Między antykiem a renesansem. Lanckorońscy i ich fascynacje sztuką

Polska Akademia Umiejętności zaprasza na wykład „Karol i Karolina Lanckorońscy wobec dziedzictwa antyku i renesansu”, poświęcony prezentacji książki.

Polska Akademia Umiejętności zaprasza na wykład „Karol i Karolina Lanckorońscy wobec dziedzictwa antyku i renesansu”, poświęcony prezentacji książki. Wykłady wygłoszą Jerzy Miziołek oraz Jerzy Żelazowski z Uniwersytetu Warszawskiego.

„Karol i Karolina Lanckorońscy wobec dziedzictwa antyku i renesansu”

Publikacja jest efektem rzymskiej konferencji i ukazała się w grudniu 2025 roku nakładem wydawnictwa L’Erma di Bretschneider. Praca zbiorowa upamiętnia dwie ważne rocznice: 180. rocznicę śmierci Karola Lanckorońskiego oraz 100-lecie doktoratu Karoliny Lanckorońskiej, poświęconego twórczości Michała Anioła i Tintoretta.

.Antyk klasyczny i renesans stanowiły centralny punkt zainteresowań zarówno hrabiego, jak i jego córki. Ich fascynacje znalazły wyraz w stworzonej w Wiedniu kolekcji dzieł sztuki oraz w licznych publikacjach naukowych. Książka „Il fascino per Roma, l’antico e l’arte italiana degli ultimi conti Lanckoroński” została pomyślana jako swoisty dyptyk, podobną strukturę ma również jej prezentacja.

Pierwsza część spotkania poświęcona będzie kultowi antyku oraz jego tradycjom w działalności Karola Lanckorońskiego. Druga skoncentruje się na fascynacji renesansem, którą rozwijała Karolina Lanckorońska. W tym dwugłosie dotyczącym antyku i jego odrodzenia w Italii szczególne miejsce zajmie sykstyński „Sąd Ostateczny”.

Wykład wygłoszą Jerzy Miziołek oraz Jerzy Żelazowski z Uniwersytetu Warszawskiego. Spotkanie odbędzie się 18 maja 2026 roku o godz. 17.00 w Małej Auli Polskiej Akademii Umiejętności przy ul. Sławkowskiej 17 w Krakowie. Wydarzenie będzie dostępne zarówno stacjonarnie, jak i online na platformie Zoom.

Ukochany poeta i malarz uduchowiony

Istnieje wiele świadectw, że Karolina Lanckorońska uwielbiała poezję Słowackiego przez całe przeszło stuletnie życie. To właśnie ten wielki poeta ułatwił jej wejście w sferę bezgranicznego polskiego patriotyzmu. Nie było to łatwe, albowiem urodziła się i wyrastała w Austrii. „W domu rodzinnym – pisał jej lwowski uczeń, profesor Lech Kalinowski – z ojcem rozmawiała po francusku, z matką [Małgorzatą, z domu Lichnovsky], o której rzadko i niechętnie opowiadała, po niemiecku. Języka polskiego uczyła się sama nocą. Przy świecy czytała Słowackiego, którego wyżej ceniła niż Mickiewicza. Przeczytany tekst przyswajała sobie na pamięć”. 

Słowa poety przywoływała też w częstych rozmowach ze mną, gdy od stycznia do lipca 1982 roku mieszkałem w kierowanym przez nią Polskim Instytucie Historycznym w Rzymie. Być może to właśnie Słowacki – autor, w którego domowym kulcie wyrastał Jacek Malczewski – zbliżył hrabiankę Lanckorońską do tego znakomitego malarza, piewcy polskości. Nie ma o tym mowy w jej pięknym eseju Pan Jacek, opowiadającym – wraz z 70 listami artysty do hrabiego Karola Lanckorońskiego (1848–1933) – o tym, jak ważnym miejscem była dla Malczewskiego rezydencja w Rozdole (kilkadziesiąt kilometrów od Lwowa), w której Lanckorońscy spędzali wakacje. Dowodzą tego również jego rysunki ze zbiorów Muzeum Narodowego w Warszawie, których jest bez mała trzydzieści. 

