Nawet gdybym potrzebował sojuszników z NATO, to i tak by ich nie było [Donald TRUMP]

Gdybym potrzebował sojuszników z NATO, nie byłoby ich przy mnie – ocenił prezydent USA Donald Trump w rozmowie z portalem Politico. Dodał, że w swoim orędziu odniósł się do Sojuszu w sposób pośredni.
„Nie potrzebowałem ich”
.Serwis Politico zapytał w rozmowie telefonicznej z Donaldem Trumpem, po wygłoszeniu przez niego orędzia do narodu, dlaczego prezydent USA nie wspomniał w tym wystąpieniu o NATO, mimo wcześniejszych zapowiedzi. – Cóż, wspomniałem pośrednio. Mówiłem o ludziach, którzy korzystają z (cieśniny Ormuz)… To nie było przemówienie o NATO, tylko o Bliskim Wschodzie, ale wspomniałem pośrednio. Mówiłem o cieśninie, nie było ich tam – odpowiedział Donald Trump.
– Muszą nabrać odwagi, wejść tam i po prostu wysłać tam swoje okręty, i cieszyć się tym – dodał.
Pytany o to, czy jest sfrustrowany Sojuszem, odparł: – Nie, nie mam żadnych frustracji. Nie było ich tam. Nie jestem sfrustrowany. Nie obchodzi mnie to. Nie potrzebowaliśmy ich.
– Nie potrzebowałem ich. Ale jeśli kiedykolwiek bym ich potrzebował, to by ich nie było. Każdego roku mieliśmy w NATO dużo pieniędzy, więc dużo się dowiedziałem. (…) Dowiedziała się też Ameryka. NATO to papierowy tygrys – ocenił Donald Trump.
– Nie mam żadnych przemyśleń na temat NATO. Jestem nimi rozczarowany – dodał.
W wywiadzie dla agencji Reutera, Donald Trump zapowiedział, że podczas wieczornego orędzia ogłosi, iż rozważa wycofanie Stanów Zjednoczonych z NATO. Również w opublikowanej tego dnia rozmowie z brytyjskim dziennikiem „The Telegraph” powiedział, że poważnie zastanawia się nad wycofaniem Stanów Zjednoczonych z Sojuszu, który nazwał „papierowym tygrysem”. W wieczornym wystąpieniu nie odniósł się jednak do tej kwestii.
Strategia na papierze, wojna w rzeczywistości
.Dokumenty strategiczne USA a Operacja Epic Fury, czyli lekcja, jaką odbieramy dla europejskiego planowania obronnego – pisze Maciej ŚWIRSKI.
wudziestego trzeciego stycznia 2026 roku Pentagon opublikował Narodową Strategię Obronną – NDS, od angielskiego National Defense Strategy – dokument pełniący w każdej administracji rolę konstytucji operacyjnej sił zbrojnych. Towarzyszy jej wydana w grudniu 2025 Strategia Bezpieczeństwa Narodowego – NSS, od National Security Strategy – szerszy dokument wyznaczający polityczne i geopolityczne ramy, wobec których NDS formułuje konkretne priorytety wojskowe i alokację zasobów. Razem tworzą oficjalny zapis tego, czego Ameryka zamierza bronić, przed kim i jakimi środkami.
Trzydzieści sześć dni po publikacji NDS, dwudziestego ósmego lutego, o godzinie 1:15 czasu lokalnego, te same Stany Zjednoczone rozpoczęły Operację Epic Fury: masową kampanię bombardowań Iranu prowadzoną wspólnie z Izraelem, której skala przekroczyła wszystko, co Bliski Wschód widział od inwazji na Irak w 2003 roku.
Naturalna reakcja europejskich komentatorów była niemal natychmiastowa i jednomyślna: sprzeczność. Dokumenty mówiły jedno, operacja uczyniła drugie. Pisano o chaosie decyzyjnym, o nieprzewidywalności Trumpa, o rozbieżności między deklarowaną priorytetyzacją a faktycznym zaangażowaniem. Ta interpretacja ma wadę zasadniczą: zakłada, że dokumenty były tym, czym się wydawały – zapisem intencji, a nie narzędziem.
Niniejszy esej stawia hipotezę inną. NSS i NDS nie rozminęły się z Epic Fury przez przypadek ani przez niekonsekwencję; ich funkcją operacyjną było wytworzenie przeświadczeń, które tę operację umożliwiły. Hipotezę tę poddaję próbie publicznie dostępnych dowodów. Wnioski wychodzące z tej próby są nieprzyjemne również dla Polski.
Zanim przejdę do treści dokumentów, warto postawić pytanie, które europejscy analitycy konsekwentnie pomijają: kim jest Donald Trump w tej historii. Dominująca narracja obsadza go w roli chaosu wcielonego – nieprzewidywalnego, impulsywnego, kierowanego doraźnymi kalkulacjami medialnymi i urazami. Ta narracja jest wygodna, bo zdejmuje z Waszyngtonu ciężar intencji. Jeśli Trump jest chaosem, Epic Fury jest wypadkiem. Jeśli Trump jest aktorem, Epic Fury jest działaniem.
Materiał dowodowy silniej przemawia za drugą interpretacją. Trump nie jest dyplomatą w klasycznym sensie ani strategiem w sensie kissingerowskim, ale jest negocjatorem, który przez cztery dekady działalności biznesowej wypracował jedną spójną doktrynę operacyjną: tworzenie przeświadczeń u przeciwnika, które osłabiają jego pozycję zanim dojdzie do konfrontacji. Nieprzewidywalność nie jest jego wadą – jest jego orężem. Twierdzenia, które wydają się sprzeczne, deklaracje, które nie wyrażają planowanych działań, sygnalizowanie słabości w obszarach, które za chwilę staną się obszarami uderzenia – to nie aberracje, lecz metoda.
Tekst dostępny na łamach Wszystko co Najważniejsze: https://wszystkoconajwazniejsze.pl/maciej-swirski-dokumenty-strategiczne-usa-wojna-w-rzeczywistosci/
PAP/MB





