Chiny z 7-proc wzrostem budżetu na wojsko

Premier Chin Li Qiang zadeklarował gotowość do budowy „równego i uporządkowanego świata wielobiegunowego”, ostrzegając jednocześnie przed zachodnim protekcjonizmem. W raporcie otwierającym sesję parlamentu Pekin zapowiedział walkę z „separatyzmem” Tajwanu i ingerencją z zewnątrz.
Premier Chin Li Qiang o globalizacji gospodarczej
.Chiny są gotowe współpracować ze wszystkimi członkami społeczności międzynarodowej w celu promowania równego i uporządkowanego wielobiegunowego świata oraz powszechnie korzystnej i inkluzywnej globalizacji gospodarczej — oświadczył Premier Chin Li Qiang, przedstawiając raport z prac rządu w Wielkiej Hali Ludowej.
Ta deklaracja stanowi dyplomatyczną kontrofensywę wobec, jak to ujął, „zewnętrznych wstrząsów” związanych z praktykami protekcjonistycznymi innych państw. To nawiązanie do wojny celnej z USA, restrykcji handlowych, zwłaszcza w sektorze nowych technologii, oraz dochodzenia UE w sprawie subsydiów czy szerzej polityki ograniczania ryzyka (de-risking) wobec Chin.
Analitycy oceniają, że retoryka o „wielobiegunowości” ma na celu osłabienie sojuszy USA w regionie Indo-Pacyfiku. Władze w Pekinie, mierząc się z najniższym od lat celem wzrostu PKB (4,5-5 proc.), próbują stabilizować otoczenie zewnętrzne, by skupić się na problemach wewnętrznych.
W odniesieniu do Tajwanu Li podtrzymał twardy kurs. Choć w raporcie zachowano rytualne sformułowanie o dążeniu do „pokojowego zjednoczenia”, zostało ono obudowane znacznie ostrzejszą niż zwykle retoryką dotyczącą „zwalczania” separatyzmu i ingerencji zewnętrznych.
— Będziemy twardo uderzać w siły separatystyczne dążące do „niepodległości Tajwanu” i promować pokojowy rozwój relacji w Cieśninie, postępując w kierunku zjednoczenia ojczyzny — zadeklarował Li.
Retoryka ta, osadzona w kontekście zapowiedzianego 7-procentowego wzrostu budżetu obronnego, sygnalizuje priorytetowe traktowanie gotowości bojowej ponad dyplomatyczne status quo.
Raport z prac rządu premier Li przedstawił na otwarcie dorocznej sesji fasadowego parlamentu — Ogólnochińskiego Zgromadzenia Przedstawicieli Ludowych (OZPL), która odbywa się równolegle z obradami ciała doradczego — Ludowej Politycznej Konferencji Konsultatywnej. Wydarzenie to, nazywane skrótowo „Dwie sesje”, jest najważniejszym punktem w kalendarzu politycznym ChRL.
Wielkiej wojny z Chinami jeszcze nie będzie
.Jeśli całkowicie odizolujemy Chiny, tak jak zrobiliśmy to podczas zimnej wojny ze Związkiem Radzieckim, chińska gospodarka upadnie, ich technologia przestanie się rozwijać, a potęga militarna kraju dramatycznie się zmniejszy – przekonuje Miles YU w rozmowie z Michałem KŁOSOWSKIM na łamach „Wszstko co Najważniejsze”.
Michał KŁOSOWSKI: – Wobec zagrożenia ze strony Chin i Rosji słychać głównie o „powstrzymywaniu”. Czy Zachód ma strategię zwycięstwa? Czym w ogóle byłoby zwycięstwo w tych zmaganiach?
Miles YU: – Bardzo dobre pytanie. Mam wrażenie, że na Zachodzie niewiele osób w ogóle je sobie zadaje. Tak jak wielokrotnie w historii, zwłaszcza w historii konfliktów, nie ma powrotu do wcześniejszego świata. To pierwsza rzecz, którą musimy sobie uświadomić – nie ma powrotu do tego, co było. Patrząc zaś w kierunku Chin, musimy pamiętać, że mamy do czynienia z bardzo zdyscyplinowanym, silnym gospodarczo i sprawnym militarnie systemem. Ale właśnie historia uczy nasprzecież, że istnieje wiele sposobów radzenia sobie z takim przeciwnikiem. Przede wszystkim trzeba zbadać jego słabości i braki. Największą zaś słabością reżimów jest ich własny charakter.
– Charakter?
