Karolina TRZESKOWSKA-KUBASIK: Zbrodnie niemieckie w Lesie Wełeckim koło Buska-Zdroju

Zbrodnie niemieckie w Lesie Wełeckim koło Buska-Zdroju

Photo of Karolina TRZESKOWSKA-KUBASIK

Karolina TRZESKOWSKA-KUBASIK

Pracownik Biura Badań Historycznych, członek projektu „Terror okupacyjny na ziemiach polskich w latach 1939-1945”. Autorka biografii Tadeusza Żenczykowskiego-Zawadzkiego, książek: „Zbrodnie niemieckie w Lesie Wełeckim koło Buska-Zdroju” oraz „Ofiary terroru i działań wojennych w latach 1939-1945 z terenu Kreishauptmannschaft Busko”.

Liczba osób rozstrzelanych na terenie Lasu Wełeckiego jest trudna do ustalenia. Według wstępnych szacunków na terenie Lasu Wełeckiego rozstrzelano od 500 do 1000 osób. Ustalono około 100 nazwisk ofiar – pisze Karolina TRZESKOWSKA-KUBASIK

.Wełecz to wieś położona na terenie gminy Busko-Zdrój, 3,5 km na zachód od Buska-Zdroju. Po lewej stronie jest Kwiatkowa Góra (281 m n.p.m.), za wsią wzgórze zwane „Górą Czerwiową” lub „Wełecką Górą” (260 m n.p.m.), po prawej stronie drogi do Pińczowa Kamienna Góra (286 m n.p.m.), a przy Lesie Wełeckim Góra Lipowa (285 m n.p.m.). Wszystkie wzniesienia stanowią część Garbu Wójczańsko-Pińczowskiego. Las Wełecki położony jest przy szosie Busko–Pińczów w odległości ponad 4 km od Buska-Zdroju i 11 km od Pińczowa.

Około 1930 r. na uroczysku w Lesie Wełeckim z inicjatywy dr Szymona Starkiewicza powstał budynek kolonii leśnej, w którym mogło przebywać 30 dzieci. We wrześniu 1939 r. dzieci przeniesiono na „Górkę”. W drugiej połowie 1939 r. budynek kolonii leśnej splądrowała miejscowa ludność. Chcąc zlikwidować ślady kradzieży i zniszczeń, spaliła willę w styczniu 1940 r.

We wrześniu 1939 r. wzdłuż szosy Pińczów–Busko Zdrój stały działa wycelowane w kierunku Buska. Punkt obserwacyjny Niemców mieścił się na pobliskiej Kwiatkowej Górze. Polska artyleria ostrzeliwała wojska niemieckie stacjonujące w Wełczu, w Winiarach oraz w Górnych Skotnikach. W okresie okupacji niemieckiej Las Wełecki był miejscem rozstrzeliwań mieszkańców Kreishauptmannschaft Busko. Nie było to jedyne miejsce kaźni na tym terenie. Egzekucji Niemcy dokonywali również w Lesie Widuchowskim, Winiarskim, Koteckim, a także na cmentarzach żydowskim i katolickim w Busku-Zdroju. Nie ulega jednak wątpliwości, że to właśnie na obszarze Lasu Wełeckiego było ich najwięcej. Według ustaleń autorki egzekucje na jego terenie rozpoczęły się w 1941 r., a nasiliły w latach 1943–1944. Ostatnia egzekucja odbyła się 12 stycznia 1945 r., dzień przed wkroczeniem Sowietów do Buska-Zdroju.

Wybór Lasu Wełeckiego na miejsce masowych egzekucji był zgodny z wytycznymi Głównego Urzędu Bezpieczeństwa Rzeszy w Berlinie. Teren, na którym prowadzono akcję eksterminacyjną, miał być oddalony od osiedli miejscowej ludności i jednocześnie położony w niedalekiej odległości od głównych dróg dojazdowych, miejscowych więzień i aresztów.

Las Wełecki stanowił doskonałą lokalizację dla okupanta niemieckiego. Jak już wspomniano, był położony ponad 4 km od Buska-Zdroju, gdzie mieściło się pięć więzień i areszty: areszt powiatowy, willa dr. Byrkowskiego, willa „Wersal”, zakład do przetrzymywania ludzi przy ul. Kościelnej oraz areszt w piwnicach Szkoły Podstawowej przy ul. Mickiewicza. 11 km dalej, w Pińczowie, zlokalizowane było największe więzienie na terenie Kreishauptmannschaft Busko. Dojazd na miejsce straceń ułatwiało położenie przy szosie Busko-Zdrój–Pińczów. Na jego terenie rozstrzeliwano więźniów przebywających w więzieniach w Busku-Zdroju, Kielcach i Pińczowie. Wśród nich znajdowali się zarówno mężczyźni, jak i kobiety. Według ustaleń autorki, w Lesie Wełeckim mordowano wyłącznie Polaków. Największy odsetek ofiar egzekucji dokonanych na terenie Lasu Wełeckiego stanowili żołnierze AK i BCh.

