Michał BONI: Donald Trump.
The Show Must Go On

TSF Jazz Radio

Donald Trump.
The Show Must Go On

Michał BONI

Poseł do Parlamentu Europejskiego. Były minister pracy i polityki socjalnej, sekretarz stanu odpowiedzialny m.in. za politykę rynku pracy, szef zespołu doradców strategicznych Prezesa Rady Ministrów, minister administracji i cyfryzacji.

Ryc.: Fabien Clairefond

zobacz inne teksty autora

Często w sytuacjach krytycznych mówi się, że czas i tak płynie, a sprawy muszą iść do przodu. Czy mogę tak powiedzieć kilka godzin po zwycięstwie Trumpa w wyborach prezydenckich w USA?

Może nie chcę tak powiedzieć. Ale może — muszę tak powiedzieć i różne sprawy powinny „iść do przodu”.

Dlaczego nie chcę tak powiedzieć?

Bo zwycięstwo Trumpa jest zwycięstwem głosowania. I szanuję to. Ale demokracja to coś więcej niż tylko wynik wyborczy. To mechanizmy obrony demokracji i jej żywy charakter, potencjalne uczestnictwo w procesach decyzyjnych każdego — i miejsce dla każdego w siatce społecznej i politycznej, bez względu na jego przekonania. To dbałość o rozdzielność władz oraz prawa wszystkich, także mniejszości i tych, którzy myślą i zachowują się odmiennie. To łączenie ludzi w celu budowania lepszej przyszłości. To obalanie murów, a nie ich budowanie, także murów mentalnych. Trump zrobił wszystko, by mury zbudować albo o ich powstanie apelować.

Jest szczególnym paradoksem historycznym, że w dniu rocznicy obalenia Muru Berlińskiego w świecie może zacząć wyrastać nowy mur. W Ameryce oraz między innymi krajami — bo jest coś w wypowiedziach Trumpa, co brzmi jak skrajny amerykański izolacjonizm.

Wartość współpracy i kapitału społecznego jest kluczowa dla podołania wyzwaniom, przed jakimi stoi świat — demografia, cyfrowy przełom, demokracja, jej siła i zagrożenia dla niej. Tymczasem Trump skrajnie podzielił amerykańskie społeczeństwo, także światową opinię. Jego wyrazistość dała mu zwycięstwo. Ale zabija szanse na porozumiewanie się, jeśli język, jakiego używał w kampanii, stanie się językiem jego prezydentury.

Rosja i ambicje Putina przestaną być izolowane. Ukraina stanie na skraju przepaści, jeśli chodzi o amerykańskie wsparcie dla jej suwerenności, reform i terytorialnej integralności. NATO może słabnąć, by przypodobać się Rosji. Trump razem z Rosją mogą chcieć dokonać nowego podziału świata. Niedokończone prace Unii Europejskiej i Stanów Zjednoczonych nad umową o wolnym handlu — zawisną w próżni.

 Trump razem z Rosją mogą chcieć dokonać nowego podziału świata.

.Populistyczny wehikuł wygrał. I nie jest to kwestia spraw socjalnych i biedy amerykańskich „białych”, głównych orędowników Trumpa, z klas niższych i średniej. Aczkolwiek rosnące nierówności były i są jedną z przyczyn zwycięstw partii populistycznych. To nie tylko niechęć dużej części społeczeństwa do elit — od lat sytych własną polityką i sukcesami. Taka zemsta mniej awangardowych części społeczeństwa — gorszych w technologiach i nowych modelach biznesowych, mniej kreatywnych i zamkniętych na nowinki obyczajowe, bardziej małomiasteczkowych i wiejskich niż metropolitalnych — na liderach tych zmian, których świat doświadczał w ostatnich 25 latach. To przede wszystkim zwycięstwo emocji — negatywnych, rozwiniętych w ludziach podczas kampanii poprzez nieustanne straszenie i pokazywanie zagrożeń, i pozytywnych, bo straszeni ludzie mogli wreszcie znaleźć idola, wodza, lidera. Takiego, który przez niekonwencjonalną siłę własnej osobowości budował poczucie bezpieczeństwa. Poczucie nowej Wielkiej Ameryki. I dawał poczucie wspólnoty — takiej, której siła będzie się karmiła wykluczaniem innych. Wspólnota plemienna będzie silniejsza niż społeczeństwo otwarte.

