Mariola SERAFIN: Na Boże Narodzenie do Betlejem

Na Boże Narodzenie do Betlejem

Photo of Mariola SERAFIN

Mariola SERAFIN

Doktor teologii w zakresie biblistyki. Część studiów doktoranckich odbyła w École Biblique et Archéologique w Jerozolimie. Pasjonatka Bliskiego Wschodu. Pilot wycieczek. Podróżniczka.

zobacz inne teksty Autorki

Betlejem niejednokrotnie odgrywało w historii biblijnej ważną rolę. Pochodził z niego Dawid, to w nim został namaszczony na króla, a więc rozpoczyna królewską dynastię, której dziedzicem jest Jezus z Nazaretu. Tu prababka Dawida, Moabitka Rut, w swej nędzy zbierała kłosy pozostawione na polu Booza, by potem zostać przez niego przygarniętą i odnaleźć pokój i schronienie. Mimo ważkiej roli w historii zbawienia Betlejem pozostaje często w cieniu Jerozolimy, u podnóża której się rozpościera. Jest jednak ten wyjątkowy okres roku, kiedy oczy praktycznie całego świata zwracają się ku niemu – Boże Narodzenie. O roli Betlejem w historii pisze Mariola SERAFIN

A ty, Betlejem Efrata,
najmniejsze jesteś wśród plemion judzkich!
Z ciebie mi wyjdzie
Ten, który będzie władał w Izraelu,
a pochodzenie Jego od początku,
od dni wieczności.
(Mi 5,1)

.Betlejem od Jerozolimy dzieli zaledwie kilka kilometrów, jednak by się do niego dostać, musimy przejść przez checkpoint, z rzeczywistości izraelskiej do palestyńskiej. W tym arabskim miasteczku jest wyraźnie odczuwalny specyficzny klimat Bliskiego Wschodu. Mieszkają tu głównie muzułmanie, których obecność szczególnie nieprzyzwyczajone ucho turysty odczuwa jeszcze przed świtem, gdy muezin nawołuje z minaretu do porannej modlitwy. Mieszkają tu też chrześcijanie, którym z kolei o modlitwie przypominają dzwony kościelne. Te dźwięki – obok licznych samochodowych klaksonów – składają się na kakofonię towarzyszącą nam praktycznie przez cały dzień. Ludzie tutaj bardzo lubią manifestować swoją przynależność religijną, jest to też ważny wymiar tożsamości. Łatwo rozpoznać dom chrześcijański, na którego drzwiach czy fasadzie odnajdziemy krzyż lub na przykład figurkę Świętego Jerzego walczącego ze smokiem. Na samochodach dojrzymy naklejki religijne. Panowie będą eksponowali tatuaże z krzyżami, a sklepikarze z pewnością zaznaczą swoją domenę ikoną, świętym obrazem czy krzyżem.

Większość turystów swe kroki kieruje do Bazyliki Narodzenia Pańskiego. Gdy stajemy na placu Żłóbka i próbujemy się przyjrzeć bryle kościoła, może ona sprawiać wrażenie ciężkiej i chaotycznej. Wygląd Bazyliki odzwierciedla jej historię, a ta z kolei, jak i cała historia Ziemi Świętej, jest bogata i niejednokrotnie trudna.

Inicjatorką budowy pierwszego kościoła nad Grotą Narodzenia była Święta Helena – matka Konstantyna Wielkiego. Cesarz Konstantyn w roku 313 w Edykcie mediolańskim ogłosił przywileje dla chrześcijan i tolerancję religijną. Oznacza to koniec prześladowań i szykan i co ważne, daje możliwość jawnego kultu. Święta Helena, mając już 70 lat, przybywa do Ziemi Świętej. Pragnie, by miejsca święte zostały uczczone należną im czcią. Pierwsze kroki kieruje do Jerozolimy gdzie z jej inicjatywy powstają pierwsze świątynie na Golgocie i wokół Grobu Pańskiego. Następnie krzyżowcy te dwie oddzielne budowle zamkną w jednej, która przetrwała do dziś. W znajdującej się poniżej Golgoty nieczynnej cysternie udaje się Helenie odnaleźć relikwie krzyża świętego. I tak rozpoczyna się kult tych najważniejszych dla chrześcijan relikwii. Jeden z gwoździ wysyła nawet synowi, a Konstantyn przekuwa go na fragment uzdy dla swojego wierzchowca.  Z inicjatywy Świętej Heleny w Betlejem zostaje wybudowana piecionawowa bazylika z ośmioboczną absydą, z której schodzi się do Groty Narodzenia. Pamięć o Grocie trwała żywa wśród lokalnych chrześcijan, mimo że już cesarz Hadrian w 135 r. zasadził tu gaj dla Adonisa, by zatrzeć pamięć miejsca Narodzenia Pana. Święty Hieronim – późniejszy pielgrzym do Betlejem i autor Wulgaty – napisał: „Przez 180 lat (…) opłakiwano śmierć faworyta Wenery w tym samym żłobie, gdzie po raz pierwszy usłyszano kwilenie Syna Bożego, który stał się dziecięciem dla naszego zbawienia”.

