Francja ma rekordowo mało dzieci a skrajna lewica właśnie uznała rodzinę za problem

Clémence Guetté rodzina

Clémence Guetté z lewicowej partii Jean-Luka Mélenchona dokonała odkrycia, które może zmienić historię francuskiej lewicy. Ludzie mają przyjaciół. Przyjaciele bywają sobie bliscy, pomagają sobie w chorobie, wspierają się w chwilach kryzysu, a nawet odczuwają żal, kiedy jeden z nich umiera. Odkrywszy to zjawisko, deputowana Francji Nieujarzmionej natychmiast doszła do wniosku, że należy je zarejestrować, uregulować, objąć ulgą podatkową i wykorzystać do walki z kapitalizmem oraz skrajną prawicą.

.Tak powstała książka Pour une politique de l’amitié, czyli „O politykę przyjaźni”. Jej autorka, Clémence Guetté, jest deputowanym LFI z departamentu Val-de-Marne, wiceprzewodniczącym Zgromadzenia Narodowego oraz współprzewodniczącym Instytutu La Boétie, zaplecza intelektualnego ruchu Jean-Luca Mélenchona. Wydawnictwo La Découverte przedstawia książkę jako projekt stworzenia nowego modelu społeczeństwa, w którym przyjaźń ma pomóc pokonać kapitalizm i skrajną prawicę. W spisie treści odnajdujemy przyjaciół jako „rewolucjonistów w stanie potencjalnym”, przyjaźń jako „ferment antyfaszystowski” oraz zapowiedź ustanowienia nowych praw dla „rodzin z wyboru”.

Nie wystarczy więc mieć przyjaciela. Przyjaźń nieuświadomiona politycznie jest najwyraźniej przyjaźnią zmarnowaną. Prawidłowy przyjaciel powinien sprzeciwiać się rynkowi, tworzyć lud i uczestniczyć w emancypacji, a następnie zgłosić się z drugim przyjacielem do odpowiedniego okienka, aby państwo mogło ich przyjaźń potwierdzić.

Rodzina – podejrzana, przyjaźń – postępowa

Podczas rozmowy we France Inter Clémence Guetté wyjaśniła, że tradycyjna rodzina jest we Francji „nadmiernie dowartościowana”. Chodzi o parę, najczęściej heteroseksualną, wychowującą dzieci, a więc o instytucję wspieraną przez państwo i promowaną – zdaniem deputowanego LFI – przez prawicę oraz „reakcjonistów wszystkich czasów”. Powrót do tak rozumianej rodziny miałby stanowić przejaw przesuwania się Francji ku skrajnej prawicy.

Guetté zaatakowała również używane przez Emmanuela Macrona pojęcie „demograficznego dozbrojenia”. Prezydent, który dostrzegł spadek liczby urodzeń i próbował uczynić z niego temat polityczny, miał tym samym uczestniczyć w bitwie ideologicznej prowadzonej przez skrajną prawicę. W ten sposób demografia przestała być dla LFI problemem opisanym przez statystyków, ekonomistów i specjalistów od systemów emerytalnych, a stała się kolejnym podejrzanym obszarem działalności reakcjonistów.

Wywód jest niezwykle wygodny. Jeżeli ktoś martwi się o liczbę urodzeń, można nazwać go skrajnym prawicowcem. Jeżeli przypomina o przyszłości systemu emerytalnego, podejrzanie interesuje się reprodukcją społeczną. Jeżeli ma dzieci i chce, by państwo nie utrudniało ich wychowania, prawdopodobnie uległ patriarchalnej propagandzie. Wszystko układa się w logiczną całość, o ile wcześniej przyjmie się, że rzeczywistość istnieje tylko po to, aby potwierdzać doktrynę LFI.

Thibault Prébay, ekonomista i autor książki Démographie, la bombe tranquille, w tekście opublikowanym przez „Le Figaro” trafnie rozpoznaje istotę tego zabiegu. Nie jest nią dowartościowanie przyjaźni, ponieważ nikt poważny nie neguje znaczenia więzi przyjacielskich. Jest nią stworzenie fałszywej opozycji, w której przyjaźń ma być dobra, postępowa i antykapitalistyczna, natomiast rodzina – przestarzała, podejrzana, pétainowska i niemal z definicji skrajnie prawicowa.

