Francja już nie czuje się bezpiecznie. Przed wyborami prezydenckimi 2027 zazdrości Polsce

bezpieczeństwo we Francji

Francja w najnowszym Global Peace Index 2026 znalazła się dopiero na 99. miejscu wśród 163 państw świata. Polska awansowała na 22. miejsce. To nie jest tylko statystyczna ciekawostka. To jeden z najważniejszych sygnałów przed wyborami prezydenckimi we Francji w 2027 roku. Bezpieczeństwo, porządek publiczny, przemoc, narkotyki, zamachy terrorystyczne i poczucie utraty kontroli nad własnym krajem stają się dziś jednym z głównych tematów francuskiej polityki.

Francja gorzej wypada niż Senegal, Ghana, Tunezja, Sierra Leone, Maroko czy Indonezja

.Global Peace Index 2026 pokazuje świat coraz mniej spokojny. Islandia pozostaje najbezpieczniejszym państwem świata dziewiętnasty rok z rzędu, a za nią znalazły się Nowa Zelandia, Szwajcaria, Słowenia i Irlandia. Francja jest jednak bardzo daleko od tej grupy. Zajmuje 99. miejsce, pomiędzy Tanzanią a Gabonem, za wieloma państwami, które jeszcze niedawno w paryskiej debacie publicznej nie byłyby wskazywane jako punkty odniesienia dla bezpieczeństwa i stabilności.

To właśnie w tym paradoksie kryje się polityczna siła najnowszego raportu. Francja, państwo o wielkiej tradycji republikańskiej, o silnej administracji, potężnej policji, żandarmerii, służbach specjalnych i armii, wypada dziś w takim zestawieniu słabiej niż Senegal, Ghana, Tunezja, Sierra Leone, Maroko czy Indonezja. Nie dlatego, że Francja przestała być państwem rozwiniętym. Dlatego, że coraz większym problemem staje się jej wewnętrzna kruchość.

Ranking pokoju jako mapa francuskiego niepokoju

Global Peace Index nie mierzy wyłącznie wojny i pokoju w klasycznym znaczeniu. Obejmuje 23 wskaźniki, w tym poziom przestępczości, konflikty wewnętrzne, stabilność polityczną, militaryzację, demonstracje, przemoc polityczną i poczucie bezpieczeństwa. Dlatego wynik Francji ma znaczenie nie tylko dla ekspertów od bezpieczeństwa. Jest także politycznym zdjęciem kraju przed kampanią prezydencką.

Raport wskazuje na pogorszenie obszaru bezpieczeństwa wewnętrznego, wzrost przestępczości z użyciem przemocy oraz silniejsze poczucie zagrożenia. W tym samym czasie francuskie badania opinii publicznej pokazują, że 72 proc. Francuzów uważa, iż w ich kraju nie istnieje już miejsce, w którym można czuć się w pełni bezpiecznie. To zdanie jeszcze kilka lat temu mogłoby uchodzić za publicystyczną przesadę. Dziś stało się większościową opinią społeczną.

Szczególnie ważne jest to, że poczucie braku bezpieczeństwa nie ogranicza się do jednej grupy społecznej. Silniej odczuwają je kobiety niż mężczyźni, mieszkańcy regionu paryskiego bardziej niż wielu mieszkańców prowincji, wyborcy prawicy znacznie bardziej niż wyborcy lewicy. Ale sam temat przekracza tradycyjny podział partyjny. Gdy większość sympatyków Partii Socjalistycznej również uważa, że we Francji nie ma już miejsc naprawdę bezpiecznych, oznacza to, że nie jest to wyłącznie retoryka Zjednoczenia Narodowego.

Bezpieczeństwo staje się językiem kampanii 2027

Wybory prezydenckie we Francji w 2027 roku nie będą tylko sporem o emerytury, deficyt, imigrację czy pozycję Francji w Europie. Będą także referendum w sprawie codziennego bezpieczeństwa. Francuzi będą głosować nie tylko na programy, lecz także na obietnicę odzyskania kontroli.

