Dlaczego francuskie państwo przestało działać? Rolnictwo stało się symbolem większego kryzysu

francuskie państwo

Dlaczego kraj, który przez dziesięciolecia uchodził za wzór sprawnego państwa i jedną z największych potęg rolniczych Europy, coraz częściej mówi o zagrożeniu dla własnej suwerenności żywnościowej?

Odpowiedź prowadzi znacznie dalej niż do problemów francuskich gospodarstw. Kryzys rolnictwa stał się bowiem symbolem głębszych pytań o zdolność państwa do planowania, prowadzenia długofalowych inwestycji i ochrony własnych strategicznych interesów.

Nic więc dziwnego, że bezpieczeństwo żywnościowe, przyszłość francuskiej wsi i rola państwa w gospodarce stają się jednymi z najważniejszych tematów kampanii przed wyborami prezydenckimi we Francji w 2027 roku.

„Francuskie rolnictrwo walczy dziś o przetrwanie”

.Jeszcze kilka lat temu niewielu Francuzów przypuszczałoby, że przedstawiciel największej organizacji rolniczej w kraju publicznie powie, iż „francuskie rolnictwo walczy dziś o przetrwanie”. Tymczasem właśnie taką diagnozę postawił Arnaud Rousseau, przewodniczący Krajowej Federacji Związków Zawodowych Producentów Rolnych (FNSEA), największej organizacji reprezentującej francuskich rolników. W rozmowie z dziennikiem Le Figaro nie mówił jedynie o trudnej sytuacji gospodarstw. Opisał znacznie głębszy problem – stopniową utratę przez państwo zdolności do prowadzenia długofalowej polityki.

„Nasze rolnictwo słabnie z roku na rok. Walczy dziś o przetrwanie” – to zdanie z wywiadu Arnaud Rousseau można odczytać jako alarm środowiska rolniczego. Można jednak spojrzeć na nie szerzej. Coraz więcej francuskich ekonomistów, socjologów i intelektualistów dochodzi bowiem do podobnego wniosku, choć opisują zupełnie inne dziedziny życia. Nicolas Baverez pisze o kryzysie finansów publicznych. Alain Minc ostrzega przed rozpadem tradycyjnego systemu politycznego. Michel Houellebecq widzi kryzys cywilizacyjny i moralny. Badania Fondapol pokazują narastające pęknięcia społeczne i słabnięcie mechanizmów, które przez dziesięciolecia stabilizowały francuską demokrację.

Rolnictwo nie jest więc odrębnym problemem. Jest miejscem, w którym wszystkie te zjawiska stają się wyjątkowo widoczne.

To właśnie dlatego protesty francuskich rolników z lat 2024–2026 odbiły się tak szerokim echem. Nie były jedynie sporem o ceny skupu, poziom dopłat czy nowe regulacje środowiskowe. Dla wielu Francuzów stały się symbolem państwa, które coraz lepiej potrafi tworzyć przepisy, ale coraz trudniej realizuje wielkie przedsięwzięcia, planuje rozwój na dziesięciolecia i odpowiada na wyzwania przyszłości. W tym sensie pytanie o przyszłość francuskiego rolnictwa jest jednocześnie pytaniem o przyszłość francuskiego państwa.

Francja, jaką znamy, walczy o przetrwanie

.Nie jest przypadkiem, że właśnie kwestia suwerenności żywnościowej zaczyna zajmować coraz ważniejsze miejsce w debacie publicznej. Jeszcze kilkanaście lat temu termin souveraineté alimentaire pojawiał się przede wszystkim w dyskusjach specjalistów zajmujących się Wspólną Polityką Rolną. Dziś jest obecny w wypowiedziach polityków, ekonomistów, ekspertów od bezpieczeństwa, a także kandydatów przygotowujących się do wyborów prezydenckich w 2027 roku.

To zmiana znacząca. Przez dziesięciolecia dostęp do żywności wydawał się czymś oczywistym. Francja należała do największych producentów rolnych Europy, eksportowała żywność na cały świat i była jednym z filarów Wspólnej Polityki Rolnej. Pandemia COVID-19, wojna na Ukrainie, zaburzenia światowych łańcuchów dostaw, gwałtowny wzrost cen energii oraz kolejne fale susz przypomniały jednak, że zdolność państwa do wyżywienia własnego społeczeństwa nie jest dana raz na zawsze.

Dlatego właśnie słowa Arnauda Rousseau wykraczają daleko poza interes jednej grupy zawodowej. A zauważmy, że Rousseau nie jest zawodowym politykiem. Kieruje FNSEA, największą organizacją reprezentującą francuskich rolników, stoi także na czele grupy Avril – jednego z najważniejszych przedsiębiorstw sektora rolno-spożywczego we Francji – i sam prowadzi gospodarstwo rolne o powierzchni 340 hektarów w departamencie Seine-et-Marne. Łączy więc doświadczenie przedsiębiorcy, producenta i reprezentanta środowiska, które od miesięcy znajduje się w centrum francuskiej debaty publicznej.

Co ważne, w wywiadzie dla Le Figaro nie koncentruje się na postulatach dotyczących jednej ustawy czy jednego sezonu wegetacyjnego. Przedstawia diagnozę wieloletniego procesu osłabiania francuskiego rolnictwa.

Pytania stawiane wprost

„Importujemy coraz więcej. Jeśli chcemy odwrócić ten trend, potrzebujemy większej swobody, aby produkować więcej i lepiej” – w tych kilku słowach zawiera się jeden z najważniejszych sporów współczesnej Francji.

