Krystyna MIREK: Tylko jeden wieczór

TSF Jazz Radio

Tylko jeden wieczór

Krystyna MIREK

Polonistka, autorka ponad dwudziestu powieści obyczajowych zdobywających listy bestsellerów.

Znana aktorka Amelia Diamond, a w prywatnie Sylwia Nowak, zbudowała życie doskonałe. Podziwiają ją tysiące kobiet. Ma wszystko. Urodę, sławę, kochającego męża, dom i wspaniałe dzieci. Święta to dla niej piękny i ważny rodzinny czas, opowiada o tym w każdym wywiadzie. W tym roku wyjątkowo będzie mieć na kolacji wigilijnej nieplanowanego gościa… Poruszająca, ciepła opowieść o świątecznej magii, najważniejszych pytaniach i nadziei Krystyny MIREK

Sylwia Nowak, znana szerokiemu gronu pod bardziej spektakularnym pseudonimem Amelia Diamond, oparła dłonie o biurko i zadzwoniła zestawem bransoletek, które zawsze poprawiała nerwowym gestem w chwilach szczególnego napięcia. Światło świątecznych lampek szczodrą ręką rozwieszonych w gabinecie zadrżało na rudych włosach o niezwykłym złotym odcieniu. Z głośników cicho płynęły dźwięki nastrojowej ballady o białych świętach. Zbliżały się wielkimi krokami i wszędzie już czuło się oczekiwanie na upragniony urlop. Złote włosy Sylwii znów zamigotały w świetle lampek.

– Co my tam mamy jeszcze na dzisiaj? – zapytała ostro właścicielka tego cudu natury. Była bardzo zdenerwowana, choć starała się wszelkimi sposobami ukryć ten fakt. Czekała jak na zbawienie na godzinę dziewiętnastą, by wreszcie móc spokojnie zebrać myśli. Ale sporo jeszcze musiała zrobić.

Monika, miła, młoda asystentka, westchnęła tak dyskretnie, że tylko prawdziwy mistrz czytania ludzkich serc i gestów zdołałby dostrzec pod jej uprzejmym uśmiechem najwyższe oburzenie. Patrzyła na swoją szefową i nie mogła uwierzyć, że to wszystko dzieje się naprawdę. Sylwia ani słowem nie wspomina o tym, co najważniejsze.

– Za piętnaście minut wywiad – odpowiedziała Monika na zadane wcześniej pytanie, ukrywając swoje emocje. – Wszystko przygotowane. Pokój do zdjęć urządzony, jak chciałaś… – Tu jak zawsze nastąpiła pauza. Sylwia wymagała, by wszyscy pracownicy zwracali się do niej per ty. Uważała, że to buduje wspaniałą atmosferę w zespole. Ale to nie była prawda. Większość zatrudnionych przez nią osób czuła się niezręcznie w tej bezpośredniej relacji. Nikogo faktycznie nie łączyły z szefową bliższe więzi. Mówienie jej po imieniu wywoływało odruchowy opór.

Monika zadrżała. – Dzieci nie poszły dzisiaj do szkoły – odzyskała panowanie nad głosem. – Czekały w domu. Opiekunka pilnowała, żeby wyglądały, jak należy i dotrwały do wywiadu. Przywiozła je do firmy pół godziny temu. Twój mąż trochę narzekał, że stawka dla niego jest za niska, ale dał się w końcu namówić. – Ostatnie zdanie wyrwało jej się pod wpływem emocji. Zwykle nie komentowała prywatnego życia szefowej. Wiedziała, że Sylwia tego nie znosi.

– Najlepiej jest, kiedy każdy robi, co do niego należy – powiedziała surowo szefowa i zaczerwieniła się. – On i tak najmniej. Monika nie skomentowała tych słów. Lubiła pana Nowaka, choć nie do końca szanowała. Był mocno uwięziony pod eleganckim pantoflem wpływowej, sławnej żony i to sprawiało, że ludzie nie traktowali go poważnie. Sylwia wstała energicznie. Wszystko robiła szybko i sprawnie. Być może właśnie dlatego udało jej się osiągnąć tak wielki sukces.

Znów zadrżały bransoletki i chwilę trwało, nim zdołała opanować się na tyle, by wydać kolejne polecenie. Monika się myliła, pozornie spokojna twarz szefowej nie zdradzała większych emocji, ale to nie oznaczało, że ich nie było. – Dajcie mi jeszcze łyk kawy – zarządziła, chcąc odwrócić uwagę od spraw bardziej istotnych. – Ale nie za mocnej. I proszę, żeby mleko kokosowe tym razem było bezwzględnie świeże. Zobacz, czy moje szpilki błyszczą, i ruszajmy. Nie chcę się spóźnić. Dwa lata czekałam na ten wywiad. I wreszcie mnie zaprosili. To najważniejsze pismo w branży, do tego portal z milionami obserwatorów. Narobimy dymu przed samymi świętami. Monika doskonale o tym wiedziała. Znała zawodowe cele szefowej i zdawała sobie sprawę, jak trudno było niektóre z nich osiągnąć. Towarzyszyła Sylwii od początków jej kariery, ale nie była przyjaciółką ani powierniczką. Tych szefowa nie miała. Nikogo nie dopuszczała do siebie bliżej, niż było to konieczne. Monika obserwowała ją każdego dnia i próbowała zrozumieć tę zagadkę.

