Dominique de Villepin wystartuje w wyborach prezydenckich 2027?

Zbliżające się wybory prezydenckie we Francji w 2027 roku już teraz rysują się jako jedno z najważniejszych politycznych starć nadchodzącej dekady. Ich wynik zdecyduje nie tylko o kierunku polityki państwa, lecz także o trwałości obecnego układu sił, opartego na napięciu między blokami politycznymi i rosnącym znaczeniu kandydatów spoza tradycyjnego podziału. W tym kontekście powrót Dominique de Villepin do debaty publicznej wpisuje się w szersze pytanie o to, czy Francja pozostanie w logice konfrontacji, czy też otworzy się na projekt „ponad podziałami”.
Kandydat „ponad podziałami” wraca do gry
Dominique de Villepin ponownie ustawia się wśród potencjalnych kandydatów na prezydenta Francji. Były premier i minister spraw zagranicznych, dziś lider własnego ugrupowania La France Humaniste, próbuje narzucić debatę, która wykracza poza klasyczny podział na prawicę i lewicę. To właśnie przekroczenie tej osi ma być – w jego ujęciu – warunkiem skutecznego rządzenia po 2027 roku.
Od miesięcy de Villepin buduje swoją pozycję na marginesie głównego nurtu, jednocześnie starając się przesunąć jego granice. Występując na antenie BFMTV i RMC, formułuje diagnozę prostą i zarazem radykalną: tradycyjne etykiety polityczne przestały wystarczać.
Kim jest Dominique de Villepin
Dominique de Villepin to jedna z najbardziej rozpoznawalnych postaci francuskiej polityki początku XXI wieku, wieloletni współpracownik Jacquesa Chiraca. Pełnił funkcję ministra spraw zagranicznych, gdzie zapisał się stanowczym sprzeciwem wobec wojny w Iraku w 2003 roku, następnie ministra spraw wewnętrznych, a w latach 2005–2007 był premierem Francji.
Jego profil polityczny łączy dyplomatyczne doświadczenie z wyraźnym przywiązaniem do tradycji gaullistowskiej. Dziś, poza głównymi strukturami partyjnymi, próbuje powrócić do pierwszej linii polityki poprzez własny projekt – La France Humaniste.
Koniec ery podziałów?
„Bycie prawicowym albo lewicowym już nie wystarcza” – przekonuje de Villepin, dodając, że żadna z tych stron nie będzie zdolna samodzielnie rządzić Francją po wyborach prezydenckich 2027 roku. W jego narracji pobrzmiewa echo polityki „zarazem”, choć skierowane przeciwko dziedzictwu obecnej epoki: trzeba „odwrócić kartę”.
W tej logice prezydent przyszłości nie tyle reprezentuje obóz, ile przekracza go. De Villepin odwołuje się przy tym do własnej tożsamości gaullisty: polityka zdolnego do współpracy „ze wszystkimi”, a zarazem stojącego ponad partyjnymi lojalnościami. Problem polega na tym, że ta ambicja zderza się z rzeczywistością sondażową. Według badania Elabe dla BFMTV i La Tribune Dimanche jego poparcie mieści się w przedziale od 2,5% do 6%.
Dominique de Villepin zapowiada podwyżkę podatków i nowy fundusz suwerenny
Dominique de Villepin coraz wyraźniej przedstawia się nie tylko jako kandydat od polityki zagranicznej, suwerenności Francji i krytyki obecnego sposobu sprawowania władzy, lecz także jako polityk gotowy do podjęcia jednego z najtrudniejszych tematów kampanii prezydenckiej w 2027 r. Były premier uważa, że skala kryzysu francuskich finansów publicznych jest tak duża, iż kolejny prezydent nie będzie w stanie uniknąć zwiększenia obciążeń podatkowych. „Wszyscy, którzy zostaną wybrani, podniosą podatki. To takie proste” – stwierdził Dominique de Villepin, zarzucając swoim konkurentom, że część z nich ukrywa przed wyborcami rzeczywisty stan państwowych finansów.
Najostrzejsza część jego wypowiedzi dotyczyła polityków, którzy już na początku kampanii wykluczają możliwość podnoszenia podatków. „Są tacy, którzy kłamią, i są tacy, którzy próbują uprzedzić prawdę” – powiedział były premier. W ten sposób Dominique de Villepin ustawił się w bezpośrednim sporze z Gabrielem Attalem, który zapowiedział plan ograniczania wydatków bez zwiększania obciążeń podatkowych. Różnica między nimi nie dotyczy więc jedynie szczegółów programu gospodarczego, lecz samej diagnozy sytuacji. Gabriel Attal przekonuje, że państwo może odzyskać równowagę przede wszystkim poprzez oszczędności, Dominique de Villepin zaś uważa, że głębokość kryzysu czyni taki scenariusz niewystarczającym.
