László TRÓCSÁNYI: Największą wartością Unii jest pluralizm

TSF Jazz Radio

Największą wartością Unii jest pluralizm

László TRÓCSÁNYI

Węgierski prawnik i dyplomata, sędzia sądu konstytucyjnego, b. ambasador we Francji. Poseł do Parlamentu Europejskiego IX kadencji.

Ryc. Fabien CLAIREFOND

Należy szanować to, co nas różni, i doceniać to, co nas łączy. Dlatego tak trudno mi zrozumieć, dlaczego jedne kraje chcą karać inne – pisze László TRÓCSÁNYI

Unia Europejska musi chronić swoje interesy finansowe. Jest to jasne i czytelne dla każdego kraju członkowskiego, także dla Węgier czy Polski. Ale też trzeba pamiętać, że Bruksela jest wyposażona w instrumenty pozwalające jej dochodzić własnych praw, gdy pojawia się podejrzenie defraudacji. Choćby w możliwość zamrażania przyznanych sum w sytuacji, gdy występuje ryzyko ich nadużywania. Europejski Urząd ds. Zwalczania Nadużyć Finansowych (OLAF) ma prawo do rozpoczynania postępowań przeciwko państwom członkowskim, jeśli tylko dostrzeże nieprawidłowości w korzystaniu z europejskich pieniędzy.

Oddzielna kwestia dotyczy praworządności i prób jej powiązania z rozdzielanymi przez UE subwencjami. Nie widać żadnych podstaw do tego, żeby te sprawy ze sobą łączyć.

Praworządność to określenie bardzo płynne, nikt nie umie precyzyjnie określić, co ono dokładnie oznacza. Dziś czyta się je w kontekście politycznym, zapominając o jego prawdziwym znaczeniu. Ten termin zaczął być powszechnie używany w języku prawnym w XIX wieku, wyraźnie zyskał na znaczeniu na początku XX stulecia.

Sto kilkadziesiąt lat temu termin „praworządność” oznaczał, że poszczególne instytucje muszą dostosowywać się do obowiązujących regulacji. Wcześniej władze, urzędy państwowe czy instytucje mogły wprowadzać różne rozwiązania bez oparcia ich na obowiązujących przepisach.

Wiek XIX przyniósł wyraźną zmianę w sposobie patrzenia na prawo. Wtedy grupa niemieckich prawników (wśród nich byli m.in. Carl Theodor Welcker, Robert von Mohl) rozpoczęła dyskusję o tym, w jaki sposób należy uporządkować system prawny i jego związek z władzą. Zaczęto używać określenia „Rechtsstaat”, czyli „państwo prawa” – oznaczało to system, w którym władza może działać w granicach opisanych przepisami prawnymi. Gruntowna zmiana zaszła także w świecie anglosaskim, gdzie pojawił się termin „Rule of Law”. Oznaczał on po prostu sprawiedliwe postępowanie przed sądem. Jako że w Wielkiej Brytanii nie ma konstytucji porządkującej system prawny, uporządkowanie zasad postępowania sądowego było przełomową reformą.

Dziś termin „Rule of Law” słyszymy bardzo często – ale w jakże odmiennym sensie niż pierwotne jego znaczenie. Obecnie używa się go w sytuacjach, gdy pojawia się zewnętrzna organizacja (na przykład Komisja Wenecka), która ocenia, w jaki sposób poszczególne państwa podchodzą do praworządności albo praw człowieka. Robi to, mimo że zdecydowana większość państw ma własne konstytucje, które te poszczególne terminy regulują niezależnie od siebie.

Wyraźnie widać, że „Rule of Law” to już nie jest określenie prawne, tylko polityczne – i jako takie jest wykorzystywane do ataków o wydźwięku politycznym. Zwykle tej taktyki używa się wobec krajów Europy Środkowej, w których rządy tworzą partie prawicowe. Jednocześnie rozwiązania, które w przypadku państw środkowoeuropejskich są traktowane jako łamanie praworządności, w przypadku krajów Europy Zachodniej nikogo nie dziwią.

Na przykład żadnego oburzenia nie wywołuje fakt, że dziewięciu członków Sądu Konstytucyjnego we Francji jest mianowanych przez polityków (prezydenta oraz przewodniczących Zgromadzenia Narodowego i Senatu). Obecnie pracom tego sądu przewodniczy Laurent Fabius, były francuski premier i minister spraw zagranicznych. Wśród zasiadających w nim członków jest m.in. były premier Alain Juppé. I nie słychać głosów o tym, że francuski wymiar sprawiedliwości jest upolityczniony, że ten sposób wyłaniania składu sądu oceniającego zgodność legislacji z konstytucją jest niezgodny z regułą praworządności. Słychać natomiast, jak chętnie stare europejskie demokracje pouczają te młodsze z Europy Środkowej. Tylko że warto pamiętać o tym, że Węgry trudno uznać za „młodą demokrację”. Mój kraj ma historię liczącą ponad tysiąc lat – ale nasze dzieje toczyły się w innym rytmie niż państw na Zachodzie. Długo mieszkaliśmy po dwóch stronach żelaznej kurtyny, co sprawia, że dziś między dwiema częściami Europy jest wiele różnic, m.in. widać to w wizji państwa. Ale nie rozumiemy przyczyn, dla których inne kraje pouczają nas w kwestii praworządności.

Pojawia się coraz więcej propozycji wspólnej europejskiej definicji praworządności oraz powiązania tej kwestii z funduszami UE. Tylko że takie podejście grozi dewaluacją znaczenia terminu „Rule of Law” – nie będzie inaczej, jeśli dojdzie do sytuacji, gdy praworządność zacznie być oceniana na przykład przez Parlament Europejski. Przecież ten parlament jest ciałem w pełni politycznym, a nie sądem.

.Największą wartością Unii jest pluralizm. Historia Francji różni się od historii Węgier, a dzieje Polski od dziejów Hiszpanii. Ale mamy też płaszczyznę współpracy, którą tworzy UE. Należy szanować to, co nas różni, i doceniać to, co nas łączy. Dlatego tak trudno mi zrozumieć, dlaczego jedne kraje chcą karać inne.

László Trócsányi

Pierwszy raz na Wszystko Co Najważniejsze?

Aby nie ominąć istotnych tekstów, raz w tygodniu w niedzielę rano wysyłamy newsletter. Zapraszamy do zapisania się:

Magazyn idei "Wszystko Co Najważniejsze" oczekuje na Państwa w EMPIKach w całym kraju, w Księgarni Polskiej w Paryżu na Saint-Germain, naprawdę dobrych księgarniach w Polsce i ośrodkach polonijnych, a także w miejscach najważniejszych debat, dyskusji, kongresów i miejscach wykuwania idei.

Aktualne oraz wcześniejsze wydania dostępne są także wysyłkowo.

zamawiam