Michał BONI: Czy kultura może nas ocalić?
Refleksje wrocławskie. Wrocławskie komentarze

TSF Jazz Radio

Czy kultura może nas ocalić?
Refleksje wrocławskie. Wrocławskie komentarze

Michał BONI

Poseł do Parlamentu Europejskiego. Były minister pracy i polityki socjalnej, sekretarz stanu odpowiedzialny m.in. za politykę rynku pracy, szef zespołu doradców strategicznych Prezesa Rady Ministrów, minister administracji i cyfryzacji.

Ryc.: Fabien Clairefond

zobacz inne teksty autora

To fascynujące. Jak umiejętnie Wrocław — miasto nowych idei, innowacji i mądrego rozwoju gospodarczego — stał się w 2016 roku prawdziwą Europejską Stolicą Kultury. Prawdziwą — to znaczy otwartą na kulturalną różnorodność i zarazem otwartą na dostęp do kultury

.W Europejskiej Nocy Literatury uczestniczyło przeszło 10 tysięcy osób, które jasno pokazały, że czytanie jest modne. A spotkania autorskie, kiermasze książek, warsztaty organizowane w ramach akcji Wrocław Światową Stolicą Książki UNESCO — umocniły wagę promocji czytelnictwa. Wiele pokazów plastycznych, koncertów i przedstawień teatralnych — pokazało siłę tego miasta jako swoistego genius loci dla artystów, dla wybitnej twórczości. I jest tak od lat.

To, że dzisiaj Wrocław umie spożytkować to, co pozytywne z dawnego dziedzictwa Breslau, to, że dzisiaj Wrocław umie spożytkować „podziemną rzekę” tradycji lwowskich, i to, że dzisiaj Wrocław rozwija najlepsze tradycje mikrokosmosu tego miasta po 1945 roku — czyni z niego Europejską Stolicę Kultury nie tylko z nominacji, ale z natury rzeczy.

Sukces Wrocławia bierze się ze zrozumienia tego, jak bardzo kultura jest ważna dla rozwoju.

.Bo przecież nie mierzymy już rozwoju tylko i wyłącznie przyrostem PKB. Sensem wzrostu gospodarczego jest bowiem poprawa jakości życia. A celem poprawy jakości życia jest osiąganie przez społeczeństwa i poszczególne jednostki — odpowiednich wskaźników i poziomu dobrostanu.

Liczą się więc zarobki i dochody, ale i jakość edukacji, szanse na karierę zawodową dającą satysfakcję, uczestnictwo w rozrywkach, sporcie i kulturze dzięki zapewnieniu dostępu do usług, które to umożliwiają. Liczy się życie w zdrowiu oraz możliwość korzystania z przyjaznej człowiekowi architektury i publicznych przestrzeni miasta, pozwalających budować nowe więzi i relacje społeczne — i najmłodszym, i seniorom.

Ważna jest równość w dostępie do kultury, bo jest ona jednym z tych czynników, które pozwalają niwelować zagrożenie narastającymi nierównościami i wykluczeniami. Liczy się dostęp do kultury drogą internetową.

Liczy się tolerancja, czyli powszechność akceptowania odmienności.

Tak pojmowana kultura — we wszystkich swoich wymiarach: materialnych i symbolicznych — buduje otwarte społeczeństwo oraz stymuluje rozwój kreatywności.

Nie dość więc, że jest istotnym czynnikiem rozwoju innowacyjności i kapitału intelektualnego, to zarazem buduje nową jakość kapitału ludzkiego, a wreszcie wzmacnia zaufanie, tworzy kapitał społeczny. Jeżeli we współczesnym świecie kapitał finansowy niezbędny gospodarce ma twórczo pracować, a technologie mają pomnażać efekty inwestycji, ułatwiając zarazem życie ludziom, to generowanie warunków dla rozwoju tych trzech kapitałów: intelektualnego, ludzkiego i społecznego, i ich harmonia są decydującym czynnikiem zmian. Zmian na lepsze — jakkolwiek idealistycznie by to brzmiało.

Takie rozumienie znaczenia kultury pozwoliło już wcześniej prezydentowi Wrocławia, Rafałowi Dutkiewiczowi, zacząć we Wrocławiu prace nad tym, czy i na jakich zasadach wpisać prawo do kultury w fundamentalne prawa europejskie.

