Frédéric MARTEL oskarża wrogów Zachodu o finansowanie radykalnej lewicy

Na rok przed wyborami prezydenckimi we Francji spór o Jean-Luka Mélenchona, jego partię La France insoumise i radykalną lewicę przestaje być wyłącznie sporem o program społeczny, migrację czy miejsce Francji w Europie. Coraz mocniej staje się pytaniem o stosunek tej części francuskiej sceny politycznej do Zachodu, demokracji liberalnej i reżimów, które z niechęci do Zachodu uczyniły narzędzie wpływu.
Kim jest Frédéric Martel?
Frédéric Martel jest francuskim pisarzem, socjologiem, dziennikarzem i badaczem idei. Znany jest przede wszystkim jako autor wielkich reporterskich i intelektualnych śledztw poświęconych współczesnej kulturze, mediom i ideologiom. Międzynarodową rozpoznawalność przyniosły mu książki „De la culture en Amérique”, poświęcona amerykańskiej polityce kulturalnej, „Mainstream. Enquête sur la guerre globale de la culture et des médias” o globalnej wojnie kulturowej i przemysłach medialnych, „Smart” analizująca świat internetu i cyfrowej rewolucji, a także głośna „Sodoma”, wieloletnie śledztwo dotyczące homoseksualizmu i struktur władzy w Watykanie, które stało się światowym bestsellerem tłumaczonym na dziesiątki języków.
Jego najnowsza książka „Occidents” wpisuje się w tę samą logikę wielkich ideowych dochodzeń. Martel opisuje w niej globalną walkę o definicję Zachodu oraz sieci wpływu łączące reżimy autorytarne, propagandę, środowiska radykalne i część zachodnich elit intelektualnych. Sam autor sytuuje się w tradycji antytotalitarnej lewicy Michela Rocarda, Claude’a Leforta i François Fureta, ale równie ważni pozostają dla niego Raymond Aron, Alain Besançon, George Orwell, Hannah Arendt i Albert Camus.
Rozmowa Christophe’a Garacha z Frédérikiem Martelem dla Atlantico to jedna z najważniejszych rozmów wokół kwestii idei, jaka ukazała się w ostatnim czasie we Francji. W rozmowie padają tezy wyjątkowo ostre, które mają prawo być szeroko komentowane. Martel mówi o „światowej wojnie idei” i o „międzynarodówce antyzachodniej”, w której spotykają się Chiny, Rosja, Iran, Wenezuela, środowiska islamistyczne, propagandyści, część mediów oraz zachodnie ruchy radykalne. Frédéric Martel nie opisuje Zachodu jako monolitu, ale jako figurę wroga, której używają reżimy autorytarne, by bronić własnych interesów, władzy i kleptokratycznych systemów.
LFI Mélenchona i cień pieniędzy Cháveza
Najbardziej politycznie wybuchowa część rozmowy dotyczy Wenezueli Hugona Cháveza i Nicolása Maduro oraz domniemanych powiązań finansowych z europejską radykalną lewicą. Martel opisuje chavizm jako system operacji wpływu, fundacji, ambasad, pośredników, kontaktów ideologicznych i kanałów dyplomatycznych.
W odniesieniu do Francji padają słowa szczególnie mocne. „Pięciu byłych ministrów Cháveza, w tym dwóch wiceprezydentów, dało mi do zrozumienia, że Chávez pomagał Mélenchonowi” — mówi Martel. Następnie przywołuje zdanie jednego z rozmówców: „Finansowaliśmy masowo Podemos oraz politycznych przyjaciół Jean-Luka Mélenchona we Francji”.
Martel zaznacza, że nie zna na tym etapie ani kwot, ani czasu trwania tych relacji, ani ich ostatecznego charakteru. Nie przesądza, czy była to pomoc jednorazowa, trwała, logistyczna, legalna czy regularne finansowanie. Ale wskazuje mechanizm, który brzmi poważnie: „Wiem jedynie, że odbywało się to poprzez »maleta diplomática«, dyplomatyczną walizkę, oraz że istniało dziewięciu pośredników ułatwiających te ideologiczne, logistyczne lub potencjalnie finansowe relacje”.
W tym kontekście pojawia się nazwisko Maximiliena Arvelaiza, francusko-wenezuelskiego doradcy Cháveza, którego Martel opisuje jako jeden z „pasów transmisyjnych” między Chávezem a Mélenchonem. Autor „Occidents” wspomina również Ignacia Ramoneta, ówczesnego dyrektora „Le Monde Diplomatique”, który miał otrzymywać od Cháveza znaczące pieniądze w formie zaliczek na książki, wysoko płatnych konferencji i artykułów. Martel podkreśla, że z jego punktu widzenia było to ideologicznie problematyczne, choć legalne. To wszystko nabiera we Francji szczególnego znaczenia przed wyborami prezydenckimi 2027 roku. Jean-Luc Mélenchon pozostaje jedną z najważniejszych postaci radykalnej lewicy, a LFI jednym z głównych punktów odniesienia dla debaty o tym, czym stała się francuska lewica i jak daleko jej język odszedł od tradycji republikańskiej, liberalnej i antytotalitarnej.
Antyzachodnia międzynarodówka według Martela
Martel nie ogranicza się do Wenezueli. Jego diagnoza jest znacznie szersza. Według niego reżimy i ruchy, które ideologicznie powinny być sobie obce, łączy wspólny cel: osłabienie Zachodu rozumianego jako przestrzeń demokracji, wolności i liberalizmu.
„Od początku fascynowało mnie to, że miałem do czynienia z ludźmi niemającymi ze sobą nic wspólnego, reprezentującymi wręcz przeciwstawne ideologie, a jednak czytającymi te same książki, potępiającymi tę samą »liberalną« Europę, krytykującymi demokrację, a przede wszystkim nowoczesność” — mówi Martel.
