Jak nie dopuścić do prezydentury Jordana Bardelli w 2027 roku?

W tekście opublikowanym w dzienniku „Le Figaro” były francuski premier Edouard Balladur dzieli się swoimi spostrzeżeniami na temat obecnej polityki i wskazuje kierunek działania przed wyborami prezydenckimi 2027 roku. Jego wniosek jest jasny: aby powstrzymać scenariusz, w którym zwycięża kandydat Zjednoczenia Narodowego, konieczne jest zbudowanie wspólnego bloku „centroprawicy i prawicy” oraz wprowadzenie większego liberalizmu do gospodarki.
.Edouard Balladur sam doświadczył bratobójczych walk w obozie klasycznej chadecji: w 1995 roku kandydował w wyborach prezydenckich jako konkurent Jacques’a Chiraca. Do drugiej tury weszli wtedy Chirac oraz socjalista Lionel Jospin. Porażka była o tyle bolesna, że przez długi czas sondaże wskazywały na Edouarda Balladura jako solidnego faworyta. To doświadczenie prowadzi go dziś do jednoznacznego wniosku: rozdrobnienie kandydatur osłabia cały obóz. Dlatego apeluje o wyznaczenie jednego kandydata dla całego „bloku centroprawicy i prawicy”: „musimy położyć kres rozdrobnieniu kandydatur i zobowiązać się do zorganizowania dużych prawyborów dla prawicy i centroprawicy, których idee polityczne są w istocie bardzo podobne”.
Można przypuszczać, że chodzi o Edouarda Philippe’a i chadeckich Republikanów. Według sondaży, na rok przed wyborami przewodniczący centroprawicowej partii Horizons może liczyć na 20–25% głosów, podczas gdy Bruno Retailleau – na 7–10%. W takim układzie Edouard Philippe mógłby dostać się do drugiej tury przeciwko Jordanowi Bardelli. Jednak Edouard Balladur zwraca uwagę na dodatkowe ryzyko: obecność Jean-Luca Mélenchona, lidera radykalnie lewicowej Francji Niepokornej (LFI), który wielokrotnie udowadniał zdolność do dynamicznego wzrostu poparcia w trakcie kampanii (19,6% w 2017 roku i 22% w 2022 roku).
Dlatego strategia musi być podwójna. Z jednej strony – „należy uniemożliwić kandydatowi La France Insoumise dotarcie do drugiej tury”. Z drugiej – zagwarantować, że w finale wyborów wystąpi wspólny blok prawicy i centroprawicy przeciwko „skrajnej prawicy, której program nosi znamiona nadmiernego etatyzmu”. To właśnie w tym starciu miałoby dojść do rozstrzygnięcia – i zablokowania zwycięstwa Jordana Bardelli.
Edouard Balladur wskazuje przy tym katalog problemów, które powinny stać się osią tej mobilizacji: „poziom zadłużenia, wydatki publiczne i podatki, stan bezpieczeństwa wewnętrznego, niekontrolowaną imigrację, nieporządek w edukacji publicznej, niewystarczającą liczbę godzin pracy, koszty emerytur i wszelkiego rodzaju regulacje paraliżujące działalność gospodarczą”. To na tych polach jego zdaniem można odbudować wiarygodność i stworzyć alternatywę wobec propozycji skrajnej prawicy.
W szerszym tle tej analizy pojawia się również diagnoza słabnącej pozycji Europy i Francji. „XXI wiek jest dla Europy katastrofalny” – przekonuje Balladur, wskazując na rosnącą rolę Stanów Zjednoczonych, Chin, Rosji i Indii. Krytykuje niespójność polityki amerykańskiej, ale jednocześnie podkreśla, że Europa sama przyczyniła się do własnego osłabienia, między innymi poprzez decyzje instytucjonalne po referendum z 2005 roku.
Tekst byłego premiera nie jest wolny od dygresji i powrotów do własnej przeszłości. Balladur długo opisuje swoje „błędy”, podkreślając, że jego projekt „francuskiego liberalizmu” nie został właściwie zrozumiany. Przypomina, że jako minister gospodarki (1986–1988) i premier (1993–1995) próbował wprowadzić model, który nie kopiowałby liberalizmu anglosaskiego, lecz łączył wolny handel z rolą państwa i wymogami sprawiedliwości.
Podobne napięcie widoczne jest w jego refleksji nad ładem międzynarodowym. Z jednej strony przywiązany jest do porządku po II wojnie światowej, z drugiej – dostrzega jego erozję. Wskazuje na problem proliferacji broni jądrowej i wyjątki od obowiązujących reguł, nie precyzując jednak, jak należałoby skutecznie przeciwdziałać tym zjawiskom.
Ostatecznie jednak jego wywód prowadzi do jednego, konsekwentnie powtarzanego wniosku. Aby uniknąć scenariusza zwycięstwa Jordana Bardelli, najmłodszego z kandydatów startujących w tych wyborach, konieczne jest stworzenie szerokiego, wspólnego bloku doświadczonej „centroprawicy i prawicy”, który połączy umiarkowany liberalizm, ciągłość gaullizmu oraz wolę reformy Unii Europejskiej. „Europa musi zostać odbudowana poprzez jednoznaczne odrzucenie federalizmu, ponowne potwierdzenie władzy państw narodowych (…) oraz podporządkowanie roli sędziów autorytetowi ludu” – pisze Balladur.
Problem polega na tym, że apel ten trafia na rzeczywistość polityczną, w której główni aktorzy – Edouard Philippe i Bruno Retailleau – rozwijają własne ambicje prezydenckie. A to oznacza, że pytanie o to, czy uda się stworzyć jeden blok zdolny zatrzymać Jordana Bardellę, pozostaje dziś otwarte.
Nathaniel Garstecka