Musiała towarzyszyć temu intuicja, że być może w świecie huraganów ekonomicznych, technologicznych, politycznych, ideologicznych kultura mogłaby być środowiskiem ocalenia. Ocalenia wartości, klarowności międzyludzkiej komunikacji, niezapominania o czynniku ludzkim w głębokich procesach przemian.

.Postawienie celu — kultura jako jedno z praw podstawowych — wymaga precyzyjnych dopowiedzeń, o co tak naprawdę może chodzić.

Oznacza to konieczność określenia, jakie gwarancje dla prawa do kultury mają być wypełniane przez instytucje państwa, jakie zaś obowiązki mogłyby wziąć na siebie inne podmioty publiczne. Niejako wymusza to definicję, jak wzmacniać wypełnienie prawa do kultury przez odpowiednie nakłady na kulturę, które są w takim wypadku rozumiane jako inwestowanie w rozwój. Niezbędne staje się opisanie struktury normatywnej prawa do udziału w życiu kulturalnym. Ale potrzebne powinno być także rozpatrzenie potencjalnych konfliktów między różnymi prawami człowieka — wolnością słowa i wypowiedzi, prawami religijnymi, tolerancją i regułami niedyskryminacji.

Dzięki tej pracy, zainicjowanej w 2013 roku z udziałem wielu wybitnych ekspertów, powstała publikacja przedstawiona 14 listopada 2016 r. we Wrocławiu: „Kultura a prawa człowieka — wrocławskie komentarze”. Zadziwia wielość wątków podjętych w tych komentarzach i stworzenie swoistej encyklopedii rozumienia kultury we współczesnym świecie, we współczesnej Europie. Pod kierunkiem profesora Andreasa Wiesanda przygotowano dobrą podstawę do rozumienia wielowymiarowości współczesnej kultury w jej odniesieniach do praw człowieka. Ten obraz kultury jest niesłychanie bogaty.

To jednocześnie prawo do swobody ekspresji i indywidualizmu twórczego oraz gwarancja praw mniejszości językowych, rasowych, religijnych, ludzi różniących się orientacją seksualną czy płcią — do wyrażania siebie oraz pełnego dostępu do kultury w nieskrępowany sposób.

To jednocześnie troska o sztukę, jej elitarne znaczenia i rozumienia oraz dbałość o jakość kultury popularnej. To postawienie problemu edukacji kulturalnej oraz roli wpływu mediów i treści obecnych w mediach na postawy społeczne. To promocja czytelnictwa w warunkach, kiedy nie wiemy do końca, jaki będzie materialny kształt książki przyszłości.

To jednocześnie wola stworzenia warunków masowego, demokratycznego dostępu do różnorodnych dzieł i utworów, także z użyciem najnowszych kanałów komunikacji cyfrowej, a zarazem praca nad prawami autorskimi w dobie rewolucji cyfrowej i tworzenie wzorca legalnego korzystania z dóbr kultury oraz odpowiedniego wynagradzania twórców.

To szacunek dla dziedzictwa kultury europejskiej, ale i pełna otwartość na rozumienie i dyfuzję wartości z kulturami innych kontynentów. To pełny respekt dla wzorców kulturowych opartych na doświadczeniach i wartościach religijnych, a zarazem troska o to, by unikać wojny kulturowej. Powstaje ona wówczas, gdy uznanie dla własnej religii czy kultury przesłania widzenie innej, która staje się taką, której nie wyznaję, nie czuję — nadaję jej negatywny charakter i dlatego chcę zniszczyć ją i skolonizować.

To próba zrozumienia wynaturzeń kulturowych — jak tworzenie się genocydu — bez usprawiedliwiania zła.

To zrozumienie międzypokoleniowego charakteru kultury wtedy, kiedy tworzy się dziedzictwo, ale i wtedy, kiedy napięcia między generacjami zrywają ciągłość kulturową.

To wysiłek, by zrozumieć i opisać tak nowe zjawiska ważne dla mechanizmów przemian kulturowych, jak: whistleblowing, trolling, investigative journalism, etc.