O wiele więcej „rysunkowych opowieści” Malczewskiego z Rozdołu znajduje się – dzięki pamiętnej donacji profesor Lanckorońskiej z 1994 roku – w zbiorach Zamku Królewskiego na Wawelu. Jeden z nich przedstawia naszego malarza jako „nowego” Laokoona, którego zmagania z wężami obserwuje jego mecenas – hrabia Lanckoroński – ubrany w akademicką togę i biret. Wprawdzie ten znakomity mecenas nie był akademikiem, ale powszechnie znana była jego erudycja, a ponadto był doktorem honoris causa Uniwersytetu Humboldta w Berlinie i Uniwersytetu Jagiellońskiego.

Dar Karoliny Lanckorońskiej dla Wawelu. Trzydziesta rocznica wiekopomnej donacji

Przez minione stulecia polskie zbiory sztuki były grabione przez najeźdźców ze wschodu, zachodu i północy. Wspaniały dar Karoliny Lanckorońskiej pozwala mówić o nowym stanie posiadania wybitnych dzieł malarstwa. Przypominamy te ofiarowane na Wawel dokładnie trzy dekady temu – pisze prof. Jerzy MIZIOŁEK.

Jesienią 1994 polskie zbiory sztuki wzbogaciły się o kilkadziesiąt znakomitych obrazów pochodzących z wiedeńskiej kolekcji hrabiego Karola Lanckorońskiego (1848–1933), zgromadzonej w ostatnie ćwierci XIX wieku. Dotarły w granice Polski w ramach wiekopomnego, liczącego kilkaset obiektów daru prof. Karoliny Lanckorońskiej (1898–2002). Zgodnie z życzeniem donatorki ofiarowane dzieła podzielono pomiędzy obydwa Zamki Królewskie. Zamek w Warszawie otrzymał obrazy z epok baroku i neoklasycyzmu, m.in. płótna Rembrandta, natomiast wszystkie obrazy renesansowe, w tym arcydzieła Simone Martiniego, Bernarda Daddiego, Jacopo del Sellaio, Luki Signorellego i Garofala (z czasem także Dossa Dossiego), wzbogaciły zbiory Zamku Królewskiego na Wawelu. W ten sposób apartamenty i sale krakowskiej rezydencji monarchów Rzeczypospolitej, której prawdziwego splendoru przydała przebudowa dokonana przez włoskich architektów, Franciszka Florentczyka i Bartolomea Berrecciego, wypełniły dzieła ich ziomków-malarzy tworzących w tej samej epoce na ojczystej ziemi.

Wśród ofiarowanych Wawelowi znajduje się bez mała trzydzieści malowideł, które wykonano w latach 1400–1530 do ozdobienia wnętrz prywatnych domów zamożnych mieszkańców Florencji i Sieny oraz kilku miast lub podmiejskich rezydencji północnej Italii. Większość z tych malowideł to ściany frontowe lub krótsze boki malowanych skrzyń wyprawnych zwanych forzieri lub cofani, obecnie zaś za Giorgiem Vasarim powszechnie nazywanych cassoni. Pozostałe obrazy to spalliere i cornici, a więc malowidła, które umieszczano ponad forzieri/cassoni (lub nad ławami do siedzenia), mniej więcej na wysokości pleców (spalle) lub ponad łóżkami, niekiedy, jak w przypadku cornici, pod samym sufitem. Jeszcze inne obrazy pochodzą z zaplecków lettucci, a więc łóżek dziennych mających formy szerokich ław z ozdobnymi oparciami. W języku angielskim na określenie wszystkich tego rodzaju malowideł, ukazujących zwykle tematy mitologiczne lub sceny z historii Grecji i Rzymu, używa się powszechnie terminu domestic painting. Także w samej Italii zaczyna być stosowane określenie pittura domestica, choć ciągle jeszcze znacznie częściej stosuje się inną nazwę – pittura di cassone (malarstwo cassonowe) – obejmującą nie same tylko cassoni,ale także inne wymienione już rodzaje malowideł (wykonywane na ogół, jak większość zachowanych do dziś forzieri, z okazji wstępowania w związki małżeńskie) zdobiących zwykle najważniejszy pokój domu/rezydencji, określany powszechnie jako camera mia, czyli sypialnia.

Laura Wieczorek

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 6 maja 2026