Jolanta KRYSOWATA: "Polska właśnie. Wińsko (3). Doktor jak w serialu potrzebny od zaraz"

"Polska właśnie. Wińsko (3). Doktor jak w serialu potrzebny od zaraz"

Photo of Jolanta KRYSOWATA

Jolanta KRYSOWATA

Jedna z najbardziej nagradzanych polskich reportażystek. Autorka audycji i filmów dokumentalnych. Laureatka Prix Europa, Nagrody Głównej SDP (dwukrotnie), Grand Press, Grand Prix KRRiTV, Europejskiej Nagrody Filmowej i in. Związana z Polskim Radiem, TVP i TV Polsat. Obecnie, po wygranych wyborach, wójt gminy Wińsko na Dolnym Śląsku.

zobacz inne teksty Autora

OD REDAKCJI: Osiągnęła w dziennikarstwie absolutnie wszystko. A jednak wróciła do swojej miejscowości, wystartowała, została wójtem Wińska. Dziś z pasją działa, aby zatrzymać tych, którzy każdego tygodnia przychodzą po zaświadczenie umożliwiające przesiedlenie – wyjazd z Polski. Oto trzeci odcinek nowego cotygodniowego cyklu autorskich notatek wójta: „Polska właśnie”.

Mój pierwszy lekarz rodzinny, jeszcze z czasów wrocławskich, wyruszył w świat z pierwszą falą emigracji. Jest w Szwecji. Jego dzieci chodzą do tamtejszych szkół, w Polsce spędzają wakacje. Rozmawiamy sobie wieczorami na skype. Opowiadam o problemach z moją gminną służbą zdrowia, a on nadziwić się nie może. Na nic nie mam pieniędzy, a na doktorów mam? W każdej innej dziedzinie mam bezrobocie, a doktorów złowić nie mogę?

.Ci, którzy pracują, wpadają do nas i lecą dalej. Nic dziwnego. Są rozrywani między powiatowymi szpitalami, gminnymi przychodniami i prywatnymi praktykami. Pracują za dużo i są napięci. Jak każdy zmęczony człowiek. Starają się. Są w porządku. Ale pacjenci są skołowani. Albo trudno się dostać do normalnego POZ-ta, albo za każdym razem trafiają do innego.

Założenie ustawowe ze słynnej reformy z 1999 roku, że lekarz rodzinny zna pacjentów od wnuka po dziadka i lepiej się nimi w związku z tym opiekuje, ma się nijak do gminnej rzeczywistości.

Mój znajomy wzdycha na skype. Gdyby tak było 10 lat temu, on owszem, wyemigrowałby z Wrocławia, ale do Wińska, nie do Szwecji. Teraz za późno. Dzieci, szkoły…

.Gminną służbę zdrowia zastałam w grudniu ubiegłego roku w następującym stanie: trzy przychodnie, lekarzy tylu, że do dziś nie spamiętałam wszystkich nazwisk i brak dyrektora. Nadzór znalazł mu, że ma w innej gminie prywatną przychodnię, więc szefem w publicznej być nie może. P.o. dyrektora została wtedy pani laborantka. Obiecywali jej, że to potrwa miesiąc, więc się zgodziła. Ale to trwało i trwało. W efekcie słabo ogarniała obydwie działki na raz: dyrektorską i laboratoryjną.

Po nowym roku ogłosiłam więc konkurs. Nie chciałam lekarza na dyrektora. Żeby znowu nie było konfliktu. Udało się. Jak wygląda firma po blisko roku bez szefa, nie muszę chyba tłumaczyć. Zmagamy się teraz z tą rzeczywistością, wraz z nową panią dyrektor, we dwie. Tyle się zmieniło.

Teraz czas na zastępcę do spraw medycznych. Musi być lekarzem. Myślałam, że pokusa pracy, stanowiska i mieszkania, będzie silniejsza niż niechęć do prowincji. Nic z tego. Dwa konkursy bez skutku. Cóż, może źle szukałam?

.Mój znajomy ze skype nie może się nadziwić. Mamy normalne pieniądze, mamy mieszkanie (a nawet domek w bliźniaku). Mógłby się doktor do nas przeprowadzić. Najlepiej rodzinny albo pediatra. Gdyby zdarzył się cud, byłoby to małżeństwo: rodzinny i pediatra. Ale chętnych nie ma. Takich, którzy chcą, żeby każdy przechodzień, bez względu na wiek i płeć, mówił im „dzień dobry”. Żeby pani w zieleniaku wybierała im twardsze pomidory. Żeby nie przeszkadzało im półtorej godziny drogi do centrum Wrocławia. Przeprowadzka to nie wyrok. Możemy się umówić na czas próby. Czy im się u nas spodoba, bo że nam się spodobają, to właściwie pewne.

Młodzi, na dorobku chętnie by przyszli. Mamy szkołę, przedszkole…. Ale oni robią dopiero specjalizację, więc muszą być w mieście, przy „mistrzu”. Starsi chyba boją się eksperymentów. Wybierają się na wirtualny spacer po Wińsku, mailują, dzwonią, mają milion pytań, są nawet podekscytowani. Ale w końcu mówią: nie, nie teraz.

Też fajnie. Tyle, że ja potrzebuję teraz!

Mój szwedzki doktor wzdycha na skype. Może jak dzieci skończą szkoły?

Też fajnie. Tyle, że ja potrzebuję teraz!

Jolanta Krysowata

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 21 czerwca 2015