Marine Le Pen i Jordan Bardella od lat budują przekaz wokół tezy, że państwo utraciło zdolność ochrony obywateli. Bruno Retailleau i część Republikanów próbują odpowiedzieć na ten sam lęk językiem państwa, prawa i surowości. Édouard Philippe będzie musiał pokazać, że centroprawicowy porządek może być czymś więcej niż administracyjną sprawnością. Kandydat obozu macronistowskiego, kimkolwiek ostatecznie będzie, stanie przed najtrudniejszym zadaniem: obronić bilans władzy w kraju, w którym większość obywateli mówi, że nie czuje się bezpiecznie.

Właśnie dlatego raport Global Peace Index może stać się jednym z ważnych dokumentów kampanii. Nie przesądza wyniku wyborów. Ale dostarcza języka, liczb i porównań, które będą używane przez wszystkie strony sporu. Dla prawicy będzie dowodem degradacji państwa. Dla centrum ostrzeżeniem, że bez odbudowy bezpieczeństwa nie da się wygrać wyborów. Dla lewicy wyzwaniem, bo samo mówienie o nierównościach społecznych może już nie wystarczyć, jeśli większość obywateli oczekuje najpierw ochrony.

Co proponują kandydaci na prezydenta Francji w sprawie bezpieczeństwa

Bezpieczeństwo stało się jednym z głównych języków kampanii prezydenckiej 2027 roku. Nie jest już wyłącznie tematem prawicy. Weszło do centrum debaty publicznej, ponieważ Francuzi coraz częściej mówią nie tylko o przestępczości, ale o poczuciu utraty kontroli nad codziennym życiem. Różnica między kandydatami nie polega więc dziś na tym, czy bezpieczeństwo jest ważne. Polega na odpowiedzi na pytanie, czym jest źródło francuskiego kryzysu i jak daleko państwo powinno się posunąć, aby odzyskać autorytet.

Marine Le Pen, po decyzji sądu apelacyjnego z 7 lipca 2026 roku i zapowiedzi kasacji, ponownie stała się kandydatką Zjednoczenia Narodowego w wyborach prezydenckich 2027 roku. Jordan Bardella pozostaje najważniejszą postacią partyjnego zaplecza, ale nie jest już kandydatem zastępczym, lecz politykiem, który ma wspierać kampanię Marine Le Pen i może być przedstawiany jako potencjalny przyszły premier. To zasadniczo zmienia architekturę kampanii RN. Nie jest to już opowieść o sukcesji pokoleniowej Bardelli, lecz o czwartej próbie Marine Le Pen zdobycia Pałacu Elizejskiego.

W sprawach bezpieczeństwa Marine Le Pen program przedstawia jednoznacznie: Francja utraciła kontrolę nad imigracją, przestępczością i własnymi granicami. Jej program opiera się na połączeniu trzech tematów: bezpieczeństwa publicznego, suwerenności państwa i polityki migracyjnej. Le Pen będzie mówiła o wydalaniu cudzoziemców skazanych za przestępstwa, walce z handlem narkotykami, wzmocnieniu policji, surowszych karach i przywróceniu realnej kontroli granic. W jej przekazie przestępczość nie jest wyłącznie problemem kryminalnym. Jest skutkiem osłabienia państwa, pobłażliwości wymiaru sprawiedliwości, niekontrolowanej migracji i utraty republikańskiego autorytetu.

To właśnie dlatego temat bezpieczeństwa jest dla Marine Le Pen najwygodniejszym polem kampanii. Pozwala jej mówić jednocześnie do wyborców RN, do części wyborców Republikanów i do tych Francuzów, którzy nie identyfikują się z prawicą, ale uważają, że państwo przestało chronić obywateli. Ryzykiem dla Le Pen pozostaje jednak jej sytuacja prawna. Im bardziej będzie mówiła o porządku, prawie i karaniu przestępców, tym częściej przeciwnicy będą przypominać jej własny wyrok w sprawie nadużycia funduszy Parlamentu Europejskiego.