Czy państwo powinno przede wszystkim regulować, czy tworzyć warunki do rozwoju?

Czy kolejne normy środowiskowe rzeczywiście zwiększają bezpieczeństwo kraju, jeśli jednocześnie prowadzą do ograniczania własnej produkcji żywności?

I wreszcie – czy Francja może mówić o suwerenności, jeśli staje się coraz bardziej zależna od importu produktów, które jeszcze niedawno sama wytwarzała?

Nie są to pytania nowe. Nowe jest jednak miejsce, jakie zajmują w debacie publicznej. Jeszcze kilka lat temu pozostawały domeną środowisk rolniczych. Dziś coraz częściej stają się pytaniami o przyszłość całego państwa.

Francuskie rolnictwo bije na alarm

Jednym z najbardziej uderzających fragmentów rozmowy Arnauda Rousseau z Le Figaro jest ten, w którym opisuje skutki kolejnych ekstremalnych zjawisk pogodowych. Francja w ciągu zaledwie kilku miesięcy doświadczyła najpierw powodzi, a następnie wyjątkowo długiej i intensywnej fali upałów. Sam fakt występowania takich zjawisk nie jest już dla naukowców zaskoczeniem. Znacznie ważniejsze staje się pytanie, czy państwo potrafi przygotować się na ich konsekwencje.

Odpowiedź Rousseau jest jednoznaczna: „Co zrobiliśmy, aby zatrzymać nadmiar tej wody i wykorzystać go do nawadniania upraw, zwiększenia rezerw wody pitnej lub walki z pożarami? Absolutnie nic.”

To najmocniejszy fragment całego wywiadu. Nie dlatego, że dotyczy klimatu. Podobne ostrzeżenia pojawiają się od lat. Siła tej wypowiedzi polega na czymś innym. Rousseau nie zarzuca państwu, że nie potrafi zatrzymać suszy czy zapobiec powodziom. Zarzuca mu, że mimo wieloletnich ostrzeżeń nie zbudowało infrastruktury pozwalającej ograniczyć ich skutki.

Kilka zdań później wypowiada słowa, które we Francji zostały odebrane niemal jak polityczny manifest: „Od czasów generała de Gaulle’a nie było we Francji żadnego wielkiego planu hydraulicznego.”

To już nie jest krytyka konkretnego rządu. To diagnoza obejmująca całe dziesięciolecia francuskiej polityki publicznej. I właśnie w tym momencie wywiad o rolnictwie przestaje być wywiadem o rolnictwie a staje się opowieścią o państwie, które – zdaniem coraz większej liczby swoich obywateli – utraciło zdolność myślenia w perspektywie dłuższej niż jedna kadencja parlamentu.

Kryzys nie zaczął się wczoraj

Trudno zrozumieć dzisiejszą debatę o francuskim rolnictwie bez spojrzenia na zmiany, które zachodziły przez ostatnich kilkadziesiąt lat. Jeszcze w drugiej połowie XX wieku francuska wieś była jednym z filarów narodowej gospodarki i jednym z największych sukcesów integracji europejskiej. Dzięki Wspólnej Polityce Rolnej Francja stała się największym beneficjentem unijnych środków przeznaczonych na rolnictwo, a francuscy producenci należeli do najbardziej konkurencyjnych w Europie.

Model ten opierał się jednak na założeniu, że państwo będzie konsekwentnie wspierało rozwój produkcji, inwestowało w infrastrukturę oraz chroniło konkurencyjność własnych gospodarstw. Przez długie lata właśnie tak się działo. Francuskie rolnictwo modernizowało się, zwiększało wydajność i pozostawało jednym z symboli gospodarczej siły kraju.

Z biegiem czasu równowaga ta zaczęła się jednak zmieniać. Globalizacja otworzyła europejski rynek na coraz większą konkurencję spoza Unii Europejskiej. Jednocześnie rosły wymagania dotyczące ochrony środowiska, dobrostanu zwierząt, stosowania środków ochrony roślin oraz sposobu prowadzenia produkcji rolnej. Większość tych zmian miała uzasadnione cele i odpowiadała na oczekiwania społeczne. Problem polegał na tym, że kolejne obowiązki pojawiały się znacznie szybciej niż rozwiązania pozwalające rolnikom zachować konkurencyjność.

To właśnie ten rozdźwięk Arnaud Rousseau uznaje za jedną z głównych przyczyn obecnego kryzysu. W jego ocenie francuskie rolnictwo nie przegrywa dlatego, że zabrakło ludzi gotowych do pracy ani dlatego, że utraciło swoje kompetencje. Przegrywa dlatego, że funkcjonuje w coraz bardziej skomplikowanym systemie administracyjnym: „Wobec wszystkich ograniczeń administracyjnych i środowiskowych nasze rolnictwo słabnie z roku na rok.”

Nie jest to argument wymierzony przeciwko ochronie środowiska. Rousseau wielokrotnie podkreśla, że zmiany klimatyczne są faktem i wymagają dostosowania produkcji rolnej. Zwraca jednak uwagę na coś, co coraz częściej pojawia się również w analizach ekonomicznych – państwo powinno równocześnie wyznaczać ambitne cele i tworzyć warunki umożliwiające ich osiągnięcie. To właśnie tego – jego zdaniem – zabrakło.

Jak niszczone jest francuskie rolnictwo

Dobrym przykładem jest kwestia dwóch substancji wykorzystywanych w ochronie roślin: acetamiprydu i flupyradyfuronu. Obie są dopuszczone do stosowania w wielu krajach Unii Europejskiej, natomiast we Francji obowiązują wobec nich znacznie bardziej restrykcyjne przepisy. Dla części producentów buraków cukrowych, sadowników czy plantatorów orzechów oznacza to brak skutecznych narzędzi ochrony przed szkodnikami.