Mam takie przeświadczenie, że ten encyklopedyczny wysiłek autorów i „Wrocławskie komentarze” mają ukryte znaczenie i ukryty wzorzec. Chodzi o mądre opisanie zjawisk i świata, po to — by je lepiej zrozumieć i nadać kulturze nowy sens.

15Tak jak zrobili to encyklopedyści francuscy, fundując oświeceniowy dorobek Europy.

Dlaczego właśnie teraz ta swoista wrocławska encyklopedia kultury jest tak ważna i potrzebna?

Dlaczego teraz, w 2016 roku, zaczynamy potrzebować oświecenia? Jest kilka powodów.

.Po pierwsze. Przełom XIX i XX wieku zaczął przynosić rezultaty wielkiej rewolucji przemysłowej — prawo do udziału w wyborach, czyli w demokracji, prawo do zrzeszania się, ale i prawo do edukacji oraz ubezpieczeń społecznych. Przyniósł również demokratyzację dostępu do szeroko pojmowanej kultury. Zaowocowało to procesami opisanymi przez Ortegę y Gasseta w „Buncie mas”. Ale kilkadziesiąt lat później przyczyniło się do oddania władzy przez masy autorytarnym liderom. Powstał faszyzm, stalinizm czy z pewnym opóźnieniem — autorytaryzmy w innych regionach świata.

Autorytaryzmy nigdy nie są zwolennikami kultury różnorodnej i otwartej.

To, czym żyjemy dzisiaj — zaryzykuję tezę — jest niestety swoistą repliką tamtych wydarzeń! Przeszło tydzień temu w „Financial Times” napisano: „Czy świat dzisiaj tak bardzo różni się od tego, kiedy faszyzm zaczął się rozwijać i ogarniać umysły?”.

Wielka przemysłowo-cyfrowa rewolucja wydobywa świat z zagrożeń ubóstwa, buduje nowe szanse. Nie jesteśmy w stanie jeszcze sobie ich wyobrazić, będąc w przededniu startu współpracy ludzi z robotami czy u początków biofarmaceutyki — rozwijania leków w naszym organizmie jako lepiej zwalczających choroby. W ostatnich 20 latach internet zwielokrotnił nasz dostęp do informacji, wiedzy, także kultury. Wytworzył postać prosumenta: kogoś, kto jest i twórcą, i odbiorcą. Wzbogacił nas.

Nigdy w historii nie było takiego przełomu w dostępie do kultury. Może tylko wynalazek Gutenberga daje się porównać do tego zjawiska. Ale efekty rewolucji Gutenberga rosły przez 300 lat, gdy efekty internetu jako czynnika globalnej zmiany widać już po 25 latach.

Internet staje się piątą władzą. Ale oprócz jasnej strony — ma stronę ciemną.

Internetowej społeczności łatwiej przychodzi łamać reguły społeczeństwa „analogowego”, z jego strukturami, mechanizmami pośrednimi, demokracją jako grą interesów, służącą jednak rozwiązywaniu problemów. W sieci nie ma stabilności, normy są równie szybko powoływane do życia, jak łamane. Jednostki stają się elementem masy, gdzieś gubiąc swoje cechy indywidualne.

Od czasu wynalezienia społecznościowych możliwości internetu rozwija się oczywiście otwartość oraz różnorodność.

Ale naprzeciw nich wyrasta wspólnota tych, którzy chcą istnieć tylko w zamkniętym kręgu „swoich”, we własnym obozie i własnym rozumieniu tożsamości. Jeszcze dwa lata temu na Twitterze prowadziliśmy nie tylko wymianę informacji, ale i poglądów. Dziś nie można się wymieniać poglądami, bo dominuje mowa nienawiści. Efekt — ja „banuję” swoich wrogów, oni „banują” mnie, a podstawione trolle wojenne atakują wszystkich za wszystko.

Paradoks polega na tym, że z jednej strony internet daje wolność i dostęp do kultury, z drugiej zaś stwarza zagrożenia, budując dualistyczny świat dobra i zła, jak w inkwizycyjnych modelach rzeczywistości. Gdzie tak naprawdę ma być przestrzeń otwartości i różnorodności jako wspólna wartość, skoro istotą jest zabijanie odmiennej wspólnoty w imię panowania tylko jednej, własnej, plemiennej?