Pierwszy kościół przetrwał do 529 r., kiedy to zniszczyli go Samarytanie. Cesarz Justynian postanowił na jego miejscu ufundować nowy „z taką wspaniałością, rozmiarem i pięknością, że żaden nawet w Świętym Mieście nie powinien go przewyższyć”. O tym, że przedsięwzięcie się udało, zaświadcza anonimowy pielgrzym z początku VII w. piszący, że było to „miejsce wielce znakomite”. Fronton przyozdobiony był mozaiką przedstawiającą hołd Trzech Króli ubranych w zdobne stroje perskie. Mozaika oszczędziła miasto i bazylikę przed zbezczeszczeniem i zniszczeniem podczas najazdu perskiego w 614 r. Było to wydarzenie bez precedensu, które zostało przytoczone w IX w. na synodzie w Jerozolimie jako przykład pożyteczności przedstawień ludzkich podczas trwających już długi czas sporów o tzw. ikonoklazm.

Znacznemu zniszczeniu uległo miasto, gdy muzułmanie dowiedzieli się o zbliżających się wojskach rycerzy krzyżowych. Przed złupieniem samej świątyni powstrzymał ich nocny atak księcia Tankreda 6 czerwca 1099 r. To tu, a nie w Jerozolimie odbyły się koronacje dwu pierwszych królów jerozolimskich. Pierwszym władcą Królestwa Jerozolimskiego miał być hrabia Tuluzy – Rajmund. Jako człowiek niezwykle religijny – podobno marzył o śmierci w Ziemi Świętej – wyprawę mającą na celu wyzwolenie Grobu Pańskiego traktował jako wypełnienie swojego powołania. Nie przyjął korony, oświadczył, że Ziemia Święta ma jednego króla – Chrystusa. Niektórzy mówią, że Rajmund liczył na to, że zgromadzenie odstąpi od wyboru kolejnego monarchy. To jednak skierowało propozycję do Gotfryda z Bouillon, który przystał na nią, postanowił przyjąć tytuł Advocatus Sancti Sepulchri – Obrońca Świętego Grobu. Po jego śmierci władzę zaproponowano Baldwinowi z Boulogne, który nie miał takich obiekcji jak poprzednicy i w 1100 r. w bazylice betlejemskiej przyjął koronę jako Baldwin I. Po nim jeszcze tylko w 1118 r. koronował się w Betlejem Baldwin II. Jednak już jego córka – Melisanda wraz z mężem Fulkiem przyjęli korony w Bazylice Grobu Świętego w Jerozolimie, gdzie też były groby ich poprzedników oraz Gotfryda.

Wraz z upadkiem Królestwa Jerozolimskiego rozpoczynają się trudne czasy dla Betlejem, kościół biednieje wraz z miastem. Saladyn, gromiąc Franków, uległ jednak namowom biskupa Salisbury Huberta Waltera i zezwolił na sprawowanie kultu łacińskiego. Wymaga jednak uiszczania należnej opłaty od niewiernych. Bazylika betlejemska największe szkody ponosi w czasach potęgi osmańskiej, gdy grabieże stają się wręcz regularne. Wiele z marmurów Turcy przenieśli na teren placu Świątynnego w Jerozolimie, gdzie pozostają do dziś. Jest to też okres nieustających sporów pomiędzy franciszkanami a Grekami, którzy na zmianę pozyskują dla siebie kościół i samą Grotę. Wyraźnym znakiem konfliktu jest srebrna czternastoramienna gwiazda z napisem: „Hic de Virgine Maria Jesus Christus natus est” ufundowana przez łacinników. Gdy Grota przechodziła pod władanie Greków, gwiazda była zdejmowana i niszczona, by pod wpływem protestów u Wysokiej Porty znów pojawić się w miejscu Narodzenia. Ciekawe jest, że konflikt o gwiazdę betlejemską, a więc dominację w bazylice, był jednym z powodów wybuchu wojny krymskiej. By nie dopuścić do dalszych sporów, od roku 1853 do dziś obowiązuje status quo, na mocy którego główny kościół i miejsce żłóbka należą do greckich ortodoksów. Franciszkanie budują przylegający do bazyliki kościół św. Katarzyny Aleksandryjskiej (stąd transmitowana jest pasterka). Status quo nie wyeliminowało jednak napięć pomiędzy sprawującymi opiekę nad świętym miejscem, niejednokrotnie dochodziło do konfliktów. Niezbędne było nawet wprowadzenie stałej warty wojskowej.

