Jolanta KRYSOWATA: "Polska właśnie. Wińsko (8). Włoch z Niemiec, Polak z Anglii i Grek z Polski"

"Polska właśnie. Wińsko (8). Włoch z Niemiec, Polak z Anglii i Grek z Polski"

Photo of Jolanta KRYSOWATA

Jolanta KRYSOWATA

Jedna z najbardziej nagradzanych polskich reportażystek. Autorka audycji i filmów dokumentalnych. Laureatka Prix Europa, Nagrody Głównej SDP (dwukrotnie), Grand Press, Grand Prix KRRiTV, Europejskiej Nagrody Filmowej i in. Związana z Polskim Radiem, TVP i TV Polsat. Obecnie, po wygranych wyborach, wójt gminy Wińsko na Dolnym Śląsku.

zobacz inne teksty Autora

W ciągu tygodnia obejrzeli nieruchomość w Kleszczowicach. Zachwyceni, a w każdym razie bardzo zainteresowani. Trzeba wyszykować licytację. Komorniczą oczywiście. Willa, stajnie, stodoła, dwa budynki gospodarcze i domek „dla służby”. Urokliwy staw z jednej strony i rozległy podwórzec z drugiej. Wszystko na ponad hektarowej działce. Widok na pagórki i pola, na takie nasze miniaturowe Bieszczady. Przy drodze na uboczu. Zaledwie 1 km od drogi krajowej nr 36. Przy trasie z Wińska do Żmigrodu, gdzie mają drogę (nowiutką) kategorii S.
.Jeszcze  10 lat temu można było „wejść i mieszkać”. To i owo ponaprawiać, wprowadzić konie lub małą produkcję. _DSC0973-01Jeszcze 25 lat temu był tu PGR. Biura, warsztaty, magazyny. Do 1945 roku natomiast w Kleszczowicach był folwark bogatego człowieka, który oprócz pieniędzy miał gust i niewątpliwie dobrą rękę do interesów. Po wojnie było już tylko gorzej, chociaż nie beznadziejnie. Co by o Państwowych Gospodarstwach Rolnych złego nie powiedzieć, najgorsza była ich likwidacja. Wszystkich. I tych dobrych i tych złych. Jedną polityczną decyzją. Chciałabym, żeby pan Balcerowicz wpadł do Wińska i przy okazji obejrzał Kleszczowice, Małowice, Orzeszków, Głębowice……

Utrzymywanie PGR-ów przy życiu do czasu, aż się same przepoczwarzą we własność prywatną, byłoby zapewne tańsze niż utrzymywanie kolejnych pokoleń ludzi, którzy bez roboty „na państwowym” nie są w stanie sobie poradzić. Albo radzą sobie, ale słabo. Na garnuszku gminy, pod dachem Agencji Nieruchomości Rolnych. Przekazywani przez ANR dla samorządu jak na targu niewolników, wraz z groszem na remonty ich lichych, _DSC0999-01zaniedbanych mieszkań. Albo bez grosza, bo jeśli nie płacili czynszu, Agencja wymówiła im lokale. Zamieszkują w nich nadal, ale jako „bezumowni”. Czynsz jest im wtedy naliczany przez ANR kilkukrotnie wyższy. Ale skoro tego normalnego nie płacili, to tego zwielokrotnionego też nie płacą. Dług rośnie. Grozi eksmisja. Po eksmisji, zgodnie z ustawą, przechodzą pod dach gminy, która ma ustawowy obowiązek zapewnić lokal socjalny. Nikogo nie obchodzi, że gminie tych dachów brakuje, nawet dla tych, którzy są w stanie płacić. Dlatego warto przejąć mieszkania z lokatorami, nawet bez pieniędzy na remonty. Tak czy śmak i tak będą „nasi” i trzeba będzie gdzieś ich umieścić.

.Problem dotyczy części, bardzo ułamkowej części byłych pracowników PGR. W większości przypadków nie ma w ich historii nic z osławionej „Arizony”. Stereotypy o leniach i pijakach, roszczeniowych i kompletnie bezradnych, zostawmy paradokumentom. Oczywiście zawsze i w każdym środowisku (nawet tzw. „gospodarskich synów”) trafi się leń, szuja i złodziej. Trafi się więc i wśród synów Państwowych Gospodarstw Rolnych. Poza tymi przypadkami (statystycznie zasadnymi), ludzie jak to ludzie, walczą o życie tak, jak umieją. Pracują na czarno, wyjeżdżają za granicę, dojeżdżają na trzy zmiany do fabryki po 60-90 km., zbierają złom (bywa, że kradną). Głównie pracują i dawno (jak w przypadku trzech osiedli blokowych w gminie) wykupili swoje mieszkania. Żyją normalnie, na ile pozwala wińszczańska norma.

Mienie po PGR spotkał los znacznie gorszy, niż ludzi. Na przykład Kleszczowice. Stoją puste od kilkunastu lat. Na fali likwidacji i sprzedaży za byle co, byle komu, folwark poszedł w prywatne ręce. Nowi właściciele nawet coś tam na początku usiłowali, nawet zatrudnili parę osób, nawet zamierzali im zapłacić składki ZUS….Ale interes się nie powiódł i nie zapłacili. Zniknęli. Obiekty niszczały. Staw się zamulił, zaśmiecił. Reszta zarosła krzakami.

.Poprosiłam komunalkę, żeby posłali interwencyjnych i wycięli krzaki. To był szok._DSC0985-01

Zniszczony, ale wciąż przepiękny folwark z willą, stajnią, stodołą, domkiem „dla służby” i budynkami gospodarczymi (część do wyburzenia) odsłonił się i pokazał od drogi. Tą drogą przejeżdżał Polak z Anglii, Grek z Polski i Włoch z Niemiec. Wstąpili. Obejrzeli. Są zachwyceni, a w każdym razie zainteresowani. Trzeba szykować licytację. Komorniczą oczywiście. Prawie cały dług Kleszczowic to zobowiązanie wobec gminy, za nigdy nie zapłacone podatki od nieruchomości.

Ludzie patrzą i mówią „jeszcze tu będzie pięknie”, albo „tu się i tak nic nie uda”. Każdy jednak czeka, że coś się wydarzy. Ja też.

Jolanta Krysowata

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 2 sierpnia 2015
Fot. Kamilla Żółkiewicz