Społeczeństwo otwarte zderza się ze wspólnotą plemienną. Mury rosną w naszych głowach. Chwilami mam wrażenie, że ten uboczny, negatywny efekt istnienia internetu wypiera to, co dobre.

.Po drugie. Po II wojnie światowej powstało szereg instytucji, które miały chronić demokrację przed pokusą zwyrodnień. Instytucje te miały chronić jednostkę przed państwem i wprowadzaną przez rządy polityką, która mogłaby narzucać jednostkom reguły łamiące ich poczucie wolności. Stąd bardzo bogaty katalog praw człowieka i obywatela spisany w międzynarodowych regułach prawnych. Stąd tak ważna separacja władz: ustawodawczej, wykonawczej i sądowniczej. Zasadą państwa prawa jest więc obrona demokracji rozumianej jako przestrzeganie reguł i wyników wyborów, ale także bezstronności mediów i administracji, czy pilnowanie przestrzegania katalogu praw podstawowych. Tym samym istotą stała się ochrona jednostki i mniejszości.

W tym kontekście dziwi, że prawo do kultury nie zostało określone i wzmocnione. Bo przecież to kultura właśnie jest środowiskiem, w którym pielęgnowanie wartości demokratycznych może się rozwijać efektywnie.

Dzisiaj nowe modele polityki, w świecie „postprawdy”, wydajne wyborczo wehikuły populizmu deprecjonują te pryncypia. Bo populizm współczesny jest nie tylko kwestią kupowania uległości społecznej za cenę pakietów socjalnych, co bywa destrukcyjne dla stabilności gospodarczej. To nie tylko bunt przeciw elitom: określanym jako lewackie czy „bogate do nieprzytomności”. To coś więcej. To rozbudzanie emocji negatywnych, budowanie wyobrażeń wrogów, kształtowanie stereotypów w mowie nienawiści, by wywołując lęki, od razu dawać silną odpowiedź. I budować pozytywne emocje. Że tylko nasza wspólnota jest wspólnotą prawdy i dobra. Że tylko nasza tożsamość jest pozytywna. Że tylko nasz wódz daje nam poczucie, że to my jesteśmy suwerenem i jedynym reprezentantem narodu. Czyli jak wygramy wybory — możemy w imię demokracji zrobić wszystko przeciw demokracji.

Ten splot emocji — negatywnych i pozytywnych — funduje siłę manipulacji w oddziaływaniu na ludzkie postawy.

Uczciwie trzeba przyznać, że jednym z powodów zachodzących procesów jest na pewno — widoczna w wielu demokracjach — utrata legitymizacji przez wiele instytucji publicznych i władz, które straciły kontakt z obywatelami.

Ale czy przewagi populizmu mogą w ogóle tworzyć warunki dla rozwoju kultury?

W jej otwartości i różnorodności, w jej nieskrępowanym charakterze?

Przecież w politykach populistycznych kultura musi być zredukowana — staje się instrumentem nowej ideologii. A ta nowa ideologia — to skrajna polaryzacja społeczeństwa i zarządzanie konfliktem, w którym jedni mają mieć prawa, a drudzy mają być obywatelami „drugiego sortu”.

.Po trzecie. Podatność na generowanie człowieka masowego rośnie. Antidotum powinno być odnajdywane w edukacji, w kreowaniu wzorców wolności i szacunku dla odmienności, w otwartej i pełnej różnorodności kulturze. Nagle jednak widać powrót do konserwatywnych, zamkniętych i tradycyjnych wzorców nacjonalistycznych.

To fakt, że procesy globalizacji nie wytworzyły poczucia tożsamości, nie zbudowały identyfikacji. I może dlatego jak echa historii sprzed I wojny światowej wracają nacjonalizmy. Jako warunki i treść tożsamości. Jest oczywiste, że narody potrzebują swojej tożsamości. Ale jest też oczywiste, że narody mogą spotykać swoje tożsamości ze sobą, wymieniać się wartościami, budować szerszą wspólnotę i zakorzenienie. Nie ma przecież konfliktu między europejskością a narodowością.

Chyba że z wartości narodowych czynimy wehikuł populistyczny. Wówczas konflikt między tym, co narodowe, a tym, co europejskie, pojawia się jak zwiastun i egzekutor Brexitu, mutowany w kolejnych edycjach narodowych, już w co najmniej kilku stolicach państw europejskich.

