaki, odważnie pili chlupiące w kubku kwaśne mleko. Ci są zachwyceni. Widać w sieci filmiki pokazujące, że jest taki kraj, gdzie metro jest czyste, a dziewczyna może wieczorem bezpiecznie dojść z A do B. W Muzeum Powstania Warszawskiego fascynuje ich polska historia, tak odmienna od wszystkiego, co znają. Tak, to nasza odmienność jest kapitałem. Jeżeli są muzykami, komponują utwory o Powstaniu Warszawskim (Warszawo, walcz!) lub o obronie Wizny, polskich Termopilach (40:1), którymi zadziwiają zawstydzonych swoją historią krajowców.

Ale co o nas myślą inni, to jedno, ważne jest to, kim sami jesteśmy i do czego dążymy. Czasem widzę dawną i potencjalną wielkość i mam nadzieję, że „kiedy prawdziwie Polacy powstaną, to składek zbierać nie będą narody, lecz ogłupieją” z wrażenia. Tak było za Solidarności, bo inni nie mogli „pojąć, jaką duch odbył robotę w przeświętych serca ludzkiego ciemnicach”. Lecz czasem poraża mnie, jak Polska „duszę anielską więzi w czerepie rubasznym”, jak jest „jak lawa, z wierzchu zimna i twarda, sucha i plugawa”, jak zamiast myśleć samodzielnie, jest „pawiem narodów i papugą”.

Nie możemy zanadto wpłynąć na innych, a na pewno nie zakazami i karami. Jednak jeżeli będziemy pewni swojego, ale nie zarozumiałością, tylko solidną pracą, to „wewnętrznego ognia sto lat nie wyziębi”. Prawda potrzebuje czasu i cierpliwości. 

Jan Śliwa

Literatura
Michael Jabara Carley „Stalin’s Gamble: The Search for Allies against Hitler, 1930–1936”, 2023
Michael Jabara Carley „Stalin’s Failed Alliance: The Struggle for Collective Security, 1936–1939”, 2024
Michael Jabara Carley „Stalin’s Great Game: War and neutrality, 1939–1941”, 2025
Dominik von Ribbentrop „Verstehen. Kein Verständnis: Anmerkungen eines Enkels”, 2025
Axel Freiherr von Freytagh-Loringhoven „Deutschlands Außenpolitik 1933–1941”, 1942
Gerd Schultze-Rhonhof „1939 – Der Krieg, der viele Väter hatte: Der lange Anlauf zum Zweiten Weltkrieg”, 2019
Norman Ridley „Hitler and Poland: How the Independence of one Country led the World to War in 1939”, 2023
Joseph E. Davies „Als USA-Botschafter in Moskau: Authentische und vertrauliche Berichte über się Sowjet-Union bis Oktober 1941”, 1943 (Zürich)
Geoffrey Roberts „Stalin’s Wars: From World War to Cold War, 1939–1953”, 2008
Thierry Wolton „Staline et Hitler: Un couple maléfique”, 2024
Roger Moorhouse „The Devils’ Alliance: Hitler’s Pact with Stalin, 1939–1941”, 2016
Karl Schlögel „Terror und Traum: Moskau 1937”, 2008
Jade McGlynn „Memory Makers: The Politics of the Past in Putin’s Russia”, 2023
Holger Stark „Das erwachsene Land: Deutschland ohne Amerika – eine historische Chance”, 2026
Martin Adam „Eksperyment: Was wir aus Polens Kampf gegen den Rechtspopulismus lernen können”, 2026

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 22 maja 2026
Fot. Marek BORAWSKI/KPRP/AI_WcN