W jego opowieści Iran i Chiny, mimo skrajnych różnic ustrojowych i kulturowych, odnajdują wspólny język, ponieważ obie strony postrzegają liberalny Zachód jako przeciwnika. „Wszyscy marzyli o »dezachodnieniu świata«” — mówi autor. I dodaje: „W gruncie rzeczy wszyscy chcą naszej skóry. A potem być może zaczną walczyć między sobą. Na razie zajmują się nami”.
Najmocniej brzmi jednak jego teza o samym Zachodzie. „Doszedłem do wniosku, że Zachód nie istnieje — albo przynajmniej jest mirażem, metaforą używaną przez naszych przeciwników do tego, by nas kwestionować, szkodzić nam, ale przede wszystkim chronić własną kleptokrację oraz mafijne modele polityczne i gospodarcze”.
Martel uważa, że nienawiść do Zachodu nie wynika przede wszystkim z różnic kulturowych. Jest dla niego kwestią władzy. „Dlaczego wszystkie te systemy — islamiści, Komunistyczna Partia Chin, putinowskie mafie, Chávez i Maduro — potępiają demokrację, wolność i liberalizm? Ponieważ te wartości uniemożliwiłyby im prowadzenie ich interesów. To aż tak proste”. Jeszcze ostrzej brzmi dalsza część tej wypowiedzi: „Czy ajatollahowie albo Strażnicy Rewolucji naprawdę wierzą w religijną przyszłość? Nie sądzę. To przede wszystkim organizacje przestępcze”.
Brutalny antyokcydentalizm i hiperokcydentalizm
Jednym z najciekawszych fragmentów rozmowy jest porównanie antyzachodniego języka reżimów autorytarnych z językiem części zachodniej prawicy. Martel opowiada o spotkaniach ze Steve’em Bannonem i o tym, że usłyszał u niego podobną krytykę Zachodu jak u propagandystów rosyjskich i chińskich, choć prowadzoną z odwrotnej strony.
„I to, co mnie zainteresowało, to fakt, że odnajdywałem u niego ten sam język co u rosyjskich czy chińskich propagandystów, choć używany z odwrotnej perspektywy” — mówi Martel.
Dalej formułuje jedną z najważniejszych diagnoz książki:
„Z jednej strony Chińczycy, Rosjanie i Irańczycy chcą zniszczyć Zachód lub sprowadzić go do właściwego miejsca, ponieważ jest ultrakapitalistyczny, liberalny lub świecki. Z drugiej strony Bannon, ale także Trump, Milei czy Orbán marzą o powrocie do wyidealizowanego, chrześcijańskiego Zachodu. Z jednej strony mamy brutalny antyokcydentalizm, z drugiej hiperokcydentalizm. Oba te dyskursy nas otaczają i spotykają się ze sobą. Oba wskazują nas jako przeciwnika. O tym właśnie jest ta książka”. To zdanie pozwala czytać „Occidents” nie tylko jako książkę o wrogach zewnętrznych, lecz także jako analizę pęknięcia wewnątrz samej Europy. Z jednej strony są ci, którzy chcą zniszczyć Zachód jako system liberalny. Z drugiej ci, którzy chcą go przebudować według mitu utraconej, wyidealizowanej cywilizacji chrześcijańskiej. Według Martela oba języki podważają współczesną demokrację liberalną.
Francja jako pole walki o Zachód
Martel mówi również o wewnętrznych przekaźnikach tych idei. Wymienia zachodnich intelektualistów i postaci kultury, które w różnym czasie fascynowały się maoizmem, kastrowskim komunizmem, ajatollahem Chomeinim, Hamasem, Hezbollahem lub radykalnym antysyjonizmem. W jego ujęciu jest to długa historia zachodniego zauroczenia antyliberalnymi ideologiami.
Autor „Occidents” sprzeciwia się także współczesnemu odwróceniu pojęcia kolonializmu. „Jestem gotów wysłuchać wszelkiej krytyki zachodniego kolonializmu, ale dzisiejszym kolonializmem nie jest Francja. To Putin na Ukrainie; Xi Jinping w Hongkongu i być może jutro na Tajwanie; Iran ajatollahów w Libanie; Chávez i Maduro, którzy wypchnęli osiem milionów ludzi z Wenezueli”.
Dla Francji przed wyborami prezydenckimi 2027 roku to diagnoza wyjątkowo istotna. Jeżeli tezy Martela są choć częściowo trafne, pytanie o LFI i Jean-Luka Mélenchona nie dotyczy już wyłącznie programu społecznego, podatków, migracji czy stosunku do centrum. Dotyczy tego, czy część francuskiej radykalnej lewicy nie stała się elementem znacznie szerszego antyzachodniego obiegu idei, wpływów i pieniędzy.
W tym sensie rozmowa Christophe’a Garacha z Frédérikiem Martelem jest także ważnym tekstem dla zrozumienia zbliżających się wyborów prezydenckich Francja 2027. Pokazuje, że nadchodząca kampania może być nie tylko starciem kandydatów, programów i bloków politycznych. Może być również sporem o to, czy Francja pozostaje częścią liberalnego Zachodu, czy staje się jednym z głównych pól jego wewnętrznego podważania.
Najostrzejsze ostrzeżenie Frédérika Martela brzmi więc następująco: Zachód nie jest atakowany wyłącznie przez swoich zewnętrznych przeciwników. Jest także osłabiany od środka przez środowiska, które korzystają z wolności demokracji, aby podważać samą ideę wolnego świata.
Arkadiusz Jordan
Paryż







