ks. Fernando OCÁRIZ BRAÑA: Teologia a kultura postchrześcijańska

Teologia a kultura postchrześcijańska

Photo of ks. Fernando OCÁRIZ BRAÑA

ks. Fernando OCÁRIZ BRAÑA

Kapłan, katolicki teolog, konsultor Kongregacji Nauki Wiary. W 2017 r. mianowany przez papieża Franciszka prałatem Opus Dei.

Potrzeba pogłębionej formacji intelektualnej kapłanów i świeckich, aby oprzeć się obecnym w mediach, kulturze, edukacji i nauce postulatom sprzecznym z prawdą o człowieku, odrzucającym Boga Stwórcę – twierdzi ks. Fernando OCÁRIZ BRAÑA

Wobec aktualnych kultur postchrześcijańskich szczególnego znaczenia nabrał wymiar apologetyczny teologii. W związku z tym wydaje mi się ważne, aby w ramach wydziałów teologicznych kierowano uwagę na postchrześcijańskie zjawiska kulturalne, z którymi wielokrotnie mierzy się misja przekazywania Ewangelii. Wśród tych zjawisk można wymienić m.in. współczesne pochodne marksizmu, ideologię gender i scjentyzm, zwany nowym ateizmem.

Marksizm na nowo

W odniesieniu do marksizmu przypomnę jedynie krótko następującą kwestię. Upadek reżymów komunistycznych w Europie Środkowej i Wschodniej pod koniec lat osiemdziesiątych wydawał się zadecydować o końcu marksizmu jako ideologii. Pozorny triumf kapitalizmu i gospodarki rynkowej spowodował naiwne myślenie wielu, że śmierć marksizmu prowadziła do końca takiej historii, jaka rozwijała się aż do tego momentu, rozpoczynając nowy etap ludzkości. Jednakże narastanie ubóstwa i nierówności gospodarczych, charakteryzujące początek obecnego wieku w wielu krajach, zjawisko terroryzmu, kryzys ekonomiczny i finansowy z 2008 r. ochłodziły ten entuzjazm i spowodowały, że wielu intelektualistów powróciło do szukania inspiracji w ideach marksistowskich, starając się znaleźć rozwiązanie.

Te propozycje reinterpretacji marksizmu są u swego korzenia uwarunkowane tymi samymi założeniami metafizycznymi i antropologicznymi, które skazały na porażkę będącą u ich podstaw myśl Marksa: z jednej strony materializm historyczny i dialektyczny jako ostateczne wyjaśnienie natury człowieka i świata, z drugiej zaś zaprzeczenie istnienia Boga i jakiejkolwiek rzeczywistości transcendentnej. Warto nie zapominać tych podstawowych aspektów materializmu, także po to, aby odpowiednio podjąć delikatne zadanie duszpasterskiego rozeznania różnych propozycji, jakie są przedstawiane ludowi chrześcijańskiemu, aby rozwiązać problem ubóstwa i usunąć niesprawiedliwe nierówności społeczne.

Płeć konstrukcją

Jeśli chodzi o ideologię gender, powiedziałbym – także bardzo krótko – że jest ona pochodną, być może ostatnią, koncepcji filozoficznej, wyrażonej szczególnie przez Hegla, według której prawda nie jest punktem wyjścia, ale wynikiem działania. W tym kontekście płeć biologiczna nie byłaby punktem wyjścia dla płci kulturowej (gender), to znaczy dla funkcji i charakteru życia osoby w sobie samej i w społeczeństwie; płeć kulturowa byłaby czystą konstrukcją społeczną. Dlatego zamiast o dwóch płciach biologicznych czy kulturowych jest mowa o nieokreślonej ich wielości. Utrzymuje się, że społeczeństwo powinno nie tylko tolerować, ale też przyjąć i pozytywnie promować jakikolwiek rodzaj preferencji seksualnej swoich obywateli.

