Morskie turbiny wiatrowe zapełnią Bałtyk w 2028 roku

Ocean Winds zdecydowała, że Siemens Gamesa dostarczy morskie turbiny wiatrowe dla projektu BC-Wind na Morzu Bałtyckim – podała spółka. Instalacja i uruchomienie turbin przewidywane są na 2028 rok.
Ważny kamień milowy dla projektu, który stanowi kluczowy wkład w transformację energetyczną kraju
.Spółka Ocean Winds podkreśliła w komunikacie, że podpisanie umowy z firmą Siemens Gamesa na dostawę turbin wiatrowych SG 14-236 i świadczenie usług serwisowych stanowi istotny krok w kierunku realizacji projektu morskiej farmy wiatrowej BC-Wind na polskich wodach Bałtyku.
„Zawarcie umowy uzależnione jest od podjęcia przez Ocean Winds decyzji o rozpoczęciu realizacji inwestycji (Notice to Proceed, NtP). BC-Wind to jeden z projektów I fazy rozwoju morskiej energetyki wiatrowej na polskich wodach Morza Bałtyckiego” – wskazano w informacji.
Zakres umowy obejmuje dostawę 26 turbin wiatrowych o jednostkowej mocy 14 MW, z możliwością zwiększenia do 15 MW dzięki funkcji Power Boost.
„Instalacja i uruchomienie turbin przewidywane są na 2028 rok. Turbiny posiadają certyfikat typu IECRE, potwierdzający ich zgodność z międzynarodowymi normami jakości i bezpieczeństwa” – przekazała spółka.
Portem instalacyjnym będzie Terminal T5 w Porcie Gdańsk, który ma posłużyć jako baza logistyczna do prac preinstalacyjnych oraz załadunku komponentów turbin. Za transport i instalację odpowiadać będzie firma Cadeler, wykorzystując jednostkę typu O-class.
„Z przyjemnością ogłaszamy ten ważny kamień milowy dla naszego projektu w Polsce, który stanowi kluczowy wkład w transformację energetyczną kraju. Ten projekt nie tylko podkreśla nasze zaangażowanie w energię odnawialną, ale także potwierdza, że Bałtyk jest dla nas kluczowym rynkiem” – stwierdził, cytowany w komunikacie, dyrektor zarządzający Ocean Winds w Polsce Kacper Kostrzewa.
Jak działają morskie turbiny wiatrowe?
.Dyrektor projektu BC-Wind Pete Geddes wyjaśnił, że wybór Siemens Gamesa poprzedzony został m.in. szczegółową analizą czynników makroekonomicznych. Istotne były również doświadczenia zdobyte podczas realizacji projektu Moray West w Wielkiej Brytanii.
„Ich rozwiązanie technologiczne zapewnia wysoką efektywność, a zawarta umowa obejmuje również kompleksowe usługi serwisowe, co zagwarantuje niezawodność i optymalne parametry pracy przez cały okres eksploatacji farmy” – podkreślił.
BC-Wind to projekt morskiej farmy wiatrowej położonej około 23 km na północ od brzegu, na wysokości gmin Krokowa i Choczewo w województwie pomorskim. Projekt zakłada osiągnięcie planowanej mocy 390 MW, przy całkowitej powierzchni farmy wynoszącej 90,94 km kw. Pozwoli to na zapewnienie energii elektrycznej dla około 488 tysięcy gospodarstw domowych rocznie.
Ocean Winds (OW) to międzynarodowa spółka zajmująca się morską energetyką wiatrową, utworzona jako wspólne przedsięwzięcie EDP Renewables i Engie. Spółka rozwija, finansuje, buduje i eksploatuje projekty morskich farm wiatrowych na całym świecie. Od momentu powstania w 2019 roku OW znacząco powiększyła swoje portfolio, które obecnie obejmuje blisko 19 GW mocy brutto.
Bałtyk. Przyszłość Europy autorstwa Olivera Moody’ego
.Kraje bałtyckie nie mają gdzie się wycofać. W przypadku inwazji nie mogą wymienić przestrzeni na czas. Muszą walczyć o każdy centymetr ziemi. Ale w pojedynkę są zbyt małe, by odstraszyć wroga czy się przed nim obronić. Ich jedyną nadzieją są sojusznicy – pisze Edward LUCAS.
Książka dotycząca regionu Morza Bałtyckiego podkreśla zagrożenia wynikające z imperialnych ambicji Rosji.
Poziom wody w Bałtyku podnosi się i opada o zaledwie kilka centymetrów. Geopolityczne wzloty i upadki regionu są znacznie bardziej spektakularne. Obecnie rosyjskie wpływy znów rosną. W swojej jakże aktualnej i wnikliwej książce Oliver Moody opisuje „powrót starożytnej walki z Rosją o kontrolę nad strefą bałtycką”, wyjaśnia, dlaczego ma to znaczenie, i podpowiada, co należy z tym zrobić.
