Na co liczy Donald Trump w Iranie? [Ilan BERMAN]

Ilan Berman

Waszyngton nie planuje obalenia reżimu ajatollahów, dąży do taktycznej zmiany i dogadania się z Iranem – powiedział wiceszef American Foreign Policy Council Ilan Berman. Jeśli jednak dojdzie do ataku na Iran, Waszyngton liczyłby na ponowny wybuch antyrządowych protestów – dodał.

Na co liczy Donald Trump w Iranie?

.Zdaniem Ilana Bermana ostatnia amerykańska aktywność wobec Iranu nie oznacza, że administracja prezydenta Donalda Trumpa zamierza obalić reżim ajatollahów w sposób kojarzony z Irakiem za rządów Saddama Husajna. Ekspert ocenił, że chodzi raczej o doprowadzenie do jakiejś taktycznej zmiany, by, tak jak w przypadku Wenezueli, możliwe było jakieś porozumienie z Teheranem.

Zwrócił uwagę, że utrzymywanie przez Amerykanów dużej siły militarnej w Zatoce Perskiej jest kosztowne i pochłania „miliony dolarów” dziennie, stąd z punktu widzenia Irańczyków koszt jakiejkolwiek ugody do zaakceptowania przez Waszyngton z dnia na dzień rośnie.

W opinii Ilana Bermana Waszyngton może mieć nadzieję, że jeśli jednak dojdzie do jakiejś akcji militarnej przeciw Iranowi, ponownie wybuchną antyrządowe protesty, takie jak pod koniec grudnia 2025 i w styczniu 2026 r. Ekspert podkreślił także iż ewentualny atak na Iran byłby testem współpracy między Iranem, Chinami i Rosją, o której w Waszyngtonie mówi się jako o nowej osi wywołującej na świecie destabilizację i wstrząsy. Usunięcie irańskiego reżimu zaszkodziłoby jego zdaniem zarówno Chinom, jak i Federacji Rosyjskiej.

Anna Gwozdowska: Czy atak na Iran jest nieuchronny?

Ilan Berman: Myślę, że nawet prezydent Donald Trump tego nie wie. Wojsko miało poinformować Biały Dom, że sprzęt potrzebny do zaatakowania Iranu będzie na miejscu do 21 lutego 2026 r. Sądzę więc, że zbliża się moment, kiedy Ameryka może uderzyć. Gwarancji jednak nie ma. Nie wiadomo, czy Irańczycy w ostatniej chwili nie zgodzą się na jakieś ustępstwa, żeby uniknąć ataku.

Według Associated Press sekretarz stanu Marco Rubio spotka się w przyszłym tygodniu z premierem Izraela Benjaminem Netanjahu. Czy to oznacza, że do tego czasu ataku nie będzie?

Ilan Berman: Logicznie rzecz biorąc tak, ale proszę pamiętać, że kiedy Waszyngton zdecydował się zbombardować irańskie ośrodki nuklearne latem ub. roku, stało się to w momencie, kiedy Iran planował negocjacje. Wszystkie sygnały płynące z Teheranu wskazują obecnie, że Irańczycy uważają, że wciąż mają jakieś pole manewru w rozmowach z Waszyngtonem. Możliwe jednak, że Biały Dom znów spróbuje wszystkich wprowadzić w błąd. Ta administracja jest z tego znana.

Na jakie ustępstwa musiałby pójść irański reżim?

Ilan Berman: Utrzymywanie tak dużych sił jak amerykańskie w Zatoce Perskiej jest kosztowne. To „miliony dolarów” dziennie, co oznacza, że dla Irańczyków koszt jakiejkolwiek ugody do zaakceptowania przez Waszyngton z dnia na dzień rośnie. Myślę, że Irańczycy nie doceniają, jak wiele będą musieli poświęcić, aby zapobiec atakowi.

Krytycy amerykańskiej polityki wobec Iranu twierdzą, że administracja nie ma żadnego planu, a atak wojskowy byłby błędem. Jakie cele chce osiągnąć Biały Dom?

Ilan Berman: Na razie, reżim w Teheranie nie daje w toku negocjacji administracji USA tego, czego ta chce. Dlatego prezydent Donald Trump coraz częściej mówi, że może to dobry pomysł, aby ten reżim odszedł i pojawił się nowy. W rzeczywistości Waszyngton nie zamierza jednak- moim zdaniem – obalać reżimu, w sposób kojarzony z Irakiem za rządów Saddama Husajna. Administracja nie ma ochoty na tego rodzaju przedłużające się zaangażowanie i budowanie narodu. Chodzi raczej o doprowadzenie do jakiejś taktycznej zmiany, żeby – tak jak w przypadku Wenezueli – jakoś się porozumieć.