Dlaczego akurat ta kobieta tak mocno się wybiła ponad inne? Tyle osób codziennie robiło wszystko, byle tylko móc zaistnieć w medialnym świecie. Sprzedawali swoją prywatność, mówili o sprawach, które nigdy nie powinny były ujrzeć światła dziennego. Sypiali z kochankami, którymi pogardzali. Brali każdą rolę, bo ponoć od czegoś trzeba zacząć. Próbowali się przebić. Ale im się nie udawało. Sylwia weszła do tego świata przebojem. I świetnie sobie poradziła.

Na czym polegała tajemnica tego fenomenu? Im dłużej Monika się nad tym zastanawiała, tym dalsza była od znalezienia odpowiedzi. Szefowa skierowała się do wyjścia z gabinetu. Asystentka jeszcze pospiesznie parzyła jej kawę, precyzyjnie wyliczając składniki. A przepis nie należał do łatwych. Świeżo mielone ziarna, mleko kokosowe, cynamon, kurkuma i cukier brzozowy, wszystko w skomplikowanych proporcjach. – Ach! – odezwała się nagle Sylwia, jakby dopiero teraz sobie o tym przypomniała.

– Jak sprawy z pogrzebem? Wszystko załatwione? Monika przełknęła ślinę i wzięła oddech, żeby zapanować nad głosem. Ręce tak jej drżały, że kawa wylała się na spodek. Starła ją pospiesznie, by nie denerwować szefowej. – Tak – potwierdziła spokojnie. – Wszystko przygotowane. Jutro o dziewiątej rano. Cmentarz Powązkowski.

– Co za pora na pogrzeb? Niedziela przed południem?! – zawołała Sylwia, czepiając się czegokolwiek, byle tylko ukryć targające nią emocje. Wyrzuty sumienia nie pozwalały jej spokojnie złapać tchu. – Nie mogliśmy znaleźć innej – tłumaczyła się Monika. – Nie masz właściwie pustych miejsc w planie dnia. Przesunęłam masażystę i próbę. Jutro już o jedenastej zaczynasz zdjęcia do kolejnego odcinka serialu i do wieczora będą z pewnością trwać nagrania, a potem wywiad. Szpilki w kalendarz nie da się wetknąć, a co dopiero tak ważnej uroczystości.

Odwróciła się dyskretnie, bo nie mogła patrzeć na to, w jaki sposób szefowa podchodzi do śmierci swojej jedynej siostry. – Wiem, że jestem zajęta – odparła Sylwia i wzięła kawę z jej rąk. – Jeśli poproszę o urlop, zaczną się pytania. Muszę ci to tłumaczyć? Monika nie odpowiedziała. Czuła, jak żołądek zwija jej się w ciasny supeł. – I tak będzie dostatecznie ciężko wygospodarować dwie godziny – denerwowała się Sylwia. – Sukces ma swoją cenę. Na każdym kroku jestem obserwowana. Zatrudniam cię, żebyś rozwiązywała za mnie takie problemy. – Możesz przyjść do kaplicy później – zaproponowała Monika nieśmiało. Gardło nadal miała zasznurowane wzruszeniem, którego wcale nie musiała w takiej sytuacji odczuwać. To jej szefowa powinna teraz jak każdy człowiek mieć czas na żałobę, smutek, wspomnienia, może refleksję. – Masz rację. – Sylwia zastanowiła się chwilę nad tym pomysłem, choć nie powinna była nawet brać go pod uwagę. – Najlepiej przyjść na koniec. Zmarłemu i tak wszystko jedno. – No nie wiem… – Asystentka tym razem nie mogła się przemóc, by się zgodzić, choć zwykle robiła to dla świętego spokoju. Szefowa rzuciła w jej stronę groźne spojrzenie.

– Przepraszam – poprawiła się natychmiast dziewczyna. – Ty nie przepraszaj, tylko lepiej powiedz, czy się pismaki o tym nie zwiedziały. – Sylwia upiła łyk kawy i sprawdziła jakość napoju. Asystentka na krótką chwilę wstrzymała oddech, ale niepotrzebnie się obawiała. Szefowa miała myśli zajęte czym innym. – Nie chcę wyciągać kolejnych spraw rodzinnych – powiedziała stanowczo. – Mam prawo zachować coś dla siebie. I tak już wszyscy za daleko wchodzą w moje życie. Monika westchnęła. – Na razie spokój w sieci. Bartek wszystko monitoruje. Nikt jeszcze nie wie, że twoja siostra zmarła. Inne nazwisko, nie było cię w szpitalu i w żadnym wywiadzie o niej nie opowiadałaś. Jest szansa, że sprawa przejdzie cicho, choć punktem zapalnym jest oczywiście pogrzeb. Każdy ma dzisiaj aparat w telefonie i każdy zna ciebie.