Egzekucje dokonywane w Lesie Wełeckim odbywały się głównie w godzinach popołudniowych lub wieczornych. Przebiegały zazwyczaj według podobnego schematu. Skazańców przywożono na miejsce straceń samochodami ciężarowymi z więzień i aresztów mieszczących się: na terenie Buska-Zdroju (areszt powiatowy w Busku-Zdroju, willa dr. Byrkowskiego, willa „Wersal”, więzienie przy ul. Kościelnej), w Pińczowie i w Kielcach. W Lesie Wełeckim rozstrzelano 12 młodych mężczyzn. Data egzekucji nie jest znana. Na miejsce straceń przywieziono ich z willi dr. Byrkowskiego. Jerzy Wojnakowski pisał na łamach książki Z dala od Wykusu: „Ubrania w strzępach, ciała poszarpane przez psy. Młody chłopak spod Szydłowa miał wybite zęby, twarz opuchniętą od razów, nogi pokryte zakrzepłą, sczerniałą krwią – też po wilczurze. Podejrzany o współpracę z »bandytami«. Czterech odpowiadało za udzielenie pomocy Żydom […] Zmasakrowani z piwnicy – zostali rozstrzelani pod lasem wełeckim”.

Egzekucje przeprowadzano w różnych częściach Lasu Wełeckiego. Najczęściej odbywały się w rejonie sosny z obnażonymi korzeniami, rosnącej ok. 200 m na północ od pomnika upamiętniającego dziś zbrodnie w Lesie Wełeckim. Według relacji jednego ze świadków, jesienią 1944 r. 11 przedstawicieli inteligencji zastrzelono, gdy wysiadali z samochodów ciężarowych. Prawdopodobnie ofiary zmuszano, aby przed śmiercią rozebrały się do bielizny i związywano im ręce. Mogą o tym świadczyć te słowa: „W 1944 r. żandarmi niemieccy rozstrzelali w wełeckim lesie trzech nieznanych mi ludzi. Po rozstrzelaniu tychże sołtys gromady tejże wsi kazał mi iść i pochować tych trzech ludzi. Osoby te zostały rozstrzelane przez strzał w tył głowy, a ręce mieli związane do tyłu”.

Masowe mogiły przygotowywano w lesie jeszcze przed egzekucją. Ofiary mordowano strzałem w tył głowy. Niektórych rannych dobijano ciosami kolb karabinowych, o czym mogą świadczyć roztrzaskane czaszki odnalezione w mogiłach. W niektórych przypadkach w zwłoki ofiar rzucano granatem. Przed egzekucjami, co potwierdzają zeznania świadków oraz wyniki oględzin odnalezionych zwłok, Niemcy torturowali skazańców. Ofiary miały połamane ręce i nogi, wybite zęby, stwierdzano również brak paznokci. Niejednokrotnie bliscy ofiar rozpoznawali je wyłącznie po ubraniu. Większość zwłok została przeniesiona przez rodziny z miejsca egzekucji na pobliskie cmentarze. Pozostałe spoczywają na terenie Lasu Wełeckiego do dziś.

Nielicznym udało się uciec z miejsca egzekucji. Do Jana Głąba, mieszkańca Kameduł, przybył z prośbą o udzielenie pomocy młody mężczyzna, którego przywieziono do Lasu Wełeckiego z grupą innych mężczyzn na rozstrzelanie: „Było to na początku żniw, w późnych godzinach rannych wpadł do mojego domu młody mężczyzna. Poprosił, żeby mu dać coś do picia. Opowiedział nam, że hitlerowcy przywieźli go wraz z grupą innych osób do Wełeckiego Lasu na rozstrzelanie, skąd uciekł. Dostał od nas chleba na drogę i poszedł. Nie znałem go, bo nie pochodził z naszych okolic”. Również do Mieczysława Kozła przybiegł mężczyzna, który opowiadał, że przywieziono go wraz z grupą ludzi na rozstrzelanie, ale udało mu się uciec. Kozioł nakarmił go i ogolił. Jego samego rozstrzelano w Lesie Wełeckim 13 kwietnia 1944 r. Nie ma jednak dowodów na to, by udzielenie pomocy zbiegowi miało wpływ na jego aresztowanie.