Jednym z głównych elementów jego propozycji jest nowa danina nakładana na najzamożniejszych, przypominająca w zmienionej formule podatek majątkowy ISF zniesiony w 2018 r. „Potrzebujemy podatku, który skłoni najzamożniejszych do dawania przykładu” – argumentował Dominique de Villepin. Zastrzegł jednocześnie, że nie podziela sposobu myślenia części lewicy, według której rozwiązaniem wszystkich problemów gospodarczych miałoby być przede wszystkim coraz silniejsze opodatkowanie najbogatszych. Próbuje zatem zająć pozycję pomiędzy liberalną prawicą, odrzucającą podwyżki podatków, a lewicą, która widzi w nich podstawowe narzędzie redystrybucji.
Drugim filarem jego koncepcji jest utworzenie „wielkiego funduszu suwerennego”, którego kapitał miałby pochodzić z oszczędności Francuzów. Dominique de Villepin chce, aby środki te były wykorzystywane do finansowania strategicznych inwestycji, przemysłu, infrastruktury i odbudowy gospodarczej niezależności Francji. „Musimy pogodzić się z tym, że powinniśmy stać się bardziej protekcjonistyczni” – przekonywał, łącząc politykę fiskalną z postulatem suwerenności gospodarczej. W jego ujęciu francuskie oszczędności nie powinny jedynie zasilać rynków finansowych, lecz zostać skierowane na projekty, które pozwolą państwu odzyskać większą kontrolę nad własnym rozwojem.
Propozycje Dominique’a de Villepina pokazują, że kryzys finansów publicznych może stać się jednym z głównych tematów wyborów prezydenckich we Francji w 2027 r. Spór między Dominique’em de Villepinem a Gabrielem Attalem zapowiada szerszą debatę o tym, czy Francja może ograniczyć deficyt wyłącznie poprzez redukcję wydatków, czy też nieuniknione okażą się nowe podatki, daniny majątkowe i sięgnięcie po oszczędności obywateli.
Demokracja do przebudowy
De Villepin idzie dalej, kwestionując samą zdolność obecnego systemu do przeprowadzania reform. Jego zdaniem większość „50% + 1” nie wystarczy, by rządzić skutecznie. Proponuje więc „nowy model demokracji społecznej i obywatelskiej”, który miałby angażować partnerów społecznych już na etapie tworzenia decyzji.
To projekt ambitny, ale i niejednoznaczny. Z jednej strony odpowiada na realne napięcia w systemie reprezentacyjnym, z drugiej – pozostaje ogólny, bardziej postulatywny niż operacyjny.
Granice otwartości
Deklarowana gotowość „współpracy ze wszystkimi” ma jednak wyraźne granice. De Villepin odcina się od Rassemblement national, podkreślając, że nie można stawiać go na równi z innymi siłami politycznymi. Krytykuje również fundament programu Marine Le Pen, wskazując na zasadę „pierwszeństwa narodowego” jako punkt nie do pogodzenia z jego wizją państwa.
W tym kontekście znacząca jest jego reakcja na spotkanie Jordana Bardelli z organizacją przedsiębiorców Medef. Dla de Villepina nie jest to zwykły gest polityczny, lecz symptom głębszej zmiany — „zmiany świata”.
Jego krytyka uderza również w Bruno Retailleau i jego projekt polityczny w ramach Les Républicains (Bruno Retailleau został już oficjalnie kandydatem tego ugrupowania na wybory prezydenckie 2027). De Villepin kwestionuje, czy proponowane rozwiązania są w stanie rzeczywiście „zmienić kraj”.
Między ambicją a realnością
Projekt Dominique’a de Villepina na 2027 rok opiera się na napięciu między dwiema siłami: ambicją przekroczenia systemu i ograniczeniami, które ten system narzuca. Z jednej strony mamy wizję prezydenta ponad podziałami, z drugiej – twarde dane sondażowe.
To właśnie w tej sprzeczności rozstrzygnie się jego polityczna przyszłość. Bo choć język przekraczania podziałów brzmi atrakcyjnie, historia wyborów pokazuje, że to nie retoryka, lecz zdolność do budowy realnej większości decyduje o zwycięstwie.
Wybory prezydenckie we Francji odbędą się na przełomie kwietnia i maja 2027 roku.
Arkadiusz Jordan
Paryż