Trudno wtedy mówić o wpisywaniu prawa do kultury jako uniwersalnego prawa europejskiego, bo przez zwolenników osłabienia więzi europejskich będzie to poczytane jako zamach na narodowe suwerenności oraz zasadę pomocniczości. Kultura — to wyłącznie sprawa narodowa, powiedzą niektórzy.

Tym bardziej więc proponowane w „Komentarzach wrocławskich” zainicjowanie procesu wpisania prawa do kultury jako fundamentalnego prawa człowieka i obywatela wydaje się przełomowe.

Różne prace już trwają. Na przykład: jeśli mówimy w Europie o jednolitym rynku cyfrowym, to szukamy rozwiązań dla harmonizacji przepisów. Muszą istnieć takie same warunki dostępu do treści kultury obecnych w kanałach cyfrowych we wszystkich krajach Unii, bez względu na miejsce, w którym przebywam. Geoblokowanie niczego nie chroni, jedynie utrudnia dostęp do treści kultury. Otwarta Nauka i Europejska Chmura Nauki — to szanse na lepszą wymianę i rozwój nauki. A jeżeli chcemy chronić kultury mniejszości, mniejszej skali, kultury w językach o mniejszym zasięgu — to możemy to robić w nowy sposób, bez nadmiernie tradycyjnych rozwiązań w copyright. Ramy dyrektywy audiowizualnej powinny wspierać upowszechnianie dziedzictwa europejskiego we wszystkich krajach bez narzucania jednego schematu rozwiązań, a zarazem dbać o pluralizm i bezstronność mediów, jak również o warunki dla jakościowego rozwoju dziennikarstwa.

Uważam, że w te wszystkie prace, obecne i nadchodzące, należy wpisać taką interpretację kultury, by niejako z zasady traktować ją i dostęp do niej — jako prawo podstawowe.

Jest jeszcze jeden element. Tylko tak pojmowana kultura stanie się mocniejszym czynnikiem rozwoju, budowania synergii kapitałów: intelektualnego, ludzkiego, społecznego i finansowego.

I tylko tak pojmowana kultura stanie się miejscem ocalenia człowieka, jednostki — przed burzą populistyczną, przed nowym buntem mas. Dlatego wrocławska encyklopedia kultury jest tak potrzebna, jeżeli chcemy ocalić te wartości, które od lat fundowały krok po kroku — lepszy świat.

Praca nad nowym oświeceniem w Europie jest dziś konieczna.

.Tylko w języku kultury możemy pytać o specyfikę tego, co nazywa się „polskością”, „brytyjskością”, „francuskością”, „niemieckością”, nie zatracając wartości ważnych dla wspólnot tych ojczyzn. I nie gubiąc wartości kluczowych dla osób, jednostek, obywateli — człowieka. Odpowiedzi na te pytania, mądre definicje narodowych tożsamości — są kluczowe, by uniknąć wzrostu skrajnego nacjonalizmu, rozwijać pozytywnie kulturowe identyfikacje z wartościami narodowymi i zakorzeniać się w szerszym, europejskim i światowym dziedzictwie.

Zwrot ku kulturze wydaje się — w świecie obecnym, pełnym napięć, autorytarnych zagrożeń, masowego populizmu — jedną z istotniejszych szans na… ocalenie?…

Michał Boni
Treść wystąpienia na konferencji zorganizowanej we Wrocławiu 14 listopada 2016 — jako podsumowanie prac nad publikacją „Kultura a prawa fundamentalne. Wrocławskie komentarze”.

Pierwszy raz na Wszystko Co Najważniejsze?

Aby nie ominąć istotnych tekstów, raz w tygodniu w niedzielę rano wysyłamy newsletter. Zapraszamy do zapisania się:

Magazyn idei "Wszystko Co Najważniejsze" oczekuje na Państwa w EMPIKach w całym kraju, w Księgarni Polskiej w Paryżu na Saint-Germain, naprawdę dobrych księgarniach w Polsce i ośrodkach polonijnych, a także w miejscach najważniejszych debat, dyskusji, kongresów i miejscach wykuwania idei.

Aktualne oraz wcześniejsze wydania dostępne są także wysyłkowo.

zamawiam