Kiedy próbuje się budować płeć kulturową, nie opierając się na różnicy płci biologicznej, nie tylko upada porządek w dziedzinie płciowości, ale sama osobowość staje się niestabilna. U podstaw niektórych spośród tych teorii można odkryć zaskakującą mieszankę: z jednej strony pojawia się tam materialistyczna koncepcja życia ludzkiego, która prowadzi do takiego korzystania z seksualności, w którym banalizuje się więź międzyosobową, a z drugiej strony jest tam obecny pewien radykalny racjonalizm, który prowadzi do traktowania ciała jedynie jako narzędzia autonomicznego podmiotu. W rzeczywistości płeć biologiczna i kulturowa są koniecznie ze sobą związane, ponieważ ludzka seksualność nie jest jedynie czymś cielesnym: jest także psychologiczna, oddziałuje na sferę duchową i jest miejscem, jakiego Bóg zapragnął dla rodzenia nowych istot ludzkich, powołanych, tak samo jak ich rodzice, do wiecznego życia w Bożym szczęściu.

Nowy ateizm

Chciałbym odnieść się teraz do tego, o czym wspomniałem wcześniej i co we współczesnej kulturze postchrześcijańskiej jest bardzo rozpowszechnione. Jest to tzw. nowy ateizm, wśród którego reprezentantów znajdują się bardzo poczytni na całym świecie autorzy. W niektórych przypadkach są to naukowcy o zasłużonym prestiżu na swoim polu badawczym i autorzy bestsellerów w wielu językach. Najbardziej znanym i prawdopodobnie najbardziej aktywnym przedstawicielem nowego ateizmu jest biolog Richard Dawkins (…). Należy także wspomnieć o Stephenie Hawkingu, zmarłym w 2018 r., uważanym za jednego z najwybitniejszych naukowców (…).

Nowy ateizm wyrasta w kontekście złożonej sytuacji kulturowej i społecznej, w której metoda właściwa naukom matematyczno-fizycznym jest często ukazywana jako jedyna metoda naukowa w sensie ścisłym. Jest to zjawisko przede wszystkim anglosaskie, które rozszerzyło swój wpływ na inne części świata. W pewien sposób nauka jest ukazywana jako wyznacznik działania także na polu praktyki, a nawet moralności.

Ta postawa, którą możemy nazwać racjonalizmem scjentystycznym, albo scjentyzmem, nabierała wagi na przestrzeni wieków, szczególnie od narodzin nowożytnej nauki. Jednakże to XX wiek jest okresem, w którym nauka wydaje się dochodzić do granic zarówno tego, co niesłychanie wielkie (wszechświat), jak i tego, co nieskończenie małe (świat subatomowy). Rodzą się także pierwsze ruchy, które pragną ograniczyć olbrzymią panoramę rzeczywistości do poznania naukowego.

Dyktatura relatywizmu

W przestrzeni publicznej – nie w postawie scjentystycznej jako takiej – jest szeroko obecny inny bardzo znany element: relatywizm. Podczas gdy racjonalizm scjentystyczny broni całkowitej ufności w poznanie naukowe i w postęp, relatywizm je odrzuca. Niedługo przed wyborem kard. Ratzingera na Ojca Świętego odniósł się on do tego zjawiska, mówiąc o dyktaturze relatywizmu, przedstawiając je jako jedną z wielkich chorób, na które cierpi współczesne społeczeństwo (18.04.2005 r.).

Relatywizm ma długą historię, która zaczyna się od greckiego sceptycyzmu i rozwijała się w okresie nowożytnym dzięki tendencjom obecnym w filozoficznych prądach nowożytności, które ustanawiają człowieka jako miarę wszystkich rzeczy.

Racjonalizm scjentystyczny i relatywizm same w sobie są przeciwstawne. Jednakże wydaje się, że obecna kultura osiągnęła pewien kompromis pomiędzy obu pozycjami. Sprzyja temu z jednej strony fakt, że nauka jest poddawana korektom, co jest wynikiem postępu poznania o charakterze doświadczalnym, a także zdolność tworzenia nowych teorii, które z większą precyzją odzwierciedlają to, co jest odkrywane w zjawiskach naturalnych.