Tymczasem przyjaźń i rodzina nie są rywalizującymi przedsiębiorstwami, które walczą o udziały w rynku ludzkich uczuć. Można kochać rodziców, wychowywać dzieci, pozostawać w związku i jednocześnie mieć bliskich przyjaciół. Większość ludzi radzi sobie z tym zadaniem bez pomocy Instytutu La Boétie, instrukcji ideologicznej i formularza przygotowanego przez administrację podatkową.

Potwierdzają to badania. Według Ipsos Happiness Index 2026 rodzina i dzieci są pierwszym źródłem szczęścia dla 48 proc. Francuzów, natomiast przyjaciele zostali wskazani przez 27 proc. badanych. Francuzi cenią więc zarówno rodzinę, jak i przyjaźń, nie odczuwając potrzeby, aby pierwszą uznać za faszystowską, a drugą za antykapitalistyczną.

Pacs dla przyjaciół i urząd do spraw uczuć

Najbardziej konkretnym pomysłem Clémence Guetté jest ustanowienie „przyjacielskiego PACS”, czyli prawnie zarejestrowanego związku przyjaciół. Miałby on umożliwiać wspólne rozliczenia, ustanawiać obowiązek materialnej solidarności, dawać określone prawa spadkowe oraz otwierać dostęp do dodatkowych urlopów. W propozycji pada również, by samotny rodzic mógł przekazywać część swoich uprawnień związanych z opieką nad chorym dzieckiem wskazanemu przyjacielowi.

Najczęściej przywoływany przykład dotyczy śmierci najlepszego przyjaciela. Guetté przekonuje, że pracownik musiałby wrócić do pracy już następnego dnia, podczas gdy po śmierci niewidzianej od lat szwagierki otrzymałby urlop. Problem polega na tym, na co z satysfakcją wskazuje Thibault Prébay, że francuski Kodeks pracy w powszechnym katalogu urlopów okolicznościowych nie przyznaje urlopu po śmierci szwagierki. Takie uprawnienie może występować w konkretnych układach zbiorowych, nie jest jednak ogólną zasadą ustawową.

Drugim odkryciem ma być możliwość przekazania przyjacielowi książek albo innych przedmiotów po śmierci. Tu z kolei francuscy notariusze mogą odetchnąć z ulgą: testament został wynaleziony przed ukazaniem się książki Clémence Guetté. Prawo francuskie już dziś pozwala przekazać osobie niespokrewnionej część majątku pozostającą poza rezerwą spadkową. Można dyskutować o wysokości podatku od takiego spadku, lecz nie trzeba budować nowego ustroju, aby zapisać przyjacielowi bibliotekę.

Pozostają pytania, na które rewolucyjny entuzjazm nie udziela odpowiedzi. Ilu urzędowo uznanych przyjaciół może mieć jedna osoba? Czy przyjaźń trzeba odnawiać? Czy urząd skarbowy powinien kontrolować jej intensywność? Co dzieje się, kiedy przyjaciele przestają się lubić, jeden zmienia poglądy polityczne albo nie zaprasza drugiego na urodziny? Czy rozwiązanie przyjacielskiego PACS wymaga zgodnego oświadczenia obu stron, czy wystarczy przedstawienie dowodów zdrady przyjacielskiej?

Można pójść dalej. Czy dwie osoby pozostające w przyjacielskim PACS mogą zawrzeć inne związki? Czy przyjaciel, który nie udzielił pomocy materialnej, może zostać pozwany? Czy wspólne rozliczenie podatkowe przysługuje przyjaźni bezwarunkowo, czy dopiero po przedstawieniu wspólnych fotografii, historii korespondencji i zeznań sąsiadów? Państwo, które nie potrafi zrównoważyć własnego budżetu, miałoby otrzymać kolejne zadanie: ocenianie autentyczności przyjaźni.

Tu właśnie ujawnia się podstawowa sprzeczność projektu. Przyjaźń ma być wolna, spontaniczna, bezinteresowna i wyzwalająca, ale zarazem powinna zostać sformalizowana, skodyfikowana i opatrzona korzyścią podatkową. Lewica odkryła więź niezależną od państwa, po czym natychmiast postanowiła oddać ją państwu pod opiekę.