W nieustalonym czasie na teren Lasu Wełeckiego przybyło czterech członków karnej ekspedycji oraz trzech więźniów z łopatami, którym nakazano wykopanie grobów. Jeden ze skazańców wykorzystał chwilę nieuwagi Niemców, którzy zajęli się rozmową i naprawą silnika samochodowego. Świadomy czekającego go losu, uderzył łopatą najbliżej stojącego oprawcę, po czym zaczął uciekać w stronę pobliskiego lasu. Według relacji człowieka o nazwisku Zelek, pracującego w pobliżu na polu, „uciekał zygzakiem po piachu. […] Padał i znowu się zrywał. A te skurwysyny strzelały jak do zająca, jeden z maszynowego, a trzech z jednostrzałowych. Przebiegł ze sto metrów nie trafiony. Przygarnął go las. Miał szczęście”.

Wiedza o zbrodniach dokonywanych przez okupanta w Lesie Wełeckim szybko rozniosła się w Kreishauptmannschaft Busko. Mieszkańcy Kameduł, sąsiedniej wioski słyszeli strzały dochodzące z lasu i widzieli świeżo zasypane doły. Jan Głąb, odwożąc do Buska-Zdroju wojskowego lekarza niemieckiego, kwaterującego w Kamedułach, był świadkiem wykopywania przez członków żandarmerii dołów położonych 20 m od szosy: „Jadąc przez las wełecki, usłyszałem strzały, były to strzały seryjne. Gdy ujechałem kawałek dalej zobaczyłem w odległości ok. 20 m od szosy w lesie wykopany dół. Nad dołem leżały zwłoki kilku mężczyzn. Obok stało kilku – chyba sześciu – hitlerowców, którzy spychali zwłoki do dołu. Wydaje mi się, że hitlerowcy byli w mundurach żandarmerii, a jeden miał chyba trupią główką na czapce, ale nie jestem tego pewny. Gdy wracałem tego dnia z Buska, widziałem, że wspomniany dół był już zasypany”.

Po zakończeniu działań wojennych na terenie Lasu Wełeckiego odbywały się ekshumacje. 7 września 1945 r. na polecenie Sądu Grodzkiego w Busku-Zdroju w obecności dwóch wyznaczonych mieszkańców Wełcza: Adama Wójcika i Romana Lachowskiego, przeprowadzono oględziny miejsca masowych egzekucji dokonanych przez Niemców. Ofiary chowano w dołach, położonych w nieznacznej odległości od siebie. Miały formę nieregularną, ze średnicą 3–4 m i głębokością wahającą się od 50 cm do 1 m. Lachowski i Wójcik wskazali ponadto grób mieszczący się w zachodniej części lasu, za gajówką, w którym pochowano 8 mężczyzn, 2 kobiety oraz jedno dziecko. Przy samej drodze umiejscowili również grób, w którym spoczywało 10 rozstrzelanych osób. Jak stwierdzono, „na egzekucję przywożeni byli z Buska, Pińczowa i Kielc i że po zagrzebaniu takowych trupy w większej części wykopane zostały i wygrzebane przez krewnych i z lasu wywiezione”.

30 kwietnia 1946 r. Obywatelski Komitet Uczczenia Męczeństwa Polaków w Busku-Zdroju przeprowadził wizję lokalną w Lesie Wełeckim. Zlokalizowano wówczas 12 mogił. W jednej spoczywało 7 osób, w drugiej 2, w trzeciej jedna osoba, w czwartej 3 osoby, w piątej zaś 2. Liczba osób pochowanych w kolejnych sześciu mogiłach nie jest znana. W 1946 r. zlokalizowano również cztery kolejne mogiły: w pierwszej pochowano 9 rozstrzelanych, w drugiej i trzeciej po jednej, w czwartej 9.

Zbrodnie niemieckie w Lesie Wełeckim - okładka książki

.Liczba osób rozstrzelanych na terenie Lasu Wełeckiego jest trudna do ustalenia. Jak już wspomniano, według wstępnych szacunków autorki niniejszej publikacji na terenie Lasu Wełeckiego rozstrzelano od 500 do 1000 osób. Ustalono około 100 nazwisk ofiar.

Karolina Trzeskowska-Kubasik

Fragment książki “Zbrodnie niemieckie w Lesie Wełeckim koło Buska-Zdroju”, wyd. Instytutu Pamięci Narodowej [Link]

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 30 kwietnia 2022