W ten sposób temat prawdy coraz bardziej oddala się od obrazu nauki i pojawia się skłonność do przyjęcia wartości poznania naukowego jedynie ze względu na jego skuteczność techniczno-empiryczną, podczas gdy dąży się do utrzymywania, że nie istnieje prawda w tych obszarach rzeczywistości, które nie są dostępne dla poznania naukowo-doświadczalnego. Dlatego postawa scjentystyczna i relatywistyczna mogą współistnieć. Postulaty nowego ateizmu nie są rozpowszechniane jedynie przez pisma i deklaracje autorów tego nurtu, ale można je często znaleźć w mediach, w literaturze popularnonaukowej, a nawet rozrywkowej, i w edukacji na wszystkich poziomach.

Potrzeba formacji

Jak oprzeć się tej silnej medialnej presji, której podlega dzisiejsze społeczeństwo? Nie wystarczy przeciwstawić się poprzez deklaracje i dyskusje odpowiadające konkretnym wypowiedziom czy zdarzeniom, chociaż to także jest konieczne. Potrzeba działania na poziomie bardziej podstawowym: wzmocnienia formacji intelektualnej księży i wiernych.

Przede wszystkim, jest to jasne, potrzeba wzmocnić, zarówno w formacji kapłanów, jak i świeckich, nauczanie filozoficzne i teologiczne na temat istnienia Boga i na temat stworzenia. W związku z tym szczególnie ważne wydaje mi się rozwijanie ponownego odkrycia myśli metafizycznej, do której odniosłem się wcześniej, potrzebnej do refleksji i pogłębienia rozważań na temat objawienia.

Z drugiej strony, byłoby użyteczne rozwijanie lepszego poznania aktualnego stanu nauki, szczególnie tych teorii, które znajdują się na granicy naszego obecnego poznania natury. Wydaje się bardzo wartościowe, aby szczególnie kapłani posiadali także wystarczającą wiedzę na temat najszerzej dyskutowanych kwestii w głównych obszarach nauki; oczywiście, bez konieczności wyspecjalizowanej wiedzy.

Jak napisał św. Jan Paweł II: „obecna sytuacja, ukształtowana (…) przez nieznane dotąd problemy i pytania, związane z odkryciami naukowymi i technicznymi, zdecydowanie domaga się wysokiego poziomu formacji intelektualnej, to jest takiego, który uzdolni kapłanów do głoszenia, właśnie w tego rodzaju sytuacji, niezmiennej Ewangelii Chrystusowej i do ukazywania jej jako wiarygodnej wobec słusznych wymagań ludzkiego rozumu” (Pastores dabo vobis, nr 51).

Papież Franciszek, opierając się na pewnej myśli Benedykta XVI, stwierdza, że jest także konieczne zdanie sobie sprawy, że „wiara poszerza horyzonty rozumu, by lepiej oświecić świat odsłaniający się przed badaniami naukowymi” (Lumen fidei, nr 34). W ten sposób możliwe jest ukazanie znaczenia i wartości, jaką sama nauka posiada w odniesieniu do całości życia ludzkiego. Nauka, a wraz z nią technika i cała ludzka praca człowieka, jako kierowana przez rozum, jest częścią drogi, poprzez którą człowiek nadaje sens rzeczywistości i w niej odnajduje sens samego siebie i całego stworzenia.

.Poznanie natury nie oddala nas od rozumienia relacji pomiędzy stworzeniem a Stwórcą, jaką daje nam wiara. Wręcz przeciwnie, porusza nas do uznania obecności Boga w stworzonych dziełach i w naszej zdolności szukania Go w nich z poczuciem wdzięczności, nabożnego szacunku i miłości.

ks. Fernando Ocáriz Braña

Fragment przemówienia Fernanda Ocáriza Braña z okazji nadania mu doktoratu honoris causa Papieskiego Wydziału Teologicznego we Wrocławiu. Tekst opublikowany w nr 872 Tygodnika “Idziemy” POLECAMY: [LINK].

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 25 lipca 2022