Niezależnie od oceny tej konkretnej regulacji warto zauważyć szerszy problem. We Francji coraz częściej pojawia się pytanie, czy kraj nie nakłada na własnych producentów wymagań wykraczających poza standardy obowiązujące u jego europejskich konkurentów. Jeśli odpowiedź brzmi twierdząco, rodzi się kolejne pytanie – czy w dłuższej perspektywie nie prowadzi to do przenoszenia produkcji poza granice kraju.

To właśnie dlatego Rousseau mówi o rosnącym imporcie żywności. W jego przekonaniu ograniczanie krajowej produkcji nie powoduje zmniejszenia zapotrzebowania na żywność. Powoduje jedynie zastępowanie produktów francuskich importowanymi.

Jak odzyskać francuską autonomię strategiczną?

Debata ta wykracza daleko poza rolnictwo. W bardzo podobny sposób Francuzi dyskutują dziś o przemyśle, energetyce czy nowych technologiach. W każdym z tych obszarów powraca pytanie, czy kraj zachowuje zdolność samodzielnego wytwarzania dóbr uznawanych za strategiczne.

W tym sensie rolnictwo nie jest wyjątkiem. Jest częścią znacznie większej dyskusji o miejscu Francji w świecie. Szczególnie wyraźnie widać to w sposobie, w jaki zmienił się język francuskiej debaty publicznej. Jeszcze kilkanaście lat temu dominowały pojęcia konkurencyjności, produktywności czy wspólnego rynku. Dziś coraz częściej mówi się o odporności państwa, autonomii strategicznej i suwerenności.

Nie jest przypadkiem, że podobne słownictwo pojawia się zarówno w dokumentach dotyczących przemysłu obronnego, polityki energetycznej, półprzewodników, jak i rolnictwa. We wszystkich tych przypadkach chodzi o to samo pytanie: co stanie się z Francją, jeśli w sytuacji kryzysowej okaże się zbyt zależna od dostaw zewnętrznych?

Rolnicy odczuwają ten problem szczególnie mocno, ponieważ skutków zaniedbań nie da się odłożyć na później. Nie można przesunąć żniw o kilka miesięcy ani odzyskać plonów utraconych podczas suszy. W przeciwieństwie do wielu innych sektorów gospodarki rolnictwo działa zgodnie z rytmem natury, a nie kalendarzem politycznym. Każdy sezon wegetacyjny jest niepowtarzalny, a decyzje, których nie podjęto na czas, często okazują się nieodwracalne.

Dlatego właśnie przedstawiciele środowiska rolniczego tak często zarzucają państwu brak myślenia długoterminowego.

W wywiadzie dla Le Figaro Arnaud Rousseau nie ogranicza się do krytyki bieżących decyzji rządu. Mówi o konsekwencjach wieloletnich zaniedbań. To zasadnicza różnica. Jego zdaniem problem nie polega na tym, że Francja znalazła się w obliczu wyjątkowo trudnego roku. Problem polega na tym, że kolejne rządy przez wiele lat odkładały inwestycje, które dziś mogłyby ograniczyć skutki zmian klimatycznych.

To właśnie dlatego powraca do symbolicznego porównania z okresem generała Charles’a de Gaulle’a. Nie chodzi o nostalgię za przeszłością ani o ocenę konkretnych decyzji politycznych. Chodzi o wskazanie epoki, w której państwo było zdolne do projektowania inwestycji wykraczających daleko poza jedną kadencję parlamentu.

I właśnie tutaj rolnictwo staje się zwierciadłem znacznie głębszego kryzysu. Nie dlatego, że jego problemy są największe. Lecz dlatego, że najłatwiej dostrzec w nim konsekwencje państwa, które coraz sprawniej zarządza codziennością, ale coraz rzadziej potrafi przygotować się na wyzwania następnych dziesięciu czy dwudziestu lat.

Państwo, które przestało planować

Najbardziej uderzającym elementem wywiadu Arnauda Rousseau nie jest jednak krytyka nadmiernych regulacji ani opis strat spowodowanych suszą. Takie argumenty od lat pojawiają się w dyskusjach o europejskim rolnictwie. Znacznie ważniejsze jest to, że przewodniczący FNSEA przedstawia obraz państwa, które utraciło jedną ze swoich najważniejszych cech – zdolność przewidywania i przygotowywania się na przyszłość.

Francja należy do krajów, które wyjątkowo silnie zbudowały swoją nowoczesną tożsamość wokół idei sprawnego państwa. Od czasów Jeana-Baptiste’a Colberta, przez epokę Napoleona, aż po V Republikę generała Charles’a de Gaulle’a kolejne pokolenia francuskich elit uważały, że państwo powinno nie tylko administrować, lecz przede wszystkim wyznaczać kierunek rozwoju kraju. To ono miało planować wielkie inwestycje, rozwijać przemysł, budować infrastrukturę i tworzyć warunki dla wzrostu gospodarczego. Francuski model państwa nigdy nie był państwem minimalistycznym. Przeciwnie – jego siła miała wynikać z umiejętności myślenia w perspektywie wielu dekad.