Tak w skrócie przedstawia się historia miejsca, gdzie już ponad dwa tysiące lat temu odwieczne Logos stało się człowiekiem. My, współcześni pielgrzymi, gdy chcemy nawiedzić to miejsce, od samego początku musimy uzbroić się w pokorę, gdyż z niegdyś trzech potężnych wejść, przez które śmiało mógł przejechać rycerz na koniu, zostały tylko jedne drzwi, pomniejszone tak, by każdy przekraczający próg musiał skłonić głowę – „wrota pokory”. Dawniej, w okresie panowania krzyżowców, rycerz na koniu, w zbroi, nie mógł łatwo zsiąść z wierzchowca, do kościoła wjeżdżał więc konno. Późniejsi włodarze nie mieli tyle szacunku i wjeżdżali nawet całymi furmankami, by plądrować. Zamurowano więc dwa wejścia, a trzecie pomniejszano aż do stanu obecnego, zmuszającego nas do ukłonu.

Jeszcze do niedawna wnętrze świątyni było przytłumione, szare, osmolone przez liczne lampki oliwne i brudne od zacieków z nieszczelnego drewnianego dachu. Kondycja budynku była już w tak opłakanym stanie, że mimo trudności związanych ze status quo oraz bieżącą polityką od 2013 r. trwa długo wyczekiwany remont. Jego główna część zakończyła się w 2017 r. – odnowiono drewniany dach, po zdjęciu rusztowań na nowo ujrzały światło dzienne resztki mozaik długo skrywanych pod tynkami. Fundusze na remont pochodzą z wielu zakątków świata, również z Polski. Nasza donacja pozwoli na odnowienie drewnianych, rzeźbionych drzwi wewnętrznych z 1227 r. autorstwa dwóch artystów ormiańskich, o czym informuje wyryta na nich inskrypcja w językach ormiańskim i arabskim.

Gdy więc przejdziemy przez niskie drzwi, następnie przez „polskie” i zachwycimy się odnowionym wnętrzem, skierujemy kroki do Groty znajdującej się pod ołtarzem. Nie liczmy na długą chwilę wytchnienia i możliwość kontemplacji w ciszy. Z reguły będzie nam towarzyszył tłum, więc dotknąć miejsca żłóbka, które jest oznaczone srebrną gwiazdą, będzie można przez chwilę, niemalże w biegu. W ciasnej grocie bez naturalnego światła, za to z licznymi oliwnymi lampkami, jest gwarno i duszno. Do nielicznych szczęśliwców należą ci, którym uda się tak utrafić, że choćby na chwilę znajdą tu ciszę. Ale zdarza się tak, autorce parokrotnie się to udało.

Po nawiedzeniu Groty Narodzenia warto też odwiedzić sąsiednie, do których wchodzi się od kościoła św. Katarzyny. Znajdziemy tam obszerną Grotę św. Józefa, ziemskiego ojca Jezusa. Tradycja żydowska nie pozwalała żadnemu mężczyźnie asystować przy porodzie. Józef musiał więc zostawić samą rodzącą Maryję w jednej grocie, a sam oddalił się do sąsiedniej. I tam, słysząc, jak rodzi się dziecko, lecz nie mogąc pomóc, musiał zmagać się ze swymi rozterkami młodego ojca, którego syn przychodzi na świat w stajni wśród zwierząt.

W kolejnej, sąsiedniej grocie jest grób św. Hieronima, autora Wulgaty i patrona biblistów. Hieronim przybył do Betlejem, by nauczyć się hebrajskiego i w bliskości żłóbka dokończyć pracę nad przekładem Pisma Świętego na łacinę. Pracę rozpoczął z końcem IV wieku, ukończył już w wieku V, a okupił ją utratą wzroku. Kościół św. Katarzyny znajdujący się ponad, grotami jest kościołem katolickim, parafialnym. Obok modlących się w swoich językach licznych grup pielgrzymów z całego świata, można, szczególnie w niedzielę, natrafić na mszę parafialną. Będzie to o tyle ciekawe doświadczenie, że Eucharystia będzie sprawowana po arabsku.

.Ziemia Święta jest miejscem, do którego w miarę możliwości każdy chrześcijanin powinien choć raz przybyć. Dopiero fizycznie spotkanie z rzeczywistością miejsc świętych pozwoli na pełniejsze i głębsze rozumienie doktryny chrześcijańskiej i Pisma Świętego, które przecież swój początek miało w środowisku semickim. Dodatkowym czynnikiem jest fakt, że wspólnota miejscowych chrześcijan zmniejsza się z każdym rokiem. Nasza obecność jest dla nich ważnym świadectwem tego, że ich trwanie na Bliskim Wschodzie, przy miejscach świętych, ma sens. A i sami z pewnością takim spotkaniem zostaniemy ubogaceni.

Mariola Serafin

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 22 grudnia 2017
Fot.Shutterstock