Gry wideo narzędziem werbunku państwa Islamskiego

Państwo Islamskie (IS) od 2014 r. używa gier wideo do werbowania zwolenników i podżegania do przemocy. Raport Institute for Strategic Dialogue (ISD) z 2026 r. wskazał, że dżihadyści wykorzystują gry Minecraft i Roblox do szerzenia ideologii. IS stworzyło też aplikację skierowaną do dzieci.

Państwo Islamskie (IS) od 2014 r. używa gier wideo do werbowania zwolenników i podżegania do przemocy. Raport Institute for Strategic Dialogue (ISD) z 2026 r. wskazał, że dżihadyści wykorzystują gry Minecraft i Roblox do szerzenia ideologii. IS stworzyło też aplikację skierowaną do dzieci.

Gry Minecraft i Roblox a werbowanie zwolenników

.Wykorzystywanie gier wideo oraz platform gamingowych przez IS i inne islamistyczne grupy terrorystyczne jest na tyle powszechnym zjawiskiem, że ukuto termin „Gaming Jihad”, czyli dżihad za pomocą gier. Jednym z pierwszych przejawów tego zjawiska było wyprodukowanie w 2014 r. przez IS filmu propagandowego, który przypominał sceny z gry o tematyce wojennej „Call of Duty”. Wykorzystano w nim materiały imitujące estetykę tej gry, czyli FPS (First-person shooter, strzelankę pierwszoosobową). Ta kampania audiowizualna miała przyciągnąć, za pomocą wyimaginowanej cyberprzemocy, przede wszystkim młodych graczy.

Inspiracja właśnie tą grą była nieprzypadkowa – była ona wówczas jedną z najpopularniejszych na świecie. Tylko w pierwszym tygodniu premiery „Call of Duty: Advanced Warfare” w listopadzie 2014 r. sprzedano ok. 7,5 mln egzemplarzy. Od ponad dekady członkowie islamistycznej grupy terrorystycznej i jej zwolennicy wykorzystują dostępne na rynku gry, modyfikując je do celów propagandowych.

W 2014 r. bojownicy z Iraku i Syrii dokonali zmian w grze „Grand Theft Auto V” (GTA), której fabuła dotyczy przestępczego półświatka. Gracze mogli m.in. odtwarzać ataki terrorystyczne. Modyfikacje zostały też wprowadzone w grze wojennej „Arma 3”, gdzie umieszczono flagę Państwa Islamskiego, a wirtualni żołnierze noszący mundury bojowników skandowali hasła wzywające do walki.

Dwa lata później Państwo Islamskie udostępniło pierwszą aplikację mobilną dla dzieci, która rzekomo miała pomóc w nauce języka arabskiego. Interaktywna gra na smartfony i komputery nosi nazwę „Huroof” co oznacza po arabsku „litery”. Aplikacja uczy dzieci terminów wojskowych, w tym słów: czołg, pistolet, armata, kula i rakieta, w otoczeniu grafik przedstawiających gwiazdy, balony i kwiaty.

Ze względu na rozproszenie graczy po całym świecie bardzo trudno określić skalę oddziaływania ekstremalnych treści IS zawartych w grach lub pojawiających się w rozmowach między użytkownikami gier. W artykule opublikowanym w 2019 r. przez zespół naukowców z University of North Carolina w Chapel Hill, którzy badali to zagadnienie, czytamy, że treści stworzone przez Państwo Islamskie mogły potencjalnie trafić do użytkowników gier FPS, których liczbę szacuje się na 57 proc. spośród 2 mld wszystkich graczy na świecie. Amerykańscy badacze podkreślili, że „grupa docelowa obejmuje młodych mężczyzn, którzy znają się na technologii”.

W raporcie brytyjskiego think tanku ISD zwrócono uwagę na wykorzystanie w ostatnich latach serwisów społecznościowych jak Facebook, TikTok, Instagram, Telegram czy WhatsApp przez nieformalne grupy i organizacje Państwa Islamskiego. Jak czytamy, część zwolenników IS na TikToku tworzy filmy, które następnie pojawiają się w interaktywnych grach Roblox lub Minecraft. Przedstawiają one m.in. ataki na amerykańskich żołnierzy. Twórcy tych treści tworzą także specjalne ścieżki dźwiękowe w języku arabskim, promując radykalne prawo szariatu w przestrzeni wirtualnej. Autor raportu Mustafa Ayad zwrócił uwagę, że działania te mają przyciągnąć coraz młodszych odbiorców.