Francja odpowiedziała śmiechem

Wypowiedź Clémence Guetté silnie rezonowała we francuskich mediach. Punktem wyjścia była rozmowa we France Inter, ale jeszcze tego samego dnia sprawę szeroko opisywało RTL. Następnie temat podjęły „Le Figaro”, „Journal du Dimanche”, Europe 1, CNews, BFMTV oraz „Valeurs actuelles”. Nie był to już margines debaty ani kolejna książka przeczytana wyłącznie przez autorów innych książek.

„Journal du Dimanche” napisał wprost o fali oburzenia. Na antenie CNews adwokat Léonard Zerbib ironizował, że dla LFI wkrótce nawet oddychanie może stać się faszyzmem. Laurence Sailliet mówiła w BFMTV, że strategią LFI jest dzielenie społeczeństwa i przeciwstawianie sobie kolejnych grup, tym razem rodzin uznanych za tradycyjne oraz wszystkich pozostałych. Eugénie Bastié w Europe 1 kpiła, że społeczeństwo oparte na wspólnych mieszkaniach wyborców Francji Nieujarzmionej nie przetrwałoby nawet jednego pokolenia.

Europe 1 poświęciło sprawie kilka materiałów. Pascal Praud zauważył, że debata osiąga niepokojący poziom, jeżeli za pojęcie skrajnie prawicowe zaczyna uchodzić sama rodzina. Mayalène Trémolet wskazywała natomiast, że za projektem nowych regulacji kryje się szersza chęć dekonstrukcji rodziny oraz przekonanie, że państwo powinno prawnie urządzać wszystkie obszary ludzkiego życia.

„Valeurs actuelles” pytało z kolei, czy państwo powinno mieszać się również do przyjaźni, oraz opisywało pomysł jako próbę nadania przyjaciołom pełnego statusu prawnego. Wcześniejsze propozycje LFI dotyczące nowych praw dla przyjaźni były znane od kilku miesięcy, ale dopiero połączenie ich z atakiem na „nadmiernie dowartościowaną” rodzinę sprawiło, że projekt przestał wyglądać jak ekscentryczna propozycja socjalna, a zaczął przypominać manifest ideologiczny.

Najciekawsze były jednak nie reakcje polityków i komentatorów, lecz wypowiedzi słuchaczy RTL. Część z nich dostrzegała rzeczywisty problem ludzi, dla których przyjaciele stali się najbliższym otoczeniem. Inni odpowiadali, że politycy powinni zajmować się siłą nabywczą, bezpieczeństwem i codziennymi kosztami życia, a nie mówić obywatelom, jak mają organizować prywatne relacje. Jedna ze słuchaczek nazwała projekt wprost ingerencją w życie prywatne.

To ważne rozróżnienie. Szeroki rezonans medialny i lawina drwin nie są sondażem całej Francji. Pokazują jednak, że język, w którym rodzina z dziećmi zostaje przeniesiona do obozu skrajnej prawicy, okazał się dla znacznej części opinii publicznej niezrozumiały, prowokacyjny i zwyczajnie absurdalny.

Demografia jednak istnieje

Cała operacja polityczna LFI odbywa się w szczególnym momencie. W 2025 roku we Francji urodziło się dokładnie 643 905 dzieci, o 2,3 proc. mniej niż rok wcześniej i o 24 proc. mniej niż w 2010 roku. Współczynnik dzietności spadł do 1,56 dziecka na kobietę, a bilans naturalny po raz pierwszy od zakończenia II wojny światowej stał się ujemny. Ludzie w wieku co najmniej 65 lat stanowią już 22 proc. ludności kraju.

„Wszystko co Najważniejsze” opisuje ten proces od dawna. Francja przestaje być europejskim wyjątkiem, który dzięki rozbudowanej polityce rodzinnej potrafił utrzymywać relatywnie wysoką dzietność. Coraz mniej dzieci, coraz starsze społeczeństwo i rosnące obciążenie systemu emerytalnego nie są konstrukcjami ideologicznymi prawicy, lecz faktami, z którymi będzie musiał zmierzyć się każdy przyszły prezydent Francji.