To właśnie z tym modelem Rousseau porównuje współczesną Francję. Nie oskarża przy tym państwa o brak wiedzy. Wręcz przeciwnie. Przypomina, że od wielu lat wiadomo było, iż zmiany klimatyczne będą prowadziły do częstszych okresów suszy przeplatanych gwałtownymi opadami. Wiadomo było również, że rolnictwo będzie potrzebowało nowych zbiorników retencyjnych, sprawniejszych systemów irygacyjnych oraz infrastruktury pozwalającej zatrzymywać wodę wtedy, gdy jest jej nadmiar.

Mimo to – jak mówi – nie zrobiono niemal nic. „Co zrobiliśmy, aby zatrzymać nadmiar tej wody i wykorzystać go do nawadniania upraw, zwiększenia rezerw wody pitnej lub walki z pożarami? Absolutnie nic”.

To jedno z tych zdań, które wykraczają daleko poza temat rozmowy. Rousseau nie mówi przecież wyłącznie o rolnictwie. Mówi o państwie, które znało zagrożenie, dysponowało wiedzą i czasem potrzebnym do działania, lecz nie potrafiło przełożyć tej wiedzy na konkretne inwestycje.

Francuzi czekają na de Gaulle’a

Jeszcze mocniej wybrzmiewa kolejne zdanie Rousseau w tej rozmowie: „Od czasów generała de Gaulle’a nie było we Francji żadnego wielkiego planu hydraulicznego.”

Odwołanie do de Gaulle’a nie jest przypadkowe. W świadomości wielu Francuzów pozostaje on symbolem państwa, które potrafiło wyznaczać ambitne cele i konsekwentnie je realizować. Rozbudowa programu energetyki jądrowej, rozwój nowoczesnego przemysłu czy wielkie projekty infrastrukturalne były wyrazem przekonania, że państwo powinno myśleć nie o najbliższych wyborach, lecz o następnym pokoleniu.

Coraz częściej słychać jednak opinie, że współczesna Francja utraciła tę zdolność. Państwo nadal pozostaje rozbudowane, administracja jest liczna, liczba regulacji stale rośnie, lecz jednocześnie maleje liczba przedsięwzięć, które można uznać za projekty cywilizacyjne. Coraz więcej energii pochłania zarządzanie bieżącymi kryzysami, coraz mniej pozostaje jej na zapobieganie kolejnym.

To właśnie dlatego rolnictwo stało się tak wymownym symbolem obecnej sytuacji. Żadna inna gałąź gospodarki nie pokazuje równie wyraźnie różnicy między decyzją podjętą odpowiednio wcześnie a decyzją odkładaną przez kolejne lata. Zbiorników retencyjnych nie buduje się w czasie suszy. Systemów nawadniających nie projektuje się wtedy, gdy plony już usychają. Infrastruktura powstaje z myślą o przyszłości, a nie jako reakcja na kryzys.

W tym sensie zarzuty formułowane przez Arnauda Rousseau stają się częścią znacznie szerszej diagnozy współczesnej Francji. Nicolas Baverez, analizując sytuację finansów publicznych, również zwraca uwagę na państwo, które przez lata odkładało konieczne reformy i żyło ponad stan. Alain Minc ostrzega przed systemem politycznym coraz mniej zdolnym do budowania trwałych większości i prowadzenia konsekwentnej polityki. Michel Houellebecq opisuje z kolei społeczeństwo tracące poczucie wspólnego celu i wspólnego projektu cywilizacyjnego.

Choć autorzy ci reprezentują odmienne środowiska i zajmują się różnymi zagadnieniami, ich diagnozy coraz częściej prowadzą do podobnego wniosku. Źródłem wielu współczesnych problemów Francji nie jest pojedynczy kryzys gospodarczy, klimatyczny czy polityczny. Jest nim stopniowa utrata zdolności państwa do myślenia strategicznego oraz prowadzenia polityki wykraczającej poza rytm kolejnych kampanii wyborczych.

Właśnie dlatego pytanie o przyszłość francuskiego rolnictwa przestaje być pytaniem wyłącznie o los jednej branży. Staje się pytaniem o to, czy Francja nadal potrafi realizować własne długofalowe interesy narodowe. Odpowiedź na nie coraz częściej prowadzi do kolejnego pojęcia, które w ostatnich latach zrobiło we Francji niezwykłą karierę – suwerenności żywnościowej. To właśnie ona w coraz większym stopniu łączy debatę o rolnictwie z debatą o bezpieczeństwie państwa i sprawia, że temat ten zaczyna zajmować ważne miejsce w kampanii przed wyborami prezydenckimi w 2027 roku.

Suwerenność żywnościowa wraca do centrum debaty

Jeszcze niedawno pojęcie suwerenności żywnościowej pojawiało się przede wszystkim w dokumentach dotyczących Wspólnej Polityki Rolnej oraz w dyskusjach ekspertów zajmujących się bezpieczeństwem żywności. Dziś weszło do głównego nurtu francuskiej debaty publicznej. Stało się jednym z tych terminów, które coraz częściej pojawiają się w wypowiedziach polityków różnych ugrupowań, ekonomistów, przedstawicieli świata nauki oraz organizacji rolniczych.

Nie jest to zmiana przypadkowa. Przez wiele lat wydawało się, że globalizacja ostatecznie rozwiązała problem bezpieczeństwa dostaw. Jeśli jakiś produkt przestawał być opłacalny do wytwarzania we Francji, można go było sprowadzić z innego kraju. Rynek europejski funkcjonował bez większych zakłóceń, światowy handel rozwijał się, a koszty transportu pozostawały stosunkowo niskie. W takich warunkach pytanie o to, gdzie powstaje żywność, schodziło na dalszy plan. Liczyło się przede wszystkim to, aby była dostępna i przystępna cenowo.

