Kim jest Stephen MILLER, „premier” USA

Strateg ruchu MAGA Steve Bannon uważa go za „premiera” USA; nazywany najpotężniejszym urzędnikiem „w Ameryce, jeśli nie na świecie” Stephen Miller, najbardziej sprawczy członek administracji prezydenta Donalda Trumpa kształtuje i wdraża jego politykę. „New Republic” nadał mu tytuł „Łajdaka roku 2025”.

W pierwszej kadencji był architektem polityki Donalda Trumpa dotyczącej migracji

.Według „Rolling Stone” „w drugiej kadencji Donalda Trumpa Stephen Miller stał się najpotężniejszym (…) urzędnikiem w Ameryce, jeśli nie na świecie”. Magazyn ocenia, że to on stoi de facto na czele „nominalnie niezależnych resortów” jak ministerstwa sprawiedliwości czy bezpieczeństwa krajowego, choć jego oficjalna funkcja to zastępca szefa personelu Białego Domu i doradca ds. bezpieczeństwa krajowego. „Rolling Stone” twierdzi, że szef Pentagonu Pete Hegseth „robi to, czego chce od niego Stephen”.

„To głównie dzięki jego skuteczności najbardziej radykalne decyzje prezydenta stają się polityką” administracji Donalda Trumpa – wyjaśnia „Le Figaro” i dodaje, że „jest on zbrojnym ramieniem prezydenta, o ile nie jest na odwrót”. Inny francuski dziennik, „Le Monde”, uważa, że Miller jest też głównym ideologiem Białego Domu.

Najważniejsza jest zapewne opinia, którą podzielają media amerykańskie, brytyjskie i francuskie, zgodnie z którą bez Millera polityka Donalda Trumpa byłaby nieporównywalnie mniej skuteczna, a przy okazji być może mniej radykalna. To Miller siedzi po nocach i pisze teksty dokumentów, projektów rozporządzeń Donalda Trumpa, a potem „krzycząc, wyzywając, upokarzając publicznie” członków administracji i urzędników, egzekwuje ich wdrażanie. „Odgrywa rolę zastraszacza, inkwizytora i despoty” – podsumowuje magazyn „The Atlantic”.

„New York Times” napisał niedawno, że w połowie pierwszej kadencji Donalda Trump zaczął żartować, że chciałby kupić Grenlandię ze względu na jej rezerwy węgla i uranu. Doradcy nie potraktowali tego poważnie, „ale ich już nie ma”. Teraz, gdy pomysłem zajął się Stephen Miller, istnieje realne zagrożenie, że prezydent sięgnie po wyspę, nie cofając się przed użyciem siły.

„Stephen Miller działa jak podpałka dla najbardziej zapalnych impulsów prezydenta i kształtuje życie Amerykanów w niemal każdym aspekcie” – konstatuje „The Atlantic”.

Zaledwie 40-letni Miller pilotuje i wdraża w życie wiele programów Białego Domu, wydaje polecenia najważniejszym agencjom rządowym, znajduje kontrowersyjne podstawy prawne dla zasadniczo bezprawnych poczynań administracji, lub – jak ocenia „Rolling Stone” – nagina prawo wedle woli swojej i prezydenta.

Rzeczniczka Białego Domu Karoline Leavitt powiedziała w wywiadzie dla „The Atlantic”: „(Miller) nadzoruje każdy aspekt polityki jakim zajmuje się administracja (…). Nie mogę się doliczyć ile razy jakaś kwestia polityczna była omawiana w Owalnym (Gabinecie), a Donalda Trump powiedział »gdzie jest Stephen? Powiedzcie mu, żeby to załatwił«”.

Już w pierwszej kadencji był on architektem polityki Donalda Trumpa dotyczącej migracji i prawa azylowego, włącznie z jej najbardziej kontrowersyjnym elementem, czyli oddzielaniem dzieci od rodzin, które przekroczyły granicę USA.

Nawet jego polityczni sojusznicy uważają, że Stephen Miller jest trudny; jeden z nich powiedział „The Atlantic”, że ma on „maniery Heinricha Himmlera”; inny nazwał go „Donaldem Trumpem bez poczucia humoru”.

Stephen Miller angażuje się w wiele aspektów polityki Donalda Trumpa

.Brytyjski dziennik „Independent” pisze, powołując się na źródła w Białym Domu, że siła Stephena Millera polega też na tym, iż to on decyduje co „trafia do ucha prezydenta” i w jakiej formie.

W ostatnich dniach o Stephenie Millerze znowu o się głośno, gdy odniósł się do planów przejęcia przez USA kontroli nad Grenlandią. W wywiadzie dla CNN na pytanie, czy wyklucza użycie siły w celu przejęcia kontroli nad wyspą odpowiedział: – Nikt nie będzie walczył zbrojnie z USA o przyszłość Grenlandii. – Żyjemy w świecie, w realnym świecie rządzonym siłą, potęgą (…) To są żelazne prawa tego świata od zarania dziejów – dodał.