Édouard Philippe proponuje inną odpowiedź. Były premier nie neguje kryzysu bezpieczeństwa, ale stara się przedstawić go jako problem państwa, które trzeba odbudować, a nie tylko zaostrzyć. W jego przekazie bezpieczeństwo ma być częścią szerszego projektu naprawy Francji: przywrócenia sprawności administracji, skuteczności granic, większej kontroli nad migracją i odbudowy zaufania do instytucji. Oficjalne materiały jego kampanii mówią wprost o „Francji bezpieczniejszej”, o odzyskaniu kontroli nad granicami i o zakończeniu sytuacji, w której państwo jedynie reaguje na migrację, zamiast ją wybierać i organizować.

Philippe będzie więc próbował zająć miejsce między macronizmem a prawicą. Chce mówić językiem porządku, ale bez przejmowania pełnej retoryki Zjednoczenia Narodowego. Jego problem polega na tym, że dla wielu wyborców centrum i umiarkowanej prawicy sama sprawność administracyjna może już nie wystarczyć. Francuzi, którzy uważają, że w kraju nie ma już miejsc naprawdę bezpiecznych, mogą oczekiwać nie tylko reform, ale symbolicznego przełomu. Philippe musi więc udowodnić, że republikańskie państwo prawa może być jednocześnie skuteczne, szybkie i stanowcze.

Bruno Retailleau, kandydat Republikanów, będzie próbował przesunąć kampanię jeszcze mocniej w stronę bezpieczeństwa, imigracji i tożsamości. Jako były minister spraw wewnętrznych i lider Republikanów prezentuje się jako polityk „porządku”, „sprawiedliwości” i „dumnej Francji”. Jego linia jest ostrzejsza niż linia Édouarda Philippe’a i znacznie bliższa oczekiwaniom konserwatywnego elektoratu. Wiosną 2026 roku Retailleau zaatakował Hiszpanię za plan szerokiej regularyzacji nielegalnych migrantów, co pokazało, że zamierza uczynić z migracji jeden z centralnych tematów swojej kampanii.

Retailleau ma jednak trudne zadanie strategiczne. Jeśli będzie mówił zbyt łagodnie, zostanie zmarginalizowany przez Marine Le Pen. Jeśli będzie mówił zbyt ostro, wyborcy mogą uznać, że wybór oryginału jest bardziej przekonujący niż wybór republikańskiej wersji programu RN. Jego szansa polega na przedstawieniu się jako kandydat twardej prawicy państwowej: surowej wobec przestępczości i migracji, ale zakorzenionej w tradycji V Republiki, administracji, policji, prefektów i instytucji.

.Gabriel Attal próbuje z kolei odbudować macronizm wokół pojęcia autorytetu. To ważna zmiana, ponieważ młody lider centrum doskonale rozumie, że kampanii 2027 roku nie da się wygrać językiem technokratycznego optymizmu z 2017 roku. Attal chce pokazać, że potrafi być kandydatem nowoczesności, edukacji i gospodarki, ale zarazem kandydatem państwa, które odzyskuje zdolność egzekwowania reguł. Le Monde pisał, że Attal stara się odnowić macronizm, czyniąc z autorytetu państwa jeden z fundamentów własnej polityki.

To może być jego największa szansa i największe ograniczenie. Szansa, bo Attal może mówić do wyborców centrum, którzy nie chcą zwycięstwa Marine Le Pen ani Jeana-Luka Mélenchona, ale domagają się silniejszego państwa. Ograniczenie, bo jako były premier i jedna z twarzy obozu władzy będzie rozliczany z bilansu ostatniej dekady. Gdy większość obywateli uważa, że Francja stała się mniej bezpieczna, kandydat związany z macronizmem musi odpowiedzieć na pytanie, dlaczego nie udało się temu zapobiec wcześniej.

Jean-Luc Mélenchon przedstawia całkowicie inną diagnozę. Dla La France insoumise problem bezpieczeństwa nie polega przede wszystkim na zaostrzeniu kar, kontroli granic czy wzmocnieniu policji, lecz na przebudowie relacji między państwem a obywatelami. Oficjalny program LFI mówi o „odbudowie policji republikańskiej”, lojalnej wobec państwa prawa i służącej ochronie wolności indywidualnych oraz zbiorowych. To język radykalnie odmienny od języka prawicy: mniej represyjny, bardziej instytucjonalny, społeczny i antyautorytarny.

