Pascal BRUCKNER: Białoruś przynależy do rosyjskiej strefy wpływów, żelazna kurtyna trwa

TSF Jazz Radio

Białoruś przynależy do rosyjskiej strefy wpływów, żelazna kurtyna trwa

Pascal BRUCKNER

Eseista. Zajmu­je się kwestiami społecznymi, takimi jak rewolucja seksualna, ra­sizm, indywidualizm oraz odpowiedzialność obywatelska. Wykładał w paryskim Instytucie Nauk Politycznych. Wydał ostatnio La tyrannie de la pénitence. Essai sur le masochisme occidental („Tyrania odku­pienia. Esej o zachodnim masochizmie”) nakładem wyd. Grasset.

Fot. JF PAGA © Grasset

zobacz inne teksty autora

Duża część Francuzów nawet nie wie, że Białoruś istnieje jako samodzielne państwo. Przecież nawet sama nazwa tego państwa to sugeruje. To jeden z powodów, dla którego duża część Europejczyków postrzega Białoruś jako część Rosji – mówi Pascal BRUCKNER w rozmowie z Agatonem KOZIŃSKIM

Agaton KOZIŃSKI: – „Lepiej być dyktatorem niż gejem” – powiedział kiedyś o sobie Aleksandr Łukaszenka. Myśli Pan, że długo jeszcze będzie ostatnim dyktatorem w Europie?

Pascal BRUCKNER: – Do tej pory Białoruś była ostatnim krajem w Europie, w którym panował właściwie sowiecki porządek. Widać, że Łukaszenka chce utrzymać się w nim u władzy, bez względu na koszt. Tym bardziej że wie, że to jest możliwe.

Przecież ogromna część Białorusinów chce jego ustąpienia.

– Na tej samej zasadzie Baszszar al-Asad już dawno temu powinien przestać rządzić w Syrii – ale jednak utrzymał władzę, choć rzeczywiście Syryjczycy zapłacili za to bardzo wysoką cenę. Asada uratowało wsparcie Putina. Widać, że Łukaszenka liczy na to samo. Dlatego się nie poddaje, nie ustępuje przed żądaniami Białorusinów.

Z drugiej strony widać bardzo umiarkowane zainteresowanie na Zachodzie sytuacją na Białorusi. Dla Francji ważniejsza wydaje się sytuacja w Bejrucie niż w Mińsku – choć przecież Liban leży poza Europą. Dlaczego?

– Nie wiem, czy Białoruś można uznać za kraj europejski. Ona jest w Europie pod względem geograficznym – ale chyba to jedyne kryterium, które spełnia. Ten kraj dawno temu postawił się poza wspólnotą europejską. Łukaszenka sprawił, że to państwo jest czymś pomiędzy autorytarną Rosją i demokratyczną Polską. Tego kraju w żaden sposób nie da się porównać z Libanem, który ma bardzo nietypową strukturę wewnętrzną, jest podzielony między cztery różne grupy religijne.

Ja też nie zamierzam porównywać tych krajów. Uderza mnie natomiast coś innego. We francuskich gazetach poświęca się sytuacji w Libanie dużo więcej miejsca niż sytuacji na Białorusi. To wydaje mi się dziwne. Koszula bliższa ciału – a Mińsk bliżej Paryża niż Bejrut.

– To problem Europy, która nie ma narzędzi do tego, żeby móc wpływać na inne państwa. Poza tym to kwestia świadomości tego, co się dzieje w tym rejonie naszego kontynentu. Podejrzewam, że duża część Francuzów nawet nie wie, że Białoruś istnieje jako samodzielne państwo, oni uważają, że to po prostu część rosyjskiego imperium. To dlatego protesty na Białorusi nie przebijają się na czołówki we francuskich mediach. Już więcej mówi się o napięciach w relacjach z Turcją, tym bardziej że Francja wysłała okręt i samoloty w rejon Cypru i Grecji. Nie sądzę, żeby Paryż był zainteresowany otwieraniem jeszcze jednego frontu.

W swojej ostatniej książce Tyrania skruchy zwrócił Pan uwagę na to, że Europa ostatnio cały czas czuje się za coś winna. Może właśnie zainteresowanie Francji Libanem jest tego konsekwencją? Bo Paryż czuje się winny za lata kolonializmu. Jednocześnie Francja i inne kraju Zachodu nie czują żadnego związku z Białorusią, dlatego to państwo ich nie interesuje, nie widzą powodu, by mu pomagać.