– Spluń przez lewe ramię – poradziła jej pragmatyczna zwykle Sylwia, która w głębi serca wciąż wierzyła w przesądy, choć nigdy by się do tego nie przyznała. – I nie kracz. – Tak jest. – Monika kiwnęła głową, choć oczywiście nie zamierzała spełniać absurdalnej prośby szefowej i pluć na elegancką wykładzinę gabinetu. – Więc stan aktualny jest taki, że nikt nic nie wie – zaraportowała. – I bardzo dobrze – ucieszyła się Sylwia. – Choć jedna dobra wiadomość. To jednak było strategiczne zagranie: nie opowiadać za dużo o rodzinie. A wszyscy mi inaczej radzili. Jak zawsze mam rację. – Sylwia pochwaliła samą siebie z zapałem, bo jakoś otoczenie się do tego nie kwapiło.

– A gdzie jest teraz Julka? – Twoja siostrzenica czeka w hotelu. – Monika spojrzała na szefową z wyrzutem. Ryzykowała nawet utratę pracy, a już z całą pewnością zły humor Sylwii, a ten potrafi ł się dać we znaki. Ale nie zamierzała udawać, że zachwyca ją fakt, iż nastoletnie dziecko w tak trudnej sytuacji musiało siedzieć wśród obcych, zamiast znaleźć schronienie w domu cioci. – Dobrze jej pilnują? – zapytała Sylwia. Tym razem nie zareagowała na wyrzut wyraźnie słyszalny w tonie Moniki, choć z pewnością musiała go zauważyć.

– Tak. Oczywiście. Dwóch ochroniarzy cały czas stoi na korytarzu, a wykwalifikowana psycholożka jest z Julką w pokoju. Stawka za godzinę jak u najlepszego nowojorskiego adwokata. – Boże, co za kłopot! – Sylwia westchnęła ciężko. Zwykle nie zwierzała się asystentce, ale emocje wzięły górę. Nie powinna była teraz siedzieć tutaj sama. Gdzie jest mąż? Gdzie dzieci? Nikomu nie przyszło do głowy, że przydałoby się wsparcie. Rozumiała, że na jej wizerunek silnej kobiety nabierają się widzowie, ale najbliżsi powinni byli chyba znać prawdę. Tylko czy ona miała jeszcze jakichś bliskich? Spojrzała na światełka choinki stojącej w rogu gabinetu. To było wyjątkowo piękne drzewko. Całe w złotych lampkach. Przez łzy wyglądały jak gwiazdy. Sylwia szybko się opanowała i światełka zyskały normalny wygląd.

– Mam nadzieję, że niedługo wszystko wróci na zwykłe tory – powiedziała stanowczo. – Znalazłam już dyskretną szkołę z internatem, ale przecież nie wyślę tam dziecka przed samymi świętami. To najgorszy możliwy czas. I tak słono mnie to będzie kosztowało. Wszystko dzisiaj opiera się na pieniądzach. A kto je musi zarobić? Ja oczywiście, bo innych chętnych nie ma. Monika znów powstrzymała się od komentarza. – Przygotujcie mi wszystko na jutro. Jakieś ciemne ciuchy, tylko twarzowe – zarządziła Sylwia. – Pojedziemy na sam koniec uroczystości i będziemy udawać, że byliśmy od początku. Okularów nie zapomnij. Nie mam zamiaru tłumaczyć się, dlaczego mój makijaż przetrwał w nienaruszonym stanie. Nikomu nic do tego, czy płaczę na pogrzebie siostry. – Jak sobie życzysz. – To idziemy. – Sylwia uśmiechnęła się do lustra. Była rewelacyjną aktorką. Jej serdeczny uśmiech trafiał ludziom prosto do serc. To właśnie na tym zbudowała swoją potęgę. Pokazując pełną ciepła i serdeczności twarz zwykłej kobiety. Ale cena za sukces okazała się wysoka. O tym jednak teraz nie chciała myśleć. Musiała się przygotować do wywiadu.

Krystyna Mirek 
Fragment powieści “Tylko jeden wieczór”, Wyd.Edipresse Książki. POLECAMY: [LINK]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Magazyn idei "Wszystko Co Najważniejsze" oczekuje na Państwa w EMPIKach w całym kraju, w Księgarni Polskiej w Paryżu na Saint-Germain, naprawdę dobrych księgarniach w Polsce i ośrodkach polonijnych, a także w miejscach najważniejszych debat, dyskusji, kongresów i miejscach wykuwania idei.

Aktualne oraz wcześniejsze wydania dostępne są także wysyłkowo.

zamawiam