Konflikt izraelsko-arabski jest przedmiotem irracjonalnych i patologicznych namiętności [Nathaniel GARSTECKA]

„Flotylle humanitarne” mające na celu przedstawienie Izraela jako „reżimu zbrodniczego”, pochopne uznanie państwa palestyńskiego, antysemickie komentarze w mediach społecznościowych, wzrost liczby fizycznych ataków na Żydów… Jak konflikt zbrojny toczący się kilka tysięcy kilometrów od nas może prowadzić do tak ekstremalnych reakcji?
.Wojna wywołana 7 października 2023 r. przez atak terrorystyczny Hamasu na Izrael nie jest jednak jedynym konfliktem zbrojnym w regionie. W rzeczywistości niewiele jest krajów, które nie są zaangażowane w jakiś konflikt zbrojny, zarówno w Azji, jak i w Afryce. Sudan, Etiopia, Syria… izraelska ofensywa w Strefie Gazy nie jest najbardziej krwawym wydarzeniem ostatnich lat. Jeśli chodzi o określenie „ludobójstwo”, biorąc pod uwagę sposób, w jaki jest ono używane, i nie negując cierpień niewinnych cywilów w Strefie Gazy, można je z powodzeniem zastosować do zdecydowanej większości wojen.
Dlaczego więc w mediach społecznościowych pojawiają się takie komentarze dotyczące Izraela, Izraelczyków i Żydów w ogóle, ale już nie w odniesieniu do Chin, które prześladują Ujgurów, czy Huti odpowiedzialnych za powszechny głód w Jemenie, a nawet Rosjan, którzy w ciągu trzech miesięcy zabili w Mariupolu więcej cywilów (według Associated Press nawet 75 000) niż Izraelczycy w ciągu dwóch lat w Strefie Gazy?
Odpowiedź jest jednocześnie prosta i złożona. Oczywiste jest, że konflikt izraelsko-arabski od 70 lat mobilizuje telewizje na całym świecie. Państwo Izrael jest zadośćuczynieniem za zbrodnie Zachodu wobec Żydów i, jak wszystko, co wiąże się z emocjami, jest przedmiotem irracjonalnych, a nawet patologicznych namiętności. Mamy do czynienia z mieszanką fascynacji i nienawiści wobec tego niezwykłego kraju i narodu. Do tego dochodzi czynnik polityczny: lewica dumnie nosi sztandar antysyjonizmu, aby przyciągnąć głosy muzułmanów, którzy stają się coraz potężniejsi w Europie Zachodniej.
W niektórych krajach Europy Środkowej jednak chrześcijańska i nacjonalistyczna prawica nie stroni od antysemityzmu, powielając tradycyjne oskarżenia Żydów o rytualne morderstwa, światowy spisek lub „judeobolszewizm”. Pojawiają się rywalizacja i konflikt pamięci, zwłaszcza tam, gdzie w przeszłości istniały duże społeczności żydowskie. Mój dobry znajomy powiedział mi niedawno, że jest zbulwersowany, ponieważ „Żydzi prześladują Palestyńczyków”. Zapytałem go, czy wie, że dzień wcześniej w Nigerii doszło do kolejnej masakry chrześcijan. Każdego roku terroryści z Boko Haram zabijają ich kilka tysięcy. Nie wiedział o tym. „No Jews, no news”. Polacy często podkreślają swoją tożsamość chrześcijańską, więc logiczne byłoby, gdyby mobilizowali się w obronie prześladowanych chrześcijan na całym świecie.
„Whataboutism” – odpowie mi ktoś. No dobrze. Wróćmy więc do Izraela. Chrześcijańska organizacja pozarządowa Portes Ouvertes, znana z ogłaszania corocznego rankingu prześladowań chrześcijan, nie wymienia Izraela w swojej pierwszej pięćdziesiątce krajów, które najbardziej prześladują chrześcijan. Jednak według niektórych mediów bycie chrześcijaninem w Izraelu jest prawdziwą torturą. Mówi się o napięciach religijnych między ultraortodoksyjnymi Żydami a ultraortodoksyjnymi chrześcijanami w Jerozolimie. Istnieją one, ale są bardzo ograniczone. To samo dotyczy Arabów: Izrael jest domem dla 2 milionów Arabów (najczęściej pochodzenia palestyńskiego), czyli ponad 20 proc. populacji tego państwa. Cieszą się oni takimi samymi prawami (w tym politycznymi) jak Żydzi, z nielicznymi wyjątkami, i nie wykazują żadnej chęci osiedlania się gdzie indziej. Jest ich jednak wystarczająco dużo, aby doprowadzić do upadku kraju, gdyby wywołali powszechne powstanie. Argument o rasistowskiej zbrodni ludobójstwa dokonanej na Arabach jest więc manipulacją.
Jeśli chodzi o Gazę i trwający konflikt, polityka rządu izraelskiego jest rzeczywiście mało przejrzysta. Nie wiadomo, dokąd zmierza i jakie są jej cele. Wyeliminowanie Hamasu jest konieczne, jeśli chcemy, aby przyszłe państwo palestyńskie było zdolne do funkcjonowania. Biorąc pod uwagę, że jest bardzo mało prawdopodobne, aby Izrael zdołał ostatecznie zniszczyć tę organizację terrorystyczną, Mahmud Abbas nigdy nie będzie w stanie w pełni narzucić swojej władzy w Gazie.
.Działania Emmanuela Macrona trudno więc uznać za krok w kierunku pokoju. Chyba że weźmie udział w „międzynarodowej koalicji przeciwko Hamasowi”, którą sam kiedyś ogłosił. W rzeczywistości bardziej prawdopodobne jest, że stara się jedynie konkurować z lewicą o głosy muzułmańskich wyborców i zdobyć jakieś „dyplomatyczne zwycięstwo”, aby odzyskać ciągle słabnący blask.
Nathaniel Garstecka
Tekst pochodzi z autorskiej kroniki Nathaniela Garstecka w tygodniku „Gazeta na Niedzielę” [LINK].





