Kim jest Robert TOMASZEWSKI, prezes Link4

Robert Tomaszewski został wybrany na prezesa LINK4 na lata 2026–2027 – poinformował ubezpieczyciel. Do czasu uzyskania zgody Komisji Nadzoru Finansowego, Tomaszewski będzie pełnił obowiązki prezesa.

Robert Tomaszewski jest menedżerem z ponad 25-letnim doświadczeniem

.Rada Nadzorcza LINK4 SA w wyniku przeprowadzonego postępowania kwalifikacyjnego podjęła 5 grudnia 2025 r. uchwałę w sprawie powołania Roberta Tomaszewskiego w skład zarządu spółki, powierzając mu funkcję prezesa zarządu LINK4 SA pod warunkiem uzyskania zgody Komisji Nadzoru Finansowego” – poinformował ubezpieczyciel w poniedziałkowym komunikacie. Powołanie następuje od 1 stycznia 2026 r. na okres wspólnej kadencji, obejmującej 2 pełne lata obrotowe 2026-2027.

Robert Tomaszewski jest menedżerem z ponad 25-letnim doświadczeniem w branży ubezpieczeniowej, posiadającym kompetencje w obszarze inżynierii finansowej firmy, aspektach produktowych, technologicznych i marketingowych. „Przez większą część swojej kariery zawodowej związany był z T.U. ERGO Hestia SA, gdzie pełnił m.in. funkcję Dyrektora Zarządzającego ds. Sprzedaży, Dyrektora Zarządzającego ds. Ubezpieczeń Detalicznych oraz Dyrektora Biura Likwidacji Szkód – Analizy” – podała spółka.

Jest absolwentem Uniwersytetu Gdańskiego na kierunku informatyka i ekonometria ze specjalizacją statystyka ubezpieczeniowa oraz studiów podyplomowych z rachunkowości w Wyższej Szkole Finansów i Rachunkowości w Sopocie.

Właścicielem LINK4 jest Grupa Kapitałowa Powszechnego Zakładu Ubezpieczeń, która jest największą instytucją finansową w Polsce i w Europie Środkowo-Wschodniej. Spółka od 2010 r. jest notowana na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie. Skonsolidowane aktywa Grupy PZU wynoszą 482 mld zł. Grupa oferuje produkty i usługi klientom indywidualnym, małym i średnim firmom oraz dużym podmiotom gospodarczym; ma ok. 22 mln klientów w pięciu krajach. Skarb Państwa w PZU ma ok. 34,2 proc. akcji.

Drugi złoty wiek Polski. Mamy szansę. Wykorzystamy ją?

.Według George’a Friedmana w ciągu najbliższych 15–20 lat nasz kraj zacznie grać pierwsze skrzypce w Europie. Będąc najważniejszym partnerem Ameryki w Europie, awansujemy w globalnej hierarchii. Gdzie będzie Polska za 50 lat? To pytanie powinno być wspólnym mianownikiem wszystkich debat w przestrzeni publicznej – pisze Agaton KOZIŃSKI.

Można się emocjonować burzliwą kampanią wyborczą, ściskać kciuki za wybraną stronę sporu o praworządność, prowadzić zaciekłe dyskusje o tym, jak definiować prawa reprodukcyjne czy jaką prędkość powinny rozwijać pociągi – ale każda z tych spraw powinna być wtórna wobec pierwotnego pytania.

„Wielkie kwestie czasu nie są rozstrzygane przez przemówienia i decyzje większości, ale przez żelazo i krew” – mówił Otto von Bismarck na cztery lata przed zwycięstwem w bitwie pod Sadową, które otworzyło mu drogę do zjednoczenia Niemiec. Bitwa pod Sadową w 1866 r. była jego majstersztykiem – podkreślał to choćby Adolf Bocheński w swoim opus magnum Między Niemcami a Rosją. Bismarck wiedział dobrze, że gdyby ówczesna Austria połączyła swe siły z Francją, to on swego zjednoczeniowego planu by nie zrealizował. Dlatego dążył do tego, by wojny rozdzielić. Skutecznie. Najpierw uśpił Francuzów, wchodząc z nimi w mało wiążące negocjacje o możliwości ustępstw terytorialnych ze strony Prus. Następnie rozbił Austriaków (pod tym względem Sadowa była kluczowa), aby po chwili rozprawić się z Francuzami. Wisienką na torcie było podpisanie aktu zjednoczenia Niemiec w Wersalu w 1871 r. Wiedeń i Paryż, które nie dostrzegły zagrożenia wystarczająco wcześnie, mogły tylko bezradnie przyglądać się triumfowi Żelaznego Kanclerza. Lekcja strategicznego myślenia w pigułce.