Walka, o której pisze, to starcie między bałtyckimi aspiracjami i rosyjskimi ambicjami. Po upadku imperium sowieckiego w 1991 r. sześć krajów nadbałtyckich (Polska, Szwecja, Finlandia, Estonia, Łotwa i Litwa) przystąpiło do NATO i Unii Europejskiej. Dla nich to zupełnie normalne. Rosjanie jednak postrzegają to jako geopolityczną aberrację, która już dawno powinna zostać skorygowana.
Zagrożenie nie jest nowe, ale przez długi czas było ignorowane. Już w 1997 r. amerykańska sekretarz stanu Madeleine Albright zauważyła, że „Europa nie jest bezpieczna, dopóki nie jest bezpieczny region bałtycki”. Przywódcy bałtyccy ostrzegali przed rosyjskim rewanżyzmem jeszcze wcześniej. Moody tylko pokrótce wspomina o tym, co obecnie nazywamy „wojną hybrydową”, która w tamtym czasie miała formę przymusu ekonomicznego, przekupstwa, subwersji, ataków propagandowych, zastraszania, sabotażu i presji militarnej. Pomija też wiele historyczno-geograficznych podobieństw i różnic.
Na jego usprawiedliwienie przemawia fakt, że przytoczenie wszystkich dowodów na rosyjską nikczemność, nie mówiąc już opisaniu wielu innych zawiłości regionu, nie jest możliwe na kartach 290-stronicowej książki. Wymagałoby to raczej stworzenia encyklopedii. Zwłaszcza że autor pisze o odległych krajach, o których większość czytelników nic nie wie. Niech podniosą rękę ci, którzy wiedzą, kiedy carska Rosja odebrała Finlandię Szwecji (1809), kiedy dokonała rozbioru Polski (1795), które kraje odzyskały niepodległość w 1918 r. (Polska, Estonia, Łotwa, Litwa) lub kto ponownie wymazał je z mapy (Stalin wraz z Hitlerem).
Po nakreśleniu podstaw Moody prezentuje swoją argumentację za pomocą obfitych, długich na akapit cytatów pochodzących z think tanków i od (często anonimowych) oficjeli. Ma doskonałe oko do scen; gorzej radzi sobie z opisami postaci i zdarzeń – nieco więcej pisarskich portretów i szkiców dodałoby całości kolorytu. Czytelnicy o doskonałej znajomości tematu będą z lubością czepiać się pewnych szczegółów, które można łatwo poprawić w drugim wydaniu.
Jego powstanie i tak będzie wkrótce konieczne – opracowania zagadnień „na czasie” to nie tylko gwarancja dobrej sprzedaży, ale także tematyczna pułapka. Jako berliński korespondent „Timesa” Moody idealnie nadaje się do napisania na nowo rozdziału o Niemczech, który po zwycięstwie wyborczym Friedricha Merza stał się nieaktualny. Zadufane w sobie, bojaźliwe skąpstwo, które autor ostro krytykuje, rzeczywiście hamowało odbudowę obronności Europy. Jednak po wkroczeniu w epokę „za wszelką cenę” Niemcy mogą stać się siłą napędową tego procesu.
Teoretycznie bezpieczeństwo regionalne to bułka z masłem. Kraje nordyckie i bałtyckie oraz Polska są znacznie bogatsze od Rosji. Dysponują zaawansowaną technologicznie bronią i stabilnymi systemami politycznymi. Ich potencjał w zakresie dominacji nad przestrzenią powietrzną, morską i linią brzegową jest nieporównywalnie większy.
Rosja ma jednak przewagę na pięciu polach. Pierwszym z nich jest położenie geograficzne. Kraje bałtyckie są otwarte na ataki, a ich jedyne połączenie lądowe z sojusznikami to wąski korytarz suwalski między Polską a Litwą. Po drugie, Rosja ma przewagę inicjatywy. Może wybrać, kiedy i gdzie zaatakować, podczas gdy sojusznicy muszą bronić wszystkiego przez cały czas. Po trzecie, Rosję i jej przeciwników dzieli przepaść w podejściu do ludzkiego życia. Dla demokracji ofiary są katastrofą; dla małych państw mają wręcz znaczenie egzystencjalne. Tymczasem Rosja traktuje swoich żołnierzy jak przedmioty jednorazowego użytku. Czwartym polem jest logistyka. Rosyjska infrastruktura, pochodząca jeszcze z czasów Związku Radzieckiego, została zaprojektowana z myślą o szybkim przemieszczaniu się wojsk ze wschodu na zachód. Nasza nie ma tej cechy. Piątą, ostatnią kwestią jest podejmowanie decyzji. Putin może rozpocząć wojnę jednym telefonem. A kto w dzisiejszych czasach decyduje o obronie NATO?
Tekst dostępny na łamach Wszystko co Najważniejsze: https://wszystkoconajwazniejsze.pl/edward-lucas-baltyk-przyszlosc-europy-autorstwa-olivera-moodyego
PAP/MB