– Na pewno bliskie związki Paryża z Bejrutem to konsekwencja wspólnej historii naszych państw. W oczywisty sposób tego typu więzi nie ma między Paryżem i Mińskiem. Białoruś zawsze znajdowała się w orbicie wpływów rosyjskiego imperium, później wchodziła w skład Związku Sowieckiego. To właśnie z tego powodu Europa Zachodnia tak niechętnie podchodzi do kwestii Białorusi, nie ma zapału do wspierania protestów w Mińsku i innych białoruskich miastach. Choć przecież ten zapał być powinien, bo widać szansę na upadek rządów ostatniego tyrana na naszym kontynencie.

Teraz Pan mówi, że w Europie Zachodniej postrzega się Białoruś jako kraj należący do rosyjskiej strefy wpływów. Tak jest rzeczywiście postrzegany ten kraj?

– Tak. Przecież nawet sama nazwa tego państwa to sugeruje. To jeden z powodów, dla którego duża część Europejczyków postrzega Białoruś jako część Rosji. To dlatego Francuzi czują dużo bliższy związek z krajami Bliskiego Wschodu niż z państwami Europy Wschodniej.

To tak, jakby Europa cały czas była podzielona żelazną kurtyną.

– Ale tak właśnie jest. W głowach Europejczyków cały czas istnieje żelazna kurtyna. Kraje, które leżą na wschód od Niemiec i Austrii, nie są de facto państwami europejskimi – wiele osób tak uważa.

Jasno wyartykułował to choćby lider skrajnej lewicy Jean-Luc Mélenchon, który mniej więcej 10 lat temu powiedział, że nie ma nic wspólnego z krajami bałtyckimi: Litwą, Łotwą, Estonią. Wyraźnie powiedział, że o nie kompletnie nie dba i że powinny wrócić do Rosji.

Mélenchon to polityk, o którym zawsze głośno, ale który jest pozbawiony wpływu na władzę.

– Ale jego słowa świetnie oddają sposób myślenia wielu Francuzów o państwach Europy Środkowej i Wschodniej.

Czego brakuje, żeby ta mentalna żelazna kurtyna wreszcie znikła?

– Konieczne jest pogłębianie integracji między krajami Europy Zachodniej i Wschodniej. Należy wzmacniać współpracę polityczną, gospodarczą.

Temu służy Unia Europejska.

– Tyle że o Polsce czy Węgrzech mówi się na Zachodzie tylko wtedy, gdy pojawiają się wobec nich zastrzeżenia dotyczące państwa prawa. Co dopiero mówić o Białorusi, która znajduje się w ogóle poza strukturami UE.

Polska znajduje się wewnątrz Unii, ale jednocześnie ciągle powracają wobec nas groźby choćby dotyczące odebrania funduszy europejskich z powodu naruszania reguł państwa prawa.

– Polska bez dwóch zdań należy do grona państw będących dziedzicami wielkiej cywilizacji europejskiej. Owszem, teraz obserwujemy serię różnego rodzaju napięć. Ale przecież one także przebiegają wewnątrz Polski, która jest mocno podzielona pomiędzy obóz rządzący i opozycję. Widać to było bardzo dokładnie choćby podczas ostatnich wyborów prezydenckich w waszym kraju. Ten podział był mocno widoczny, starciu dwóch obozów politycznych przyglądała się cała Europa.

Rozmawiał Agaton Koziński
Fragment rozmowy z Pascalem Brucknerem, która w całości ukaże się w najbliższym wydaniu miesięcznika “Wszystko Co Najważniejsze” [LINK].

Pierwszy raz na Wszystko Co Najważniejsze?

Aby nie ominąć istotnych tekstów, raz w tygodniu w niedzielę rano wysyłamy newsletter. Zapraszamy do zapisania się:

Magazyn idei "Wszystko Co Najważniejsze" oczekuje na Państwa w EMPIKach w całym kraju, w Księgarni Polskiej w Paryżu na Saint-Germain, naprawdę dobrych księgarniach w Polsce i ośrodkach polonijnych, a także w miejscach najważniejszych debat, dyskusji, kongresów i miejscach wykuwania idei.

Aktualne oraz wcześniejsze wydania dostępne są także wysyłkowo.

zamawiam