To cały czas aktualne. Wprawdzie dziś do żelaza i krwi, o których mówił Bismarck, trzeba jeszcze dorzucić bity i drony, ale prawidła gry pozostają te same. O przyszłości państw przesądza starannie zaplanowana strategia, dobór odpowiednich narzędzi i konsekwencja w działaniu. Reszta to mgła i dymy. W sporcie najlepsi nie są ci, którzy najszybciej dobiegną do piłki, tylko ci, którzy najlepiej przewidują, gdzie ona spadnie. W rywalizacji międzynarodowej najwięcej osiągają nie te państwa, które najefektowniej prężą muskuły, tylko te, które umieją trafnie zdefiniować swoje cele i nie pozwolić konkurencji zablokować dążeń do nich. Pod tym względem świat jest niezmienny.

W polskiej debacie tej logiki nie słychać. Choć dyskusji u nas nie brakuje, to pytanie postawione na samym początku właściwie się nie pojawia.

Planowanie strategiczne pozostaje cały czas dziedziną zastrzeżoną dla wąskiego grona specjalistów bez szerszego przełożenia. I nie zapowiada się, by z tej niszy udało się ten temat w przewidywalnej przyszłości wyciągnąć. Ale jest jeden dokument strategiczny, do którego warto cały czas zaglądać. Chodzi o książkę George’a Friedmana Następne 100 lat. Ten ekspert w sprawach geopolityki, jeden z najbardziej znanych specjalistów od prognozowania przyszłości, przedstawił w niej wizję układu sił na świecie i jego zmian w XXI wieku. Jednym z głównych bohaterów tej książki jest Polska. Właśnie minęło 15 lat od daty publikacji – warto więc sprawdzić, w którym miejscu jesteśmy, na ile rzeczywistość zjechała z trajektorii, którą zarysował Friedman.

Na początku twarda reguła. Założyciel ośrodka Stratfor w swojej analizie wyszedł z założenia, że poszczególne narody i ich przywódcy dążą w pierwszej kolejności do realizacji własnych, samolubnych celów – i że w tym swoim narodowym egoizmie są racjonalni, a więc biorą pod uwagę ograniczenia, jakie nakłada na nich rzeczywistość. Friedman zawsze do wszelkiego rodzaju koncepcji w stylu „rules-based international order” (porządek świata oparty na wartościach) podchodził bardzo sceptycznie. Dla niego to były jedynie mgła i dymy maskujące prawdziwe intencje poszczególnych graczy. Coś w rodzaju tricku Bismarcka mamiącego Francuzów koncesjami terytorialnymi, nic więcej. Tymczasem według Friedmana w stosunkach międzynarodowych chodzi o coś zupełnie innego. To nie gra według zasad, tylko twarda, pełna fauli rywalizacja, rzadko kiedy o sumie zerowej. Każdy uczestnik dąży do maksymalizacji swoich celów, poruszając się w ograniczeniach, jakie nakładają na niego otoczenie polityczne oraz położenie geograficzne. „Charakter narodu jest w znacznym stopniu określony przez geografię” – pisze. Sztuka polega na właściwym zrozumieniu własnych możliwości i ograniczeń – oraz wyciśnięciu jak najlepszego rezultatu w takiej sytuacji. Geopolityczna brzytwa Ockhama.

Tekst dostępny na łamach Wszystko co Najważniejsze: https://wszystkoconajwazniejsze.pl/agaton-kozinski-polska-za-50-lat/

PAP/MB

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 15 grudnia 2025
Fot.:Link4