Lato to najlepszy czas na kampanię wyborczą. Doradca Nicolasa Sarkozy'ego tłumaczy dlaczego

Na dziewięć miesięcy przed pierwszą turą wyborów prezydenckich we Francji kampania wchodzi w fazę, którą wyborcy często pomijają, choć właśnie ona może przesądzić o wyniku głosowania. Lipiec i sierpień nie są czasem politycznego uśpienia. Przeciwnie – to okres, w którym kandydaci jeszcze sami wybierają tematy, budują swój wizerunek i spotykają się z wyborcami z dala od telewizyjnych debat. W rozmowie z „Journal du Dimanche” przypomina o tym Franck Louvrier, jeden z najbliższych współpracowników Nicolasa Sarkozy’ego podczas zwycięskiej kampanii prezydenckiej w 2007 r.
Jak prowadzić kampanię wyborczą w czasie wakacji?
.We francuskiej polityce od dawna powtarza się, że wybory prezydenckie wygrywa się nie tylko podczas telewizyjnych debat i wielkich wieców organizowanych na kilka tygodni przed pierwszą turą głosowania. Kampania rozpoczyna się znacznie wcześniej, a jednym z jej najważniejszych etapów jest właśnie lato poprzedzające rok wyborczy. To wtedy kandydaci mają jeszcze możliwość samodzielnego narzucania tematów debaty publicznej, zanim zostaną wciągnięci w rytm codziennych sporów, badań opinii publicznej i medialnych polemik.
Taką właśnie tezę stawia Franck Louvrier, wieloletni doradca Nicolasa Sarkozy’ego, który w rozmowie opublikowanej przez „Journal du Dimanche” wraca pamięcią do kampanii z 2006 r. Jego zdaniem tamto lato stało się prawdziwym początkiem drogi prowadzącej Sarkozy’ego do Pałacu Elizejskiego. Nie dlatego, że odbywały się wtedy wielkie polityczne wydarzenia, lecz dlatego, że sztab przyszłego prezydenta potrafił wykorzystać kilka miesięcy względnego spokoju na budowanie trwałej relacji z wyborcami.
„Ostatnie lato wolności” kandydatów
To właśnie dlatego Louvrier nazywa wakacje „ostatnim latem wolności” kandydatów. Jak podkreśla, po zakończeniu sierpnia polityk przestaje już w pełni decydować o własnej kampanii. Jesienią kalendarz wyznaczają bowiem media, bieżące wydarzenia, kolejne sondaże oraz obowiązek reagowania na niemal każdy kryzys krajowy i międzynarodowy. Latem natomiast można jeszcze spokojnie tłumaczyć własne poglądy, przedstawiać propozycje programowe i wybierać sprawy, które mają stać się osią całej kampanii.
„To ostatni moment wolności przed obowiązkami kampanii. Tego lata nie wolno zmarnować. Kandydat powinien wykorzystać je w pełni” – mówi Franck Louvrier na łamach „Journal du Dimanche”.
Wybory prezydenckie we Francji 2027
Nie jest przypadkiem, że niemal wszyscy liczący się dziś kandydaci starają się być obecni w przestrzeni publicznej właśnie w lipcu i sierpniu. Gabriel Attal zapowiada „stałą obecność” i „permanentną kampanię”. Bruno Retailleau łączy letni wypoczynek z dopracowywaniem programu politycznego. Marine Le Pen spędza wakacje w Bretanii, utrzymując kontakt z wyborcami, a François Hollande przygotowuje książkę, której publikacja ma otworzyć jego polityczną jesień. Każdy z nich wie, że wyborcy obserwują nie tylko wystąpienia telewizyjne, lecz także sposób, w jaki politycy reagują na wydarzenia rozgrywające się w całym kraju.
Zdaniem Louvriera prawdziwa kampania nie polega jednak na organizowaniu spektakularnych wydarzeń medialnych. Kandydat powinien przede wszystkim być obecny tam, gdzie znajdują się Francuzi. Dlatego w czasie kampanii Sarkozy’ego sztab praktycznie nie schodził z dróg prowadzących od wybrzeża Atlantyku po Lazurowe Wybrzeże. Arcachon było jedynie punktem wypadowym. Później następowały kolejne wizyty w miejscowościach turystycznych, spotkania z mieszkańcami, strażakami walczącymi z pożarami, policjantami, rolnikami i przedsiębiorcami żyjącymi z turystyki. Nie chodziło o organizowanie wielkich manifestacji politycznych, lecz o pokazywanie, że kandydat rozumie codzienne problemy kraju.
Kandydaci muszą iść za wyborcami
W ocenie byłego doradcy Sarkozy’ego właśnie latem Francuzi są najbardziej otwarci na rozmowę o polityce. W ciągu roku kolejne informacje błyskawicznie wypierają poprzednie, natomiast podczas wakacji pojedyncze wydarzenia pozostają w centrum uwagi znacznie dłużej. Kiedy przez kilka dni cała Francja śledzi walkę z pożarami lasów lub debatę o gospodarowaniu zasobami wody, kandydaci mają czas, aby przedstawić własne propozycje i przekonać do nich opinię publiczną. Równie ważne są zwykłe rozmowy prowadzone podczas rodzinnych spotkań czy wakacyjnych wyjazdów. To właśnie wtedy, przekonuje Louvrier, rodzi się wiele politycznych opinii, które kilka miesięcy później znajdują odzwierciedlenie przy urnach wyborczych.
Były doradca Nicolasa Sarkozy’ego zwraca również uwagę na jeszcze jeden element kampanii, o którym współcześni politycy często zapominają. Jego zdaniem błędem jest publikowanie książek dopiero jesienią, kiedy rynek wydawniczy zalewają dziesiątki nowych tytułów, a uwaga opinii publicznej rozprasza się pomiędzy kolejnymi wydarzeniami politycznymi. Znacznie lepszym momentem jest koniec czerwca lub początek lipca, gdy miliony Francuzów kupują książki na wakacyjne wyjazdy. Tak właśnie postąpił Nicolas Sarkozy, publikując Témoignage w czerwcu 2006 r., jeszcze przed rozpoczęciem właściwej kampanii.
„Od października lub listopada Francuzi zaczynają już dokonywać wyboru. Jedni kandydaci naprawdę wchodzą do wyścigu, inni zaczynają z niego wypadać” – ocenia Franck Louvrier.
.Analiza byłego doradcy Sarkozy’ego jest jednocześnie interesującym komentarzem do obecnej kampanii przed wyborami prezydenckimi we Francji w 2027 r. Choć oficjalnie do rozpoczęcia kampanii pozostało jeszcze wiele miesięcy, najważniejsi pretendenci do Pałacu Elizejskiego zachowują się tak, jakby polityczny wyścig już trwał. W kolejnych tygodniach będą pojawiać się w regionach dotkniętych pożarami, odwiedzać miejscowości turystyczne, komentować kwestie bezpieczeństwa, migracji czy zmian klimatycznych. Zgodnie z logiką opisaną przez Louvriera właśnie teraz rozgrywa się etap, podczas którego kandydaci sami piszą scenariusz swojej kampanii. Jesienią ten scenariusz zacznie pisać już przede wszystkim polityczna rzeczywistość.
Arkadiusz Jordan
Paryż