Ostatnie lata zmieniły jednak sposób myślenia nie tylko Francuzów, lecz całej Europy. Pandemia COVID-19 pokazała, jak szybko mogą zostać zakłócone światowe łańcuchy dostaw. Wojna na Ukrainie unaoczniła znaczenie bezpieczeństwa energetycznego i żywnościowego. Coraz częstsze zjawiska ekstremalne – susze, powodzie czy fale upałów – przypomniały natomiast, że produkcja rolna nie jest działalnością, którą można w dowolnym momencie przenieść z jednego kraju do drugiego.

To właśnie w tym kontekście należy odczytywać słowa Arnauda Rousseau: „Potrzebujemy tej ustawy, aby produkować więcej i odpowiedzieć zarówno na wyzwania związane z suwerennością żywnościową naszego kraju, jak i na wyzwania klimatyczne.”

Warto zwrócić uwagę na kolejność, w jakiej formułuje tę myśl. Rousseau nie przeciwstawia bezpieczeństwa żywnościowego ochronie klimatu. Przeciwnie – uznaje oba cele za równie ważne i przekonuje, że państwo powinno prowadzić taką politykę, która pozwoli je pogodzić. W jego ocenie problem nie polega na samym kierunku zmian, lecz na tym, że kolejne decyzje nie tworzą spójnej strategii pozwalającej jednocześnie chronić środowisko i utrzymać zdolność kraju do produkcji żywności.

Rolnictwo nie musi być na kontrze wobec ekologii

To rozróżnienie ma zasadnicze znaczenie. Francuska debata publiczna jest często przedstawiana jako spór między zwolennikami ekologii a obrońcami rolnictwa. Tymczasem rzeczywistość okazuje się znacznie bardziej złożona. Coraz więcej uczestników tej debaty nie kwestionuje potrzeby transformacji klimatycznej. Pytają raczej, czy tempo i sposób jej przeprowadzania nie prowadzą do skutków odwrotnych od zamierzonych.

Jeżeli bowiem produkcja rolna zostaje ograniczona we Francji, ale przenosi się do krajów stosujących mniej wymagające standardy środowiskowe, globalny bilans emisji wcale nie musi się poprawić. Jednocześnie Francja traci część własnego potencjału produkcyjnego, zwiększa zależność od importu i osłabia bezpieczeństwo żywnościowe. To właśnie ten paradoks coraz częściej powraca w dyskusjach prowadzonych nad Sekwaną.

Nieprzypadkowo podobne argumenty pojawiają się również w debacie o przemyśle, energetyce czy nowych technologiach. W każdym z tych obszarów Francja zadaje sobie dziś to samo pytanie: które sektory gospodarki mają znaczenie strategiczne i powinny pozostać zdolne do funkcjonowania nawet w sytuacji głębokiego kryzysu międzynarodowego?

Jeszcze kilkanaście lat temu odpowiedź koncentrowała się przede wszystkim na energetyce, obronności czy przemyśle zbrojeniowym. Dzisiaj do tego katalogu coraz wyraźniej dołącza produkcja żywności.

Nie oznacza to oczywiście dążenia do pełnej samowystarczalności. Francja pozostanie częścią wspólnego rynku europejskiego i światowego handlu. Coraz częściej podkreśla się jednak, że istnieje zasadnicza różnica między uczestnictwem w wymianie międzynarodowej a uzależnieniem od niej w zakresie dóbr o podstawowym znaczeniu dla funkcjonowania państwa.

To właśnie dlatego Rousseau z tak dużym naciskiem mówi o rosnącym imporcie żywności. Nie przedstawia go jedynie jako problemu ekonomicznego. W jego wypowiedziach staje się on wskaźnikiem stopniowej utraty zdolności państwa do zabezpieczenia własnych potrzeb.

Zmiana języka francuskiej polityki

Ta zmiana sposobu myślenia znajduje odzwierciedlenie również w języku francuskiej polityki. Jeszcze kilka lat temu kampanie wyborcze koncentrowały się wokół takich pojęć jak wzrost gospodarczy, bezrobocie, siła nabywcza czy poziom podatków. Dziś coraz częściej pojawiają się słowa suwerenność, odporność, autonomia strategiczna i bezpieczeństwo. Początkowo odnosiły się głównie do obronności i energii. Obecnie obejmują również przemysł, technologie cyfrowe, ochronę zdrowia, a coraz częściej także rolnictwo.

Nie powinno więc dziwić, że sam Arnaud Rousseau otwarcie wskazuje na zbliżającą się kampanię prezydencką: „Kwestia suwerenności żywnościowej oraz tożsamości francuskiej gastronomii staje się kluczowa (…). Powinna zostać podjęta podczas debat kampanii prezydenckiej.”

To zdanie ma znaczenie znacznie większe niż mogłoby się wydawać. Oznacza bowiem, że przedstawiciele największej organizacji rolniczej we Francji nie oczekują już wyłącznie zmian w polityce rolnej. Domagają się, aby przyszły model francuskiego rolnictwa stał się jednym z tematów rozstrzyganych przez wyborców podczas wyborów prezydenckich.

Nie jest to postulat dotyczący jednej ustawy ani jednego środowiska zawodowego. Jest to wezwanie do przeprowadzenia debaty o tym, jaki model państwa Francja chce budować w kolejnych dekadach.