„Independent” ocenia, że ta ekspansja politycznych zainteresowań Stephena Millera, który dawniej koncentrował się na polityce wewnętrznej, to element „toczącej się już walki o przyszłość MAGA”, w której pretendentami do roli przywódcy ruchu są wiceprezydent J.D. Vance, sekretarz stanu Marco Rubio i zapewne sam Stephen Miller.

Fakt, że Stephen Miller angażuje się w tak wiele aspektów polityki Donalda Trumpa – od negocjacji w sprawie zakończenia wojny Rosji z Ukrainą, po walkę z imigrantami, a nawet siłowe usuwanie z ulic ludzi bezdomnych – stawia go w szczególnie uprzywilejowanej pozycji. Trudno powiedzieć, co „o tym myśli Vance (…), ale Stephen Miller daje wszelkie sygnały, że jest głównym rozgrywającym” w tej walce o przyszłość MAGA – konkluduje „Independent”. 

Między prawem zwyczajowym a amerykańską Konstytucją

.Obrona Nicolasa Maduro zapewne będzie przedstawiać sprawę jako sąd kapturowy o z góry ustalonym werdykcie — argumentując, że brak realnej możliwości zapewnienia bezstronnej ławy przysięgłych i pełnego due process ośmiesza amerykański wymiar sprawiedliwości i poważnie nadwyręża jego wiarygodność w oczach całego świata. Obecnym władzom USA bardziej niż na szybkim uznaniu go za winnego i skazaniu na wieloletnie więzienie zależy chyba jednak na tym, by proces się toczył, a Maduro był daleko od Wenezueli – pisze Wojciech KWIATKOWSKI.

Wpierwszych dniach stycznia 2026 roku siły zbrojne USA przeprowadziły skoordynowaną operację na terytorium Wenezueli, w wyniku której doszło do pojmania prezydenta tego kraju oraz jego żony i ich przetransportowania do Stanów Zjednoczonych w celu postawienia przed sądem federalnym w Nowym Jorku. Prezydentowi Nicolásowi Maduro przedstawiono w sądzie akt oskarżenia obejmujący zarzuty wieloletniej konspiracji w celu międzynarodowego przemytu kokainy do Stanów Zjednoczonych, narkoterroryzm polegający na świadomym finansowaniu i wspieraniu organizacji uznanych za terrorystyczne, w szczególności FARC, udział w zorganizowanej strukturze przestępczej wykorzystującej aparat państwowy, pranie pieniędzy pochodzących z przestępstw narkotykowych, korupcję na najwyższych szczeblach władzy, a także przestępstwa związane z posiadaniem i użyciem broni palnej. Konstrukcja aktu oskarżenia opiera się na założeniu, że działalność ta miała charakter systemowy i była prowadzona z wykorzystaniem zasobów państwowych, co prowadzi do przedstawienia państwa jako narzędzia przedsięwzięcia przestępczego o charakterze transnarodowym.

Nie odnosząc się do dalekosiężnych celów politycznych administracji Donalda Trumpa w związku z tym przedsięwzięciem (obejmujących m.in. dążenie do ograniczenia wpływów Chin i Rosji w Ameryce Łacińskiej, oddziaływanie na podaż wenezuelskiej ropy naftowej, przeciwdziałanie narkobiznesowi, odcięcie Kuby od istotnych źródeł dochodów oraz względną stabilizację tego państwa w celu ograniczenia presji migracyjnej na Stany Zjednoczone), na płaszczyźnie prawnej wskazać można dwa problemy. Pierwszym jest tzw. „immunitet głowy państwa”, który w ocenie wielu został przez administrację Trumpa podeptany, drugim natomiast przysługujące Nicolasowi Maduro prawa, jakie wynikają bezpośrednio z Konstytucji amerykańskiej.  

Co się tyczy immunitetu urzędującej głowy państwa, którego naruszenia miały się dopuścić władze Stanów Zjednoczonych to na wstępie należy zauważyć, że nie istnieje żaden traktat, który kompleksowo i wprost tworzyłby taki immunitet wobec jurysdykcji karnej obcych państw. Jego istnienie to raczej norma prawa zwyczajowego, ukształtowana przez praktykę państw oraz orzecznictwo międzynarodowe, przede wszystkim Międzynarodowego Trybunału Sprawiedliwości. W wyroku Arrest Warrant z 2002 r. MTS wyraźnie potwierdził, że urzędujące głowy państw (oraz inne najwyższe organy państwowe, jak ministrowie spraw zagranicznych) korzystają z pełnego immunitetu osobistego (immunity ratione personae) przed jurysdykcją sądów krajowych innych państw, który obejmuje zarówno funkcje prywatne, jak i oficjalne. Immunitet ten nie chroni osoby przywódcy per se, lecz zabezpiecza zdolność państwa do nieskrępowanego funkcjonowania w relacjach międzynarodowych jako suwerennego podmiotu prawa, zapewniając, że podstawowe funkcje państwowe nie zostaną zakłócone przez zewnętrzne, jednostronne działania sądowe lub wykonawcze.