Mieszkańcy Iranu liczyli chyba na więcej. W krwawo stłumionych protestach przeciw rządom ajatollaha Alego Chameneiego zginęły tysiące osób, a dziesiątki tysięcy zostało prawdopodobnie aresztowanych.

Ilan Berman: Rzeczywiście widać rozbieżność między tym, co prawdopodobnie się wydarzy, a retoryką płynącą z Białego Domu. Kilka tygodni temu prezydent Trump powiedział Irańczykom, że pomoc jest w drodze. Trudno jednak wyobrazić sobie sytuację, w której Stany Zjednoczone zaangażują się w irańską rewolucję, w prawdziwym sensie tego słowa. Być może Waszyngton ma nadzieję, że jeśli dojdzie do jakiejś akcji militarnej przeciw Iranowi, to wystarczy, by ponownie rozniecić protesty, które widzieliśmy pod koniec grudnia i w styczniu. Jednak realistycznie rzecz biorąc, nie sądzę, żebyśmy mieli do czynienia z prawdziwym amerykańskim zaangażowaniem oddolnym, którego oczekuje irańska opozycja.

Jakie znaczenie geopolityczne miałyby zmiany w Iranie?

Ilan Berman: Istnieją konkretne argumenty na wielu poziomach przemawiające za interwencją militarną USA przeciw Teheranowi. Gdyby doszło do obalenia irańskiego reżimu w jego obecnym kształcie, byłby to przełom dla amerykańskich interesów na Bliskim Wschodzie i dla bezpieczeństwa naszych sojuszników w tym regionie. Po pierwsze, ze względu na irański program nuklearny, na jego potencjał balistyczny. Po drugie, fundamentalna zmiana w Iranie oznaczałaby pozbycie się władzy wspierającej grupy terrorystyczne, które zdestabilizowały nie tylko Izrael, ale także zmieniły układ polityczny, na przykład w Iraku, czy były obecne w Jemenie.

Atak na Iran byłby także czymś w rodzaju testowania współpracy między Iranem, Chinami i Rosją. W Waszyngtonie od dawna mówi się o nowej osi Moskwa, Pekin i Teheran, źródła destabilizacji i wstrząsów. Ich współpraca wojskowa i gospodarcza jest poważnym problemem dla Stanów Zjednoczonych. Usunięcie irańskiego reżimu zaszkodziłoby więc zarówno Chinom, jak i Federacji Rosyjskiej.

Jakie byłyby skutki gospodarcze obalenia reżimu?

Ilan Berman: Około 90 proc. irańskiej ropy trafia do Chin, dlatego odcięcie od tego źródła byłoby dla Pekinu poważną stratą. Nie byłby to jednak cios śmiertelny, ponieważ Chińczycy dywersyfikują źródła energii. Z drugiej strony, każdy konflikt w tym rejonie, ze względu na zagrożenie dla żeglugi przez cieśninę Ormuz, będzie miał przynajmniej tymczasowy wpływ na globalne ceny energii. Te ceny oczywiście wzrosną, co dotknie konsumentów takich jak Chiny, zaopatrujących się w ropę na Bliskim Wschodzie.

Jak może zachować się irański reżim? Zablokuje w desperacji cieśninę Ormuz, czy może liczy może na wsparcie Rosji i Chin?

Ilan Berman: Reżim ajatollahów ma niewątpliwie wsparcie Rosji i Chin, dlatego negocjacje z USA idą jak po grudzie. Z perspektywy Moskwy i Pekinu obecny stan rzeczy ma strategiczne korzyści. Jest dla nich niepokojący, ale nie tragiczny. W tym sensie, że Ameryka zajęta Iranem nie zwraca takiej uwagi na Tajwan czy Ukrainę. Jeśli jednak dojdzie do czegoś więcej niż tylko kosmetycznej zmiany reżimu w Teheranie, a nowy rząd może już nie chcieć handlować z Rosją i Chinami, które wspierały stary reżim, sytuacja się dla Moskwy i Pekinu pogorszy. Stawka jest więc wysoka.

Optymalnym rozwiązaniem dla Chin i Rosji byłyby przeciągające się negocjacje, a na końcu jakieś taktyczne porozumienie, które utrzyma ten reżim w mniej więcej nienaruszonym stanie. I myślę, że właśnie dlatego naciskają na ajatollahów, aby negocjowali z Waszyngtonem.

Jaki jest według pana scenariusz zdarzeń na najbliższą przyszłość?