„The New York Times” w artykule opublikowanym w lutym 2026 r. podkreślił, że organizacje terrorystyczne i nawołujące do nienawiści wykorzystują coraz częściej gry wideo i popularne platformy internetowe do rekrutowania nowego pokolenia ekstremistów. W styczniu 2026 r. singapurski dziennik „The Straits Times” poinformował o 14-latku, który symulował ataki terrorystyczne Państwa Islamskiego na platformie Roblox. Jak podano, radykalizacja Singapurczyka rozpoczęła się, gdy miał 12 lat. Zdarzało się, że chłopiec nawet przez 9 godzin dziennie ulegał wpływowi treści propagandowych Państwa Islamskiego, Al-Kaidy i Hamasu, a także sam je tworzył. W dziecięcej zabawie wcielał się w bojownika IS, używając plastikowego karabinu. Gazeta podała, że sąd skazał chłopca na ograniczenie wolności na podstawie Ustawy o bezpieczeństwie wewnętrznym.

Dwa lata wcześniej media obiegła informacja o 12-latku z Besancon we wschodniej Francji, który w ciągu siedmiu miesięcy stworzył na swoim komputerze i telefonie ponad 1700 filmów propagujących islamski terroryzm. Tworzył on także postacie dżihadystów, posługujących się nożem, karabinem maszynowym i flagą IS, w grach online.

„The New York Times” przytoczył oświadczenie wydane przez Roblox, który poinformował, że na jego platformie „nie ma miejsca” na treści gloryfikujące nienawiść. Firma zapewniła, że wykorzystuje szereg narzędzi, w tym sztuczną inteligencję, aby identyfikować graczy promujących ekstremizm. Podobny w treści komunikat wydał Microsoft, właściciel gry Minecraft, cytowany przez amerykański dziennik.

Według mapy aktywności Państwa Islamskiego na świecie (ISIS State Select Worldwide Activity Map), opracowanej przez Waszyngtoński Instytut Polityki Bliskiego Wschodu, w 2024 r. zatrzymano w Europie 42 osoby poniżej 18. roku życia za udział w atakach kierowanych przez IS, ich planowanie lub prowadzenie działań propagandowych w internecie.

Iran, amerykańska „Ukraina”?

.Koalicja USA-Izrael posiada miażdżącą przewagę wojskową nad Iranem. Siły powietrzne prawie tam nie istniały, obrona przeciwlotnicza była dziurawa i dziś można stwierdzić, że koalicja uzyskała całkowitą dominację w powietrzu. Tak samo wygląda sytuacja w przypadku marynarki wojennej. Szkopuł w tym, że dominacja w powietrzu i na morzu nie jest wystarczająca, by zmusić Iran do kapitulacji. Dowodzą tego doświadczenia wielu wojen – pisze prof. Kazimierz DADAK

Donald Trump jako kandydat na urząd prezydenta nieustannie obiecywał, że za jego rządów nie będzie „wojen bez końca”. Jego hasło „America First” skupiało uwagę na sprawach wewnętrznych, dzięki czemu Stany Zjednoczone miały ponownie stać się, jak on sam głosił, „wielkie”. Wojna z Iranem nie tylko podważa te obietnice, ale może stać się tak wielkim wyzwaniem dla Waszyngtonu, jak dla Kremla stała się wojna z Ukrainą.

Władimir Putin najechał Ukrainę, mając nadzieję, że zwycięstwo przyjdzie szybko i bez większych strat. Niespodziewany amerykańsko-izraelski atak na Iran miał przynieść podobne wyniki. W obu przypadkach naczelnym zadaniem było „regime change” (zmiana władzy z nieprzyjaznej na życzliwą). Uśmiercenie duchowego przywódcy irańskich szyitów, ajatollaha Alego Chameneiego, miało otworzyć drzwi lokalnym opozycjonistom do przejęcia władzy, a w najgorszym przypadku doprowadzić do ziszczenia się „scenariusza wenezuelskiego”, w którym jego następcy przerażeni perspektywą utraty władzy, a może i życia bez wahania przyjmą amerykańskie warunki.