Można oczywiście dyskutować o tym, dlaczego Francuzi mają mniej dzieci. Można mówić o cenach mieszkań, niepewności zatrudnienia, sytuacji kobiet na rynku pracy, dostępie do żłobków, zmianie aspiracji, lęku przed przyszłością czy kosztach wychowania. Można także zastanawiać się, czy obecna polityka rodzinna nie odpowiada już na potrzeby współczesnego społeczeństwa. Wszystko to jest potrzebne.

Nie można natomiast unieważnić problemu poprzez przypięcie mu etykiety skrajnej prawicy. Emerytury nie staną się wypłacalne dzięki temu, że nazwiemy demografię faszystowską. Brakujące dzieci nie pojawią się w statystykach po seminarium Instytutu La Boétie. Deficytu budżetowego nie zmniejszy się przez stworzenie kolejnej ulgi podatkowej, nawet jeśli zostanie ona nazwana antykapitalistyczną.

Prébay ma rację, kiedy pisze, że książka Guetté mogłaby nosić tytuł Unik. W czasie gdy Francja zmaga się z gigantycznym deficytem, starzeniem społeczeństwa, kryzysem usług publicznych i rosnącym zadłużeniem, jedna z najważniejszych postaci gospodarczych LFI proponuje debatę o podatkowym statusie najlepszego przyjaciela. To komunikacyjny temat zastępczy, wystarczająco prowokacyjny, aby zająć anteny, i wystarczająco nieprecyzyjny, aby nigdy nie trzeba było przedstawiać jego kosztów.

Nowy wspaniały świat zderza się ze zwykłym życiem

Najmocniejsza część argumentacji Guetté dotyczy urlopu po śmierci bliskiego przyjaciela. Rzeczywiście istnieją sytuacje, w których więź przyjacielska jest silniejsza od formalnego pokrewieństwa, a śmierć przyjaciela może być osobistą tragedią. Rozsądne rozszerzenie urlopów okolicznościowych dałoby się jednak przedyskutować bez ogłaszania rodziny instytucją reakcyjną, przyjaźni siłą antykapitalistyczną i bez tworzenia podatkowego PACS dla kolegów.

W tym właśnie miejscu nowy wspaniały świat lewicy napotyka reakcję Francuzów prowadzących zwykłe życie. Ludzie wiedzą, że nie każda rodzina jest szczęśliwa i nie każdy krewny jest bliski. Wiedzą też, że przyjaciel może uratować człowieka w najtrudniejszym momencie. Nie wynika z tego jednak, że rodzinę trzeba zdegradować, a przyjaźń wpisać do rejestru.

LFI próbuje narzucić kolejną sztuczną linię podziału. Po jednej stronie mają znaleźć się ludzie postępowi, wyzwoleni, otoczeni „rodzinami z wyboru”, po drugiej zaś podejrzani zwolennicy małżeństwa, rodzicielstwa i polityki rodzinnej. Problem polega na tym, że ogromna liczba Francuzów nie zamierza wybierać. Chcą mieć rodzinę i przyjaciół, dzieci i życie społeczne, prywatność i solidarność. Nie widzą powodu, aby jedno uczucie budować na zniszczeniu drugiego.

Być może właśnie dlatego wypowiedź Clémence Guetté wywołała tak mocną reakcję. Nie dlatego, że Francuzi nie cenią przyjaźni. Przeciwnie, cenią ją zbyt wysoko, aby oddawać ją urzędnikom, fiskusowi i partyjnym ideologom. Przyjaźń nie potrzebuje certyfikatu antykapitalistycznego. Rodzina nie potrzebuje zaświadczenia, że nie jest skrajnie prawicowa.

A państwo, które nie potrafi ochronić swoich finansów, zapewnić przyszłości systemowi emerytalnemu i odpowiedzieć na najgłębszy od pokoleń kryzys demograficzny, naprawdę nie musi jeszcze sprawdzać, kto z kim przyjaźni się dostatecznie mocno.

Arkadiusz Jordan
Paryż

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 27 sierpnia 2026