Ilan Berman: Nadal będziemy w zawieszeniu, ale ono lada moment musi się skończyć, bo Stany Zjednoczone nie mogą utrzymywać w nieskończoność takiej liczby sił w regionie. Nie jestem jednak pewien, czy stanie się to w ciągu najbliższych kilku dni.

Co przesądzi o decyzji prezydenta?

Ilan Berman: Prezydent Donald Trump, którego wskaźniki popularności wynoszą obecnie maksymalnie 33 proc., musi brać pod uwagę rachunek polityczny. Porozumienie z Iranem, które mógłby sprzedać swoim wyborcom, musiałoby być lepsze niż umowa nuklearna z 2015 roku, z której wycofał Amerykę. Tłumaczył wtedy, że umowa ta była zbyt hojna dla Iranu. Uzyskał on bowiem zbyt daleko idące złagodzenie sankcji, a umowa nie obejmowała ani kwestii pocisków balistycznych, ani sponsoringu grup terrorystycznych przez Teheran.

Jest też rachunek ekonomiczny, który prezydent bierze zapewne pod uwagę. Aby mógł się wytłumaczyć wyborcom, inwestycja, czyli zaangażowanie tak ogromnych sił na Bliskim Wschodzie, powinna przynieść jakiś zwrot. Czy to będzie porozumienie z reżimem, ale lepsze niż to w 2015 roku, czy jednak jakieś działanie militarne? Przekonamy się.

Rozmawiała Anna Gwozdowska/PAP

Sojusz Teheranu z Moskwą

.Na temat pogłębiającej się współpracy gospodarczej oraz energetycznej Iranu z Rosją, na łamach “Wszystko Co Najważniejsze” pisze Antonia COLIBASANU w tekście “Rosja i Iran zacieśniają współpracę, potrzebują Indii“. Jak zauważa autorka jednym z głównych celów tej bilateralnej współpracy obu autorytarnych państw jest budowa Międzynarodowego Korytarza Transportowego Północ-Południe (INSTC), który ma połączyć Rosję z Indiami.

“Jednym z zasadniczych rozwiązań ułatwiających realizację planów, które mają Rosja i Iran, dotyczących ożywienia handlu, jest Międzynarodowy Korytarz Transportowy Północ-Południe. Jego celem jest połączenie rynków w całej Eurazji przy użyciu statków, kolei i dróg. Został on zaprojektowany w oparciu o umowę podpisaną przez Rosję, Iran i Indie we wrześniu 2000 roku. Według rosyjskich mediów korytarz już działa, a niektóre źródła podają, że jest to obecnie główna trasa przewozu towarów z Bombaju do Petersburga. Jednak niektóre połączenia na tej trasie są jeszcze w budowie, w tym 160-kilometrowa linia kolejowa Rasht-Astara, która połączy azerbejdżański szlak kolejowy (kończący się w Astarze) z irańskim. Rosyjski prezydent Władimir Putin wraz z irańskim prezydentem Ebrahimem Raisim na spotkaniu w lipcu 2022 roku uzgodnili, że linia Rasht-Astara musi być oddana do użytku jak najszybciej, choć oficjalny planowany termin jej ukończenia to 2025 rok. Ponadto około 6000 kilometrów autostrady łączącej Petersburg z Zatoką Perską i Zatoką Omańską jest nadal w budowie, a do przyszłego miesiąca ukończonych zostanie zaledwie 1000 kilometrów”.

.”Warunkiem przyspieszenia realizacji projektu, zwłaszcza strategicznego portu w Czabaharze w południowym Iranie, jest uzyskanie pełnej współpracy ze strony Indii. Ministrowie transportu Indii i Iranu spotkali się latem ubiegłego roku, a w listopadzie wysoki rangą irański dyplomata odwiedził Indie, aby omówić kwestię rozbudowy tego portu, który połączy Indie z resztą szlaku. Nowe Delhi i Teheran doszły do porozumienia w sprawie rozwoju portu już w 2003 roku. W 2015 roku Indie ponownie zobowiązały się do pomocy Iranowi w realizacji tego projektu oraz budowy powiązanej z nim linii kolejowej, dzięki czemu Iran mógłby zwiększyć handel z Azją Środkową i prowadzić interesy z Afganistanem bez ingerencji ze strony Pakistanu. Indie zainwestowały około 85 milionów dolarów w pierwszą fazę rozbudowy portu, ale do wykorzystania jego potencjału konieczne są dalsze prace. Niedokończona pozostaje również linia kolejowa z Czabaharu do Zahedanu, kluczowa dla włączenia portu do wielofunkcyjnego szlaku infrastrukturalnego i kosztująca 1,6 miliarda dolarów”.

PAP/Anna Gwozdowska/MJ

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 20 lutego 2026