Z tego względu immunitet ten pozostaje formalnie niezależny od uznania międzynarodowego czy oceny legalności procesu wyborczego – to, czy państwo lub grupa państw uznaje wyniki wyborów, nie determinuje samego faktu sprawowania urzędu i związanych z tym immunitetów. W praktyce oznacza to, że nawet jeśli Stany Zjednoczone czy Unia Europejska odmawiały uznania wyniku ostatnich wyborów prezydenckich w Wenezueli i podważały demokratyczną legitymację Nicolása Maduro, to w dniu ujęcia nadal pozostawał on de facto i de iure urzędującą głową państwa, wykonując swoje funkcje i reprezentując Wenezuelę na arenie międzynarodowej, a zatem – według ogólnie akceptowanych zasad prawa zwyczajowego – korzystał z immunitetu jurysdykcyjnego.

Podejmowane obecnie działania rządu federalnego wobec Maduro trudno uznać za formalne uchylenie tego immunitetu, ile raczej za jego faktyczne obejście. W literaturze i praktyce międzynarodowej często przywołuje się w tym kontekście przypadek Manuela Noriegi i interwencji USA w Panamie w 1989 r. Przeprowadzona wówczas operacja „Just Cause”, miała na celu obalenie władzy Noriegi — będącego faktycznym, choć niekonstytucyjnym, liderem Panamy — i doprowadzenie go przed oblicze amerykańskiego sądu na Florydzie celem oskarżenia o przestępstwa narkotykowe. Noriega, mimo że sprawował rzeczywistą kontrolę nad państwem, nigdy formalnie nie był uznany przez USA za głowę państwa i nie pełnił urzędu prezydenta zgodnie z konstytucyjnymi procedurami, a USA nadal uznawały za prezydenta Panamy innego polityka. Z tego powodu jego roszczenie immunitetu przed amerykańskim sądem federalnym zostało odrzucone — zarówno ze względu na brak formalnego statusu głowy państwa, jak i z faktu, że sam akt obalenia i pojmania Noriegi nastąpił w rezultacie ingerencji militarnej USA na terytorium suwerennego państwa. Sąd stwierdził, że sam fakt sprawowania faktycznej władzy nie przekłada się automatycznie na immunitet, skoro Noriega nie był uznany jako konstytucyjny przywódca przez własne państwo ani przez Stany Zjednoczone — oraz że immunitet taki stanowi przywilej, który kraj może przyznać lub odmówić. 

Warto także zaznaczyć, że w realiach amerykańskich to konstytucyjny porządek wewnętrzny wyznacza zakres i sposób obowiązywania norm prawa międzynarodowego, a nie odwrotnie. Zasada ta została potwierdzona w orzeczeniu Sądu Najwyższego USA z 2008 roku w sprawie Medellín v. Texas, w którym sąd stwierdził, że orzeczenia MTS nie mają bezpośredniej mocy obowiązującej w amerykańskich sądach, jeśli nie zostały implementowane ustawowo przez Kongres, nawet gdy Stany Zjednoczone są formalnie związane danym zobowiązaniem. Traktaty międzynarodowe wywołują skutki bezpośrednie jedynie, gdy mają charakter self-executing lub zostały ustawowo wdrożone, natomiast orzeczenia sądów międzynarodowych nie wiążą sądów krajowych bez wyraźnej decyzji władzy ustawodawczej. W praktyce oznacza to, że sądy federalne mogą stosować jurysdykcję karną zgodnie z prawem krajowym, nawet jeśli prowadzi to do potencjalnego naruszenia zobowiązań międzynarodowych USA, przy czym ewentualna odpowiedzialność pozostaje kwestią między państwami i nie podlega kontroli sądów krajowych.

Wątek immunitetu będzie na rozprawie sądowej łączony przez prawników zapewne Nicolása Maduro z instytucją habeas corpus. Jako konstytucyjny środek prawny pozwala ona osobie pozbawionej wolności zakwestionować przed sądem amerykańskim zarówno legalność zatrzymania, jak i jurysdykcję organu, który ją przetrzymuje. Tu jednak ważna uwaga – należy zakładać, że Maduro będzie powoływać się na habeas corpus nie tylko w kontekście przysługującego mu — jako urzędującej głowie państwa — immunitetu osobowego, lecz również wskazując na bezprawność pozbawienia wolności wynikającą ze sposobu jego ewentualnego zatrzymania lub przymusowego sprowadzenia do USA. Argumentacja ta napotka jednak na utrwaloną w orzecznictwie amerykańskim linię, zgodnie z którą sposób pozyskania oskarżonego, nawet poprzez naruszenie suwerenności państwa trzeciego, co do zasady nie wpływa na prawo sądu amerykańskiego do jego osądzenia.

Tekst dostępny na łamach Wszystko co Najważniejsze: https://wszystkoconajwazniejsze.pl/wojciech-kwiatkowski-prawo-zwyczajowe-amerykanska-konstytucja-obrona-nicolasa-maduro/

PAP/MB

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 17 stycznia 2026