Wojna amerykańsko-izraelsko-irańska trwa dopiero sześć dni, a w trzecim dniu działań wojskowych Donald Trump wyraził przekonanie, że zmagania będą trwać 4–5 tygodni. Niemniej sam prezydent dodał, że wojna może potrwać dłużej i że także w tym mniej optymistycznym przypadku on się „nie znudzi” i będzie prowadzić wojnę aż do osiągnięcia zamierzonych celów. Miejmy nadzieję, że zaiste wojna będzie krótka, ale minister Pete Hegseth i przewodniczący Kolegium Połączonych Szefów Sztabów, gen. Dan Caine, podali do publicznej wiadomości, że na Bliski Wschód kierowane są posiłki. Zatem zgromadzona tam armada najwyraźniej okazuje się niewystarczająca do wcielenia w życie założonych planów.

ficjalne cele mają charakter ściśle wojskowy – likwidacja programu atomowego, unicestwienie arsenału rakiet balistycznych i floty wojennej oraz zakończenie wspierania ruchów szyickich w świecie muzułmańskim. W sumie oznacza to całkowite rozbrojenie Iranu i trudno sobie wyobrazić, aby jakikolwiek rząd chroniący suwerenność swego państwa mógł przystać na te warunki. Bez zmiany władzy na całkowicie zależną od Waszyngtonu spełnienie tych wymogów raczej nie wchodzi w grę.

Jeśli chodzi o możliwość pojawienia się przychylnej Waszyngtonowi władzy, mamy do czynienia z poważnymi kłopotami. Prezydent Donald Trump i sekretarz Marco Rubio głośno nawołują Irańczyków do wyjścia na ulice i przejęcia władzy, ale jak można oczekiwać takiego rozwoju sytuacji, gdy z jednej strony wokół są wybuchy, a z drugiej służby bezpieczeństwa nadal są sprawne? Ponadto takie przypadki jak zbombardowanie szkoły dla dziewczynek czy szpitala nie przysparza Stanom Zjednoczonym przyjaciół. Ogólnie rzecz biorąc, naciski z zewnątrz, mające na celu obalenie władzy, powodują raczej zwarcie szeregów niż przejście na drugą stronę.

Presja wojskowa najwyraźniej nie przyniosła oczekiwanych wyników. Unicestwienie dużej części przywództwa politycznego i wojskowego nie doprowadziło do kapitulacji. Pomimo poniesionych strat irańskie siły zbrojne przystąpiły do kontrataku niecałe dwie godziny po rozpoczęciu wojny. Władze były więc przygotowane do przyjęcia takiego ciosu – rozwój sytuacji najwyraźniej zaskoczył koalicję amerykańsko-izraelską. Już sam fakt, że pojawienie się armady nie doprowadziło do wywieszenia przez Teheran białej flagi, był dla Waszyngtonu niespodzianką, ale nie spowodował wypracowania planu B.

Takie kroki podejmowane są dopiero teraz. Na gwałt próbuje się stworzyć koalicję chętnych do zbrojnej rebelii wewnątrz Iranu. Najlepszymi kandydatami do takiej roli wydają się Kurdowie i Azerowie – oba te narody stanowią zdecydowaną większość w północno-zachodnim Iranie. Ale taki rozwój sytuacji nie jest oczywisty. Obecny prezydent Iranu, Masud Pezeszkian, jest z pochodzenia Azerem. Azerowie są także w zdecydowanej większości szyitami, więc mają bliskie związki religijne z Persami. Kurdowie w swej masie są sunnitami, ale nie mają dobrych doświadczeń we współpracy z Amerykanami. Zamieszkują nie tylko Iran, ale także Irak, Turcję i Syrię.

W 1991 r. w trakcie pierwszej wojny z Irakiem prezydent George H.W. Bush (senior) wezwał Kurdów irackich do powstania, ale po zwycięstwie nie udzielił im żadnej pomocy i ówczesny dyktator, Saddam Husajn, krwawo się z nimi rozprawił. Ostatnio Stany Zjednoczone posłużyły się Kurdami w Syrii przy obalaniu Baszara al-Asada, ale po osiągnięciu tego celu Waszyngton raczej postawił na zwycięskiego Ahmada asz-Szara (Araba). Stąd rodzi się pytanie, na ile Azerowie i Kurdowie będą skłonni nadstawiać karku w tych zmaganiach. Ponadto taka taktyka na pewno spotka się ze zdecydowanym sprzeciwem Turcji, w której od dziesięcioleci tli się kurdyjska rebelia – perspektywa kurdyjskiego państwa po drugiej strony granicy stanowi dla Ankary jaskrawą czerwoną linię. Zatem najbardziej obiecująca droga Ameryki do osiągnięcia zamierzonych celów wydaje się nadzwyczaj wyboista.

Tekst dostępny na łamach Wszystko co Najważniejsze: https://wszystkoconajwazniejsze.pl/prof-kazimierz-dadak-iran-amerykanska-ukraina/

PAP/ Marta Zabłocka/ LW

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 25 marca 2026