I właśnie dlatego temat rolnictwa coraz wyraźniej zaczyna przenikać do programów kandydatów przygotowujących się do walki o Pałac Elizejski. Dla jednych będzie przede wszystkim kwestią bezpieczeństwa narodowego, dla innych elementem transformacji klimatycznej, jeszcze dla innych symbolem konieczności odbudowy konkurencyjności gospodarki. Niezależnie jednak od proponowanych rozwiązań trudno już wyobrazić sobie kampanię prezydencką 2027 roku, w której pytanie o przyszłość francuskiego rolnictwa nie stanie się jednym z ważnych tematów debaty publicznej.

Wybory prezydenckie w 2027 roku będą również debatą o państwie

Każda kampania wyborcza ma swoje hasła i swoje symbole. Przez lata francuskie wybory prezydenckie koncentrowały się wokół bezrobocia, poziomu podatków, reform rynku pracy, miejsca Francji w Unii Europejskiej czy bezpieczeństwa. Tematy te nie znikną również w 2027 roku. Można jednak odnieść wrażenie, że po raz pierwszy od wielu lat będą one podporządkowane znacznie szerszemu pytaniu – czy francuskie państwo zachowało zdolność skutecznego działania.

To właśnie dlatego coraz więcej debat, które pozornie dotyczą różnych dziedzin życia, prowadzi ostatecznie do tego samego problemu. Dyskusja o długu publicznym staje się dyskusją o możliwościach finansowania państwa. Spór o energetykę dotyczy zdolności do utrzymania niezależności strategicznej. Debata o migracji prowadzi do pytania o granice możliwości integracyjnych państwa i jego zdolność do egzekwowania własnego prawa. Rozmowa o przemyśle koncentruje się na utrzymaniu konkurencyjności gospodarki, a dyskusja o rolnictwie coraz częściej dotyczy bezpieczeństwa żywnościowego.

Na pierwszy rzut oka są to odrębne zagadnienia. W rzeczywistości wszystkie sprowadzają się do jednego pytania: czy Francja nadal potrafi prowadzić politykę wykraczającą poza horyzont jednej kadencji i budować swoją siłę w perspektywie następnych dziesięcioleci?

W tym sensie rolnictwo przestaje być tematem sektorowym. Staje się jednym z najczytelniejszych przykładów szerszego kryzysu państwa.

Nieprzypadkowo Arnaud Rousseau nie ogranicza swoich oczekiwań do zmian w przepisach regulujących produkcję rolną. W końcowej części rozmowy z Le Figaro mówi wprost o zbliżających się wyborach prezydenckich i wskazuje, że kandydaci powinni jasno określić swoje stanowisko wobec przyszłości francuskiego rolnictwa: „Oczekujemy od kandydatów, że jasno określą swoje stanowisko.”

To jedno zdanie pokazuje, jak bardzo zmieniła się pozycja rolnictwa w debacie publicznej. Jeszcze kilkanaście lat temu organizacje rolnicze zwracały się przede wszystkim do ministra rolnictwa lub Komisji Europejskiej. Dziś kierują swoje oczekiwania bezpośrednio do osób ubiegających się o najwyższy urząd w państwie.

Trudno się temu dziwić. To właśnie prezydent Republiki Francuskiej współtworzy stanowisko kraju podczas negocjacji nad przyszłością Wspólnej Polityki Rolnej, wyznacza kierunki polityki klimatycznej, wpływa na strategiczne inwestycje infrastrukturalne oraz reprezentuje Francję podczas europejskich dyskusji dotyczących bezpieczeństwa żywnościowego i handlu międzynarodowego. Pytanie o przyszłość rolnictwa staje się więc jednocześnie pytaniem o przyszłość całej polityki państwa.

Można oczekiwać, że właśnie dlatego temat ten będzie powracał w kolejnych miesiącach coraz częściej. Nie dlatego, że rolnictwo nagle stało się największym sektorem francuskiej gospodarki. Tak nie jest. Jego znaczenie wynika z czegoś innego. Łączy bowiem niemal wszystkie najważniejsze wyzwania stojące dziś przed Francją: zmiany klimatyczne, bezpieczeństwo żywnościowe, politykę europejską, konkurencyjność gospodarki, rozwój infrastruktury, finanse publiczne, transformację energetyczną oraz przyszłość obszarów wiejskich.

To sprawia, że żaden liczący się kandydat na prezydenta nie będzie mógł pominąć tego tematu. Jedni będą podkreślali konieczność ograniczenia nadmiernych regulacji i odbudowy konkurencyjności francuskiej produkcji rolnej. Inni będą akcentowali potrzebę przyspieszenia transformacji klimatycznej i dostosowania rolnictwa do nowych warunków środowiskowych. Jeszcze inni będą starali się pogodzić oba cele, przekonując, że bezpieczeństwo żywnościowe i ochrona klimatu nie muszą się wzajemnie wykluczać.

Niezależnie od proponowanych rozwiązań sam fakt, że rolnictwo powraca do centrum debaty prezydenckiej, jest jednym z najbardziej znaczących zjawisk współczesnej francuskiej polityki.

Nie jest to zresztą jedyny obszar, w którym obserwujemy podobny proces. W ostatnich latach we Francji wyraźnie zmienił się sposób postrzegania państwa. Przez długi czas dominowało przekonanie, że globalizacja będzie stopniowo zmniejszała znaczenie granic, narodowych strategii gospodarczych i samowystarczalności w kluczowych sektorach. Pandemia, wojna w Ukrainie i kolejne napięcia geopolityczne odwróciły ten sposób myślenia. Państwo ponownie zaczęto postrzegać jako instytucję odpowiedzialną za zapewnienie bezpieczeństwa – nie tylko militarnego, lecz również energetycznego, przemysłowego, technologicznego i żywnościowego.