Mélenchon będzie więc przeciwstawiał się narracji, w której bezpieczeństwo oznacza przede wszystkim więcej policji, ostrzejsze kary i twardszą politykę migracyjną. Będzie mówił o nierównościach, wykluczeniu, przemocy społecznej, nadużyciach policji i potrzebie przebudowy instytucji. Taki program może mobilizować twardy elektorat LFI, zwłaszcza w wielkich miastach, wśród młodych i w części elektoratu imigranckiego. Ale może być trudny do rozszerzenia na wyborców, którzy bezpieczeństwo rozumieją przede wszystkim jako ochronę przed przestępczością, narkotykami, zamieszkami i islamizmem.

W praktyce kampania 2027 roku może więc przynieść pięć różnych opowieści o bezpieczeństwie. Marine Le Pen będzie mówiła o odzyskaniu kontroli nad granicami, imigracją i ulicą. Édouard Philippe o sprawnym państwie republikańskim, które musi na nowo działać. Bruno Retailleau o prawicy porządku, surowości i autorytetu. Gabriel Attal o odnowionym centrum, które zrozumiało potrzebę państwowej stanowczości. Jean-Luc Mélenchon o bezpieczeństwie społecznym, wolnościach obywatelskich i przebudowie policji.

To właśnie dlatego temat bezpieczeństwa może stać się jednym z głównych rozstrzygnięć wyborów prezydenckich 2027. Nie będzie jedynie działem programu. Będzie testem wiarygodności kandydatów. Francuzi nie będą pytali tylko, kto obiecuje więcej policjantów, surowsze kary albo lepszą kontrolę granic. Będą pytali, kto potrafi przywrócić państwu elementarną zdolność ochrony codziennego życia.

Francja między przemocą, narkotykami i utratą kontroli

Słowa Géralda Darmanina, że we Francji nie ma już „bezpiecznych miejsc”, nie były tylko polityczną figurą. Minister sprawiedliwości wskazywał na rozprzestrzenienie narkotyków, które z wielkich miast i sieci przestępczych dotarły do małych miejscowości. Marihuana, kokaina, handel uliczny, porachunki gangów i przemoc związana z narkobiznesem nie są już we Francji problemem kilku dzielnic Marsylii, Paryża czy Lyonu. Stały się częścią pejzażu całego kraju.

To jeden z kluczowych elementów kampanii 2027 roku. Francuzi coraz częściej nie pytają tylko o to, czy państwo ma dobre intencje. Pytają, czy państwo jeszcze działa. Czy potrafi chronić szkołę, dworzec, centrum miasta, wiejską gminę, przedmieście i osiedle. Czy granice są kontrolowane. Czy deportacje są wykonywane. Czy policja ma autorytet. Czy sędziowie karzą wystarczająco szybko i surowo. Czy obywatel może wrócić wieczorem do domu bez lęku.

W takim klimacie każde wydarzenie związane z przemocą będzie politycznie wzmacniane. Każdy zamach, każda brutalna napaść, każda noc zamieszek, każdy obraz płonących samochodów będzie natychmiast wpisywany w większą opowieść o państwie, które albo odzyskuje kontrolę, albo ją ostatecznie traci.

Polska jako kontrapunkt dla francuskiej debaty

W tym samym Global Peace Index 2026 Polska znalazła się na 22. miejscu na świecie, awansując z 45. pozycji. To jeden z największych awansów w całym zestawieniu. W raporcie wskazywano m.in. na poprawę w zakresie bezpieczeństwa wewnętrznego oraz relacji z sąsiadami, choć Polska pozostaje państwem znajdującym się w cieniu wojny rosyjsko-ukraińskiej i prowadzącym szeroką rozbudowę potencjału obronnego.