Ci rzekomo gorsi dostali poczucie siły i tożsamość — i przekonanie, że to oni mogą być, a po zwycięstwie są suwerenem. Może się okazać, że amerykańska przeszło 200-letnia tradycja demokratyczna tego nie wytrzyma. Że instytucje przestaną być niezależne, a staną się oportunistyczne i podporządkowane woli zwycięzcy. To będzie wielki test — dla sądownictwa, dla pluralizmu mediów, dla otwartości amerykańskiej gospodarki na globalną wymianę, dla niezależności Kongresu (przy wszystkich afiliacjach politycznych), dla otwartości amerykańskich wzorców kulturowych i uczelni, dla otwartości Ameryki na jej własne źródło sukcesu — jakim był i jest tygiel kulturowy, co oznacza otwartość na imigrantów.

Zwycięski i koszmarnie efektywny w marketingu wehikuł populistyczny może funkcjonować dalej. Żeby nowy prezydent nie zdradził własnych wyborców. Żeby spełnił obietnice i zmienił Amerykę.

I to będzie zła zmiana dla świata. Ameryka przestanie być punktem referencyjnym walki o demokrację i prawa człowieka. Ameryka przestanie być punktem referencyjnym przełomów gospodarczych (w dobrym i złym znaczeniu). Ameryka przestanie być elementem równowagi. Powstanie nowa równowaga — ze zmniejszającą się jeszcze bardziej rolą Europy albo z rosnącym znaczeniem Europy, jeśli Europa stanie się sekundantem Trumpa. I gdy Marine Le Pen wygra wybory we Francji — i tak dalej, i tak dalej…

Dlaczego jednak może powinienem powiedzieć, że sprawy muszą iść do przodu?

Bo okaże się, że demokratyczne instytucje Ameryki są silniejsze niż wynik jednych wyborów i prezydentura Trumpa zostanie okiełznana. Przez zwyczaje i normy, przez administrację i tysiące urzędników, przez trochę skorygowane, ale jednak niezmienne poczucie amerykańskiego interesu. Przez wygaszenie emocji — niektóre obietnice Trump spełni, i to przy blasku świateł i fleszy, niektóre przeleżą się, aż do utraty wartości i aktualności.

Ktoś powie — niech się tak stanie! I świat jakoś przetrwa — bez totalnej destrukcji.

Ale to nie jest takie proste. „The show must go on”, lecz dramaturgia tego przedstawienia będzie iście szekspirowska. O każdą rzecz będzie się toczyła batalia — w amerykańskim Kongresie, w amerykańskich mediach, między amerykańskimi think tankami, na uniwersytetach, między stanami, między grupami biznesowymi, w amerykańskim społeczeństwie obywatelskim, zorientowanym liberalnie i konserwatywnie, między Afroamerykanami, Hispanoamerykanami a innymi. Nieustanny kryzys albo nieustanna kampania wyborcza. Ameryka w kampanii przez następne cztery lata!

.Ameryka i świat będą szły do przodu, ale według zwyczajowego schematu: dwa kroki do przodu, jeden krok w tył czy jeszcze inaczej: jeden krok w przód, dwa do tyłu.

Rzeczywiście, to będzie szekspirowski moment historyczny. Trump będzie żądnym władzy i tragicznym Henrykiem IV czy szalonym Makbetem, pokonanym w końcu przez las Birnam, czyli siłę wolności w społeczeństwie, czy Klaudiuszem w chwili tryumfu, po zabiciu ojca Hamleta?… Czy Fortynbrasem, silnym zwycięzcą — który krok po kroku przechodzi od polityki emocji i wojny do polityki praktycznych decyzji?

„The show must go on” — czyli: czas pokaże, jak będzie. Coś się na pewno kończy, coś się zaczyna.

Michał Boni
9 listopada 2016

 

Pierwszy raz na Wszystko Co Najważniejsze?

Aby nie ominąć istotnych tekstów, raz w tygodniu w niedzielę rano wysyłamy newsletter. Zapraszamy do zapisania się:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Magazyn idei "Wszystko Co Najważniejsze" oczekuje na Państwa w EMPIKach w całym kraju, w Księgarni Polskiej w Paryżu na Saint-Germain, naprawdę dobrych księgarniach w Polsce i ośrodkach polonijnych, a także w miejscach najważniejszych debat, dyskusji, kongresów i miejscach wykuwania idei.

Aktualne oraz wcześniejsze wydania dostępne są także wysyłkowo.

zamawiam