To właśnie w tym miejscu debata o rolnictwie spotyka się z debatą o przyszłości Francji jako państwa. Dlatego kampania prezydencka 2027 roku będzie czymś więcej niż rywalizacją programów poszczególnych kandydatów. Będzie również próbą odpowiedzi na pytanie, jaki model państwa ma pozwolić Francji odnaleźć się w świecie coraz większej niepewności.

Od Macrona do jego następców. Jak kandydaci odpowiadają na kryzys państwa

Wybory prezydenckie we Francji w 2027 roku nie będą pierwszymi, w których pojawi się temat rolnictwa. Będą jednak prawdopodobnie pierwszymi od wielu dekad, podczas których pytanie o przyszłość produkcji rolnej stanie się jednocześnie pytaniem o zdolność państwa do wykonywania swoich podstawowych funkcji. To zasadnicza zmiana.

Jeszcze w kampaniach Jacques’a Chiraca, Nicolasa Sarkozy’ego czy François Hollande’a rolnictwo pozostawało jednym z ważnych elementów programu, lecz nie wyznaczało kierunku całej debaty. Dziś sytuacja wygląda inaczej. Dyskusja o przyszłości francuskiej wsi prowadzi bowiem do znacznie szerszych pytań o bezpieczeństwo żywnościowe, odporność państwa na kryzysy, konkurencyjność gospodarki, relacje z Unią Europejską oraz miejsce Francji w świecie coraz silniejszej rywalizacji gospodarczej.

Nieprzypadkowo Arnaud Rousseau zapowiada, że FNSEA zamierza jeszcze przed wyborami zorganizować debatę z najważniejszymi kandydatami na prezydenta. Jest to wyraźny sygnał, że środowiska rolnicze oczekują już nie tylko kolejnych zmian legislacyjnych, lecz przede wszystkim przedstawienia długofalowej wizji państwa. Każdy z głównych kandydatów będzie musiał odpowiedzieć na to oczekiwanie.

Dla Marine Le Pen i Zjednoczenia Narodowego temat rolnictwa wpisuje się w znacznie szerszą narrację dotyczącą odzyskiwania francuskiej suwerenności. W tym ujęciu bezpieczeństwo żywnościowe staje się jednym z elementów odbudowy państwa narodowego, obok kontroli granic, polityki migracyjnej, bezpieczeństwa wewnętrznego czy ochrony krajowego przemysłu. W programowych wystąpieniach polityków Zjednoczenia Narodowego coraz częściej powraca przekonanie, że Francja powinna w większym stopniu chronić własnych producentów oraz ograniczać uzależnienie od decyzji podejmowanych poza jej granicami.

Édouard Philippe patrzy na ten sam problem z innej perspektywy. W jego wystąpieniach znacznie częściej pojawiają się pojęcia odpowiedzialności państwa, skuteczności administracji oraz odbudowy konkurencyjności gospodarki. Nie oznacza to kwestionowania znaczenia transformacji klimatycznej czy współpracy europejskiej. Philippe podkreśla jednak, że państwo powinno odzyskać zdolność planowania, prowadzenia wieloletnich inwestycji i podejmowania decyzji, których skutki będą odczuwalne nie w najbliższym roku, lecz w następnych dekadach. W tym sensie jego diagnoza w wielu punktach spotyka się z krytyką formułowaną przez przedstawicieli świata rolniczego, choć proponowane rozwiązania pozostają odmienne.

Bruno Retailleau akcentuje jeszcze inny wymiar tej dyskusji. W jego wizji odbudowa państwa wiąże się przede wszystkim z przywróceniem autorytetu instytucji, skuteczniejszym egzekwowaniem prawa oraz prowadzeniem polityki, która wyraźniej uwzględnia interes narodowy. Także w tym przypadku rolnictwo nie jest zagadnieniem odrębnym. Staje się jednym z przykładów pokazujących, że państwo powinno skuteczniej chronić własnych obywateli i własną produkcję.

Również kandydaci wywodzący się z obozu prezydenckiego będą musieli przedstawić własną odpowiedź na pytania stawiane przez środowiska rolnicze. Osiem lat prezydentury Emmanuela Macrona przyniosło bowiem zarówno kontynuację modernizacji gospodarki, jak i narastające napięcia związane z kosztami transformacji klimatycznej, rosnącym zadłużeniem państwa oraz falą protestów społecznych, których najbardziej spektakularnym przykładem stały się właśnie demonstracje rolników.

Lewica będzie natomiast próbowała przekonać wyborców, że odpowiedzią na obecne wyzwania nie powinno być osłabienie polityki klimatycznej, lecz lepsze pogodzenie transformacji ekologicznej z ochroną dochodów producentów rolnych. Także ona nie będzie mogła pominąć pytań o bezpieczeństwo żywnościowe, przyszłość Wspólnej Polityki Rolnej czy inwestycje niezbędne do dostosowania francuskiego rolnictwa do zmieniającego się klimatu.

Choć proponowane rozwiązania różnią się często bardzo wyraźnie, wszystkie najważniejsze nurty francuskiej polityki wychodzą dziś z podobnego założenia. Państwo ponownie staje się głównym aktorem odpowiedzialnym za zapewnienie bezpieczeństwa obywatelom. Różnica dotyczy przede wszystkim odpowiedzi na pytanie, jakie państwo powinno to bezpieczeństwo zapewniać i jakimi narzędziami powinno się posługiwać.