– Reżimy takie jak chiński zawsze starają się przekonać resztę świata, że obywatele ich krajów są po ich stronie. Ale nie są, przynajmniej jeśli chodzi o wolność i swobody obywatelskie. Wbrew pozorom także w Chinach wielu obywateli jest przeciwko obecnemu reżimowi. Jednak charakter każdego reżimu określa zawsze relacja do ludzi, którymi dany reżim rządzi. Dlatego w Chinach jedynym sposobem na utrzymanie się przy władzy jest podsycanie nacjonalizmu. Z historii wiemy jednak, że to błędna droga i ostatecznie to zwykli ludzie płacą najwyższą cenę za tę grę pozorów. Zatem najlepszą bronią przeciwko reżimom w krajach takich jak Chiny jest bezpośredni kontakt z obywatelami, koniecznie otwarty i przejrzysty. Władze chińskie są najbardziej zaniepokojone, kiedy amerykański rząd prowadzi – a przynajmniej stara się prowadzić – bezpośredni dialog z chińskim społeczeństwem.
– To wystarczy? Przecież Zachód nie ma bezpośredniego dotarcia do obywateli Chin. Reżim, o którym rozmawiamy, o to zadbał. Widzimy to też na przykładzie Rosji. Tam w zasadzie również nie ma komunikacji z obywatelami – poza oficjalnymi kanałami, którymi włada Kreml.
– Oczywiście, słowa i rozmowy nie wystarczą. To nie wszystko. Niezbędne jest też rozwijanie zdolności militarnych i śmiercionośnych broni, to przecież oczywiste. Siła ma fundamentalne znaczenie w relacjach z przywódcami reżimów, którzy jedynie siłę uznają za argument w jakichkolwiek dyskusjach czy negocjacjach. Dlatego musimy rozwijać możliwości walki i śmiercionośność naszych narzędzi wojennych. Nijako musimy zagrać w grę, w której do tej pory przodowali nasi oponenci. Jako Zachód nie będziemy przecież używać tych narzędzi do prowokacji, ale nie możemy też zostać w tyle. Wykorzystamy je jednak do obrony i odstraszania. To jedyny język, który rozumieją i szanują dyktatorzy tacy jak Xi Jinping czy Władimir Putin. Zachód musi się zbroić. Nie po to, żeby atakować, ale żeby móc się skutecznie bronić.
– „Chcesz pokoju, gotuj się na wojnę”, chciałoby się powiedzieć.
– Właśnie tak. Wojna zawsze jest możliwa, ale aby jej uniknąć, trzeba być na nią gotowym. Wiedział o tym chociażby Ronald Reagan, kiedy w podobny sposób pokonał Związek Radziecki.
– Wróćmy do pytania o to, jak wygrać. Zwycięską strategią Zachodu byłoby więc doprowadzenie do zmian w społeczeństwach Chin, Rosji czy Iranu?
– Tak. Nie powinniśmy bać się mówić o zmianie reżimu w tych krajach. Na Zachodzie termin „zmiana reżimu” jest używany przez lewicę jako synonim imperializmu i neokolonializmu, które były taktykami stosowanymi przez zachodnie mocarstwa w celu zdominowania innych narodów na różnych kontynentach. A przecież obecnie sami Chińczycy chcą zmienić reżim partii komunistycznej…
– To zaskakujące. Sami Chińczycy chcą zmienić reżim partii komunistycznej?
– Tak. Głównie dlatego, że obecny reżim nie pozwala im uczestniczyć w świecie, w handlu, w globalnej sieci wymiany dóbr i kultury. Ten sam reżim blokuje także jakiekolwiek głosy sprzeciwu, chociażby cenzurując internet. Musimy zrobić wszystko, co możliwe, aby stworzyć warunki, które zachęcą Chińczyków do samodzielnego wybrania własnego rządu. Przede wszystkim musimy zapewniać przestrzeń takim głosom, skoro reżim chiński na to nie pozwala. To po pierwsze. Po drugie, musimy stale pamiętać, że reżimy, o których mówimy, też nie są bezczynne. Dlatego jeśli się nie zmienią, to doprowadzą do zmiany innych społeczeństw, nie tylko sąsiedzkich. Zresztą proces ten już się rozpoczął, już to widzimy. Reżimy Chin czy Rosji chcą „wywrócić stół” relacji międzynarodowych i w ogóle wywrócić cały świat do góry nogami. Widzimy to też na Ukrainie – cała rozmowa.
LINK DO TEKSTU: https://wszystkoconajwazniejsze.pl/miles-yu-wielkiej-wojna-z-chinami-jeszcze-nie-bedzie/
PAP/ Krzysztof Pawliszak/ LW