Ten kontrast jest dla francuskiej debaty wyjątkowo ciekawy. Francja, państwo atomowe, stały członek Rady Bezpieczeństwa ONZ, jedna z największych gospodarek świata, znajduje się w rankingu znacznie niżej niż Polska. Polska, państwo frontowe NATO, położone przy wojnie, prowadzące intensywne zbrojenia, jest jednocześnie postrzegana jako kraj bardziej uporządkowany i bezpieczny.

Warto w tym kontekście przypomnieć tekst opublikowany na Wszystko co Najważniejsze o tym, że francuski „Journal du Dimanche” wskazał Polskę jako jeden z najlepszych kierunków podróży dla zwolenników prawicy. Polska została tam opisana jako kraj bezpieczny, spokojny, konserwatywny, z wysokim poziomem porządku publicznego i jednym z najniższych poziomów przestępczości w Europie. To nie jest tylko turystyczna ciekawostka. To znak zmiany wyobraźni politycznej.

Dla części francuskiej opinii publicznej Polska zaczyna być nie krajem peryferyjnym, lecz kontrmodelem. Krajem, w którym można jeszcze mówić o porządku, bezpieczeństwie, tożsamości, religii, rodzinie i granicach bez poczucia, że są to pojęcia wstydliwe. Oczywiście obraz ten jest uproszczony i publicystyczny. Ale w polityce obrazy bywają równie ważne jak dane. Jeżeli Francuzi zaczynają patrzeć na Polskę pod prezydenturą Karola Nawrockiego jako na kraj spokojniejszy i bardziej przewidywalny, oznacza to głębokie przesunięcie w debacie europejskiej.

Francja patrzy na Polskę inaczej niż dawniej

Przez lata francuskie elity patrzyły na Polskę z góry: jako na kraj spóźnionej modernizacji, katolicki, konserwatywny, nieufny wobec migracji, przywiązany do suwerenności i pamięci historycznej. Dziś część tej samej Francji zaczyna widzieć w Polsce coś, czego sama szuka: poczucie bezpieczeństwa, większy ład społeczny i mniejszą skalę codziennego lęku.

To nie znaczy, że Polska nie ma problemów. Ma spory polityczne przed zbliżającymi się wyborami parlamentarnymi w 2027 roku, napięcia instytucjonalne, presję migracyjną, zagrożenie wojenne, kryzys demograficzny i głęboką polaryzację. Ale w oczach wielu Francuzów nie jest dziś symbolem chaosu. Przeciwnie, coraz częściej staje się przykładem kraju, który mimo presji zewnętrznej zachowuje wewnętrzną spójność.

Pokazuje to zmianę osi porównań. Dawniej Polska chciała być opisywana językiem Zachodu. Dziś część Zachodu zaczyna opisywać własny kryzys, patrząc na Polskę.

Najważniejsze pytanie kampanii

Najważniejsze pytanie wyborów prezydenckich we Francji w 2027 roku może brzmieć prościej niż wszystkie programy razem wzięte: kto sprawi, że Francuzi znów poczują się bezpiecznie?

Nie będzie to pytanie techniczne. Będzie to pytanie o państwo. O republikę. O granice. O sądy. O policję. O szkołę. O imigrację. O narkotyki. O władzę centralną i samorządy. O to, czy Francja jest jeszcze wspólnotą zdolną egzekwować własne reguły.

Global Peace Index 2026 nie mówi Francuzom niczego, czego wielu z nich już nie czuło. Nadaje jednak temu poczuciu formę liczbową i międzynarodowy kontekst. 99. miejsce Francji nie musi przesądzić kampanii. Może jednak stać się jednym z jej symboli.

Wybory 2027 roku będą więc nie tylko wyborem następcy Emmanuela Macrona. Będą także odpowiedzią na pytanie, czy Francja chce jeszcze wierzyć w republikańską obietnicę bezpieczeństwa. I czy znajdzie kandydata, który przekona obywateli, że państwo nie jest tylko wielką administracją, lecz realną siłą zdolną ochronić ich codzienne życie.

Arkadiusz Jordan
Paryż

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 9 lipca 2026