To właśnie dlatego kampania prezydencka 2027 roku będzie znacznie szersza niż spór o podatki, wiek emerytalny czy poziom wydatków publicznych. Będzie debatą o modelu państwa francuskiego w świecie, który po pandemii, wojnie w Ukrainie i narastających napięciach geopolitycznych stał się znacznie mniej przewidywalny niż jeszcze dekadę temu.

W tym nowym świecie bezpieczeństwo militarne, energetyczne, przemysłowe i żywnościowe coraz częściej postrzegane są jako elementy jednego systemu. Nieprzypadkowo we francuskiej debacie publicznej słowo suwerenność powraca dziś niemal równie często w dyskusjach o energii jądrowej, półprzewodnikach, sztucznej inteligencji, obronności czy właśnie rolnictwie. Oznacza to, że pytanie postawione przez Arnauda Rousseau wykracza daleko poza przyszłość francuskiej wsi. Staje się pytaniem o to, czy Francja będzie państwem zdolnym samodzielnie zabezpieczać swoje najważniejsze interesy w coraz bardziej niepewnym świecie.

Rolnictwo stało się symbolem pytania o przyszłość Francji

W historii Francji nie brakowało okresów głębokich kryzysów. Kraj przeżywał wojny, rewolucje, załamania gospodarcze i konflikty społeczne. Wielokrotnie wydawało się, że dotychczasowy model państwa wyczerpał swoje możliwości. Za każdym razem francuskie elity próbowały jednak odpowiedzieć na to wyzwanie, tworząc nową wizję państwa i jego miejsca w Europie oraz świecie.

Tak było po II wojnie światowej, gdy generał Charles de Gaulle i kolejne rządy rozpoczęły wielką modernizację kraju. Tak było również wtedy, gdy Francja współtworzyła europejski projekt integracyjny, uznając, że wspólny rynek i Wspólna Polityka Rolna staną się fundamentem jej bezpieczeństwa i dobrobytu.

Dzisiaj Francja ponownie znajduje się w momencie, w którym musi odpowiedzieć sobie na pytanie o własną przyszłość. Tym razem wyzwania mają jednak inny charakter. Nie wynikają z wojny prowadzonej na terytorium kraju ani z konieczności odbudowy zniszczonej gospodarki. Są skutkiem powolnych, lecz głębokich zmian zachodzących jednocześnie w wielu obszarach – klimacie, gospodarce światowej, demografii, finansach publicznych, technologii oraz geopolityce.

W takich warunkach coraz trudniej prowadzić politykę polegającą wyłącznie na reagowaniu na kolejne kryzysy. Coraz częściej powraca potrzeba długofalowego myślenia o państwie, jego infrastrukturze, bezpieczeństwie i zdolności do ochrony własnych interesów. Właśnie dlatego dyskusja o rolnictwie przestała być debatą prowadzoną wyłącznie przez producentów żywności. Stała się częścią znacznie szerszej rozmowy o tym, czy Francja zachowała zdolność planowania swojej przyszłości.

Nieprzypadkowo Arnaud Rousseau, opisując sytuację francuskiego rolnictwa, nie mówi przede wszystkim o wysokości dopłat, podatkach czy cenach skupu. Ostrzega przed stopniowym osłabianiem potencjału produkcyjnego kraju i przypomina, że „nasze rolnictwo słabnie z roku na rok. Walczy dziś o przetrwanie”. W jego słowach pobrzmiewa jednak coś więcej niż troska o kondycję jednej gałęzi gospodarki. Jest w nich obawa, że państwo, które przez dziesięciolecia słynęło z umiejętności realizowania ambitnych projektów narodowych, coraz częściej ogranicza się do zarządzania skutkami wydarzeń, zamiast im zapobiegać.

To właśnie dlatego spór o przyszłość francuskiego rolnictwa stał się jednym z symboli współczesnej Francji. Skupia bowiem niemal wszystkie najważniejsze pytania, przed którymi stoi dziś państwo: jak pogodzić transformację klimatyczną z konkurencyjnością gospodarki, jak zapewnić bezpieczeństwo żywnościowe, jak finansować wielkie inwestycje infrastrukturalne, jak odbudować zaufanie obywateli do instytucji i jak prowadzić politykę wykraczającą poza rytm kolejnych kampanii wyborczych.

Wybory prezydenckie w 2027 roku nie rozstrzygną jedynie tego, kto zamieszka w Pałacu Elizejskim. W znacznie większym stopniu będą próbą odpowiedzi na pytanie, jaki model państwa Francja chce budować w kolejnych dekadach. Kandydaci będą proponowali różne rozwiązania, różnie rozłożą akcenty między rolą rynku, państwa i Unii Europejskiej, odmiennie spojrzą na politykę klimatyczną, migracyjną czy gospodarczą. Łączy ich jednak jedno – żaden z nich nie będzie mógł pominąć pytania o zdolność Francji do zapewnienia własnego bezpieczeństwa, także w wymiarze żywnościowym.

Dlatego wywiad Arnauda Rousseau dla Le Figaro warto czytać nie tylko jako głos przedstawiciela największej organizacji rolniczej we Francji. To również świadectwo głębszej zmiany zachodzącej we francuskiej debacie publicznej. Rolnictwo przestało być jedynie jednym z sektorów gospodarki. Stało się symbolem znacznie większego pytania, które będzie towarzyszyć Francuzom przez całą kampanię prezydencką i zapewne długo po jej zakończeniu: czy francuskie państwo potrafi jeszcze myśleć i działać w perspektywie następnych pokoleń?

Arkadiusz Jordan
Paryż

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 16 lipca 2026